Dean poprawił krawat nim razem z Samem wyszli z samochodu i ruszyli w stronę taśm policyjnych. Funkcjonariusz stojący obok tylko przelotnie spojrzał na odznaki, które mu pokazali.
- Jest tu już ktoś od was – powiedział.
Dean i Sam popatrzyli na siebie. Podziękowali policjantowi i przeszli pod taśmą. Chwilowo zignorowali ciało leżące w kawiarni, w której doszło do morderstwa, byli zbyt zajęci wpatrywaniu się w Jane, która wypytywała o coś szeryfa. Gdy tylko ich zobaczyła, od razu go przeprosiła i zbliżyła się do nich.
- Cześć, chłopcy – przywitała się z uśmiechem. – Dawno się nie widzieliśmy.
- Co ty tu robisz, Jane? – zapytał Sam.
- Poluję – odpowiedziała. – Tak jak wy. Po tym co się stało postanowiłam się podszkolić. Dzięki za uratowanie świata przed apokalipsą, tak swoją drogą.
- Nie ma za co – zapewnił Dean i uśmiechnął się.
- Gdzie Cas?
Uśmiech zniknął z twarzy Deana.
- Nie żyje – odparł.
- Przykro mi – powiedziała Jane. Liczyła na to, że jeszcze kiedyś spotka anioła.
- Nie dostał niczego, na co nie zasłużył – stwierdził zgorzkniale Dean. – Wiedział jak się skończy zabawa z duchami.
Dean zostawił ich i poszedł dowiedzieć się czegoś o sprawie.
- Niezbyt dobrze to przeżywa – zauważyła Jane, wciąż go obserwując.
- To nie było tak dawno temu – wyjaśnił Sam. – Poza tym Dean czuje się winny, bo Cas zrobił to wszystko dla niego.
- Zawsze dla Deana?
- Zawsze dla Deana – potwierdził. – A najgorsze jest to, że jeśli Cas jakimś cudem żyje, to znowu poświęci się dla Deana. Zawsze tak się stanie. A on nie może tego znieść.
