TEN FF NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA.

JEGO AUTORKĄ JEST lgmrkm.

Link do oryginału: fanfiction(kropka)net/s/5367389/1/Online_Offline

Link do porfilu autorki: fanfiction(kropka)net/u/1957430/lgmrkm

Zgoda na tłumaczenie: jest!

Tłumaczenie: angie337

Beta: Lenka_Outsider

Pełny opis:

Mimo że, Bella Swan codziennie otoczona jest przyjaciółmi, czuje się samotna. Nie ma prawdziwych przyjaciół, a nikt z otaczających jej ludzi nie zna jej naprawdę. Jej prawdziwym przyjacielem jest chłopak online, chłopak którego nie spotkała w realnym życiu; osoba o nieznanym imieniu, której zwierza się ze wszystkich marzeń i tajemnic. Gdy przeprowadza się ze słonecznego San Francisco do małego miasteczka Forks, stwierdza że jej stosunki z nowym sąsiadem, Edwardem Cullenem, nie należą do najlepszych. Gdy konflikt z sąsiadem wciąż trwa, dziewczyna szuka pocieszenia u przyjaciela online. Niespodziewanie jej dwa światy, online i offline, zaczynają się ze sobą zderzać.


Rozdział szósty

TO TYLKO BIZNES

BPOV

Następnego dnia, rano zostałam obudzona przez okrutnie rażące promienie słoneczne, wpadające przez okno do mojego pokoju. Pomimo tego że, wczoraj odbyła się obrzydliwa impreza halloween'owa, to dzisiaj musiałam iść do szkoły. Na myśl o tym, moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Wczorajszej nocy dręczyły mnie przerażające koszmary. Oczywiście, jak się domyśliliście, były w nich klauny. Wiem, że wiele osób może parsknąć śmiechem i powiedzieć, że ten strach jest irracjonalny i bezpodstawny. Jednak dla mnie, trauma ta była bardzo uciążliwym problemem
i wcale nie było mi z tym do śmiechu.

Kilka razy przetarłam twarz ręką, próbując się obudzić i zapomnieć o zeszłych koszmarach. W większości z nich, zwykle byłam sama z obiektem mojego strachu. Kilka razy pojawiał się Edward. Za pierwszym razem, po prostu tam stał a ja cicho prosiłam go o pomoc. Następnym, drugim razem, mocno mnie trzymał, a ja drżałam w jego ramionach. Koszmary były tak irracjonalne i surrealistyczne, że nie mogłam się zdecydować czy jestem rozdrażniona, rozgniewana czy też odczuwam ulgę z powodu jego obecności.

W końcu zdecydowałam się wstać, przeczłapałam się przez cały pokój do łazienki, aby wziąć prysznic. Gdy spojrzałam w lustro, pomimo tego, że wczoraj wieczorem zmywałam makijaż zauważyłam pozostałości tuszu do rzęs, a moje włosy sterczały w każdą stronę. Uczucie ciepłej wody i zapach truskawkowego szamponu, relaksowały i utwierdzały mnie w przekonaniu, że jestem tą samą osobą, którą byłam wczoraj. Umyłam starannie swoją twarz i byłam zadowolona, kiedy po wytarciu kropel wody, spojrzałam w lustro.

Nie przykładałam większej wagi do tego, w co się ubieram. Nie widziałam sensu w strojeniu się, skoro dzisiaj prawdopodobnie znowu będzie padał deszcz. Byłam jeszcze troszeczkę zmęczona po ostatniej nocy. Kiedy weszłam do kuchni, nalałam sobie kawy, którą moi rodzice wcześniej przygotowali. Nie piłam jej zbyt często, ale dzisiaj była mi niezbędna aby w pełni stanąć na nogi. Po szybkim przygotowaniu pop-tarts1, zajęłam miejsce przy stole naprzeciwko rodziców.

- Długa noc, Bells? - mój tato zapytał i zachichotał, w momencie kiedy wzięłam łyk kawy. Zaskoczona, otworzyłam szeroko oczy, ale uśmiechnęłam się szczerze.

- Tiaa, ale nie dłuższa niż wasza. O której wczoraj wróciliście? - spytałam, ponieważ nie słyszałam jak wrócili. - Czy razem z Cullenami przyozdobiliście czyiś dom papierem toaletowym? - dokuczyłam im. Moi rodzice rzadko kiedy pili, ale kiedy już sięgali po trunki ich zachowanie ulegało drastycznej zmianie. Renee stawała się kieszonkowcem, a Charlie był bardzo odważny. Posiadałam na to kilka dowodów w postaci zdjęć z przyjęć, głównie rodzinnych. Moi rodzice nie mieli o tym nawet pojęcia, a trzymałam je głównie dla własnej satysfakcji i zabawy.

- Haha. Bardzo śmieszne. Wróciliśmy około północy. Skarbie, zaskoczyło mnie to, że byłaś przed nami w domu. Wiem, że rodzice nie powinni zachęcać do późnych powrotów, ale raz na jakiś czas jest to dozwolone – mama powiedziała żartobliwie.

- Oczywiście za naszą zgodą – tato powiedział poważnym tonem, który całkowicie kontrastował z jego uśmieszkiem.

- Och, wiem, ale byłam bardzo zmęczona pomocą w przygotowaniu dekoracji. Nie wspominam już nawet o rygorystycznych przymiarkach kostiumu, które zorganizowała Alice. Dodam jeszcze, że taniec i perspektywa szkoły, zadecydowały o szybszym, niż planowałam, powrocie do domu. Mimo to, jestem szczęśliwa że pochwalasz późne powroty do domu. Będę o tym pamiętać, kiedy razem z Alice wybiorę się statkiem do Vegas na jeden weekend – zażartowałam. Zapamiętać, zorganizować podróż do Las Vegas na dwudzieste pierwsze urodziny Alice.

Moja mama uśmiechnęła się, ale pokręciła głową, na znak protestu. Jak nudno by to nie zabrzmiało, byłam odpowiedzialną osobą, cieszącą się zaufaniem rodziców. Szybko wstałam i dopiłam moją kawę. Byłam zadowolona, kofeina podziałała na mnie pobudzająco. Byłam już bardziej rozbudzona. Usłyszałam jak Alice z niecierpliwością trąbi, równocześnie informując mnie o swoim przybyciu. Jak miło z jej strony, że po mnie przyjechała, mój samochód wciąż był u niej.

- To Alice, do zobaczenia wieczorem!

- Czekaj. Gdzie jest twój samochód? - mój tato zapytał, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że poprzedniej nocy mojego samochodu nie było na podjeździe. Nie, to mnie nie zaskoczyło.

- Poprzedniego wieczora zostawiłam go u Alice. Zabiorę go dzisiaj po szkole – powiedziałam, jedną nogą w kuchni.

- Och, w porządku. Przywitaj ją od nas – Renee powiedziała wesoło.

- Nie ma problemu – usłyszałam jak Alice ponownie zatrąbiła, więc chwyciłam plecak i moje kluczyki i ruszyłam do drzwi. Nie uszło mojej uwadze, że drzwi wejściowe Cullenów zostały zamknięte w tym samym momencie, a Edward poruszał się jak mój cień. Kiedy dotarłam do samochodu przyjaciółki, poczułam jak ktoś wierci spojrzeniem w moje plecy. Oparłam się pokusie, aby stwierdzić czy aby na pewno spojrzenie należało do Edwarda. Wskoczyłam na siedzenie i ruszyłyśmy w kierunku szkoły.

- Po czasie, Bello – Alice powiedziała żartobliwie.

- Przepraszam Alice.

Wzruszyła ramionami i zapewniła, że wszystko jest w porządku. Następnie szybko wycofała się z podjazdu, kierując się do szkoły. Alice ciągle przyglądała się mi uważnie i kilka razy otwierała oraz zamykała usta, zanim zdecydowała się odezwać. - Hej Bells, jak się czujesz? - spytała łagodnie. Od razu wiedziałam o co jej chodzi. Chociaż doceniałam jej troskę, to nie lubiłam jak ludzie traktują mnie ostrożnie niczym skorupkę jajka, jakbym miała się rozpaść przez najmniejszy hałas.

- Alice, czuję się dobrze. Nie martw się. Nie zobaczysz tego ranka żadnych smutnych i przypadkowych emocji – dokuczyłam, starając się rozluźnić atmosferę. Atomówka uśmiechnęła się nieśmiało i zaczęła kiwać głową w rytm muzyki. Zaczęłyśmy się wygłupiać i pomimo mojego złego nastroju nie mogłam przestać się śmiać i śpiewać. Poprzednie napięcie zniknęło. Niedługo potem wjechaliśmy na szkolny parking i Alice pobiegła do samochodu Jaspera. Dołączyłam do nich, w momencie kiedy, serdecznie się witali.

- Dzień dobry Bello – Jasper przywitał się uprzejmie i swobodnie. Byłam wdzięczna, że nie traktowali mnie inaczej po ostatniej nocy.

- Cześć Jazz – powiedziałam wesoło. Przez chwilę rozmawialiśmy, dopóki nie spostrzegł czegoś ponad moim ramieniem. Także spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam, jak Edward wychodzi z samochodu i idzie w naszą stronę. - Ummm, mam zamiar iść do klasy – powiedziałam w ułamku sekundy.

Niczego więcej nie mówiąc i nieco szybszym krokiem oddaliłam się w kierunku klasy. Nagle usłyszałam jak z tyłu ktoś za mną biegnie.

- Isabella, mogę z tobą przez chwilkę porozmawiać? - Edward zapytał. Doskonale czułam jego otaczającą obecność, jakby mnie dotykał. Na domiar złego po raz kolejny zirytował mnie, zwracając się do mnie Isabella. Teraz będzie próbował mnie podejść z dobrej strony. Musiałam wziąć głęboki oddech zanim odwróciłam się i spiorunowałam go wzrokiem. Moje plany zostały zniszczone w ułamku sekundy, gdy spojrzałam w jego oczy.

- Nie, nie możemy. Wczoraj usłyszałam co masz mi do powiedzenia, więc jeśli teraz mi wybaczysz... - odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi. Szłam korytarzem, odpowiadając na kilka pozdrowień i powitań. Myślałam, że sobie odpuścił ale ponownie go usłyszałam.

- Proszę, chodź. Chcę tylko przeprosić! - powiedział rozpaczliwie, ale słyszałam lekką frustrację w jego głosie i przysięgam, że cichy bełkot: tak cholernie uparta.

- Twoje przeprosiny odnotowano. Zostaw mnie Edward – powiedziałam lodowatym głosem. Tak, wiem , że posunęłam się do kłamstwa, ale byłam wściekła. Tym co zrobił wczoraj przekroczył granicę. Z pewnością nie zapomnę o tym nim minie mniej niż dwadzieścia cztery godziny. W obecnej sytuacji, również nie pomagał mi fizyczny pociąg ani moja niechęć do tego głupiego osła, który wierzył, że już mi przeszło.

Nie mówisz serio, Bella? - ten cholerny głos sprawił, że zgrzytałam zębami. Nawet moja własna psychika była przeciwko mnie. Super!

- Nie dopóki, nie porozmawiamy – powiedział wyzywająco. Kontynuowałam swój marsz korytarzem, razem z Cullenem idącym za mną niczym cień. Zatrzymałam się przy mojej szafce i włożyłam do niej kilka rzeczy. Rozpaczliwie próbowałam zignorować obecność Edwarda. - Wiem, że to co zrobiłem zeszłej nocy nie było... zbyt dobre. Przepraszam, ale zrobię wszystko, aby ci to wynagrodzić, proszę – wybrałam zły moment, aby spojrzeć na jego twarz, bo wyglądał tak cholernie, nieludzko atrakcyjnie.

Bądź silna, Bello. Nie pozwól mu uwierzyć, bo poprzedniej nocy wyraźnie się popisywał i strasznie cię zranił. Bądź silna! - śpiewałam w mojej głowie. Zanim spojrzałam w jego smutne spojrzenie, zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Popatrzyłam się na niego gniewnie. - Jedynie czego chcę, to abyś zostawił mnie w spokoju. Nie jestem teraz w nastroju, aby dojść z tobą do porozumienia – powiedziałam, przechodząc w zły szept. Starałam się nie zwracać większej uwagi na niektórych ludzi, którzy z ciekawością się nam przyglądali. Prawdopodobnie wyczuwali złą atmosferę. Cullen otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale szybko odeszłam. Nie chciałam znowu spojrzeć w jego oczy, wiedziałam, że to może mnie zgubić. - Głupi właściciel błyszczącego volvo i jego piekielne oczy - mruknęłam do siebie. W sumie, to nie miało sensu, ale nie obchodziło mnie to, bo wciąż wydawało mi się to właściwe. Nie ważne jak pokręcone to było.

Pobiegłam do sali od biznesu, z nadzieją, że spokojne i bez styczności z Edwardem, zajmę swoje miejsce. Angela już była i czytała jedną ze swoich angielskich książek. Gdy usiadłam posłała mi nerwowy uśmiech. - Hej Bella, jak spędziłaś weekend? Zabawiłaś się w Halloween? - zapytała, rzeczywiście będąc ciekawa.

- Umm, było w porządku; wzloty i upadki. Dobrze się bawiłaś z Benem? Nie widziałam was – spytałam próbując zmienić temat rozmowy na inny niż poprzedniej nocy. W szczególności, że Edward szedł za Mikiem kilka ławek dalej.

- Tak było świetnie. Ben wygrał na jednej z loterii i nie potrafi przestać mówić o campingu, na który się wybiera, kiedy tylko pogoda będzie lepsza – zachichotała i potrząsnęła głową. Uśmiechnęłam się, ciesząc się, że przynajmniej ona dobrze się bawiła. Nauczyciel wszedł, wyłożył książki, usiadł czekając na resztę klasy. Nie trwało to długo bo już po chwili zadzwonił szkolny dzwonek.

Szmery i ciche rozmowy ucichły, kiedy nauczyciel stanął przed klasą. Lekcje były przewidywalne i nudne, więc zazwyczaj zamykałam się w swoim świecie, ale kiedy dziś pan Lever zaczął wręczać nam małe kawałki papieru, zdezorientowana zaczęłam się zastanawiać co się dzieje.

- Dzisiaj rozpoczniemy nowy projekt – nauczyciel powiedział pogodnie. Wszyscy łącznie ze mną jęknęli, ale pan Lever mówił dalej, nie zwracając na to uwagi. - Pomyślcie teraz o posiadaniu firmy, o tym co chcielibyście robić w życiu. Zapomnijcie o wszystkim, czego oczekują od was ludzie i zastanówcie się jaki byłby wasz interes życia. Czekam na pierwsze propozycje, ludzie skupcie się, dobrze? Proszę... – spojrzał na kilku chłopców i chichoczące dziewczyny. - Nieważne. Chcę żebyście konkretnie napisali jakie macie pomysły, a nie że oczekujecie milionów dolarów. Jeżeli już się zastanowicie wypełnijcie kartki i złóżcie je na biurku. Potem powiem wam, co was dalej czeka.

Odwrócił się do nas plecami i usiadł na chwilę. Przez czas,kiedy ludzie drapali się po głowie i myśleli co chcą robić w biznesie, pan Lever obserwował nas. Instynktownie wiedziałam, czego nie chciałam. Firma moich rodziców i ja, odpadała. Cieszyłam się, że chociaż w tym ćwiczeniu sama mogę dokonać wyboru. Szybko zapisałam kartkę i złożyłam papier na pół. Angela zrobiła to samo minutę po mnie i uśmiechnęła się.

Kilka chwil później nauczyciel zapytał czy wszyscy skończyli. W odpowiedzi na kilka potwierdzających pomruków pan Lever kontynuował - Dobrze, teraz nadszedł czas na trudniejszą część – każdy rozejrzał się niespokojnie. - Podzielę was na czteroosobowe grupy, w których będziecie musieli połączyć się w jedną firmę.

Pojawiło się kilka okrzyków „co?" lub też „to niemożliwe", a ja się z tym zgadzałam. Jak niby można połączyć cztery pomysły w jedną firmę? Byłam rozczarowana, że nie mogłam chociaż raz zrobić tak jak chcę. To nic, że takie zadanie zostało przygotowane dla klasy. Westchnęłam, a Angela posłała mi uśmiech, chociaż w jej oczach również widziałam sceptycyzm.

- Wystarczy jak na razie tych skarg. Jestem pewny, że każda grupa będzie w stanie wymyślić coś twórczego i niepowtarzalnego. To nauczy was sztuki kompromisu i dochodzenia do wspólnych wniosków. Cały projekt będziecie musieli przygotować tak, jakbym był inwestorem a wy chcecie mnie przekonać, abym zainwestował w wasz biznes. Chcę propozycji finansowych; ile całkowity koszt będzie wynosił w rzeczywistości, plany architektoniczne sporządzone ręcznie lub w wykonaniu cyfrowym, dzierżawy, wszelkie potrzebne pozwolenia, cele biznesowe i wszystkie dokumenty, które są wymagane. Rozdałem po kartce papieru, ponieważ będziecie mieli okazję do przedyskutowania co zamierzacie zrobić, i w niektórych sytuacjach będziecie musieli nieco zmienić swoje pomysły, aby lepiej pasowały do innych – posłał nam chytry uśmiech, ciesząc się z zadanych nam tortur.

Po raz kolejny doszło do zbiorowego jęku i usłyszałam jak kilka osób mruczy przekleństwa. - To będzie interesujące – szepnęłam do Angeli. W porozumieniu skinęła głową.

- Zdecydowanie – odszepnęła.

- Teraz przydzielę was w grupy – uśmiechnęłam się razem z Angelą. Wiedziałam, że dziewczyna ciężko pracowała i że będąc razem, będziemy zgranym zespołem. - Wszystkie osoby do danej grupy zostaną wybrane losowo. Wywołam członków grupy, a kiedy skończę będziecie mogli porozmawiać o wszelkich możliwościach i spotkaniach poza szkołą. Dam wam trochę czasu na wykonanie tego projektu, powiedzmy około dwóch tygodni – wyciągnął kartkę papieru i zaczął dobieranie. Niektórzy ludzie byli szczęśliwi a inni nie. Razem z Angelą siedziałam w napięciu. Rozglądałam się, aby zobaczyć kto jeszcze został. - Angela Weber i Isabella Swan z Mike'm Nweton'em i Edwardem Cullenem.

- CO? - prawie krzyknęłam, a cała klasa się na mnie popatrzyła. Zakłopotana swoim wybuchem, zaczerwieniłam się. Jakkolwiek miałoby to zostać uzasadnione.

- Czy jest jakiś problem? - pan Lever zapytał, a jego zirytowany wyraz twarzy, tylko popierał, że dobieranie grup nie jest tematem do dyskusji. I co niby miałam powiedzieć? -Przykro mi, ale nie będę pracować z Edwardem, bo jest całkowitym osłem, który nie może się zdecydować, czy chce mnie pocałować lub zadać mi cios pięścią. Och i wydaje mi się, że jego celem życiowym jest drażnienie mnie. Tak, to prawdopodobnie nie skończyłoby się dobrze.

- Nie panie Lever, przepraszam – mruknęłam. Skinął głową i zaczął formować nową grupę. Oparłam się o Angelę, a ona pytająco na mnie spojrzała. - Zapomnij o tym co powiedziałam wcześniej.

- Wcześniej?

- To nie będzie interesujące, to będzie piekło – jęknęłam i zaklęłam ze złością. Wszędzie gdzie się pojawię, staję twarzą twarz z Edwardem. Przedwczoraj jeszcze chciałam mieć z nim do czynienia, ale od ostatniej nocy wciąż byłam wkurzona i gderliwa. Teraz nie miałam wyboru, co do spędzania z nim czasu po szkole, choć byłam wdzięczna, że poza nami będą jeszcze dwie osoby. Jeśli odpowiednio skończymy projekt, to być może uda nam się ograniczyć nasz kontakt do minimum.

- Okej, wszystkie grupy są już dobrane. Skorzystajcie z ostatnich minut lekcji na omówienie i kiedy zadzwoni dzwonek, proszę o złożenie wszystkich kartek w tym pudełku – pan Lever oznajmił, stawiając małe pudełko na biurku. Wszyscy zaczęli podnosić się ze swoich miejsc i razem z krzesłami przyłączali się do swoich grup. Angela już łapała za swoje krzesło, ale w porę ją powstrzymałam i skinęłam przecząco głową. Przecież mogą przyjść do nas. Czy byłam trochę jędzowata? Tak, muszę przyznać ale byłam usatysfakcjonowana, kiedy zobaczyłam jak się zbliżają.

- Hej Angela, Bella to będzie zabawa – Mike powitał serdecznie. Dziewczyna się z nim zgodziła, a ja wzruszyłam ramionami i unikałam kontaktu wzrokowego z Edwardem, który siedział naprzeciwko mnie. Próbował złapać moje spojrzenie, ale po mistrzowsku go unikałam. Niewidoczne napięcie między mną, a Edwardem było tak wyczuwalne, że można by je było kroić nożem. Angela i Mike przez chwilę popatrzyli się na nas ze zdziwieniem, dopóki dziewczyna lekko kaszlnęła i przemówiła.

- Myślę, że powinniśmy porównać to co wszyscy napisali, a wtedy może uda się nam coś wymyślić – roześmiała się lekko i rozwinęła swój papier. Poszłam za jej przykładem. - Ja na przykład, chciałabym własne kino – powiedziała podekscytowana.

- Naprawdę? - spytałam kompletnie zaskoczona jej wyborem.

- No tak. Ostatnio Ben zmusza mnie do oglądania filmów. Nie mogę znieść tych jego filmów o ninja z angielskim dubbingiem. Chciałabym pokazywać czarno-białe filmy, takie jak na przykład Casablanca2 - westchnęła i w jej spojrzeniu widać było, że myślami jest daleko stąd. Muszę przyznać, że brzmiało to całkiem ładnie.

- Okej. Umm, dobrze, ja chciałbym mieć sklep z grami, i no wiecie, z najnowszymi systemami gier – Mike wzruszył ramionami i niemal parsknął.

- Poważnie, gry wideo? - Edward zapytał z niedowierzaniem.

- Co? To zarobiłoby całkiem przyzwoite pieniądze i miałbym dostęp do wszystkich najnowszych gier, aby karmić moje hobby. Wygrywanie, zwyciężanie – Mike bronił i zachichotał. - A co ty wybrałeś? - spytał Edwarda.

- Łatwizna, sklep muzyczny – mówił tak, jakby to było oczywiste. Spojrzałam w drugą stronę, ponieważ muszę przyznać, że nigdy nie widziałam go, aby przejawiał jakiekolwiek skłonności do muzycznej pasji. Spojrzał na mnie, a kiedy napotkał moje spojrzenie, odwrócił szybko głowę.

- Naprawdę? Lubisz płyty CD czy instrumenty? - Angela zapytała.

- Sądzę, że jedno i drugie. A co z tobą Isabella? - Edward zapytał, ponownie próbując napotkać moje spojrzenie, ale koncentrowałam się na Angeli. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Z racji, że były jeszcze dodatkowo dwie osoby, które oczekiwały mojej odpowiedzi, nie mogłam odwlekać odpowiedź w nieskończoność.

- Mała księgarnia, może z małą kawiarnią na skrzyżowaniu, gdzie ludzie mogliby czytać – powiedziałam ze smutkiem. To byłoby moim niebem, nawet jeśli to idiotyczne. Byłabym w stanie pisać, w wolnym czasie spędzać czas z przyjaciółmi, a w ciągu dnia czytać i prowadzić sklep. Yup idiotko tutaj, ale mnie to nie obchodziło.

- Nie spodziewałem się czegoś takiego. Zakładałem, że przejmiesz firmę rodziców i będziesz prowadzić swój własny rekreacyjny sklep – Mike powiedział nagle.

- Mogę powiedzieć to samo o tobie – uniosłam brew. Zanim moi rodzice kupili tutaj sklep, był on własnością rodziców Newtona, dlatego moja odpowiedź była sensowna.

- Prawda – wzruszył ramionami i na szczęście odpuścił. - Ale jak połączymy te pomysły? - podrapał się po głowie, jakby to pomogło mu wpaść na jakiś pomysł. Rozejrzałam się po klasie, reszta uczniów kiwała głowami lub czytali coś ze swoich kartek. Wiele z nich wyglądało na zagubionych i odczułam ulgę, wiedząc że nie byliśmy jedyni.

- Dzwonek zaraz zadzwoni,więc myślę że byłoby dobrze, gdybyśmy jeszcze w tym tygodniu się spotkali i zadecydowali co zrobimy. Do czasu spotkania, każdy z nas powinien się nad tym poważnie zastanowić – powiedziałam wiedząc, że nie zostało zbyt dużo czasu. Chciałam jak najmniej zminimalizować mój wkład w tą pracę.

- To brzmi dobrze. Kiedy i gdzie się spotykamy? - Angela spytała, zapisując biznesowe plany każdego z nas, aby potem nie zapomnieć.

- Możemy spotkać się u mnie w domu, Isabella mieszka obok, więc będzie o jedną osobę mniej do jazdy – Edward zaoferował. Miałam mieszane uczucia co do jego propozycji. Z jednej strony będę u niego u, zaś z drugiej wciąż będę blisko swojego domu. Zanim udało mi się wyrazić opinię na ten temat, że lepiej by było gdybyśmy się spotkali u mnie, Mike odezwał się.

- To brzmi wspaniale, wielki człowieku. Umm, pracuję w środę i czwartek, ale jestem wolny w piątek, pasuje? - rozejrzał się po grupie, a dwie osoby się zgodziły. Kiedy popatrzył na mnie, również kiwnęłam głową,na znak zgody.

- No to chyba wszystko ustalone. Mój dom w piątek, powiedzmy o czwartej – Edward powiedział wesoło. Kiedy zaraz po tym mruknęłam pod nosem z niezadowoleniem, zadzwonił dzwonek kończący lekcję i chłopcy bez pożegnania wrócili na swoje miejsca. W pośpiechu zebrałam swoje rzeczy i odłożyłam kartę na biurku nauczyciela.

Kiedy przybyłam do klasy od rachunku, Alice już tam siedziała. Usiadłam zirytowana, skrzyżowałam swoje ramiona i czekałam.

- Bello, wszystko w porządku? - zapytała przyjaciółka, widząc moją irytację.

- Nie mogę się go pozbyć – zgarbiłam się i schowałam głowę między ramionami. Miałam nadzieję, ze to zły sen.

- Kogo nie możesz się pozbyć?

- Edwarda. Utknęłam z nim w grupie na biznesie. Nie mogę w to uwierzyć! Ktoś musi mnie naprawdę nienawidzić – mruknęłam zza rękawa. Alice zaczęła chichotać, odwróciłam głowę i spojrzałam na nią. - To nie jest zabawne.

- Och, no Bells. Musisz przyznać, że to jest trochę śmieszne. Może los prosi cię o jego wybaczenie? Może przeznaczone jest wam bycie przyjaciółmi? - powiedziała słodko, a kiedy powiedziała przyjaciółmi, udałam że nie usłyszałam tego słowa.

- Nie, to nie jest śmieszne. I nie wybaczę ani jemu ani losowi. Nawet za milion lat nie zostaniemy przyjaciółmi – powiedziałam ze złością.

- Dlaczego nie? Myślę, że jeśli przyjrzeć się waszej dwójce, można zauważyć jak wiele macie wspólnego. A wasze kłótnie są w rzeczywistości grą wstępną – poruszyła się. Jej brązowe oczy napotkały moje, a ja poruszałam głową.

- Alice – praktycznie warknęłam, mrużąc oczy. Trzymała ręce w kapitulacji.

- Okej, okej, nie ma przebaczenia – powiedziała radośnie, nie przejmując się wcale moją wrogością do tematu. W rzeczywistości, atomówka wyglądała trochę na zadowolona z siebie, jakby z powodzeniem ukradła ciastko, a jej rodzice wcale ją na tym nie przyłapali. Mamrotałam do siebie, do czasu aż nauczyciel nie zaczął mówić.

Po skończonej lekcji, jak zwykle, poszłam z Alice na lunch. Kupiłam kawałek pizzy, zajęłam miejsce przy stole i wyciągnęłam angielską powieść, którą mieliśmy przeczytać. Nie minęło długo czasu, nim chłopcy dołączyli do nas.

- Hej – Jasper powiedział cicho, skradając pocałunek na policzku Alice. Stworzyliśmy dziwne półkole, z Alice i Jasperem pomiędzy Edwardem i mną.

- Więc Edward, słyszałam że jesteś z Bellą w grupie podczas projektu na biznes – Alice powiedziała radośnie. Zwęziłam oczy na złą atomówkę.

- Tak.

- Co zamierzacie robić? Bella i tak nadzieje mnie na widelec nim udzieli więcej szczegółów – powiedziała żartobliwie. Wytrzeszczyłam oczy, jak Edward zaczął wyjaśniać im na czym polega projekt. Na końcu Jasper cicho zagwizdał.

- Wow, to jest do bani. Co wymyśliliście? - spytał.

- Jeszcze nic. Osobiście nie potrafię nic wymyślić. Pod koniec tygodnia będziemy powyrównywać wszystkie pomysły. A co u Ciebie Isabella, masz już jakiś pomysł czy w dalszym ciągu nic? - Edward spytał mnie, pozornie niewinnym głosem. Wzruszyłam ramionami i kontynuując wcześniej czytane słowo, odwróciłam kartkę. Dla pewności będę musiała to ponownie przeczytać.

- Przestaniesz mnie ignorować? Ile razy mam mówić, że przepraszam! - spytał sfrustrowany i może nawet trochę skrzywdzony.

- Alice, proszę poinformuj Edwarda, że porozmawiam z nim gdy będę zadowolona i gotowa, i żeby do tego czasu się zamkną – powiedziałam ze złością.

- Ummm, Edward, Bella mówi że... - Alice zaczęła, a jej głos był zaskakująco radosny.

- Słyszałem Alice. Czy z tobą wszystko w porządku? - odpowiedział mi wyraźnie zirytowany.

- Alice, proszę powiedz Edwardowi, że to zajmie trochę czasu – nie mogłam walczyć z uśmieszkiem na twarzy, bo wiedziałam że robię mu na złość. To działało.

- Czy możecie jej powiedzieć, żeby już do mnie mówiła? – Edward błagał.

- Przykro mi stary, ale działaj teraz sam. Nie zamierzam spotkać się z gniewem Belli – Jasper powiedział poważnie. Alice podobnie jak Jasper, zaczął trząść się ze śmiechu. Kiedy zaryzykowałam rzut okiem, zobaczyłam jak Edward posyła im przerażające do szpiku kości spojrzenie. Na szczęście do końca nie odezwał się do mnie słowem, a kiedy rozmawiałam z Alice, Cullen wykłócał się o coś z Jasperem.

Biologia to zupełnie inna sprawa. Oczywiście tego dnia pracowaliśmy w laboratorium z naszymi mikroskopami. Patrzyliśmy zarówno na korzenie cebuli jak i inne. Oczywiście Edward pobudzał moje serce, więc będąc w klasie usiadłam i otworzyłam książę. Chłopak przypatrywał mi się uważnie.

- Więc partnerko, kto ma rozpocząć; ty czy ja? - Edward zapytał radosnym głosem, który bez końca mnie intrygował. To było zupełnie coś nowego od jego sfrustrowanego tonu, który miał zawsze. Ciekawa byłam jaki ma plan. Chwyciłam mikroskop, spojrzałam na okaz. Szybko i bez patrzenia zapisałam na arkuszu odpowiedź. Nie patrząc na niego, oddałam mu mikroskop z powrotem. Westchnął, gdy wymieniał szkiełko. - Nie zamierzasz chociaż na mnie spojrzeć? - zapytał i wydawał się trochę smutny. Naturalnie, moje ciało odwróciło się w jego stronę, ale wzrok pozostał bez zmian. Nie pozwól mu wciągnąć się w to Bello, unikaj jego oczu – pomyślałam sobie i zdałam sobie sprawę jak śmiesznie i dziwnie było to stwierdzenie. Edward był niczym czarna dziura; nie pozwoli ci odejść, wciągnie cię do swojego wszechświata, załamie czas.

Boże, nie powinnam oglądać w zeszłym tygodniu Star Trek z moimi rodzicami.

Biologia mijała na zmienianiu szkiełek i ignorowaniu jego smutnych prób nawiązania rozmowy. Po skończonej lekcji udałam się na wf. Ustawiłam się między dwiema innymi osobami, dzięki którym uniknęłam poważnych obrażeń. W drodze do szatni praktycznie skakałam, na moje małe zwycięstwo. Kiedy dostałam się do auta Alice, ona już przy nim była. Miałam z powrotem pojechać do jej domu, aby odzyskać mój samochód. Wchodziłam właśnie do środka, kiedy mnie zatrzymała.

- Bells, wiem że dalej jesteś zła i masz do tego pełne prawo, ale spróbuj wybaczyć mu w przeszłości, okej? Proszę – wydymała wargi, przez co jęknęłam. Edward swoim spojrzeniem, a ona kwaśną miną, męczyli mnie przez ostatni czas.

- Pomyślę nad tym Alice, ale daj mi trochę czasu, okej? - powiedziałam czując nagle zmęczenie.

Uśmiechnęła się ponownie i mocno mnie przytuliła. - Nie ma problemu, dzięki – wiedziałam, że się z nim przyjaźni i że napięcie źle wypływa na nią i Jaspera, chociaż są zupełnie neutralnymi stronami w tym konflikcie.

- Mam nadzieję, że Edward zapłaci ci za wszystko, Alice – zażartowałam, a ona machając, przewróciła oczami. Pojechałam i pobiegłam do mojego domu. Chwyciłam coś do picia i z musli, poszłam do mojego pokoju. Położyłam rzeczy na łóżko. Zmieniłam wygodną bluzę i odrobiłam trochę zadań domowych. Była prawie piąta,kiedy zdecydowałam się na chwilę przejść na tryb online. Po sprawdzeniu poczty, pojawiła się znajoma nazwa użytkownika. Uśmiechnęłam się, bo to był czas.

Bclassics: Cześć!

ECmusic: Hej B, jak się masz?

Bclassics: W porządku, a ty?

ECmusic: Bywało lepiej.

Bclassics: Co się stało?

ECmusic: Miałem do dupy weekend.

Bclassics: Naprawdę? Ja tak samo. Niech zgadnę, Hershey?

ECmusic: Tak, ale prawdopodobnie nie jest to co myślisz. Czy Śliczny Chłopiec był zaangażowany w twój gówniany weekend?

Bclassics: Tak. Jak się domyśliłeś? Ostatnio zawsze psuje mi humor. Praktycznie za każdym razem jestem z jakiegoś powodu, gdy go napotykam, wściekła lub zmartwiona.

Spojrzałam na swoje zasunięte zasłony, małą przerwę w oknie i trawnik po drugiej stronie.

ECmusic: Wiem tylko o rzeczach, o których mówią na ESPN3 czy czymś takim :P Nie mogłam poradzić, ale śmiałam się z tego.

Bclassics: Nie wiem co jest straszniejsze, to że używasz tej linii, czy to że oglądałeś Wredne Dziewczyny4 :P

ECmusic: LOL. Nie wiem co jest bardziej przerażające, albo cii zachowam to w tajemnicy. Terminator nigdy nie pozwoli mi tego zapomnieć, haha! Więc co ze Ślicznym Chłopcem? Co zrobił? Czy potrzebuję mojej łopaty?

Bclassics: Może powinieneś, staraj się być przygotowany. Jak dupek, wywinął głupi dowcip w którym nie znalazłam nic śmiesznego. To było złe. Dziękuję bogu, że atomówka mi pomogła. Co zrobiła Hershey?

Próbowałam zmienić temat, od tego co się stało ostatniej nocy. To nie tak, że mu nie ufałam. Podobały mi się jego zapewnienie i humorystyczne słówka, ale byłam zakłopotana i chciałam zapomnieć o tym co się stało poprzedniego wieczora, a przynajmniej o jego większej części. Po za ty byłam zawstydzona, że mu nie ufałam, tak jak na początku.

ECmusic: Ona nic nie zrobiła i w tym tkwi największy problem.

Bclassics: Czekaj, co? Myślałam, że to Hershey była odpowiedzialna za popsuty weekend?

ECmusic: Nie była odpowiedzialna, ale była tego częścią.

Bclassics: Co masz na myśli? To nie ma sensu.

ECmusic: Myślę, że po raz pierwszy, zdecydowanie, przegiąłem.

Bclassics: Mam za ciężki czas w życiu, żeby w to uwierzyć. Jestem zdezorientowana, nigdy nie zachowałeś się w podobny sposób.

ECmusic: Cóż, uwierz w to i zaufaj mi, że mówiąc o tym czuję się gówno.

Bclassics: Cóż, coś musiało się stać. Z pewnością ona albo ty za bardzo wczuliście się w swoje role, lub coś w tym stylu.

ECmusic: Chciałbym, ale to niestety moja wina.

Bclassics: Okej, to skomplikowane.

ECmusic: W naszej szkole odbywa się coś na wzór zabawy z okazji Halloween. Było mnóstwo ludzi, prawie większość i oczywiście ona też tam była. Muszę przyznać, że wyglądała, ummm... dobrze.

Bclassics: Czy to mężczyzna dla gorącego EC? LOL

Potrząsnęłam głową, chociaż moja mała część była zazdrosna. Przyznał, że dziewczyna była ładna, a teraz tylko ją sprawdzał. Wiedziałam, że nie mam prawa być zazdrosna, ale muszę przyznać, że miałam nieznaczne myśli. Potrząsnęłam głową i wróciłam do rozmowy. Wiedziałam, że EC potrzebuje mnie do wysłuchania.

ECmusic: Zamknij się i pozwól mi kontynuować.

Bclassics: Nie, dopóki nie przyznasz :P

ECmusic: DOBRA! Wyglądała niesamowicie! Jesteś szczęśliwa?

Nie za bardzo.

Bclassics: Tak, możesz kontynuować ;)

ECmusic: Dziękuję :| Więc zaczęliśmy rozmawiać i pomyślałem, że być może od tej pory zaczniemy się dogadywać mimo nieszkodliwych ciosów, które sobie wymierzaliśmy. Ale ona potem powiedziała coś co, nie wiem, myślę że trochę mnie ukuło. Kiedy odeszła, byłem tak zły i sfrustrowany, że myślałem, że jedynym i skutecznym sposobem będzie zemsta. Pokazałem jej coś czego nie powinienem. Teraz tego żałuję, ale nie spodziewałem się, że to będzie aż taka wielka sprawa. Krótko mówiąc, nieźle namieszałem i nie wiem jak to naprawić, jeśli rzeczywiście istnieje taka możliwość ;(

Bclassics: Nie mogę powiedzieć, jak bardzo jest źle. Prawdopodobnie sam się obwiniasz. Jestem pewna, że jeśli później ją przeprosisz, jeśli nie będzie to tak świeże, przebaczy ci. Jesteś zbyt miłym facetem, aby ci nie wybaczyć i wiem, że nigdy nie chciałeś jej skrzywdzić.

To prawda. EC był jednym z najmilszych i najlepszych ludzi, spośród wszystkich ludzi, których znam. I nieważne, jak bardzo kiczowato to brzmiało.

ECmusic: Wątpię w to. Już teraz ledwie na mnie patrzy i daje mi do zrozumienia, że chce być sama. Myślę, że ona chciałaby mnie sześć metrów pod ziemią. Ona jest cicha i nie winię, jej jeśli chociaż raz pomyślała o pistolecie. Ugh. Czuję się jak osioł, jak jeszcze większy dupek, kiedy ją flustruję. Nie wiem co mam zrobić.

Bclassics: Czego chcesz?

ECmusic: Co masz na myśli?

Bclassics: Czy chcesz ją przeprosić i chcesz zdobyć jej akceptację, a następnie pójść szczęśliwą drogą? Czy może chcesz ją przeprosić i powrócić do poprzedniego stanu, czyli kłótni, a może jednak chcesz zostać jej przyjacielem? Nie byłoby to tak podarte, jeśli nie dbałeś o konkretny kształt i formę. Więc, jak jest?

ECmusic: Szczerze mówiąc, nie wiem. Oboje zachowaliśmy się w niewłaściwy sposób, ale nie wiem, jak widzę ją w innym świetle. Nie wiem, czy nie wolałbym jej ignorować, ale może istniałaby szansa coś na podobieństwo przyjaźni, jeśli to możliwe? Żałuję wszystkich kłótni *wzdycha*

Bclassics: No, musisz się zdecydować, bo to będzie miało wpływ na działania jakie trzeba będzie podjąć, aby zarobić na przebaczenie lub możliwość przyjaźni. Więc jak?

Wiedziałam, że jestem natrętna, ale musiałam widzieć więcej. Chłopak nie odpowiedział przez dłuższą chwilę, więc cierpliwie czekałam aż zdecyduje się czego chce. EC wydawał się być zagubiony i jeśli tylko będę mogła, pomogę mu w tych mękach. Gdy on był skrzywdzony, ja również byłam. Poza tym, kto lepiej wie jak dostać się w łaski upartej i pogardzanej kobiety, która jak nigdy w życiu czuje się strasznie i wściekła. Zaśmiałam się do myśli. W końcu do mnie napisał. Wybrał.

ECmusic: przyjaźń

Bclassics: Dobrze, teraz możemy przejść dalej. Z tego co słyszałam i z wynika z jej przeszłości, słowa mogą nie być tym razem wystarczające.

ECmusic: Co masz na myśli?

Bclassics: To znaczy, czyny będą odpowiedniejsze niż słowa. Nie wystarczy, że jej powiesz, jak bardzo jest ci przykro. Musisz jej to pokazać.

ECmusic: Jak? Słodycze? Kwiaty?

Zaśmiałam się lekko. Biedny głupiec, nie miał pojęcia jak powinien działać. Ona na pewno nie jest typem dziewczyny, którą można kupić.

Bclassics: Obawiam się, że nie EC. Zacznij pomału! Na przykład, nigdy więcej wężowatej uwagi lub dowcipu skierowanego na nią. Jeśli uda ci się złap jej spojrzenie i uśmiech. Kiedy będzie wystarczająco blisko, przywitaj się z nią. Prawdopodobnie odwróci wzrok, ale tak musi być. Przykro mi to mówić, ale ona chyba nie przebaczy ci od razu... Z tego co słyszałam, będzie chciała urządzić w twoim życiu piekło :P LOL

ECmusic: Jezu, B. Po której jesteś stronie, huh? :| Ale dlaczego nie mogę nic wcześniej zrobić? Nie widzę przeszkody, jeśli wybaczy mi o wiele wcześniej *krzyżuje palce*

Bclassics: Nie! Jeśli zbyt szybko posuniesz się dalej, ona zobaczy, że zbyt mocno próbujesz. Zaufaj mi, kiedy mówię, że do następnego razu, małe rzeczy w zupełności wystarczą i zostaną dobrze przyjęte. Dziewczyna jest w trybie obrony i oczywiście, wszystko od ciebie odrzuci. Kiedy jej wrogość zacznie znikać, będziesz mógł dołożyć do tego różne gesty.

Po wysłaniu wiadomości uśmiechnęłam się. Doktor Phil nie ma nic na mnie.

ECmusic: Nie możesz mi powiedzieć, jakie gesty będą teraz najodpowiedniejsze?

Bclassics: Nope6. LOL. Wiem, że będziesz mógł przeskoczyć plan, jeśli będzie gotowy.

ECmusic: *wzdycha* W porządku. I jesteś pewna, że to zadziała?

Bclassics: Pozytywnie. Jesteś zbyt czarujący, aby nie zadziałało.

ECmusic: Haha. Jestem pewien, że ona użyłaby innych słów, aby mnie opisać, ale dzięki ;)

Bclassics: Nie ma problemu. Osłaniam cię.

ECmusic: Wiem, dzięki. Teraz twoja sytuacja.

Bclassics: Huh?

ECmusic: Co ze Ślicznym Chłopcem? Zapomniałem o niej, jak radziłaś mi z sytuacją z Hershey. Wybacz mi. Czy zamierzasz wybaczyć mu w najbliższym czasie?

Cholera, miałam nadzieję, o tym zapomni. Ale to tylko durne myśli. On nigdy nie zapomina. Myślę, że wyszłabym na hipokrytkę, gdybym w tym momencie wyszła i nic mu nie powiedziała. Wciąż jednak byłam zła. Przez dobrą minutę wpatrywałam się w mój komputer, nim westchnęłam i napisałam odpowiedź.

Blassics: Może... On będzie teraz musiał dużo pracować i nie będzie miał czasu, co nie zmienia faktu, że wciąż jestem królewsko wściekła. Nie puszczę tego dupka wolno.

ECmusic: Haha. Czasami brzmisz jak Hershey. Staraj się łatwo podejść faceta, wiem jak to jest być na jego miejscu i nawet jeśli nie jest mu w połowie tak przykro jak mnie, wiem że będą z nim problemy.

Bclassics: Boże, EC czuję się teraz jakbym była winna. Może jesteś bardziej ładny niż Śliczny Chłopiec. Daję ci kredyt, wiesz jak obydwie sprawy, mniej więcej mogą przybrać wyniosłą rzecz.

ECmusic: Dalej B, wiesz że nie miałem tego tak na myśli. Wcale go nie bronię, jestem tylko empatyczny. Jeśli chcesz, możesz wysłać mi jego adres. Mogę na niego polować i sprawić, żeby jak ja przepraszał. Już nigdy więcej nie będzie miał problemów z moją dziewczyną. Uciekniemy z tym ;)

Przez ułamek sekundy, wydawało mi się że jego pomysł jest atrakcyjny, jednak szybko porzuciłam tą myśl. Wciąż nie mogłam pomóc i skupić się na tych kilku słowach. Moja dziewczyna. Jak idiotka się uśmiechnęłam i odpisałam.

Bclassics: Nie, poradzę sobie z tym sama. Mimo wszystko dzięki za propozycję.

ECmusic: Okej, ale wiesz że wystarczy poprosić.

Bclassisc: Tak, dzięki ;)

ECmusic: Czy zauważyłaś jak nasi sąsiedzi komplikują nam życie? LOL

Komplikują to za mało powiedziane.

Bclassics: Haha, zdecydowanie ty i ja, jesteśmy jak dwie krople wody.

ECmusic: Czy zmieniłaś zdanie na temat basenu?

Znowu zaczęłam chichotać, nie wierząc że znowu wracamy do rozmowy o groszku.

Bclassics: Skończyłeś już z projektowaniem?

ECmusic: Nie bój się, nie mam zbyt dużo wolnego czasu.

Bclassics: Obawiam, że się nie boję. Brak muzyki, nie ma basenu :P

ECmusic: To niesprawiedliwe, B.

Bclassics: Wiem :P

ECmusic: Czy ostatnio napisałaś coś nowego?

Bclassics: Być może. LOL. Zobaczysz trochę mojej ciemnej strony, ten ostatni weekend był szczególnie złowrogi.

ECmusic: Nie mogę się doczekać, aby go przeczytać. Wyślij mi go ;)

Bclassics: Nie sądzę, żeby tak się stało! Znasz zasady. Już dwa razy mnie oszukałeś. Niezła próba.

ECmusic: Cholera, a byłem tak blisko!

Spojrzałam na zegarek w dole ekranu i zobaczyłam, że już wpół do szóstej. Przeklęłam fakt, że muszę rozpocząć przygotowywanie kolacji, która ma być gotowa przed siódmą. Nienawidziłam zakańczać rozmów z EC, ale wiedziałam że muszę. Wzdychając, zaczęłam pisać moje pożegnanie.

Bclassics: Hej, muszę rozpocząć przygotowywanie kolacji. Przepraszam EC. Porozmawiamy później i nie zapomnij tego co powiedziałam o Hershey. W końcu jej przejdzie JEŚLI będziesz postępował zgodnie z moimi instrukcjami. Z moim doktorem Philem od talentów i z twoim urokiem, nie zajmie ci to zbyt długo czasu. Haha. Staraj się jej zbyt często nie zadręczać, wiem nie zasługujesz na to. Jak banalnie to zabrzmi, najpierw sam sobie wybacz a potem oczekuj tego od niej. A jeśli nie, to zawsze masz mnie ;)

ECmusic: OK, baw się dobrze. Muszę popracować nad pomysłem do projektu. Nieważne. Dzięki B, za doradztwo i wsparcie, zawsze wiesz co powiedzieć. Staraj się nie przejmować Ślicznym Chłopcem. To nie będzie za łatwe, ale uwolnij swój cały gniew, bo może cię zaskoczyć, albo i nie - bo nigdy nic nie wiadomo. LOL. Moja oferta ciągle jest aktualna. Tylko do mnie napisz, a pojawię się z łopatą :P

Bclassics: Haha! Będę o tym pamiętać. Do zobaczenia!

ECmusic: Pa B ;)

Wylogowałam się. Jak zawsze po rozmowie z EC czułam się dużo lżejsza i byłam w lepszym nastroju. Zamknęłam mój komputer i zeszłam po schodach, aby rozpocząć gotowanie. Żeby dzisiejszego wieczora był miło, zdecydowałam się na kurczaka z parmezanem. Włączyłam piekarnik i wyciągnęłam potrzebne składniki. Podczas kiedy obserwowałam gotującą się wodę, myślałam o tym co mówił EC o wybaczaniu Edwardowi. Część mnie była zirytowana, że bez zastanowienia, pomogłam mu opracować plan wybaczania innym.

Czy mam mu wybaczyć? Myślę, że wiedziałam, że trzymanie między nami tego głupiego żalu jest bezsensowne. I choć cala sprawa tyczyła się mnie i Edwarda, to napięcie wyczuwała cała czwórka. Wciąż nie mogłam zrozumieć jak łatwo przyszło mu to z Hershey. Muszę mu pokazać, a nie powiedzieć, że jest mi przykro.

Powodzenia EC, mam nadzieję że dostaniesz tą dziewczynę. Pomyślałam, a mój wzrok skierował się bardziej na wschód, na dom Cullenów. Nie mogłam zaprzeczyć, że chciałam aby Edward, podobnie jak EC pracował na swoje przebaczenie. Liczyłam, że być może nasze relacje ulegną zmianie. Że będziemy dobrymi znajomymi, a może nawet przyjaciółmi. EC, mam nadzieję, że modlisz się za mnie.

Nie mogłam zaprzeczyć, że tęskniłam za Edwardem, w sposób który nie miał sensu. Walczyłam wewnątrz co powinnam czuć z tym co czuję. Zwróciłam uwagę na posiłek, który wciąż wyglądał prowizorycznie i który musiałam zrobić. Czekałam na jutrzejszy dzień i prawdopodobnie na kolejną konfrontację, która będzie mieć miejsce.

EC miał rację. Nasi sąsiedzi są daleko, ale równie mocno komplikują nam życie.


WYJAŚNIENIA:

1. Pop-Tarts - prostokątne, wypiekane tosty, produkowane przez Kellogg Company. Sprzedawane w USA, Kanadzie, a także Wielkiej Brytanii i Irlandii.

2. Casablanca - amerykański melodramat, którego akcja dzieje się w czasie II wojny światowej. Właściciel nocnego klubu Rick Blaine spotyka swoją dawną miłość Ilsę, która okazuje się żoną działacza czeskiego ruchu oporu Victora Laszlo. Dawne uczucia odżywają.

3. ESPN (Entertainment and Sports Programming Network) - amerykańska całodobowa stacja telewizyjna poświęcona tematyce sportowej.

4. Wredne dziewczyny (ang. Mean Girls) - komedia na podstawie książki Rosalind Wiseman.

6. Nope – używane w slangu i pochodzi od angielskiego słowa no, czyli nie.