HAIIRO

Pierwszym pomysłem był McDonald ale nie chciałem się zgodzić, bo w takich restauracjach to oni się spuszczają do waniliowych szejków i lodów. A ja nie zamierzałem pić czegoś takiego. Co to, to nie. Jak będę chciał takie lody to na pewno nie z Mc'a. Nie wspominając o tym, że mięso do hamburgerów to tam jest z kotów i wiewiórek. Co może akurat nie dotyczy mnie bo ja i tak nie jem mięsa.. ale nie pozwolę mojemu przyjacielowi wpierdalać bezdomnych nyanko-senseiów. Co to, to nie.

Uznaliśmy, że pójdziemy do profesjonalnej lodziarni. Nie, nie mam na myśli Meksykańskiego burdelu. Mam na myśli prawdziwą lodziarnie. Z lodowymi lodami. W wszystkich smakach świata. No może prawie wszystkich, bo wątpię by ktoś chciał jeść lody o smaku smalonej opony. Jeśli dałoby się w ogóle takie zrobić. Niby dla chcącego nic trudnego… ale ja nigdy nie lubiłem tych głupich powiedzonek i zawsze miałem ochotę spalić je na stosie. Jeśli oczywiście tylko by się dało. Ale potem moja polonistka uznałaby mnie za psychopatę i mordercę i wysłała do gniazda tytanów. A ja nie chcę. Tytani są źli i…bardzo źli. Taki na przykład wysoki glon, co był w tej klasie… niby wygląda milusio, ale to tak naprawdę dominator i zboczeniec. Może i nie byłby żadnym fanem sadomaso czy coś w tym stylu. Ale ja wiem, że on ma tam czasem brudne myśli. No jak gejporno kocham. To wszystko było w jego oczach. Spojrzałem na plecy przyjaciela, który obiecał zaprowadzić nas do restauracji jakiejś cioci. Jakiś napięty jest dzisiaj. A przynajmniej od czasu jak go znalazłem po incydencie z klasą. Może…jak go zostawiłem to wyszły chochliki i kazały mu tańczyć? Powolny taniec…taki na rurze! O Jezu! Biedny Felcio! Będzie miał pewnie traumę na całe życie! Może powinnyśmy o tym pogadać? Szybko podbiegłem do przyjaciela i zrównałem z nim kroku. Chłopak mruczał coś nie zrozumiale pod nosem i nawet nie zauważył mojej obecności.

-Nee, Feliks - zacząłem powoli - czy w tej Sali…jak wyskoczyłem przez okno…stało się coś dziwnego?

Przekrzywiłem lekko głowę i spojrzałem na niego z zainteresowaniem. Chłopak nagle potknął się i zaczął machać rękami aby złapać równowagę. Mojej uwadze nie umknęły również wielkie rumieńce na twarzy przyjaciela. Woo…to musiało być ostro. Ale ja nie wybaczę nikomu kto położy palec na moim Felciu.

- Feliks! Wiesz, że mam sztylety w domu… zabiję tych zboczeńców!

Brązowowłosy spojrzał na mnie dziwnie i przyłożył mi lekko z pięści w brzuch. Zgiąłem się bardziej z odruchu niż z bólu. Ja tu chcę chronić go przed perwersyjnymi chochlikami, a on mnie bije! No co za tupet!

- Gil… Co ty tworzysz w swojej głowie? – chłopak wywrócił oczami i klepnął mnie w głowę - nie było ich tak wielu. Tylko jeden, zielonooki zboczeniec z wielkim penisem.

Otworzyłem szeroko oczy i zbliżyłem się do przyjaciela. No tego to ja się nie spodziewałem. Chochliki to jedno, prawdziwy ekshibicjonista zupełnie inna bajka! Haha… można poprosić tego małego psychopatę by mu kutasa obciął. Pewnie go kręcą takie rzeczy. Zupełnie jak tą zdzirę z Czarnych Kamieni. Już nawet nie pamiętam jak miała na imię. Ale leszy ją tam.

- Naprawdę pokazał Ci penisa? – zapytałem zszokowany, a Feliks po raz kolejny oblał się czerwienią. Przez chwilę mruczał coś też pod nosem i nerwowo poprawił okulary.
Sorry, Felcio. Nie chciałem Cię zawstydzać ale nie powinieneś się zbliżać do zboczeńców. Ja wiem, że niektórzy zboczeńcy są fajni i zabawni ale tacy psychopatyczni to chyba nie. Jak tacy księża. Szekszą się z ministrantami i wmawiają Ci, że to namiętność. I ja serio takiego widziałam! Gejów to do piekła posyła, a sam posuwa koleżkę Zbigniewa po każdej mszy! Nie…Feliks. Nie pozwolę Ci być następnym w kolejce. Dobrze, że nie chodzimy do kościoła. Nawiasem mówiąc zawsze przerażała mnie ta kolejka do konfesjonału. Jeszcze Ci klękać karzą. Jezu… nie powiem z czym mi się to kojarzy. Eh… zapowiada się na to, że spłonę w piekle. Chociaż pewnie tam będzie ciekawiej niż w niebie.

- Zwariowałeś? Oczywiście, że nie! – krzyknął oburzony.

- Jesteś pewien?

- Tak!

- Pewien, że pewien, że pewien?

- Gil… myślę, że pamiętałbym jeśli ktoś by machał fiutem przed twarzą.

Słysząc to i widząc jego poważną minę, momentalnie wybuchłem śmiechem. No nie wierze! Feliks i jego teksty. Jak on coś czasem powie to klękajcie narody! Naprawdę nie powinno mnie to śmieszyć. No ale trudno…i tak już za późno. Zgiąłem się w pół i dalej się śmiejąc, usiadłem na chodniku. Tak, wiem. Dziwnie to wygląda. Ale co mi tam. Każdy chce sobie czasem siąść na chodniki, a nikt nie ma odwagi. Ja, kurde, mam. I sobie siadłem. Od razu spojrzałem na jak zwykle nie zawiązane trampki i postanowiłem je wreszcie zawiązać. Wiwat, estetyka! Parsknąłem jeszcze kilka razy i przyjrzałem się lekko naburmuszonemu przyjacielowi. Szybko podniosłem się i poklepałem go po głowie.

- No już, już. Tylko bez Feliskowych Foszków. Kupię Ci żelki.

- Te zielone…

- Tak. Te zielone. Ale masz mi powiedzieć skąd wiesz o wielkim pee… - zawahałem się, nie chcąc znów go zawstydzać. Wystarczy mu czerwienienia się ta dziś. Albo przynajmniej na najbliższe dziesięć minut – co zrobił ten zły potwór?

- To był zielonowłosy tytan! I cały czas mi dokuczał! I się naśmiewał z tego, że mam małego! Rozumiesz, Gil? Tytan, głupi. Pieprzone medium. Myśli, że ma rentgen w oczach czy coś. Głupi vice.

Natychmiast mnie zatkało. Czy on powiedział vice? Powiedział, prawda? Nie mówcie mi, że trafił na wiceprzewodniczącego… i że w dodatku ten glon go molestował psychicznie! O ja pierdziu. Tego jeszcze nie było.

- I dlatego nienawidzę wysokich ludzi! Wredne szuje, kurde. I zboczone. Wybacz, Gil. Ty jesteś tylko zboczony.

Znów się roześmiałem i kiwając z niedowierzaniem głową, pociągnąłem chłopaka za sobą. W takim tempie to my tam do wieczora nie dojdziemy. A jak nie dojdziemy do wieczora, to zamkną i lodów nie będzie. A ja się zerwałem z szkoły przez lody. Więc teraz nie ma bata żeby ich nie dostać.

- A ty? – zapytał mój najlepszy przyjaciel wesoło. No tak. Pofazowaliśmy, poobrażaliśmy zboków i znów jesteśmy szczęśliwymi obywatelami kraju. Dalej trochę nienormalnymi…ale duża część fazy została już dziś spożytkowana więc do końca…tej godziny powinno być w miarę spokojnie- co się działo u ciebie? Oprócz apokalipsy i śmierci. I respa.

- Aa… nic dziwnego. Spadłem na tego czerwonowłosego psychopatę, co siedział w pokoju z wice. I powiedział mu, że jestem aniołem Gilbertem.

- Ty - Chairo zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na mnie z otwartą buzią - żartujesz?

- Nie.

- Wiedziałem! HAHA! Wiedziałem i tyle. Tylko ty jesteś zdolny do takich rzeczy! Za dużo Gejnatural się naoglądałeś i tyle - zaśmiałem się i tylko wzruszyłem ramionami, znów ciągnąć go za sobą. Może i ma racje. To było trochę wyjęte z pierwszego odcinka, czwartego sezonu - ale czy ty kurna wiesz kim był ten czerwonowłosy psychopata?

- Ee… czerwonowłosym psychopatą?

I znów dostałem sójkę w bok. No, który to już raz dzisiaj?

- Nie! Znaczy tak! To też. Ale… Gilbert…to jest nasz przewodniczący szkoły.

Przystanąłem na chwilę zdziwiony. Przewodniczący? Serio? Ten kurdupel ? No kto by pomyślał. W dodatku nazwał mnie plebsem. On się powinien martwić o swoich uczniów, a nie ich mordować wzrokiem. Co innego, że do ja spadłem na niego z nieba. Ale to już inna bajka. I co się Chairo tak martwi? Przecież ten uroczy demonek mi nic nie zrobi! Może co najwyżej znów się rzucić na mnie z nożyczkami. Ale o ty bym się nie martwił. I tak go pokonam…haha. Mały diabeł, kurde.

- Oj tam. Nie martw się tym.

Chłopak tylko coś prychnął i zatrzymał się nagle. I czo znowu? Co go tak zszokowało? Wiewiórkę zobaczył czy co? Odwróciłem się i spojrzałem na niego pytająco. Jego mina nie zapowiadała niczego dobrego.

- Gil…bo tak jakby… to ja nie wiem gdzie my jesteśmy.