EPILOG ANGELINY
Pakowanie nie zajęło Angelinie wiele czasu. Mogła zabrać tylko te rzeczy, które dawno temu zostawiła w mieszkaniu na Pokątnej, wszystko inne strawił ogień. Ją samą zaskoczyło to, jak szybko przeszło do porządku dziennego nad stratą mieszkania po rodzicach. Nie była do niego co prawda mocno przywiązana, ale było to przecież mieszkanie jej rodziców.
Rodziców, nie moje - przebiegło jej przez myśl. - Mój dom był w Hogwarcie. I tu.
Rozejrzała się po pokoju ze świadomością, że znajduje się tu po raz ostatni. Domem nie były miejsca, ale ludzie. Po jego śmierci nic jej tu nie trzymało. Dojrzewała do tej decyzji przez kilka miesięcy, ale dopiero dzisiejszy poranek i to, co wydarzyło się między nią a Georgem uświadomiło jej, że tu nie może zostać. Nie w tym mieście, nie pośród tych ludzi.
Nie była pewna, czy wyjazd do Bostonu był dobrym wyjściem. Wiedziała tylko, że innego pomysłu nie ma. Jej dawne życie rozpadło się na milion małych kawałków i nie uda jej się do niego powrócić. A jeśli ma budować je od nowa, potrzebuje nowego miejsca.
Spojrzała na zdjęcie stojące na stoliku pod oknem.
- Jeśli masz przed sobą tylko jedną drogę - rzekła powoli patrząc na Freda - to musi być tą właściwą, prawda?
Nie zatrzymała się wychodząc. Jeśli nie ma powrotu, nie można patrzeć w przeszłość, przynajmniej tyle nauczyły ją ostatnie miesiące.
