Between the devil and the deep blue sea – wersja polska
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Rozdział 5
- Na czym to ja skończyłam? – Robiłam co mogłam by zająć czymś Klausa i odsunąć w czasie moment, kiedy dotrę do drażliwych tematów. Elena napraaaaaaawdę była mi dłużna. Ona sobie siedziała gdzieś tam bezpiecznie w towarzystwie moich dwóch ulubionych przystojniaków, a mnie wypadło stawiać samotnie czoła temu psychopacie.
Hybryda przewrócił oczami i oparł głowę na dłoni, jednocześnie lekceważąco machając drugą.
- Damon się wprowadził, Stefan pozwolił ci zająć trzecią sypialnię… Proszę, pomiń drobiazgowy opis wszystkiego, co tam znalazłaś, bo stracę cierpliwość…
Uśmiechnęłam się pod nosem mimo bólu, jaki mi to sprawiało.
- Ależ właśnie nie może się obyć bez szczegółów! Są bardzo ważne w późniejszej historii! – Wiedziałam, że igram z ogniem, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać.
Klaus zmarszczył groźnie brwi.
- Streszczaj się.
Pokręciłam głową i wzniosłam oczy ku niebu, by wyglądało to jak najbardziej teatralnie.
- Już dobrze, dobrze. Może pominę kilka „achów" i „ochów" w opisie…
Trzeci pokój, a raczej antresola oddzielona od pozostałej części mieszkania odsuwaną ścianą, zajmował powierzchnię dwóch sypialni na dole i również miał własną łazienkę i dużą garderobę. Ukośny, częściowo przeszklony dach, dawał pomieszczeniu ogromną ilość światła.
Wszystko (ściany, podłoga, sufit, meble) było tam śnieżnobiałe, poza niewielką narożną kanapą w rogu i fotelem przy biurku, które miały odcień krwistej czerwieni. Całość została zaprojektowana bardzo nowocześnie, prawie całkowicie w minimalistycznym stylu. Prawie – ponieważ wielkiego, mogącego spokojnie pomieścić z pięć osób łóżka nie można było w żaden sposób nazwać minimalistycznym. Miało także moskitierę, która powodowała, że łoże przypominało bezpieczny kokon, w którym można się schować przed całym złem tego świata. Moje oczy były wielkie jak spodki, kiedy oglądałam to wszystko. Zauważyłam, że nawet Stefan się zdziwił.
- Nie wchodziłem tu od lat… - Usłyszałam, jak mruknął do siebie.
- Uważaj, żeby cię całkiem nie wmurowało tu w podłogę. Może wpadnę na pomysł, żeby zapraszać wtedy turystów na zwiedzanie… - Damon ni stąd, ni zowąd pojawił się za nami. Prawie podskoczyłam z zaskoczenia. Ależ mnie wkurzało, że potrafił poruszać się NAPRAWDĘ bezszelestnie! Zamiast jednak się wściekać, spojrzałam za ramię przybierając najbardziej lekceważące spojrzenie z mojego repertuaru i zwróciłam się do niego.
- Tylko mi nie mów, że sam to urządziłeś…
Stał oparty o framugę drzwi z rękoma skrzyżowanymi na piersi i wciąż utrzymywał swój głupawy uśmieszek, który doprowadzał mnie do szału (nie, na pewno nie do drżenia!). Nawet na moment nie pozwoliłam sobie na podziwianie jego przyjemnie umięśnionych ramion. No, może raz mi się zdarzyło. Zaraz jednak nawiązałam z nim kontakt wzrokowy.
- Nie mam zamiaru do niczego cię przekonywać, Em. Przecież i tak nie wierzysz w ani jedno moje słowo.
- „Em"? A co to w ogóle ma być? – Zaperzyłam się. Nie pozwoliłam mu w ogóle zwracać się do mnie poufale, a skrócenie mojego imienia było przecież tego właśnie tego przykładem.
Aż uniósł brwi z zadowolenia, że znów udało mu się mnie zirytować.
- „„Em" jak Maruda. „Em" jak Megiera. „Em" jak Masochistka. Em" jak Męcząca. „Em" jak Markotna. „Em" jak …
- Stop! Stop! Nie mam zamiaru tego dłużej słuchać! – Zakryłam uszy, zacisnęłam powieki i zaczęłam głośno śpiewać, aby nie docierało do mnie już ani jedno jego słowo. Zanim jednak zamknęłam oczy zauważyłam, że wyrwało mu się coś, co wyglądało jak „Em" jak Moja. Jeszcze tego tylko brakowało!
Wtedy coś sobie przypomniałam. Stefan opowiedział mi kiedyś o tym… Katherine! To na pewno dla niej Damon przygotował tę sypialnię. Wiedziałam, że od prawie stu pięćdziesięciu lat szukał sposobu, by ją odzyskać.
W końcu otworzyłam oczy i odsłoniłam uszy, by ze złością na samą siebie stwierdzić, że Stefan gdzieś zniknął, ale Damon stał tam gdzie wcześniej i śmiał się ze mnie. Po prostu pięknie!
- Gdzie Stefan? – Spytałam, podobnie jak on zakładając ręce na piersi i przybierając najbardziej wojowniczą pozę.
Mój przeciwnik wydał z siebie ciężkie, teatralne westchnienie i przewrócił oczami, by moment później znów zwrócić na mnie swoje przeszywające spojrzenie.
- A po co ci on, skoro jestem tutaj ja?
Przez moment byłam w szoku, ale udało mi się szybko pozbierać.
- A jaki niby z ciebie pożytek? – Chciałam dodać coś jeszcze, ale w mgnieniu oka był tuż przy mnie, a nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry. Na szczęście chyba coraz bardziej uodparniałam się na urok jego przepięknych, jasnobłękitnych oczu. Ponieważ jednak byłam w butach na płaskiej podeszwie, mój wzrok nieopatrznie skierował się na wykrój jego seksownych ust. IDIOTKA! Zawołałam do siebie w myśli i natychmiast uniosłam lekko głowę, by wzrokiem rzucać w niego gromy. Niestety ten drań zauważył mój moment słabości i dlatego uśmiechnął się tak kusząco, jak tylko potrafił.
- Coś byśmy wymyślili, co nie? – Miał ten niebezpieczny i jednocześnie fascynujący błysk w oku, na który moje kolana musiały też mieć jakąś alergię, bo zaczęły drżeć. To pewnie dlatego, że nie byłam w stanie powstrzymać wielce interesujących wizji, jakie pojawiły się w mojej głowie, gdy to powiedział. Nawet wyzywanie samej siebie od skończonych idiotek nie pomogło.
Zanim zdążyłam się zorientować, Damon zrobił to, co chyba potrafił najlepiej: zmienił szybko temat.
- Więc jak ci się podoba pokój?
Damon bawił się po prostu doskonale. Nawet odstąpienie Marcie sypialni, którą już jakiś czas temu przygotował specjalnie dla Katherine, było tego warte. Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ona nigdy mu się do tego nie przyzna, nie umknął jego uwadze zachwyt w jej oczach, który próbowała szybko ukryć pod maską lekceważenia – zaledwie ułamek sekundy za późno.
Drażnienie się z tą dziewczyną dostarczało mu tyle rozrywki, że po prostu nie mógł przestać. Kto jak kto, ale on nigdy nie rezygnował z zabawy, jeśli miał ku niej okazję.
Nawet przez moment miał wrażenie, że gdyby zrobił coś w tym kierunku, to już znaleźliby się w tym wielkim, zachęcającym łóżku, które stanowiło centralny punkt w pomieszczeniu. Za wcześnie jednak było na to. Nie musiał się przecież spieszyć – mieli baaaardzo dużo czasu…
W środku śmiał się do rozpuku, kiedy Em wreszcie odpowiedziała na jego pytanie, robiąc wszystko, by nie zachwycać się za bardzo.
- Trochę tu… za nowocześnie jak dla mnie, ale chyba dam radę.
Kłamczucha! Nie potrafiłaby za diabła ukryć tego blasku w oczach – blasku, który zdawał się pochłaniać wzrokiem każdy szczegół pokoju.
Uśmiechnął się do niej pobłażliwie, jak do dziecka.
- Tylko uważaj przy jedzeniu, bo nie wybaczę poplamienia krwią tego dywanu!
Roześmieli się głośno oboje, bo nie zdołała już zachować powagi. Uznał, że jej śmiech jest chyba jednym z najprzyjemniejszych dźwięków, jakie zdarzyło mu się ostatnio usłyszeć. Zaraz obok niego był jej śpiew, którym próbowała go wcześniej zagłuszyć.
Gra zdecydowanie była warta świeczki.
Nawet zorientował się, że przez cały ten czas, odkąd tylko Stefan zniknął z pokoju, bo wybrał się na polowanie, nawet przez moment nie pomyślał o tym, że miał tylko wykorzystać Martę dla zemsty na bracie…
