W poniedziałek popołudniu Allyson, ubrana w złotą szatę do Quidditcha, z miotłą opartą na ramieniu wyszła z dormitorium w towarzystwie załamanego Andrew. Chłopak miał w tym dniu pierwszy dzień szlabanu u Profesor Smith i obawiał się, co nauczycielka każe mu robić. Kobieta znana była z tego, że dawała na szlabanach bardzo proste, ale naprawdę męczące zadania, a po każdej najmniejszej pomyłce kazała zaczynać od nowa.

Gdy wyszli z lochów, rozdzielili się. Andrew poszedł na wyższe piętro, do gabinetu nauczycielki zaklęć, natomiast Allyson wyszła na błonia. Podążała kawałek za trójką Ślizgonów, była jednak dostatecznie blisko, żeby po dotarciu na stadion usłyszeć ich zaciekawione głosy. Na samym środku boiska stał karton, a w pobliżu nie znajdował się nikt, kto mógłby go tam przynieść. Cassandra natychmiast podeszła do niego i próbowała otworzyć, ale okazało się to niemożliwe. Po niej próbowali kolejni, którzy przychodzili na trening, ale żadnemu nie udało się zajrzeć do środka.

W końcu ujrzeli przy wejściu Profesora Reynoldsa, w towarzystwie mężczyzny, którego nikt nigdy wcześniej nie widział. Był w średnim wieku, bardzo wysoki, łysiejący, o okrągłej twarzy i niewielkich oczach, które błyskawicznie poruszały się we wszystkie strony, jakby nie chciały przegapić niczego, co się wokoło działo. Na szyi miał zawieszony aparat, dzięki któremu domyślili się, że musi być reporterem. Jak ich potem poinformował Profesor Reynolds, nazywał się Rufford Vaxbury i przybył do szkoły, żeby zrobić zdjęcie całej drużynie w ich nowych szatach do gry, a przy okazji przyjrzeć się, jak latają i trenują, żeby móc napisać jak najlepszy artykuł do „Proroka Codziennego".

Na samą wzmiankę o szatach, pośród drużyny łatwo można było wyczuć ekscytację. Choć każdy sobie je wyobrażał, to i tak wszyscy byli ciekawi, jak tak naprawdę będą one wyglądały. Wtedy zorientowali się, że to właśnie one znajdują się w kartonie. Profesor jednak specjalnie zaczarował go tak, żeby nie mogli do niego zajrzeć, bo chciał sam, po kolei każdemu wręczyć jego szatę. Podszedł i bez żadnych problemów otworzył go, a w środku dwie szaty, złożone tak, że dostrzegli tylko ich czarny kolor i herb Hogwartu na lewej piersi. Kiedy nauczyciel podniósł pierwszą do góry spostrzegli, że wnętrze jest szkarłatne, tak samo jak pasy na obu rękawach.

- Tak, tak, to są wasze szaty. Nie dostaniecie ich jednak tutaj. Z okazji tego, że je dostaliśmy Profesor Flitwick ma zamiar zorganizować małą uroczystość w Wielkiej Sali, w trakcie krórej zostaną one wręczone. Dlatego zostawcie tu swoje szaty, weźcie miotły i idziemy do zamku. A żeby zaspokoić waszą ciekawość, tak wygląda szata dla Gryfona.

Wszyscy wymienili zaskoczone spojrzenia. Zdjęli swoje szaty, nauczyciel schował tą, którą wyciągnął z powrotem do kartonu. Całą grupą poszli do zamku, unikając lewitującego przy nich pudła, które od czasu do czasu zbaczało z kursu, o mało nie uderzając któregoś z nich w głowę.

- Flitwick podchodzi do tego turnieju naprawdę poważnie! Organizować uroczystość z okazji wręczenia nam szat?- do Allyson natychmiast podszedł Anthony.

- Sądzę, że wręczenie szaty traktuje jako oficjalne przyznanie nam miejsca w drużynie. A to jednak jest coś ważnego, jeśli chodzi o turniej…

Szybko dotarli do Wielkiej Sali i rozdzielili się do stołów swoich domów. Reszty uczniów w niej jednak nie było, przy stole nauczycieli brakowało również opiekunów domów. Allyson westchnęła, zajmując jako jedyna miejsce przy pustym stole Hufflepuffu.

Nagle drzwi do Wielkiej Sali otwarły się, a do pomieszczenia weszli wszyscy Ślizgoni, z Profesor Smith na czele. Jak zwykle, dom ten był gotowy jako pierwszy, jeśli chodziło o takie nagłe wezwania. Cała szkoła domyślała się, że powodem była ich opiekunka, której nikt nie chciał się narażać. Kątem oka Allyson zauważyła stojącego przed drzwiami Andrew, który przyszedł z nauczycielką Zaklęć, jednakże czekał na Puchonów, żeby razem z nimi wejść do Sali. Był to kolejny dom, który wszedł do środka, prowadzony przez Profesor Harding. Nikogo to nie zdziwiło; Puchoni i Ślizgoni zawsze byli w Wielkiej Sali pierwsi, ponieważ ich dormitoria znajdowały się w lochach i mieli do niej najbliżej.

- Jakie miałem szczęście…- powiedział Andrew z ulgą w głosie, gdy razem z Shyanne usiedli po obu stronach Allyson- Kiedy Smith dostała wiadomość, że ma zebrać Ślizgonów i zaprowadzić ich do Wielkiej Sali, miałem iść razem z nią! Wyobrażasz to sobie! Miałem wejść tuż obok niej! Aż nagle w Sali Wejściowej spotkaliśmy Harding, która poprosiła ją, żebym zaczekał na Puchonów przed wejściem! Normalnie uwielbiam Harding!

- Zabrała cię do dormitorium Ślizgonów?- spytała zaciekawiona Shyanne.

Poza najbardziej podstawowymi informacjami nie wiedzieli, gdzie znajdowały się dormitoria innych domów i nawet, gdyby trafili w odpowiednie miejsce, nie mieliby pojęcia, że stoją przed wejściem. Znali tylko umiejscowienie dormitorium Gryffindoru, bo Allyson we wcześniejszych latach często chodziła do Annabelle, a Shyanne i Andrew jej towarzyszyli.

- Nie, kazała mi czekać w Sali Wejściowej. Wiem tylko tyle, ile wiedzieliśmy, że jest w tej drugiej części lochów.

Drzwi po raz kolejny otworzyły się i stanęli w nich Krukoni. Ich opiekunem był nauczyciel Transmutacji, Matthew Hollands. Był to mężczyzna krótko po trzydziestce, o jasnobrązowych, krótkich włosach i bardzo ciepłym, przyjaznym spojrzeniu. Był bardzo wymagający, ale nie przerażał uczniów tak, jak Profesor Smith.

- Gryffindor jak zwykle na końcu.- szepnęła Shyanne, a Allyson przewróciła oczyma. Choć nie mogli powiedzieć, że nie lubili Gryfonów, to ich sposób bycia czasem ich irytował. Każdy uczeń innego domu wiedział, że byli odrobinę zbyt dumni z siebie.

- Byle tylko nie kazali nam na siebie czekać godzinę, tak jak kiedyś… Ja mam jeszcze dzisiaj mieć trening…

- Ja mam jeszcze szlaban u Smith! Powiedziała, że nieważne jak długo to będzie trwało, mam dzisiaj skończyć to co mi przydzieliła do zrobienia… Powiem wam później.- dodał Andrew, widząc pytające spojrzenia przyjaciółek.

Aż w końcu pięć minut później wszedł do środka Profesor Longbottom z Gryfonami. Widząc spojrzenia większości osób innego domu zaczerwienił się, tak jak niektórzy uczniowie z jego domu. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca wstał profesor Flitwick i zaklęciem wyciągnął szaty na pusty stół nauczycieli, układając je w jedną, wysoką kolumnę.

Przypuszczenia Allyson były słuszne i dyrektor zgromadził wszystkich uczniów, żeby byli świadkami wręczania szat, bo symbolizować to będzie oficjalnie uczynienie ich reprezentantami szkoły i powierzenie im zadania przyniesienia sportowej chwały Hogwartowi. Kiedy skończył swoje krótkie przemówienie oddał głos Profesorowi Reynoldsowi, który wziął jedną z szat i wytłumaczył ich wygląd.

- Numer dwa, panna Jessica Foster!- powiedział w końcu, a przy stole Gryffindoru wybuchła wrzawa.

Jessica z szerokim uśmiechem podeszła do nauczyciela, po drodze przybijając piątkę praktycznie wszystkim uczniom, który siedzieli po tej stronie stołu, obok której przechodziła. Nauczyciel założył jej szatę, a dziewczyna odwróciła się plecami do wszystkich, żeby zobaczyli na plecach jej nazwisko, po czym stanęła z boku.

- Numer cztery, pan Anthony Marshall!- tym razem to Krukoni zaczęli wiwatować. Anthony przeszedł przez prawie całą długość Sali, aż w końcu stanął obok Jessiki, ubrany w szatę.

Gdy tylko nauczyciel podniósł następną, nikt nie miał wątpliwości, do kogo będzie należała, bo miała złote dodatki. Przy stole Hufflepuffu natychmiast rozpoczęły się oklaski i okrzyki, znacznie głośniejsze niż dwóch poprzednich domów, a Profesor Reynold, zorientowawszy się, że ich nie przekrzyczy przyzwał Allyson na środek ruchem ręki. Dziewczyna wstała i każdy, obok kogo przechodziła chciał przybić jej piątkę albo poklepał ją po ramieniu.

- Ally!- usłyszała pisk i podeszła do stołu Gryfonów, gdzie Annabelle wyciągała dłoń w jej stronę.

W końcu dotarła do nauczyciela, który nałożył jej szatę na ramiona i stanęła obok Anthony'ego. Zapięła guziki przy szacie i spojrzała się na dwójkę, która już stała w tym miejscu. Krukon natychmiast uśmiechnął się do niej i po odwzajemnieniu uśmiechu spojrzała z powrotem na salę, w której zaległa już cisza.

- Numer siedem, panna Allyson Yaxley.- dodał nauczyciel, dla formalności i sięgnął po kolejną szatę.

Allyson dostrzegła, że reporter natychmiast podniósł głowę, słysząc jej nazwisko, choć do tej pory notował coś w niewielkim zeszyciku. Zmrużył oczy, przyglądając się jej dokładnie i dziewczynę przeszedł lekki dreszcz. Zapisał coś w notesie i odwrócił wzrok, bo wybuchła jeszcze większa gwara, gdy na środek zawołany został James Potter. Allyson nie mogła oprzeć się wrażeniu, że najgłośniej krzyczał, a właściwie piszczał, jego fanklub.

Wszyscy po kolei wychodzili na środek i dołączali się do grupy. Gdy byli już wszyscy, wyszli z Wielkiej Sali i udali się z powrotem na stadion. Tam rozpoczęła się sesja fotograficzna. Zrobiono im grupowe zdjęcie z Profesorem Reynoldsem i dyrektorem; następnie grupkami, zawodnicy każdego domu ze swoim opiekunem; potem odpowiednio pozycjami, aż w końcu zrobili zdjęcie każdego z osobna. Allyson nie miała pojęcia, po co im tak wiele zdjęć, ale wiedziała, że nie ma na ten temat nic do powiedzenia.

- To jest miotła panny Yaxley?- spytał nagle reporter, podchodząc do leżącej obok innych mioteł ciemnej Błyskawicy- Rzadki egzemplarz… W sklepie na Pokątnej był tylko jeden, o dwieście galeonów droższy od jasnego…

Dwieście galeonów? Allyson chyba wolała nie wiedzieć, ile w takim razie kosztował ten drugi model, popularniejszy i tańszy. Już sama różnica w cenach była dla Puchonki absolutnie kosmiczna; jej rodzina nie należała do najuboższych, ale była to i tak olbrzymia suma pieniędzy. Dziewczyna po raz kolejny zaczęła zastanawiać się, kto mógł jej ją dać. Spytała Shyanne i Andrew czy podczas przesłuchań widzieli kogokolwiek, kto miałby identyczną miotłę jak ona, lecz poza rodzeństwem Potterów i Scorpiusem Malfoyem, nikt inny nie miał Błyskawicy Deluxe, a i oni posiadali tylko jasne egzemplarze. Ktokolwiek dał jej miotłę musiał być albo okropnie bogaty, albo szalony. Ewentualnie i jedno, i drugie.

Po treningu dziewczyna wróciła do dormitorium. Zaniosła rzeczy do sypialni i wzięła wszystko, czego potrzebowała do zrobienia prac domowych. Bez problemu znalazła Shyanne, siedzącą samotnie przy stoliku w kącie Pokoju Wspólnego. Przed nią leżał otwarty podręcznik, na nim kawałek pergaminu, natomiast dziewczyna notowała coś na innym fragmencie i wyglądało na to, że robi to z głowy.

- Co robisz?- spytała, siadając na fotelu obok.

- Wypisuję ci o czym możesz napisać na wypracowaniu z Mugoloznawstwa.- odparła dziewczyna, nawet nie podnosząc wzroku ani nie przerywając pisania.

- Mugolskie formy rozrywki? Naprawdę jest ich tak wiele?

- Ally, po dwóch latam Mugoloznawstwa powinnaś się zorientować, że mugole naprawdę nie są tacy nudni, jak mogłoby się czarodziejom wydawać!

- No nie wiem… Może gdyby było choć odrobinę praktyki w tym przedmiocie, żeby można było coś zobaczyć… Ale naprawdę nie potrafię zrozumieć, jak taki talefan działa! W sensie, rozmawiasz z kimś, kto jest na drugim końcu świata, widzisz go, a w dodatku nie ma żadnych kabli, ani nic! Jak w tym czymś może nie być magii?!

- Po pierwsze, telefon, a po drugie… Naprawdę nie chce mi się robić ci wykładu na temat baterii i innych form energii! Obiecaj mi tylko, że kończysz w tym roku Mugoloznawstwo, bo podobno na poziomie OWTM-ów jest znacznie trudniejsze!

- Jasne, jasne… Obiecuję. Andrew jeszcze nie wrócił?

- Nie… I sądzę, że nie pokaże się zanim Pokój Wspólny nie będzie pusty… Gdy wszyscy wychodzili z Wielkiej Sali podeszła do niego Smith i tak po prostu powiedziała „A teraz, panie Hamilton, nie wymiga się pan od odpracowania swojego szlabanu.".

We wtorek w „Proroku Codziennym" miał ukazać się artykuł na temat drużyny. Tymczasem Shyanne zaspała, co zdarzało się nadzwyczajnie rzadko, więc dziewczyny przybyła na śniadanie odrobinę spóźnione. Każdy z mijających je przyglądał się Allyson, większość obrzucała ją niemiłymi spojrzeniami, Puchonka tymczasem nie miała pojęcia o co chodzi. Zajęły swoje miejsca przy stole, a na talerzu Shyanne leżał już egzemplarz najnowszego Proroka Codziennego, ze zdjęciem reprezentacji na pierwszej stronie.

Wiadomo już oficjalnie, komu Profesor Jonathan Reynolds powierzył zaszczytną funkcję reprezentowania Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie na I Międzyszkolnym Turnieju Quidditcha. Filius Flitwick, dyrektor szkoły przyznaje, że wybór nauczyciela nie przyniósł mu żadnego zaskoczenia. Uważa, że nauczyciel sumiennie wykonał swoje zadanie i wybrał rzeczywiście najlepszych zawodników w szkole. Choć są wśród nich uczniowie, których znamy wszyscy (jak np. najstarszy syn Harry'ego Pottera), ale większość nie wyróżniła się dotąd niczym. Sylwetki wszystkich, razem z ich zdjęciami zostały zamieszczone na kilku stronach, poświęconych turniejowi. Początek na stronie siódmej.

Shyanne natychmiast przewróciła strony. Zauważyły, że informacje o każdym znajdowały się pod jego zdjęciem i o niektórych było ich znacznie więcej, niż o innych. Allyson zorientowała się, że ułożono ich w kolejności numerów, jakie mieli na szatach i szukała wzrokiem siebie. Zdziwiła się, gdy zobaczyła, że ilość informacji o niej dorównywała prawie Jamesowi Potterowi, mimo że chłopak był od niej znacznie bardziej znany.

Allyson Yaxley, ur. 13 stycznia 2006r. Już na pierwszy rzut oka najbardziej wyróżniająca się zawodniczka w drużynie. Nie tylko zwraca uwagę na siebie swoją blizną na policzku, informacje o której zamieszczone są w dalszej części artykułu, ale i szatą do gry. Jest jedyną uczennicą w zespole, która należy do Hufflepuffu; od razu nasuwa to pytanie czy została wybrana uczciwie, czy może nie chciano pominąć żadnego z czterech domów i zadecydowano, że w drużynie musi być choć jeden Puchon (drużyna Puchonów nigdy nie była dostatecznie dobra, żeby zdobyć Puchar Quidditcha – przyp. red.). Zdania innych uczniów na ten temat są podzielone, a choć większość przyznaje, że jest bardzo dobra, są również tacy, którzy w jej dobrej grze dopatrują się po prostu szczęścia.

Warto jednak zaznaczyć, że sama jej przynależność do Hufflepuffu jest ogromną niespodzianką. Allyson Yaxley pochodzi z rodziny czarodziejów czystej krwi, która od lat znana jest ze swoich radykalnych poglądów na temat czystości krwi. Jej nazwisko nieprzypadkowo jest dokładnie takie samo, jak jednego z najbardziej znanych i wpływowych popleczników Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Było-Wymawiać. Vincent Yaxley, który zginął w II Bitwie o Hogwart, to jej dziadek. Jego syn, a ojciec Allyson, znany jest z tego, że jest dokładnie taki sam jak on i wpoił światopogląd swoim córkom.

Wiele uczniów Hogwartu jest pewnych, że Allyson jest dokładnie taka sama jak ojciec. Musi jednak ukrywać swoje prawdziwe poglądy ze względu na to, że Tiara Przydziału umieściła ją w Hufflepuffie. Są też pewni, że jej przyjaźń z pochodzącą z rodziny mugoli Shyanne Brooks oraz Andrew Hamiltonem, o którym słyszano jak kiedyś nazwała nieporadnym, naiwnym niezdarą, jest po prostu częścią jej sprytnie obmyślonego scenariusza.

Zastanawiającym elementem jest znajdująca się na jej lewym policzku blizna. Sama dziewczyna twierdzi, że powstała ona w wyniku wypadku na dziecięcej miotle. Według niektórych źródeł jest to jednak bajka, wymyślona przez rodzinę Allyson, żeby ukryć działania Alastaira Yaxleya. Mężczyzna znany jest ze swojej nadpobudliwości i wiele osób nie ma wątpliwości, że jego dwie najmłodsze córki stanowią obiekty, na których wyładowuje swoją złość. Twierdzą oni, że często słychać było krzyki obu dziewcząt, a i są przekonani, że tak naprawdę to ojciec Allyson ją okaleczył.

Kolejną ciekawostką na temat jedynej Puchonki w drużynie jest to, że miała ogromne szczęście, że udało jej się wystartować w testach. Cała szkoła słyszała o tym, że straciła miotłę; kilka godzin przed przesłuchaniami dostała natomiast nowy egzemplarz, nikomu jednak nie przyznała się, od kogo. Jej siedemnastoletnie siostra, Annabelle, była widziana w towarzystwie bardzo bogatego człowieka, ubrana w zdecydowanie prowokujący strój. Nikt nie ma wątpliwości, że dwie odrzucone siostry (Annabelle naraziła się ojcu przynależnością do Gryffindoru – przyp. red.) są ze sobą bardzo blisko; czy jednak Allyson mogłaby być na tyle przebiegła, żeby w taki sposób wykorzystać swoją siostrę? Być może zdecydowała się na tak desperacji krok po tym, jak nie udało jej się wybłagać opiekunki domu, żeby pozwoliła jej wziąć w nich udział obchodząc regulamin?

- Co za szuja!- krzyknęła Allyson na cały głos, odwracając wzrok od artykułu, zdecydowana nie kończyć go czytać, żeby nie zdenerwować się jeszcze bardziej- Jak… Jak on w ogóle śmiał?! I co to za pewne źródła, jacy wszyscy lub większość uczniów?!

- Zapewne ci, którzy są o ciebie zazdrośni…- powiedziała Shyanne, wzruszając ramionami- Nie przejmuj się, nikt w to nie uwierzy!

- To dlaczego spoglądali się na mnie, jakbym kogoś zabiła? Oni w to wierzą, rozumiesz? Wierzą, że jestem podstępną jędzą, która wykorzystuje swoich przyjaciół i zmusiła siostrę do…- Allyson jęknęła niezadowolona, rzucając niedojedzonego tosta na talerz i wstała od stołu.

Wściekła wyszła przez drzwi, słysząc jak niektórzy mówią, że zdenerwowało ją zdemaskowanie jej prawdziwej natury. Nie miała wątpliwości, że innym uczniom Hogwartu łatwo będzie uwierzyć, że to, co napisano w artykule jest prawdą. Długo musiała pracować, żeby nikt nie zwracał uwagi na jej nazwisko; niemal każdy na początku podchodził do niej bardzo nieufnie, obawiając się, że jest taka jak większość jej rodziny. A teraz wszystko, co udało jej się zrobić miało kompletnie lec w gruzach.

Nagle na coś wpadła, a było to zdecydowanie zbyt miękkie, żeby mogło być ścianą. Przewróciła się i gdy spojrzała przed siebie ujrzała parę świecących się butów, a podnosząc wzrok dostrzegła czarną szatę i herb Gryffindoru, a następnie twarz zaskoczonego Jamesa Pottera. Dziewczyna jęknęła niezadowolona, że musiała wejść akurat na niego. Gryfon tymczasem nachylił się i wyciągnął dłoń w jej stronę, a gdy Allyson ją złapała pomógł jej wstać.

- Czytałaś artykuł?- spytał, chociaż miała to wypisane na twarzy, której policzki były niemal tego samego koloru, co barwy Gryffindoru na jego szacie.- Nie ukrywam, tobie dostało się bardziej niż mnie… Ale według tego idioty, jestem w drużynie tylko dlatego, że mój ojciec jest sławny! Większość informacji o mnie to spekulacje na temat czy jestem szukającym, żeby odwdzięczyć się mojemu ojcu za uwolnienie świata czarodziejów od zła, czy może dlatego, że będąc jego synem jestem sławny czy może po prostu mój ojczulek wykupił mi miejsce w drużynie, skoro dostałem od niego w wakacje nową miotłę! Tylko ciekawe, że Al się nie dostał, a przecież też próbował! Jakby miał już kupować miejsca w drużynie, to chyba zrobiłby to dla nas obu!

- Masz rację, mnie dostało się znacznie bardziej niż tobie.- stwierdziła przez zaciśnięte zęby- Wiesz, naprawdę marzę o tym, żeby pisało o mnie, że mój ojciec wykupił mi miejsce w drużynie! Ale nie, oczernił kompletnie nie tylko mnie, ale też moją siostrę!- wyminęła go i pobiegła do pustej klasy, w której zawsze się chowała.

Było to pomieszczenie, w którym porozstawiane były zakurzone stoliki, a na nich rozmaite rzeczy, głównie porcelanowe. Ogromną jego zaletą było to, że gdy rzuciło się jakimkolwiek z przedmiotów o ścianę, to po chwili pojawiał się z powrotem w całości w tym samym miejscu, w którym stał. Dzięki temu było to doskonałym sposobem, na wyładowanie swojej złości.

Dziewczyna rzuciła kielichem, który spotykając się z murem natychmiast rozpadł się na niewielkie kawałki. Zaraz potem drzwi otworzyły się i gdy tylko Allyson się odwróciła, ujrzała stojącą za nią Annabelle. Gryfonka natychmiast do niej podeszła i objęła ją ramionami. Usiadły pod ścianą i dziewczyna trzymała swoją młodszą siostrę tak długo, aż nie przestała płakać. Była to sytuacja, która bardzo często miała miejsce w domu, szczególnie po tym jak ich ojciec niemal odmawiał przyznawania się do Allyson.

Tymczasem w innej części zamku, po przeczytaniu już po raz kolejny fragmentu poświęconego Allyson, inna osoba rzuciła gazetą do kominka, spoglądając jak kolejne kartki trawione są przez ogień. Przez chwilę jego wzrok spoczął na palącym się zdjęciu Allyson i zaklął pod nosem; nie pomyślał o tym, żeby wyciąć sobie zdjęcie dziewczyny i mieć jej obraz nie tylko w wyobraźni, ale także na papierze. Tym bardziej, że bardzo ładnie na nim wyszła, uśmiechając się szeroko. Zaraz odpędził tą myśl od siebie. Nie, nie powinien robić czegoś takiego. Kolekcjonowanie zdjęć osoby, którą się podziwiało? To już podchodziło pod niezdrową obsesję. Być może jednak można było powiedzieć, że miał obsesję, skoro w każdej chwili, kiedy umysłu nie zaprzątały mu szkolne obowiązki, myślał właśnie o niej?

Artykuł naprawdę doprowadził go do szału. Nie mógł powiedzieć, że świetnie znał Allyson, ale nawet jego zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że praktycznie wszystko, co było tam napisane, to kompletna bzdura. Fakt, że dziewczyna nie mogła być absolutnie dumna ze swoich krewnych i rzeczywiście była wnuczką Vincenta Yaxley'a, ale nie wierzył, nawet gdyby Alastair rzeczywiście katował ją i jej siostrę, zostawiałby tak widoczne ślady, jak chociażby blizna Allyson. Kompletnie nie mieściło mu się w głowie, że ktokolwiek mógłby uwierzyć, że Annabelle Yaxley widziana była z kimś gdziekolwiek, skoro od pierwszego września przebywała w Hogwarcie, a wcześniej nie miała zielonego pojęcia o turnieju.

Dostrzegał jednak, że większość uczniów w to wierzyła. Tak samo jak w to, że Allyson tak naprawdę nie zależało na jej przyjaciołach. Tym bardziej, że Allyson była Puchonką, a czyż Hufflepuff nie był domem, który szczycił się swoją koleżeńskością, lojalnością i uczciwością? Czy było możliwe, żeby do domu, którego wyznacznikiem były naprawdę wspaniałe cechy charakteru trafiła tak przebiegła osoba, jaką starano się zrobić z Allyson? W końcu, Tiary Przydziału nie była w stanie oszukać!

Zaczął się zastanawiać, czemu Vaxbury'emu tak bardzo zależało na ukazaniu Puchonki w złym świetle. Czy chodziło mu o zemstę? Być może ktoś z jego rodziny ucierpiał lub zginął z powodu jej dziadka, a może nawet został osobiście przez niego zabity? Nie widział innego powodu, dla którego reporter mógłby przyczepić się dziewczyny. Chyba że po prostu pragnąłby zrobić sensację, pragnąc rozgłosu. Albo lubił rujnować reputację innym. W każdym razie, jakikolwiek był tego powód, życie Allyson w Hogwarcie nie miało być teraz łatwe. Dziewczyna musiała być silna, żeby sobie poradzić z wrogością, która bez wątpienia miała ją spotkać ze strony innych.

Mógł mieć tylko nadzieję, że Allyson ma w sobie tą siłę i że z pomocą przyjaciół uda jej się przetrwać trudny okres. Bo nie miał wątpliwości, że w końcu wszyscy zorientują się, że wszystko co o niej napisane, to kompletne bzdury. Nie wiedział tylko, jak długo im to zajmie.