ROZDZIAŁ SZÓSTY: Uraninit
– Cally, dzisiejszy mecz będzie bardzo emocjonujący! Drużyna Snow Kids i Lightings!
– Tak, Nork. Zapowiada się bardzo fascynujący mecz. Snow Kidsi nie mogą przegrać jeżeli marzą im się dalsze rozgrywki. A z pewnością tak jest.
Kobieta udzieliła głosu Barry'emu, który wygłosił swoje proroctwo co do wyniku. Jak zwykle na korzyść drużyny przeciwnej. Znawca nie wierzył w Akilliański drużynę pomimo dwukrotnego zwycięstwa w pucharze.
Tymczasem zawodnicy tejże drużyny słuchali ostatnich wskazówek. Kiedy wyszli na boisko i tak już niczego nie pamiętali. Olbrzymie reflektory oślepiły ich na chwilę. Rocket poprawił opaskę na ramieniu a Achito zasnął na bramce. Kallisto stanęła na lewym skrzydle i rzuciła Lightingsowi na przeciwko zwycięskie, pewne siebie spojrzenie.
Mecz rozpoczął się a Warren wybił piłkę dla swojej drużyny. Napastnik ruszył na bramkę. Tia próbowała odebrać piłkę, lecz zawodnik bez problemu ją wyminął. Thran wślizgiem wykopał piłkę, która poleciała do Mei. Dziewczyna podała do Kallisto, ona korzystając z okazji ruszyła na bramkę. Aarch krzyczał, każąc jej podać do Micro-Ice bo miał lepszą pozycję. Niechętnie podała piłkę górą. Chłopak zaatakował strzelając bramkę.
Kallisto zacisnęła pięści. Ze środka pola przyglądał się jej Rocket. Zachowywała się tak, jakby nie cieszyło ją to, że kolega strzelił bramkę. Obróciła się plecami do czarnoskórego chłopaka tak aby nie mógł dostrzec grymasu niezadowolenia na jej twarzy – To jest to – zawołała podekscytowana Cally. – Snow Kidsi wysuwają się na prowadzenie!
Zbliżał się koniec pierwszej połowy. W między czasie miało miejsce kilka bezowocnych ataków obu drużyn. Warren zdawał się być nieco sfrustrowany takim obrotem zdarzeń. Kallisto z nieukrywaną satysfakcją minęła go dryblując i ruszyła na bramkę. Nie słuchała już paplaniny Aarcha o lepszej pozycji drugiego napastnika. Przeskoczyła nad obroną i złożyła się do strzału. Trafiła a chwilę później skończyła się pierwsza połowa.
Trener pojawił się w ich szatni tylko na chwilę. Posłał groźne spojrzenie Kallisto a następnie jej pogratulował ładnej bramki. Dziewczyna uniosła brwi i ukryła swoje rozbawienie. Następnie zwrócił się do reszty drużyny udzielając im rad na druga połowę. Nawet Rocket zdawał się być znudzony o czym świadczyła jego mina.
Na boisku wyszli czując się jak zwycięzcy. Widzowie wiwatowali na ich cześć. Wykrzykiwali ich imiona. Rocket przygotował się do wyskoku. Nim to zrobił Warren był już w górze i przechwytywał piłkę. Podał do drugiego napastnika. Obrona bezskutecznie próbowała go zatrzymać ale tuz przed bramką podał do kapitana, który strzelił.
– Lightings odrabiają straty! Cally, jeżeli Snow Kidsi przegrają ten mecz, a Warren i jego drużyna wygra ten z Shadowsami to pożegnają się z pucharem!
– Wiem Nork. Barry, a ty co sądzisz o sytuacji na boisku.
– Na razie trudno cokolwiek powiedzieć. Warren nie zamierza dać im wygrać. Znów atakuje bramkę!!!
Humanoid podał do jednego z pomocników a sam podbiegł pod bramkę Achito. Bramkarz poruszał się nerwowo. Poczuł się senny. W momencie strzału Warrena osunął się na ziemię.
– Lightingsi wyrównują!... Zdaje się, że Achito poczuł się gorzej!
Przyleciała ławka wraz z Yuki. Warren pomógł chłopcu na nią wejść. Dziewczyna podskoczyła kilka razy w miejscu i ustawiła się. Kallisto ze złością spojrzała na tablicę wyników. Nim wznowiono grę, żwawym krokiem podeszła do Rocketa.
– Nie zamierzam przegrać tego meczu i wam też na to nie pozwolę – rzuciła ostro i wróciła na pozycję nim piłka znów pojawił się na boisku. Mei podała do Kallisto. Ona z kolei do Rocketa. Chłopak oddał piłkę dziewczynie. Kallisto ruszyła na bramkę lecz niestety przed polem karnym straciła piłkę. Nie czekała na reakcje obronny czy pomocników tylko sam odebrała piłkę przeciwnikowi. Słupek zaczerwienił się oznaczając faul. Dziewczyna spojrzała za siebie i zobaczyła leżącego na ziemi humanoida. Nagle ujrzała czerwony kwadrat pod sobą a tuż po chwili wędrowała do góry w tubie.
– Kallisto sfaulowała pomocnika Lightingsów. Rzut wolny wykonuje Warren!
Napastnik ustawił sobie piłkę i przygotował się do strzału. Yuki nie miała szans. Piłka wraz z nią wpadła do bramki.
– Lightingsi obejmują prowadzenie! Do końca meczu pozostało niewiele czasu! – zawołał Nork Agnet.
Rocket używając Oddechu strzelił bramkę, lecz wciąż nie wygrywali. Aarch już był zdenerwowany, obawiał się, że to już koniec. Już raz zremisowali z Shadowsami. Nie potrzebują drugie remisu.
– Kallisto chcę abyście z Micro-Ice'em wykorzystali wszystkie okazje do strzałów – usłyszała i kiwnęła głową do chłopaka, który usłyszał to samo. Kilkakrotnie strzelali, lecz bramkarz cały czas doskonale bronił. Chłopak użył Oddechu i wgniótł poprzeczkę. Kallisto zmyliła bramkarza celując w prawy róg. Tymczasem gdy przeciwnik rzucił się w tamta stronę ona podała do drugiego napastnika, który strzelił czwarta bramkę.
– Snow Kidsi wysuwają się na prowadzenie!
– Tak Cally… Ale spójrzmy Warren jest przy piłce!
Humanoid szykował się do strzału lecz nim dotknął piłki mecz się zakończył. Cally i Nork poinformowali o następnym meczu Snow Kidsów z Rykersami i Lightingsów z Shadowsami. Wygrana drużyna triumfalnie zeszła z boiska. W szatni Aarch pochwalił napastników za wspaniałą współpracę. Kallisto zrobiło się dziwnie miło.
***
Piraci zatrzymali się nieopodal Unadaru. Wszędzie był sprzęt Technoidu. Ludzie w białych kombinezonach uwijali się wokół wykopanego dołu. Terenu pilnowały uzbrojone roboty. Sonny i kilku ludzi z jego załogi opuściło statek i małym pojazdem zatrzymali się poza widokiem Technoidu. Mężczyźni zakradli się bliżej. Przebrali się w białe kombinezony przygotowane przez Corso i wmieszali się w tłum naukowców.
– Ej wy tam – krzyknął ktoś do nich. Beneth podszedł do niego.
– W czym problem?
Pracownik spojrzał na niego pobłażliwie.
– Przerwa skończyła się półgodziny temu. Jeszcze raz taki numer a będę musiał napisać o tym w raporcie.
– Tak jest – odpowiedział i kiwnął na resztę piratów aby podeszli. Badacz odszedł zostawiając ich samych. Rozdzielili się i umówili się przy małym statku za godzinę. Sonny ruszył ku dziurze w ziemi. Wziął ze stolika jakieś papiery i przejrzał je dokładnie. Ktoś go zawołał każąc mu zrobić sobie kopię i odłożyć oryginał. Mężczyzna podszedł do maszyny i skopiował dokumenty na dysk. Schował to do kieszeni i ruszył dalej.
Tymczasem Corso podszedł do kopaczy.
– I jak idzie?
– Skąd ty się urwałeś? Od dwóch dni wydobywamy to – odrzekł i wskazał na czarną skałę. – Uraninit… nie ruszaj! – warknął widząc, że Corso sięga po próbkę. – Chcesz zostać napromieniowany?
Kopacz zawinął kawałek skały w folię ołowianą i wsadził do plastykowego pojemnika.
– Ostrożności nigdy nie za wiele. Nie chciałbym wyglądać jak Unadarczyczy. Masz. Zanieś to tamtemu facetowi z niebieską opaską.
Corso obejrzał się za siebie i zobaczył Sonny'iego. Bez słowa wziął pojemniczek i podszedł do wskazanej osoby. Pirat schował próbkę od Corso i spojrzał na zegarek. Rzucił przyjacielowi porozumiewawcze spojrzenie i wstukał na swoi odsłoniętym zegarku kod. Ponownie wmieszali się między ludzi ale tym razem próbowali niezauważenie zniknąć. Po czterdziestu pięciu minutach wszyscy byli na pojeździe, którym wrócili na pokład statku.
– Sonny nie masz wrażenia, że za łatwo poszło? – spytał Beneth.
– Mamy dokumenty, mamy uraninit. Chyba masz rację… za łatwo nam to poszło.
Artie przyglądał się skale. Kawałek czarnej skały lewitował w szklanym pojemniku.
– A tak w ogóle, to co to jest?
– Uraninit jest skałą promieniotwórczą. Nie jestem pewien ale chyba między innymi to, powoduje mutacje na Unadarze. Nie tylko zanieczyszczenia jak wszyscy dotychczas myśleli. Z uraninitu można otrzymać olbrzymią energię a co za tym idzie wielkie zyski – powiedział Sonny.
***
Sinedd po raz siódmy wygrał w karty i zgarnął okrągłą sumkę. Wypił kilka drinków za wygrane pieniądze i postanowił wrócić do hotelu. Było już grubo po pierwszej gdy pojawił się w opustoszałym holu. Podszedł do windy i wkurzony stwierdził, że jest zepsuta. Sprawdził drugą, to samo. Spojrzał na schody i niechętnie z nich skorzystał. Wspinaczka trwała kilka minut. W końcu kiedy dotarł na swoje piętro doszedł go hałas z sali kinowej. Wszedł. Wyświetlany był mecz. Z początku myślał, że to mecz jego drużyny i Snow Kidsów, lecz po chwili zobaczył Artegor i Aarcha ganiających za piłką.
Ze środkowego rzędu wynurzyła się głowa. Rozejrzała się i zatrzymała wzrok na przybyłym. Chłopak podszedł bliżej i już wiedział kim jest nocny marek. Usiadł na początku tego samego rzędu. Nie był na tyle pijany aby siadać obok niej.
– To jest moja matka – rzuciła po chwili. Sinedd spojrzał na ekran. Kobieta niemal identyczna jak Kallisto wślizgiem odebrała piłkę i podała do napastnika. Sinedd mruknął coś o podobieństwie. Po rzucie wolnym Aarcha, śnieg zasypał stadion a Kallisto włączyła mecz od początku.
– Wtedy umarła… Lubię oglądać jej mecze, ale nienawidzę oglądać jej zdjęć… Dziwne, no nie? Na zdjęcia się nie rusza… A jak jest z tobą?
Napastnik spojrzał na nią zdziwiony. Nie miał ochoty rozmawiać o czymś go wciąż go bolało. Milczał lecz po chwili znów usłyszał to pytanie.
– Wypiłem zdecydowanie za mało żeby ci się zwierzać.
– Zdecydowanie za dużo, skoro pomyliły ci się piętra – odparła natychmiast. – Witam w raju Snow Kidsów. Są ciasteczka, są cukierki – zaśmiała się i wskazała na stolik w rogu sali. Sinedd uprzytomniał sobie gdzie się znajduje. Podniósł się i skierował ku wyjściu. Zatrzymał się na chwilę w drzwiach.
– Oboje zginęli podczas wojny… Nawet nie wiem kim byli.
