-A więc… – skrzyżowała ręcena piersi stając na wprost mężczyzny – zamierza się Pan takgłupkowato cieszyć, czy powie w końcu jedną ze swoich nadzwyczajintrygujących kwestii, pozwalając mi się tym samym na jaknajszybsze oddalenie się od Pana?

Co to to nie.." – pomyślał,odkładając kieliszek. Splótł ręce na karku, odchylając się na krześle.

-PannoGranger.. – zapraszającym gestem wskazał krzesło na wprostswojego. Kobieta ignorując go prychnęła cicho, zaznaczając swojądezaprobatę względem jego zachowania. – Jak Pani woli.. – dodałcofając rękę. – Chciałem Pani powiedzieć, że przemyślałemnaszą ostatnią, hm.. nazwijmy to rozmowę, i doszedłem dociekawych wniosków. Jeżeli byłaby Pani zainteresowana,ponawiam swoją propozycję przyłączenia się, niech Pani usiądzieprzy MOIM stoliku – uśmiechnął się zjadliwie akcentującostatnie słowa. Jej brązowe oczy, zwęziły się znaczniewprawiając go w jeszcze większą euforię. Niechętnie, lecz zwielką złością usiadła na wskazanym miejscu. Nerwowo potupującnogą, gniewnym wzrokiem wpatrywała się w mężczyznę.

-Dobrze.. -uśmiechnął się upijając łyk wina. – Zacznijmy od począ ło mnie Pani ostatnie zachowanie.. i nie powiem,skłoniłem się do przemyśleń. – odchylił się na krześle, abyczerpać jeszcze więcej rozkoszy z jej poirytowania. – ChciałemPani powiedzieć, że nie zawsze słowa jakie wypowiadamy pokrywająsię ze swoim znaczeniem.

-Ma pan namyśli przenośnię? – pochyliła się lekko do przodu, nie mogłazaprzeczyć, że zainteresował ją.

-W rzeczysamej.. Widzi Pani Panno Granger, sęk w tym, że mówiącniedocenienie miałem na myśli brak indywidualności, brakznajomości tajemnic które nas otaczając, a które wznaczący sposób wpływają na naszą psychikę. – delikatniesię uśmiechnął widząc, że wzbudził w niej zainteresowanie.

-Proszękontynuować.. – ponagliła go.

-Jak jużwspomniałem indywidualność, jest czymś niezwykłym,charyzmatycznym. Pani zachowanie skłoniło mnie do stwierdzenia, żeczuje się Pani niedoceniona, i w pewnym sensie dotknięta moimisłowami.

-Niech, Pansobie nie pochlebia profesorze. Owszem, pańskie słowa skłoniłymnie do myślenia, powiem więcej, otworzyły mi oczy jednak niedotknęły.

-Cóż,nie każde spostrzeżenie musi być trafne. Mniemam jednak, że nieskończyło się na przemyśleniach.. – uniósł znaczącobrew przyglądając się jej badawczo. Kobieta posmutniała,przypominając sobie jego ostatnie słowa. Itym się od siebie różnimy,ponieważ ja, potrafię w tymmomencie wyczytać wszystko z Pani oczu, a Pani nie potrafi z moichwyczytać nic – „czyta ze mnie jak z otwartej księgi"- przemknęło jej przez myśl kiedy spojrzała w jego czarne jaksmoła oczy. Nie musiała mu już nic mówić, wiedział oczym myślała.

-Panno Granger, proszę się teraznie obwiniać za swoją nadwrażliwość. Nie każdy rodzi się zumiejętnością ukrywania uczuć. Skłamałbym jednak mówiąc,że jest ona najwspanialszym co człowiek może posiadać zcharakteru.

-Profesorze.. Może robię wielkibłąd rozmawiając teraz z Panem, jednak pański styl bycia,sprawia z każdą chwilą, że coraz lepiej wiem do czego dążę.Chcę dosięgnąć sfery nieosiągalności, oderwać się od tegowszystkiego i nabrać dystansu, aby nie czerpań już wiedzy tylko zksiążek, ale i z życia. – mówiła spokojnie, dokładnieakcentując każde słowo. Zadziwiły go jej słowa, nie spodziewałsię, że sprawy nabiorą takiego wyrazu. – Rozumie Pan?

-Żyłem samotnie przez wiele lat,robiłem rzeczy których się wstydzę, ale którewykształciły mój charakter. Również nie rozumiemdlaczego z Panią rozmawiam, ale uważam, że wcale głupio Pani niegada…

-Mam rozumieć, że mogłabymliczyć na Pana?

-Zależy z jaką prośbą dokładniesię Pani do mnie teraz zwraca- uśmiechnął się wrednie, widzącjej dezorientację.

-Profesorze.. – odparłaspuszczając wzrok, kiedy dotarło do niej znaczenie tych słów.

-Chociażbyś mnie błagałaGranger nie dotknąłbym Cię, już się tak nie zapędzaj. – splótłręce, intensywnie się w nią wpatrując- Jednak składasz mibardzo interesującą i ciekawą propozycję.. Widok nieporadnieradzącego robię z życiem rozczochrańca, może byś interesujący.

-Widok nietoperza zabranego ze jegonaturalnego środowiska również – odgryzła się.Popatrzył na nią gniewnie.

-Kontynuując… Nie będętolerował takiego zachowanie. Spokój i równowagaprzede wszystkim Granger.

-Proszę więc mnie nie prowokować,bo nie wie Pan do czego jestem zdolna – pochyliła się nad nimunosząc delikatnie lewą brew do góry.

-Nie prowokuj – syknął widzącjak uśmiecha się triumfująco na widok jego zmieszania.

-I tak by mnie Pan nie dotknął –zaśmiała się, odchylając na krześle. „Jeszcze zobaczymykto będzie miał ostatnie słowo"- pomyślał,uśmiechając się złośliwie.

Dopiła kawę i spojrzała przez okno, słońce właśnie zachodziło rzucając na Londyn przyjemną poświatę. Uśmiechała się ła ją duma, bowiem brnęła coraz dalej w swoich postanowienia. Odnalazła wsparcie tak, gdzie nigdy by się tego nie spodziewała. Uzyskała pomoc od kogoś z dużym bagażem ż niekonkretne, ale zobowiązujące słowa, sprawiały, że uśmiech nie znikał jej z twarzy.

-Granger –zaczął dopijając kolejną lampkę wina – musisz być świadoma,że nie możesz się już wycofać. Trudno, najwyżej spieprzyszsobie życie, w czym z wielką chęcią ci pomogę. – uśmiechnąłsię zjadliwie.

-Z chęciąuczynię w takim razie z Pana życia piekło.

-Gorsze niemoże już być od kiedy Cię poznałem.

-I vice versa,do dzisiaj mam koszmary z nietoperzami w roli głównej.

-A ja ciągle wpracowni spotykam kępy twoich kudłów.

-Japrzynajmniej mam kudły, które myję szamponem, a nie szambemw przeciwieństwie do niektórych.

-Grrrrangerrrr..- warknął.

-Milczę, conie zmienia faktu, że moja opinia o Panu mogłaby zostać spisana wformie książki – powiedziała bardziej do siebie.

-Wracając dotematu – puścił jej uwagę mimo uszu – to w co się pakujeszzmieni twoje życie.

-Och! Niech Panprzestanie! Nie jestem małą dziewczynką, a Pan nie jest moimojcem, żeby pieprzyć mi takie farmazony.

-Panuj nadjęzykiem!

-Odezwał sięwychowany..

-Ostrzegam cię,jeszcze raz mi przerwiesz, a będziesz mogła się pożegnać z mojąpomocą.

-Milczę.. -zakryła dłonią usta, na znak tego, że mówi prawdę.

-Ciekawe na jakdługo – zaakcentował z sarkazmem. Nadal się nie odzywała,odczekał chwilę upewniając się czy zaraz nie zasypie go gradempytań. Kiedy to się nie stało, westchnął.

-Granger,owszem to twoje życie, jednak nie chcę cię mieć na sumieniu,które i tak już jest mocno nadszarpnięte. Chodzi o to, żedążąc do indywidualności człowiek musi wiele poświęcić.Wiele się wyrzec, aby stać się tym kim chce. Rozumiem twójupór, jednak dziewczyno, zastanów się jeszcze raz. -podniosła rękę do góry na znak, że chce coś powiedzieć.Mężczyzna zrezygnowany machnął tylko ręką pozwalając jejmówić.

-Proszę miuwierzyć, niczego nie jestem bardziej pewna. – podparł głowęmyśląc intensywnie.

-Niech Cibędzie… – westchnął w końcu.

Odstawiła kubek do zlewu. To wszystko było zbyt piękne, aby było prawdziwe. Znalazła swojego mentora. Zdobędzie szacunek, i uznanie. Będzie kimś,będzie człowiekiem już nie tylko w książkowym znaczeniu tego słowa.

Wróciła na parapet, była zbyt nabuzowana emocjami, aby zasnąć. Wzięła do ręki niedawno zakupioną książkę i zaczęła czytać.

Opadł zmęczony na łóżko. Jego myśli ciągle krążyły, wokół dziewczyny.

-W co ona siępakuje.. – jęknął układając się do snu.