„Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta."- Carlos Ruiz Zafon, „Cień wiatru"
XXX
Klaus nie przeżył nawet pięciu lat.
Po odwiedzeniu Paryża, Wenecji i Sztokholmu wpadł w specyficzne koło- wiele dni bawił się ze starymi przyjaciółmi oraz co noc upijał się do nieprzytomności, by któregoś ranka po prostu wyjechać. Spakować walizki, jechać na lotnisko i polecieć do nowego, pięknego miasta, by spotkać się tam z innymi znajomymi. Tym sposobem koło toczyło się ponad 3 lata.
W pewnym momencie Klaus zaprzestał. Odciął się od wszystkich i zaczął odwiedzać odludne miejsca. Himalaje, północną Norwegię, Egipt, Nową Zelandię. Upijał się w samotności i zaciszu własnego, wynajmowanego mieszkania.
Tego wszystkiego Davina dowiedziała się z jego listów, pocztówek i MMS-ów. Natomiast lekarze powiedzieli jej, że Klaus ostatnie miesiące swojego życia zmagał się z rakiem wątrobowokomórkowym i odmówił leczenia. Umarł samotnie w jakimś nędznym pokoju, odnaleziony przez zaniepokojoną właścicielkę pensjonatu, gdzieś na południu Teksasu.
Wciąż pamięta swoją reakcję. Nie płakała ani nie pytała ich o nic więcej. Zacisnęła pięści, wpatrując się w słoneczny, tętniący życiem poranek za oknem, przyciśnięta świadomością, że nie ma tam już Klausa.
-Kłamliwy skurwysyn, od początku zamierzał się wykończyć.
XXX
Niebo nad cmentarzem w Mystic Falls jest pełne szarych chmur, nie przepuszczających nawet odrobiny błękitu.
Davinę zaskakuje duża ilość zgromadzonych osób. Pojawiło się kilkadziesiąt czarodziejów, wiedźm i wampirów. Umarł samotnie, a teraz po śmierci jest otoczony masą ludzi, myśli czarownica. Z grymasem imitującym uśmiech kiwa głową w stronę Marcela i uczepionej jego ramienia Sophie.
Dalej od nich stoi mała grupka. Jest tam Stefan z Eleną, trzymającą za rękę ośmioletnią Mary Ann, Damon, szeryf Forbes, Matt Donovan i Bonnie. Davina wątpi, by większość z nich przyszła tu dla Klausa. Czuje, że robią to, by po raz drugi pożegnać Caroline.
Jednym z punktów testamentu Pierwotnego był pochówek obok niej.
Bonnie odłącza się od swojej grupki i podchodzi do Daviny. Wygląda na bardziej wyniszczoną i wysuszoną niż poprzednio, a na jej młodej twarzy pojawiły się pierwsze zmarszczki.
Witają się i przez chwilę wpatrują się w Pierwotnych, grupkę najbliżej grobu. Przypominają skały- twardzi i imponujący, a od ich postawy bije powaga i siła. Całość tego wizerunku niszczą łzy płynące po policzkach Rebekah, kłócące się z jej niewzruszonym obliczem.
-Znalazłam to wśród materiałów od Klausa.-mówi Bonnie, podając drugiej czarownicy skrawek papieru.-Spotkajmy się po ceremonii, dobrze?
Uśmiecha się i odchodzi, a Davina nabiera całkowitego przekonania, iż dzisiejszy wieczór spędzi upijając się z Bennett nad grobem przyjaciela.
Rozwija pergamin i lekko uśmiecha się pod nosem, gdy widzi nagłówek „Zaklęcie Odkrywające To, Co Niewidzialne Dla Żywych Oczu".
Gdy ceremonia dobiega końca Davina nie jest w stanie zobaczyć, jak piękna trumna z ciemnego, lakierowanego drewna znika pod ziemią. Jej uwagę zajmuje niebo i przerzedzające się chmury. Usilnie stara się nie patrzeć przed siebie, bo ma wrażenie, że załamałaby się i wybuchłaby płaczem na oczach wszystkich.
Niczym zbawienie, delikatna dłoń Bonnie ląduje na jej ramieniu i lekko je masuje. Tak, jak Davina zawsze masowała ramiona Klausa.
Czarownica głośno przełyka ślinę i mruga, odpędzając łzy wraz z wspomnieniami. Po chwili obydwie łapią się za dłonie i wypowiadają po cichu formułę zaklęcia dawno wymarłym językiem.
Pierwsze, co zauważa Davina, to złoty promień słońca, przebijający się przez chmury.
Czarna sylwetka pojawia się na skraju wrzosowiska. Kolory powoli nabierają głębi, a rysy ostrości. Davina mruga, nie wierząc w ten widok. Kilka metrów za grobem stoi Klaus. Wygląda jak ten mężczyzna ze starych fotografii- dobrze zbudowany i zdrowo wyglądający, z poskręcanymi w urocze kędziorki miedzianymi włosami i jasnoniebieskimi oczami pozbawionymi smutku. Wpatruje się przed siebie, ogarnia wzrokiem wrzosowisko, a w pewnym momencie jego oczy lśnią nadzieją.
Nie wydając żadnego szelestu i stąpają lekko, Caroline przemierza łąkę. Jej wesołe, niebieskie oczy utkwione są w Klausie, jakby nie istniało nic innego. Wydaje się być nierealna i eteryczna, jakby latała, a nie chodziła. Przypomina Davinie dym. Na jej twarzy błąka się delikatny, słodki uśmiech.
Podchodzi do Pierwotnego i lekko przykłada swoją dłoń do jego policzka. Czarownica nie jest w stanie pojąć, co się między nimi dzieje, ale jest to coś niezwykle podniosłego. W ich oczach widać nieprzebraną tęsknotę i ten charakterystyczne blask, gdy coś długo szukane wreszcie zostaje odnalezione, a odebrane- odzyskane.
Caroline wpada w ramiona Klausa i chowa się w nich jak mała dziewczynka, chroniąca się w ten sposób przed całym światem. Davina jest w stanie dostrzec, jak wciska twarz w ramię mężczyzny i porusza nozdrzami, wdychając głęboko jego zapach. Na jej twarzy gości wtedy błogi uśmiech. Otwiera oczy i patrzy się prosto na nią, aż czarownica wstrzymuje oddech. Dziewczyna porusza wargami i choć nie wydaje żadnego dźwięku, smagana wiatrem trawa lekko ugina się, a Davina jest w stanie poczuć lekką woń cynamonu i bzu. Wie, co powiedziała Caroline. „Dziękuję".
Czarownica dyskretnie rozgląda się po twarzach zebranych, jednak nie wyrażają one niczego. Ani szoku, ani wzruszenia. Po chwili Davina pojmuje, że oni ich nie widzą.
Kiedy z powrotem patrzy w stronę Klausa i Caroline, złocisty promień słońca przechodzi przez nich. Czarownica mruży i zamyka na moment oczy, a gdy je otwiera, wizji pary już nie ma. Zniknęła w ułamku sekundy. Tak, jakby nigdy nie istniała.
Cisza opada nad wrzosowiskami cmentarza w Mystic Falls jak całun. Zakłóca ją tylko szum wiatru lekko poruszającego kwiatami, które przypominają jasnofioletowe morze.
Davina nagle czuje siłę chwili i tego, jak jest ulotna. Spogląda się na Bonnie, która ze spokojnym uśmiechem i łzami w oczach patrzy na miejsce, gdzie przed chwilą stała para. Czarownica ogarnia wzrokiem również twarze wszystkich zebranych; Elenę, która z biegiem lat stała się modelową amerykańską mamą, a światło błyszczy w jej blond pasemkach. Małą Mary Ann i jej wielkie, brązowe oczy. Stefana patrzącego się na grób starego przyjaciela z nostalgią. Poprzecinaną bruzdami twarz szeryf Forbes. Pobrudzone smarem samochodowym ręce Matta Donovana. Kruczoczarne, sięgające ramion włosy Damona. Delikatną twarz Rebekah, na której wciąż lśniły pionowe ślady łez. Idealnie skrojony, szary garnitur Elijah. Kola, trzymającego ręce w kieszeni i wydającego się być zagubionym.
Wreszcie jej wzrok kieruje się ku grobowi. Lustruje wzrokiem wszystkie złożone tam kwiaty. Jej uwagę przykuwa wiązanka z pięknych, ciemnoczerwonych róż, których kolor robił się ciemniejszy przy brzegach płatków. Nie wiedząc czemu, wydają się Davinie naznaczone krwią.
Tak, jak miłość Klausa do Caroline.
