[Rozdział 6]
Warning: Jezu ile było w tym rozdziale smuteczków :c Nie bójcie się nie mam zamiaru robić z tego angstu czy innego shitu, ale troszkę dramy musi być, żeby nie było za słodko. Chociaż oliwa jak zwykle łamie schematy i sobie radośnie heheszkuje spedalając się coraz bardziej XD Dla Iwaizumiego to musi być szok i niedowierzanie, mam nadzieję że jednak nie zabije za to Oikawy, lol. No i w końcu poświęciłam więcej czasu BokuAka \o/ Tyle szczynścia. Wiem, że dawno nie pisałam z Haikyuu, ale jakoś udało mi się do tego wrócić. Spokojnie, mam zamiar dokończyć Tatuażystę, co prawda nie wiem ile mi to zajmie, ale jak na razie nie mam w planach porzucać tego opowiadania c: Podkreślmy to „na razie" /kaszelek/
Od razu po wejściu do mieszkania, Akaashi wiedział, że jest źle. Pomimo tego, że widział palące się w sypialni światło to nikt nie przyszedł, żeby go powitać. Zazwyczaj nie zdążył nawet zdjąć butów, a już silne ramiona oplatały go w mocnym, miłosnym uścisku, a koło ucha słyszał dźwięki przypominające pohukiwanie sowy. Tym razem nic takiego się nie stało, nie wspominając już o tym, że dom emanował nieprzyjemną atmosferą – było pusto, ciemno i cicho.
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa, jednak postanowił nie wyciągać pochopnych wniosków. Położył klucze na wiszącej tuż pod stojakiem na parasole szafeczce, po czym wszedł niemal na paluszkach do kuchni, starając się nie wydawać żadnych niepotrzebnych dźwięków. Na stole czekała na niego jak zwykle kolacja zabezpieczona folią spożywczą, jednak brakowało przy niej karteczki z nabazgrolonymi jak kura pazurem znakami układającymi się w polecenie natychmiastowego skonsumowania zawartości talerza. Nadal miał z tym duży problem, co dość mocno w czasach szkolnych odbiło mu się na zdrowiu, więc od kiedy zamieszkali razem Bokuto dbał o to, aby zjadał chociaż jeden ciepły posiłek w ciągu dnia.
Ah, było naprawdę źle.
Mężczyzna potarł twarz dłońmi, wiedząc że dzisiaj nic i tak już nie przełknie, więc skierował się prosto do łazienki. Koutarou miał prawo być lekko podirytowany jego ostatnim wybrykiem, ale nie sądził, że drobne zmiany w jego zachowaniu sprawią, że poczuje się tak okropnie. Przyzwyczaił się do jego ekstrawertycznej osobowości, pobłażało mu to jak bardzo się o niego troszczył, a wręcz dopiero wtedy czuł jak bardzo jest przez niego kochany. Teraz, gdy rutyna została złamana, uświadomił sobie jak bardzo jej potrzebował.
Rozebrał się, składając ubrania w równą kostkę, a bieliznę wrzucając do kosza na brudy, po czym przyjrzał się sobie krytycznie w lustrze. Był okropny partnerem, zdawał sobie z tego gorzko sprawę. Nadal nie potrafił zrozumieć, co mężczyzna w nim takiego zobaczył, że postanowił aż wpakować się w związek, ale to chociaż trochę podbudowało jego samoocenę. Myślał, że może dzięki niemu się zmieni. Otworzy na ludzi, stanie bardziej przystępny, będzie umiał w końcu mówić o swoich uczuciach otwarcie. Nic z tego. Wrodzona powściągliwość połączona z chłodnym wychowaniem i wieczne ukrywanie się za maską obojętności zdecydowanie zbyt mocno się w nim zakorzeniło.
Wzdrygnął się, gdy z prysznica najpierw poleciała wręcz lodowata woda, po czym wystawił twarz prosto w szybko nagrzewający się strumień. Nie, żeby kiedykolwiek przeszkadzało mu to jak bardzo jest w sobie zamknięty, wręcz przeciwnie - sam pieczołowicie to pielęgnował celowo stroniąc od innych. Wszystko zmieniło się, gdy w liceum trafił do jednej klasy z Kuroo i Bokuto. Dosłownie wywrócili jego uporządkowany świat do góry nogami, szczególnie ten drugi nie dawał nigdy za wygraną, aż w końcu przedarł się prosto do jego serca. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek pokocha drugiego mężczyznę, ba, że w ogóle kogokolwiek pokocha. Ale stało się to tak szybko i niespodziewanie, że dał się ponieść temu uczuciu, które okazało się na tyle silne oraz prawdziwe, że teraz mieszkali razem, planując swoją dalszą przyszłość.
Spienił w dłoniach mydło, wzdychając ciężko. Dlatego chciał chociaż trochę ułatwić życie Koutarou i się zmienić, ale niebyt mu to wyszło. A wręcz swoim ostatnim zachowaniem wszystko spartolił. Bokuto zawsze otwarcie mówił jak bardzo go kocha i że są w związku, ale on tego nie potrafił. Bał się, podświadomie czuł, że robi coś nieodpowiedniego, chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał jak bardzo jest to głupie. Najgorsze było to, że nie potrafił tego przemóc. Co prawda, związki homoseksualne coraz mniej dziwiły, a czasami wręcz przyjmowane były z przesadną radością typowo na pokaz, ale głęboko zakorzeniony lęk przed wyróżnianiem się z tłumu pozostał. Skoro nie był jak większość to był gorszy. Nie powinien w żaden sposób się z tym obnosić, nie powinien czerpać z tego przyjemności, nie powinien uważać, że to jest normalne.
Gdy Iwaizumi nakrył ich na zapleczu, zupełnie stracił nad sobą panowanie i zareagował impulsywnie. Świadomość, że przecież on doskonale wiedział o łączących ich relacjach wcale nie pozwoliła mu się uspokoić. Dlatego, nawet po powrocie do domu nie pozwolił się Koutarou tknąć, a każda próba zbliżenia kończyła się krótką, ale intensywną kłótnią. Widział jak bardzo tym rani swojego partnera, cierpiał razem z nim, ale nie ugiął się. Aż w końcu Bokuto pierwszy to zrobił i się poddał. Nie wracał, przez kilka dni z warsztatu, nie dawał też żadnego znaku życia - chociaż zostawił dla bezpieczeństwa pełną lodówkę jedzenia - a teraz gdy w końcu był w domu, nie kwapił się żeby jak najszybciej się z nim zobaczyć i porozmawiać. Wskazywało to jednoznacznie na to jak bardzo był na niego zły i Keiji zupełnie go nie winił. Zasłużył sobie, jego zachowanie było poniżej wszelkiej krytyki, ale podświadomie myślał, że jednak wszystko się jakoś ułoży. Wszak mężczyzna często się na niego obrażał, ale też bardzo szybko o tym zapominał, szczerząc jak skończony kretyn, gdy udało mu się przykuć jego uwagę. Teraz było inaczej i cholernie go to bolało.
Wyszedł spod prysznica i nawet się nie wycierając, założył puchaty, beżowy szlafrok. Tym razem to on musiał wziąć sprawy w swoje ręce, nie mógł przecież pozwolić, żeby jego własny błąd powoli zaczął rujnować to co budowali między sobą latami. Nigdy nie uważał, że szczere przeprosiny i rozmowa są jakąkolwiek ujmą na męskości, jedynie obawiał się, że nie będzie w stanie ubrać w słowa to co chce przekazać i potraktuje go znowu zbyt szorstko. Powinien się zastanowić, czy nie przydałby mu się kurs uczący jak powinno się prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie, bo z wiekiem zauważył jak bardzo posysa w tych sprawach.
Przeczesał mokre włosy palcami, po czym niepewnie wszedł do ich wspólnej sypialni. Zaschło mu w gardle, a z ust prawie wyrwało się ciche westchnienie, gdy zobaczył mężczyznę siedzącego na łóżku z laptopem na kolanach. Był do niego odwrócony tyłem, więc mógł w spokoju podziwiać szerokie, umięśnione plecy, które zdobił tatuaż przedstawiający czarno – szarą sowę wzbijającą się do lotu. Pomimo półmroku panującego w pokoju widać było dokładnie piękne skrzydła z mnóstwem detali, otwarty dziób i ślepia prawie jak żywe. Tak, zdecydowanie to było jedno z jego najlepszych dzieł i bardzo się cieszył, że udało mu się je stworzyć właśnie na ciele ukochanej osoby. Zawsze, gdy się na nie patrzył czuł wzruszenie pomieszane z dumą, jednak teraz zostały one przyćmione przez wyrzuty sumienia.
Przycupnął niepewnie na skraju materaca i chrząknął cicho:
- Co robisz?
Bokuto drgnął najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z jego obecności, po czym powoli obrócił, aby móc na niego spojrzeć. Zazwyczaj wesoła twarz była teraz śmiertelnie poważna wręcz poszarzała, a wiecznie błyszczące oczy utraciły dawny blask. Akaashiego od samego widoku coś mocno ścisnęło w żołądku, przewracając go na drugą stronę, a w gardle znikąd pojawiła się zimna gula, która sparaliżowała go całkowicie. Uczucie duszenia się i niemocy było ostatnim czego w tym momencie potrzebował.
- Szukam kubka, który chociaż trochę przypominałby ten co się stłukł – Koutarou ponownie przesunął wzrok na świecący ekran laptopa – Ale jak na złość nie ma takiego w miętowe grochy.
- Oh… – Keiji zamrugał kilka razy ze zdziwieniem – Mówisz o tym Hajime?
- Tak – mężczyzna zmarkotniał jeszcze bardziej – Koniecznie musi być taki pedalski kolor?
- To jego ulubiony.
- Co za gust, najchętniej to bym mu kupił taki z gołą babą.
- Um, nie wiem, czy byłby z takiego zadowolony –Akaashi parsknął pod nosem.
- Z żadnego nie będzie zadowolony, skoro mówiłeś, że tamten był dla niego ważny z jakiegoś powodu.
- Bardzo go lubił, to fakt.
- Nie czaję, po co ja się w takim razie w ogóle tak męczę?
- Ale wiesz, sądzę że ucieszy się z samego gestu – Keiji przełknął ślinę i przysunął się bliżej, unosząc rękę do góry – Hej…
Jednak Bokuto w tym samym momencie energicznie wstał, nawet na niego nie spojrzawszy, po czym skierował się w stronę wyjścia. Mężczyzna wytrzeszczył oczy w szoku i szybko cofnął trzęsącą się dłoń, mocno przyciskając ją do klatki piersiowej, z której serce dosłownie chciało wyskoczyć. Zabolało go to, że nie dał mu się dotknąć. Wręcz cholernie zabolało i było to tak niespodziewane, że aż przez chwilę nie potrafił złapać oddechu. Dopiero teraz poczuł jak okropnie musiałem się czuć jego partner, gdy bez namysłu odrzucał go, przy niemal każdym napadzie własnej, idiotycznej słabości. To właśnie jego niemoc i głupota najbardziej ich raniła.
- Zanim pójdziesz spać to wysusz włosy, żeby się nie przeziębić – Koutarou przystanął w drzwiach i posłał mu słaby uśmiech – Pewnie jeszcze sporo zajmie zanim znajdę odpowiedni kubek, więc nie czekaj na mnie.
Coś w tonie jego głosu sprawiło, że Akaashi poczuł jak traci resztki gruntu pod nogami i spada prosto w przepaść, której mrok niemal natychmiastowo zaczyna go pożerać. Miał w tym momencie ogromną ochotę się rozpłakać.
Pieprzony warsztat, pieprzony Akiteru, pieprzony Kuroo!
Chłopak ze złością wszedł po dość chybotliwych schodach na górę do pseudo kantorka, który był całkowicie zawalony papierzyskami, a potem skręcił w bok, gdzie za stosem zużytych dętek rowerowych, znajdowały się kolejne drzwi. Wyciągnął z kieszeni bluzy kluczyk, pogrzebał parę razy w zamku, nie szczędząc przy tym przekleństw, po czym wszedł do zagraconego pomieszczenia. Ciasnawe mieszkanko wyglądało tak samo obskurne jak zawsze i było zasyfione jak reszta warsztatu. Po lewej znajdowała się odnoga prowadzą do łazienki, a po prawej do kuchni, a główne pomieszczenie oprócz kanapy, rozłożonego futonu z pomiętą pościelą, lichego biureczka na którym położony był laptop i szafy wciśniętej w róg, nie posiadało innych wygód. Wyglądało to trochę jak kawalerka biednego studenta, który dodatkowo nie wiedział do czego służy miotła wraz ze zmiotką.
Wściekły jak osa rzucił swoją torbę na kanapę, po czym bez zbędnych ceregieli rozebrał się i niemal pędem pobiegł w stronę prysznica. Potrzebował zmyć z siebie zmęczenie całego dnia i poukładać wszystko w głowie. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek zobaczy swojego brata, nie był przygotowany na to spotkanie, a tym samym na natłok informacji, które go dzisiaj niemal zalały. Ten skończony kretyn wrócił sobie jak gdyby nigdy nic, ubiegał się o pracę w zawodzie o którym zapewne nie miał zielonego pojęcia, a na dodatek ożenił się nie racząc poinformować o tym nawet najbliższej rodziny. Nadal nie wiedział jakim cudem udało mu się do tego nakłonić Saeko, wszak była to kobieta twardo stąpająca po ziemi, która wiedziała dokładnie czego chce od życia. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić, że cokolwiek mogłoby ją pociągać w teraźniejszym Akiteru więc zapewne jej nieprzemyślana decyzja musiała opierać się na zauroczeniu z przeszłości i faktu, że znali się praktycznie od dziecka. A może po prostu wziął ją na litość? Nagadał skończonych farmazonów, przez co zrobiło jej się go żal i dała się ponieść chwili?
- Nie, to bezsens – mruknął pod nosem, energicznie myjąc włosy szamponem.
Jednak pomijając to szaleństwo, którego był dzisiaj światkiem, to najbardziej z tego wszystkiego zabolał go fakt, że Kuroo nic mu o tym nie powiedział. Fakt nie miał obowiązku informowania go o tym co się dzieje w warsztacie, w gruncie rzeczy to nie było jego sprawa. Biznes prężnie się rozwijał, mieli ogromne pole do popisu, mnóstwo miejsca i coraz więcej chętnych wiec to nic dziwnego, że zaczęli rozglądać się za nowym pracownikiem. I tak był w szoku jak długo udawało im się to ciągnąć we dwójkę, pomijając panią Suzuko, która pracowała na górze w księgowości. Ale, cholera jasna, przecież wiedział o jego przeszłości, jak bardzo brat był dla niego kiedyś ważny i o tym co zrobił - mógł chociaż go uprzedzić, że się z nim kontaktował w sprawie pracy. A tym bardziej, że dzisiaj miał przyjść się z nimi spotkać najwidoczniej na rozmowie kwalifikacyjnej. Poczuł się lekko zdradzony.
Tsukishima zagryzł nerwowo dolną wargę, szybko wycierając swoje ociekające z wody ciało. Tak bardzo się tym zdenerwował, że gdy tylko skończył rozmawiać z Saeko to od razu zwinął się na górę, żeby przypadkiem znowu nie wpaść na Akiteru, kiedy będzie już wychodził. Musiał się jakoś uspokoić do czasu, kiedy Tetsurou przyjdzie. Nie chciał, żeby zobaczył jak bardzo go to wszystko wytrąciło z równowagi i że tak naprawdę nadal jest bardzo niestabilny emocjonalnie.
- Cholera, nie wziąłem niczego do spania.
Kei westchnął z rezygnacją, patrząc na swoją torbę wypchaną po brzegi notatkami z zajęć, po czym podszedł do pierwszej lepszej kupki ubrań rzuconych na podłogę, po czym zaczął w niej grzebać. Gdy udało mu się w końcu wyciągnąć jakąkolwiek koszulkę, uważnie ją powąchał, aby się upewnić czy jeszcze zdaje się do użytku, strzepnął parę razy, po czym pośpiesznie założył czując, że robi mu się coraz zimniej. To samo zrobił z jakimiś szarymi spodniami, które wyglądały jak żywcem wyciągnięte psu z gardła.
Przeczesał palcami lekko wilgotne włosy, dziękując w duchu, że ma je takie krótkie, nie wspominając o wygolonym boku, po czym ułożył się na futonie, przykrywając kołdrą pod sam nos. Wziął kilka głębokich oddechów, starając się wyciszyć i unormować pracę serca, mając nadzieję że uda mu się szybko zasnąć. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że było to pobożne życzenie, bo czuł że wystarczy dosłownie iskra, żeby wybuchnął, ale miał zamiar się łudzić do samego końca. Zacisnął mocno powieki i obrócił się plecami do drzwi, kiedy usłyszał skrzypienie starych schodów, a potem odgłos przekręcanej klamki.
- Tsukki, jesteś tu?
Kuroo rozejrzał się po pomieszczeniu, dłużej zatrzymując wzrok na białej, zwiniętej kulce, która najwyraźniej postanowiła udawać, że smacznie sobie śpi. Kurwa, zupełnie nie wiedział jak ma się teraz zachować. Najchętniej to pobawiłby się w jego grę i zostawił go w spokoju, ale po prostu nie mógł. Czuł, że jest mu winien przeprosiny, albo chociaż zwyczajną rozmowę. Przez własne tchórzostwo odkładał to ile się tylko dało, co patrząc po dzisiejszym zachowaniu chłopaka było sporym błędem. Nie chciał go bardziej zranić, a tym samym powiększyć rosnącej między nimi przepaści.
Podrapał się w tył głowy, ciężko wzdychając, po czym olewając prysznic, wskoczył pod kołdrę. Poczuł jak Kei się spina, jakby chciał na niego wrzasnąć, że co on niby najlepszego wyrabia, ale koniec końców nie pisnął chociażby słówka. To nie zapowiadało się zbyt dobrze - Tsukishima jak chciał to potrafił być uparty jak osioł, cholera by to wszystko wzięła.
- Tsukki?
Zero reakcji, a normalnie już dawno dostałby po głowie za pieszczotliwe skracanie jego nazwiska. W takim razie trzeba sięgnąć po ciężką artylerię, nie ma zmiłuj. Tetsurou uniósł się na łokciu, po czym nachylił nad jego uchem i szepnął:
- Śpiiisz?
Kei wzdrygnął się momentalnie, zaciskając mocniej powieki, ale nic poza tym. Mężczyzna uśmiechnął się lekko, przesuwając czubkiem nosa po jego odsłoniętej szyi, po czym ugryzł ją, zasysając się lekko na skórze.
- Wiem, że nie śpisz.
- Umyj chociaż zęby, capisz okrutnie.
- Jaki okropny – Kuroo parsknął – Muszę z tobą porozmawiać.
- Nie uważasz, że już na to za późno?
- Dopiero po dwudziestej pierwszej…
- Nie o to mi chodzi! – przerwał mu ze złością Kei – Co się stało to się nie odstanie i jakoś nie jestem w nastroju, żeby słuchać twojego bełkotu.
- Nie denerwuj się, ja wiem że to poszło trochę w złą stronę, ale daj mi wyjaśnić!
- Dobra, niech ci będzie.
- Ugh…
- No słucham? – Tsukishima zwinął się w jeszcze ciaśniejszą kulkę.
- Nie sądziłem, że mi pozwolisz więc nie wiem za bardzo od czego zacząć – bąknął Tetsurou, drapiąc się nerwowo po policzku – To trudniejsze niż myślałem.
- Chyba sobie teraz żartujesz! – wybuchnął chłopak – Dlaczego mi nie powiedziałeś, że mój brat tutaj przyjdzie? Dlaczego nawet o tym nie wspomniałeś?! Przecież musiał się z tobą jakoś wcześniej kontaktować! Znasz moją przeszłość, wiesz jak mnie skrzywdził, więc nie rozumiem jak mogłeś to przede mną zataić! Myślałem, że jestem dla ciebie kimś ważnym! Że mnie k…
Zamarł w połowie słowa, rozdziawiając szeroko usta. Dopiero teraz dotarło do niego co chciał powiedzieć i jak bardzo się mylił w niektórym sprawach. Ich znajomość rozpoczęła się wręcz komicznie, a związek od początku był burzliwy, żeby nie powiedzieć że wręcz agresywny. Ktoś kto stwierdził, że przeciwieństwa się przyciągają miał najpewniej ostro nasrane w bani. Jednak im dłużej w tym trwali, im głębiej się poznawali i słuchali siebie nawzajem, tym ich uczucia były trwalsze. A przynajmniej Kei tak uważał. Przyzwyczaił się do obecności tego skończonego idioty w swoim życiu i nie wyobrażał sobie, że mogłoby go kiedyś zabraknąć. Ciekawość pomieszana z pożądaniem przemieniła się w uczucie, które spokojnie można było nazwać miłością. Jednak najwyraźniej tylko on tak to postrzegał. Wszak Kuroo nigdy nie powiedział, że go kocha. Fakt, nie poruszali za często tego tematu, ale nawet wtedy, gdy już się odważył o to zapytać, był zbywany złośliwymi uwagami, co doprowadzało do sprzeczki, która kończyła się zazwyczaj na gorącym seksie, dopóki oboje nie stracili resztek sił.
Ból, który towarzyszył temu odkryciu niemal rozsadził mu pierś. Czuł jak oblewa go fala gorąca, a oczy zaczynają niebezpiecznie szczypać. Załkał bezgłośnie, zagryzając niemal do krwi dolną wargę, błagając w myślach, żeby się tylko nie rozpłakać.
- Tsukki…?
- Nieważne. Z-zapomnij – miał ochotę sam sobie strzelić za to, że zadrżał mu głos.
- Boże, Tsukki, co ty właśnie chciałeś powiedzieć? – mężczyzna poruszył się niespokojnie, próbując wysupłać rękę spod kołdry – Czemu ty się tak trzęsiesz…?
- Jeśli mnie teraz dotkniesz to obiecuję, że już nigdy więcej się do ciebie nie odezwę!
Tetsurou zamarł w bezruchu, nie wiedząc co tak naprawdę właśnie się tutaj stało. Zapomniał, że Akiteru miał dzisiaj wpaść do zakładu na rozmowę kwalifikacyjną, wiec gdy tylko zobaczył popielatą czuprynę, wiedział jak bardzo zjebał. Długo bił się z myślami, czy powinien chociażby rozważać przyjęcie go do pracy, wszak zdawał sobie sprawę jak bardzo skrzywdził Keia, ale z drugiej strony chciał pozostać bezstronny i dać szansę człowiekowi, który najwidoczniej próbował wyjść na prostą. Prawda była taka, że po prostu wybrał dla siebie najwygodniejsza opcję, wyparł logiczne myślenie i przez to zranił osobę, która aktualnie była dla niego najważniejsza na świecie. Gdyby była jakaś granica skończonego spierdolenia to na pewno przekroczyłby ją już dzisiaj kilkanaście razy. Chciał dobrze, wyszło jak zwykle, jednak powinien sobie dokładnie zaplanować to co chce powiedzieć. Nie, najlepiej by było jakby wcześniej wziął dupę w troki i zebrał na tyle odwagi, żeby razem ze swoim partnerem stawić czoło problemom. Na pewno byłoby cholernie ciężko, ale wszystko było lepsze od widoku, który miał teraz przed oczami - czuł się po prostu jak skończony śmieć, gdy mógł jedynie bezradnie obserwować drżące plecy Tsukishimy, który najprawdopodobniej właśnie bezgłośnie płakał. Jak doszczętnie znienawidzić siebie w trzy sekundy – historia Kuroo Tetsurou.
Oikawa przełknął głośno ślinę, trzymając w spoconej dłoni klamkę od drzwi. Od dobrych kilku minut nie potrafił zebrać się w sobie i wyjść z tej pieprzonej łazienki, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Jak do tego w ogóle doszło. Czy to jakiś żart? Wyrzuty sumienia? Przesadna gościnność? Czuł, że zaraz zacznie krzyczeć, przez coraz szybciej rosnące wyrzuty sumienia. Tylko spokojnie. To nie jego wina, że zapomniał o płynącym czasie i przez to zwiał mu ostatni pociąg. Zresztą to było idiotyczne - sam siebie nie rozumiał, przecież to Iwaizumi zaproponował, żeby dzisiaj u niego przenocował. Z jego inicjatywy mieli razem spełnić upojną – ta, jasne – noc na jednym futonie. Boże, a co jeśli kołdrę też będą mieli wspólną?
Wydał z siebie odgłos przypominający wycie poronionego walenia. Czym on się tak denerwował? Hajimie na sto procent nie wiedział o uczuciu jakim go darzył, więc po jaką cholerę się tak przejmował? Nie było w tym nic dziwnego, nie powinien doszukiwać się żadnych, zboczonych podtekstów w jego zachowaniu. Ile to razy spał w jednym łóżku z innymi facetami, ło panie, więc czemu teraz zachowywał się jak napalona, gorąca czternastka, a serce niemal chciało wyskoczyć mu z piersi?
No tak. Podświadomie wiedział, że jednak była między tym spora różnica. Jeszcze nigdy nie zauroczył się w kimś na tyle mocno, więc jego zachowanie zupełnie wyprowadzało go z równowagi. Nie był przygotowany na taką bombę sprzecznych emocji wiec nic dziwnego, że bał się własnych reakcji, które mogły być potem źle odebrane. Ale sam się zgodził na to przeklęte nocowanie, więc teraz nie może od tak po prostu stchórzyć.
Odetchnął głębiej kilka razy, nerwowo wygładzając pożyczoną koszulkę rękami. Nie uszło jego uwadze, że co prawda była na niego przykrótka, ale za to rękawy luźno sobie zwisały - a na ramieniu Iwaizumiego materiał się pięknie opinał. Tak mu to najechało na ambicję, że od tej pory postanowił potraktować ćwiczenia na siłowni śmiertelnie poważnie. Masa i rzeźba muszą się zgadzać, czas przypakować, nie ma, że nie.
- Dobra, raz kozie śmierć – mruknął pod nosem i nacisnął klamkę.
- No wreszcie, już myślałem, że się utopiłeś – Hajime spojrzał na niego i zrobił głupią minę – A co to za okulary?
- Oh? – Tooru machinalnie dotknął ciemnych oprawek – Nie za bardzo je lubię więc na co dzień noszę soczewki.
- Szkoda. W tych goglach wyglądasz nawet na inteligentnego – posłał mu wredny uśmiech.
- Iwa – chan, jak mogłeś! – Oikawa ze złością rzucił w niego etui.
- Nie marudź, tylko kładź się spać, o szóstej pobudka. Jakbyś mógł to zgaś światło.
Iwaizumi złapał zręcznie miętowe opakowanie i odłożył je na stolik, po czym ułożył się wygodnie, przymykając oczy. Oikawa niespiesznie wykonał jego polecenie nadal nadymając w urażeniu policzki i niepewnie podszedł do futonu. Przystąpił z nogi na nogę, nerwowo rozglądając się dookoła, dziękując w duchu, że chociaż kołdry mieli oddzielnie, inaczej najpewniej całą noc spędziłby na panikowaniu i duszeniu się ze stresu.
Wypuścił powietrze przez nos, odwalając w myślach kilka zdrowasiek, aż w końcu udało mu się jakoś koło niego położyć. Słyszał jak serce głośno wali mu w piersi, przez co miał ochotę umrzeć ze wstydu, ale pocieszał się tym, że jak na razie żaden zgryźliwy komentarz na ten temat nie poleciał w jego stronę. Zdecydowanie zbyt emocjonalnie do tego podchodził, to żałosne jak bardzo się tym wszystkim przejmował. Czuł się jak skończony kretyn wszak w życiu nie będzie w stanie wyznać mu uczuć, nie wspominając już o byciu razem, więc powinien zadusić to w zarodku póki jeszcze może. Dobrze, że chociaż mężczyzna był dla niego w większości przypadków wredny, dzięki temu nie zaczęła w nim kiełkować nadzieja, że może jednak ma jakąkolwiek szansę.
Westchnął ze zrezygnowaniem, zerkając na Hajime:
- Śpisz?
Cisza. Tooru zamrugał w konsternacji, po czym uniósł się na łokciu i pycnął go palcem w policzek dla pewności. Za takie coś, gdyby Iwaizumi był przytomny, najpewniej dostałby wciry albo opieprz, więc wszystko wskazywało na to, że mężczyzna naprawdę zasnął. Dla pewności przysłuchiwał się jeszcze przez chwilę w ciszy wyrównanemu oddechowi.
- I po co ja się tak denerwowałem? – mruknął pod nosem, mając ochotę sam siebie walnać – Więc jest typem, który zasypia po sekundzie nie zważając na to w jakiej sytuacji się znajduje?
Nachmurzył się przyglądając spokojnej twarzy Hajime i po raz kolejny zadając sobie pytanie, co on niby w nim takiego widział. Ani nie był ładny, ani wysoki, ani charakteru wspaniałego też nie miał. Jedynie wytrenowane ciało można było zaliczyć do pozytywów, ale cholera jasna, sam już nie wiedział, bo przecież nie był gejem. Nigdy nie spodobał mu się żaden facet, nie wspominając już o tym, że lubił sobie zawiesić oko na ładnym biuście i zgrabnych, kobiecych nogach. A teraz co? Gapił się na osobnika tej samej płci niemal maślanym wzrokiem i nie mógł przestać. Czy to jakaś kara boska za skakanie z kwiatka na kwiatek? Miał się teraz przekonać jak bardzo boli nieodwzajemniona miłość i to jeszcze do drugiego chłopaka? Cudnie, wręcz wybornie, lepiej być nie mogło.
Po raz kolejny westchnął ze zirytowaniem, po czym przesunął swój wzrok na rozchylone, wąskie wargi i poczuł jak zasycha mu w gardle. To było niebezpieczne, żeby nie powiedzieć że wręcz cholernie niebezpieczne i, oh kurwa, czy magicznie one nie są coraz bliżej jego twarzy? Niewiele myśląc, wiedziony jakimś pieprznym instynktem, pochylił się i musnął subtelnie jego usta. Pocałunek nie trwał nawet kilku sekund, ale spokojnie wystarczył, żeby ciało Tooru nieopanowanie zadrżało, a nieznośnie mrowienie w podbrzuszu przybrało na sile.
Oikawa wydał z siebie przytłumiony jęk i zakrył twarz dłońmi, czując jak wszystko go dosłownie pali ze wstydu. To było to. To na pewno było to, nie mogło być mowy o żadnej pomyłce. Nawet on nie mógł się dłużej opierać tak jednoznacznym reakcjom organizmu. Naprawdę wpadł jak śliwka w kompot, nie było już dla niego ratunku.
I wszystko byłoby naprawdę nawet znośne, gdyby nie fakt, że Iwaizumi jedynie udawał, że śpi, żeby nie musieć dłużej gadać z Oikawą, co aktualnie okazało się największym błędem jego życia.
