Mierzenie szat był okropne. Harry jeszcze nigdy wcześniej nie przymierzył ich tak wiele. Lucjusz postarał się o to, by wszystkie były najwyższej jakości, idealnie dopasowane. Więc spędził kilka godzin na mierzeniu szat, a do tego musiał znosić świdrujące spojrzenie mężczyzny.

Czy ubrania były naprawdę aż tak ważne?

Jak widać, dla Malfoya były. Swoją szatę miał przygotowaną już od tygodnia.

Gdy w końcu udało im się dobrać strój, który sprostał oczekiwaniom arystokraty, zabrali się za mierzenie butów. To na szczęście poszło już znacznie szybciej i Harry z ulgą odetchnął, gdy wszyscy ludzie odpowiedzialni za jego wygląd opuścili dwór.

- Muszę przyznać, że będziesz wyglądał olśniewająco - usłyszał, gdy przebierał się w zwykłe spodnie. Malfoy stał dumnie przy wejściu, opierając się o framugę drzwi. - Połowa gości z pewnością będzie pożerać cię wzrokiem.

Harry szczerze w to wątpił. Poczuł, jak jego puls przyśpiesza, gdy ujrzał, że mężczyzna zbliża się do niego. Podchodził coraz bliżej, aż w końcu znalazł się przed chłopakiem.

- Lecz będą mogli jedynie patrzeć - powiedział, po czym uniósł dłoń i pogładził wierzchem palców policzek Harry'ego. Jego ręka po chwili zjechała niżej, aż dotarła do jego podbródka. Harry sapnął zaskoczony. Palce mężczyzny delikatnie uniosły jego twarz wyżej. Po chwili poczuł na swoich ustach dotyk innych warg, ciepłych i miękkich. Przymknął oczy, gdy poczuł przyjemny zapach mężczyzny.

Po chwili mężczyzna przerwał pocałunek i odsunął się od Harry'ego.

- Ubierz się, fryzjer wkrótce się pojawi - powiedział i wyszedł.

Harry opadł zrezygnowany na fotel.


Fryzjer okazał się być jeszcze gorszy. Dwie kolejne godziny siedział na fotelu, czekając, aż mężczyźnie uda się doprowadzić jego rozczochrane włosy do porządku. Z zdziwieniem stwierdził, że poszło mu to bardzo sprawnie. Sam nigdy nie był w stanie zrobić z swoich włosów czegokolwiek, co nie wyglądało by jak ptasie gniazdo. Potem już nawet przestał próbować, gdy Severus powiedział mu, że lubi jego włosy w ich naturalnej formie. Musiał przyznać, choć niechętnie, że fryzjer dobrze się spisał. Wyglądał naprawdę dobrze, choć nie do końca podobało mu się to, że przypominał teraz arystokratę. Nigdy nie chciał wyglądać jak Draco, którego włosy zawsze były idealnie gładkie i perfekcyjnie ułożone. Ta fryzura mu pasowała. Jego włosy swobodnie leżały, a kilka kosmyków opadało mu na czoło. Nie było żadnego żelu, tak jak w przypadku Dracona, co bardzo go ucieszyło.

Pierwsi goście pojawili się idealnie na czas. Harry stał obok Lucjusza, który witał gości. Harry nikogo z nich nie znał, niektórych jedynie kojarzył z widzenia. Oni wszyscy jednak uśmiechali się do niego i witali, jakby byli dobrymi znajomymi, a Harry odpowiadał wymuszonym uśmiechem. Pierwszymi osobami, które rozpoznał była Luna z ojcem, którzy zjawili się, jak zwykle ubrani na kolorowo. Ich znajomy wygląd i aura dziwaczności dodała otuchy Harry'emu. Następni goście zjawili się i po chwili cała główna sala w Malfoy Manor wypełniona była ludźmi. Nawet nie zauważył, gdy Lucjusz zniknął mu z pola widzenia i odetchnął z ulgą, ciesząc się chwilą spokoju. W końcu dostrzegł rude czupryny. Skierował się w ich stronę, lecz w ostatnim momencie poczuł, że ktoś łapie go za ramie. Odwrócił się by zobaczyć Severusa, który stał przed nim.

Rozejrzał się dookoła, lecz nigdzie nie zauważył Lucjusza. Severus chwycił go za łokieć, i delikatnie pociągnął za sobą w stronę wyjścia z zatłoczonej sali. Harry nie wiedział powodu, przez który miałby się nie zgodzić. Chciał wiedzieć, co do powiedzenia ma mu Snape. W końcu wyszli z wielkiej sali i wkręcili w któryś w wielu korytarzy. Severus zatrzymał się w końcu.

- Harry - powiedział tylko. - Co ty wyprawiasz?

- Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedział. - Jeśli pozwolisz, to chciałbym wrócić na swoje przyjęcie zaręczynowe.

Snape prychnął.

- Nie pozwoliłem ci odejść po to, żebyś związał się z Malfoyem! - krzyknął.

Harry wciągnął powietrze.

- Co zrobiłeś?

- Naprawdę myślisz, że mógłbym przestać cię kochać? - szepnął. - Zrobiłem to, by pozwolić ci wybrać lepszą opcję.

Harry poczuł, jak jego złość rośnie w sile.

- Nie masz prawa decydować za mnie! To ty byłeś moją lepszą opcją!

- Więc wróć do mnie, Harry. Wróć do mnie i zapomnijmy o wszystkim.

- Byłeś - powtórzył.

Lucjusz tym czasem przysłuchiwał się wszystkiemu w niemałym zdziwieniu. Gdy zauważył nagłe zniknięcie Harry'ego, postanowił pójść do poszukać. Nie spodziewał się tego usłyszeć, jednakże cieszył się, że tak się stało.

- W rzeczy samej, mój drogi przyjacielu - Lucjusz w końcu postanowił wyjść z ukrycia i wtrącić się do rozmowy. - Byłeś.

- Lucjusz? - Harry zapytał zdziwiony.

- Wracaj na przyjęcie - powiedział, wciąż ostro patrząc na Snape'a. - Twój przyjaciel Lupin się pojawił, wracaj.

Harry zawahał się jeszcze przez chwilę, zanim odszedł.

Lucjusz podszedł bliżej Severusa.

- Trzymaj się od niego z daleka - powiedział do Snape'a - Straciłeś swoją szansę, głupcze.

Następne co zauważył to gwałtowny ruch i poczuł, jak pięść Severusa uderza w jego twarz. Jego głowa wraz z ciosem odchyliła się w bok. Oblizał wargę, na której poczuł charakterystyczny smak krwi.

- Cóż za prymitywny sposób walki - Lucjusz wyprostował się dumnie. - Widać jakie nawyki wyniosłeś ze swojego domu - roześmiał się kpiąco.

- Ciesz się póki możesz, Malfoy. Harry nie zabawi u ciebie zbyt długo.

Lucjusz podszedł bliżej mężczyzny tak, że ich twarze znajdywały się zaledwie kilka centymetrów od siebie.

- To się okaże - wysyczał. - Trzymaj się od niego z daleka.

Odwrócił się na pięcie i odszedł.


Harry przeczuwał najgorsze, wraz z czasem oczekiwania na Malfoya. Jego podejrzenia potwierdziły się, gdy ujrzał, że mężczyzna wchodzi do pomieszczenia z rozciętą wargą. Patrzył, jak ten wierzchem dłoni przeciera krew z ust. Poczuł niewyobrażalną złość, która rosła z każdym krokiem, który stawiał zbliżając się do Lucjusza.

- Co to jest? - zapytał wskazując na rozbitą wargę.

- Nie moja wina, że twój drogi nauczyciel nie zna lepszej metody walki, od użycia przemocy - powiedział spokojnie.

- Sprowokowałeś go, prawda? - wysyczał.

- Powiedziałem mu tylko, by trzymał się od nas z daleka. By trzymał się z daleka od ciebie.

Poczuł, ze zaraz go uderzy. Dokładnie w to samo miejsce, w które przed chwilą dostał od Snape'a, lecz gdy tylko uniósł zaciśniętą pięść, dłoń Lucjusza odnalazła jego nadgarstek i zacisnęła swoje palce na nim w żelaznym uścisku. Mężczyzna nachylił się.

- Nigdy więcej tego nie zrobisz - wypluł. - Nigdy!

Kilka spojrzeń odwróciło się w ich stronę. Harry w końcu wyrwał rękę.

- Oboje jesteście tacy sami. Traktujecie mnie jak jakąś rzecz, głupi przedmiot! - krzyknął.

Wściekły skierował się w kierunku wyjścia. Nie chciał mieć z nimi nic wspólnego...


Komentarze będą mile widziane :)