6.
Granger była spięta, ale dawała z siebie wszystko i – musiał niechętnie przyznać – jak na Gryfonkę świetnie dawała sobie radę. Mógłby ją nawet pochwalić, gdyby nie był taki wściekły na Dracona. Durny chłopak! Gdyby nie był taki pewny siebie i nie wypomniał mu w towarzystwie tej dziewczyny, że nie jest orłem gdy przychodzi do seksu… Może nie wykorzystałby jej do tego, by pokazać szczeniakowi, że znacznie lepiej jest być inteligentnym niż utalentowanym. Nienawidził chwil, w których kobiety odwracały się od niego z obrzydzeniem – a to zdarzało się nawet płatnym dziwkom – i odchodziły nawet bez jednego spojrzenia za siebie. Jak miał mieć doświadczenie w tych sprawach, skoro nigdy – nigdy – nie miał w łożu chętnej kobiety? Dobrze, że przynajmniej Draco nie wygadał się, co jest jego ulubioną rozrywką… A przynajmniej rozrywką, którą udawał, że lubi. Nie miał złudzeń co do tego, że i dziwki, których używał, i te, które „pożyczał" mu Lucjusz składają komuś sprawozdanie z jego upodobań. Czarny Pan lubił wiedzieć, co kogo kręci, żeby używać tego przeciwko swoim sługom i kontrolować ich poziom zepsucia. Granger byłaby przerażona, gdyby wiedziała, a to była ostatnia rzecz na jaką miał ochotę.
Jadalnia była wielkości sali balowej i Severus dobrze wiedział, gdzie się znajduje. Jak wszystko, co dotyczyło Malfoyów, była przesadnie udekorowana. Złoto i platyna dosłownie raziły w oczy. Uśmiechnął się pogardliwie przypominając sobie swoją pierwszą myśl, gdy wszedł do tej sali wiele lat temu. „Gdyby ktoś chciał ukraść jedynie część tego, co się tutaj znajduje, to urządziłby się na całe życie".
Granger spojrzała na niego z lekkim uśmiechem i czymś, co wyglądało na adorację, ale w porę przypomniał sobie, że to tylko gra. Skinął głową i zrozumiała, że idzie jej nieźle. Niestety, prawdziwy sprawdzian był dopiero przed nią. Będąc na schodach powoli docierały do niego dźwięki zabawy, która rozgrywała się w jadalni. Większość Śmierciożerców była ekshibicjonistami i podniecało ich to, że ktoś mógł zobaczyć jak kopulują z kobietami. Ręka dziewczyny zacisnęła się mocniej na jego ramieniu, ale żaden mięsień na jej twarzy nawet nie drgnął. Grzeczna dziewczynka. Tylko to pomyślał i miał ochotę palnąć się w ten durny łeb. To zabrzmiało tak… perwersyjnie. Przyjrzał się jej tak naprawdę po raz pierwszy. Śmierciożercy mogli się z niego nabijać, że pewnie było wiele dziewcząt gotowych zrobić mu loda za dodatkowe punkty lub oceny, ale prawda była taka, że w żadnym stopniu dziewczęta go nie interesowały. Zabraniał sam sobie patrzeć na nie jak na kobiety, którymi się staną. Owszem, od czasu do czasu zauważał jakąś piękność, ale tylko i wyłącznie w kontekście: „trzeba będzie pilnować durniów, żeby się na nią nie rzucili, bo dopiero wtedy rozpocznie się wojna".
Granger, tak jak powiedział Malfoy, była nieciekawa i nieco przy kości. Duże, orzechowe oczy patrzyły z ufnością i naiwnością, która często go rozbrajała i martwiła. Szkoda byłoby zniszczyć kogoś tak czystego, kto pomimo wojny dookoła wciąż jest w stanie nie popadać w paranoję. Wbrew sobie musiał przyznać, że podobały mu się jej włosy, gdy miał możliwość przyjrzeć się im. Ciemnobrązowe, skołtunione i puszyste, w zestawieniu z jej twarzą wyglądały, jakby jakieś futrzaste zwierzę przylepiło się na stałe do jej głowy, ale podobało mu się to. Może i była zaokrąglona, ale nigdy nie lubił chudych lub po prostu szczupłych kobiet. Zadowalał się nimi, bo Lucjusz tylko takie miał „na składzie". No i jej wybitna inteligencja. Ciężko mu było się do tego przyznać, ale to było coś, co naprawdę go podniecało. Narcyza była znacznie głupsza od Granger, a mimo to możliwość porozmawiania z nią o eliksirach, obronie, zaklęciach, literaturze (choć czytała pozycje głównie w stylu „Stu sposobów na przygotowanie mugola we własnym sosie") tak na niego działała, że przespał się z nią kilka razy. Nierzadko na oczach Lucjusza, który w tym czasie drażnił swojego penisa czekając na to, aż jego żona – pełna nasienia Severusa – dosiądzie go. Zwykle nie dzielił się, ale Narcyza nie była jego, więc nie czuł tej zachłanności, jaka zwykle go dopadała. Skoro inni chcą się dzielić, to dlaczego nie?
Nie miał nikogo, komu miałby być wierny. Zawsze nabijał się z Pottera, że ten w pełni skupił się na tej ryżej wywłoce Evans i nie zwracał uwagi na te śliniące się na jego widok idiotki, które były od niej znacznie ładniejsze i zgrabniejsze (czytaj: nie wystawały im żebra i widać było, że posiadają biust i biodra). W ogóle Severus nie lubił rudych. Ten kolor raził jego oczy i zbyt mocno kojarzył mu się z Weasleyami. Biorąc to wszystko pod uwagę Granger była… przyjemna. Może nawet za bardzo biorąc pod uwagę to, co mogło się jeszcze stać.
Ich wejście do jadalni było praktycznie niezauważone, biorąc pod uwagę, że każdy obecny na sali mężczyzna nie posiadał w tej chwili swojego instrumentu w spodniach, a większość trzymała je obecnie w różnych otworach kobiet, które zostały tu sprowadzone. Wewnętrznie skrzywił się widząc Rabastana, który zabawiał się z… jak jej tam było? Mary Critcher, Puchonka, ukończyła Hogwart pięć lat temu, skończona idiotka, gdy przychodziło do Eliksirów. Rabastan uwielbiał seks analny i nie brał pod uwagę, że był zbyt dobrze obdarzony, bo to jemu miało być dobrze. Biedna dziewczyna krwawiła z odbytu, krew płynęła jej po nogach, ale i tak uśmiechała się radośnie i błagała o więcej. Eliksir miłości i duża dawka eliksiru pożądania, jeśli się nie mylił. Na szczęście młodszy z braci Lestrange zawsze rzucał Oblivate i leczył swoje zabawki, nim odstawiał jej do domów. Niewielu było tak uprzejmych.
Poprowadził Granger do miejsca, które zwykle było jego i usadził ją koło siebie. Wciąż uśmiechała się do niego i delikatnie gładziła go po ramieniu. Przynajmniej potrafiła grać, ale przypuszczał, że to dlatego, by nie rozglądać się za bardzo dookoła. Rzucił okiem na salę i zauważył Rosiera z Joelem, jak rozmawiają między sobą. Byli za plecami dziewczyny. Złapał ją za rękę i pociągnął w swoim kierunku.
– Usiądź mi na kolana.
Jego głos był twardy, choć postarał się, by zabrzmiało to, jak zaproszenie kochanka. Ugięła nogi, ale pokręcił głową i uśmiechnął się szyderczo.
– Nie tak, szlamo. Czy ty nic nie potrafisz zrobić dobrze? Okrakiem, zabaweczko. Okrakiem.
Uśmiech dziewczyny powoli robił się wymuszony, ale zrobiła, czego żądał. Starał się nie skupiać na tym, że jej miękkie ciało wtula się w niego, a krocze pociera jego spodnie w dość strategiczny miejscu. Wsunął dłoń w jej włosy i pociągnął w dół, by udawać, że całuje jej szyję. Zamiast tego, wymruczał:
– Po mojej prawej stronie. Rosier i Joel. Będę udawał, że bawię się twoim biustem, a ty wychylisz się i zza mojego lewego ramienia będziesz ich obserwować. Już!
Uniosła się nieco i pochyliła do przodu, wykrzywiając głowę. Zacisnęła na chwilę dłonie na jego ramionach, więc zrozumiał, że ma idealny widok. Rozpiął jej szatę i schował się pomiędzy połami. Ruszał głową tak, by z zewnątrz wydawało się, że podgryza jej piersi, a tak naprawdę, wpatrując się w jej guziki, przypominał sobie składniki Eliksiru Eunucha, a gdy to nie działało, wyobrażał sobie Minerwę z Albusem w łóżku. To zawsze działało, jak kubeł zimnej wody. Niestety, ta dość praktyczna dla ich zadania pozycja została szybko przerwana nadejściem dwóch ludzi, których nie chciał widzieć, ani słyszeć.
– Snape, no proszę! Nie sądziłem, że kiedykolwiek sam kogoś przyprowadzisz!
– Do tego szlamę Pottera! No, no, no! Ej, wysuń głowę zza cycków i pogadaj trochę!
Ponownie wsunął dłoń w jej włosy i szarpnięciem odsunął od siebie, po czym skierował ją tak, by leżała na jego lewym ramieniu. Obróciła odpowiednio głowę i wciąż mogła obserwować Rosiera i Joela. On tymczasem mógł spojrzeć na swoich „przyjaciół".
– Lucjuszu, Rookwood.
Obaj byli uśmiechnięci, choć ten pierwszy wyglądał znacznie lepiej. Koło niego stała zmysłowa brunetka i Severus prawie się uśmiechnął. Zawsze podejrzewał, że Lucjusz wolałby Bellatrix od jej siostry, ale najstarsza musiała wejść w rodzinę Lestrange'ów, którzy dawali więcej pieniędzy. Taki był światek czarodziejów czystej krwi – kto płaci więcej, ten ma lepiej. Miał później dostać Andromedę, ale ta uciekła do Teda Tonksa, co było kopniakiem prosto między nogi dla Malfoya.
Dziewczyna, która koło niego stała, była biedna. Na niej pewnie wyżyje swoją frustrację za obie siostry Black. Stał jedynie w spodniach, które były rozpięte i jedną dłonią gładził pełne piersi kobiety, skryte pod fałdami krwistoczerwonej sukni. Kolor, który uwielbiała Bella. Rookwood, dla kontrastu, był zapięty po ostatni guzik, a jego partnerka miała na sobie jedynie skórzany gorset bez miseczek. Była niewysoką, szczupłą blondynką o wielkich, błękitnych oczach. Ciężko było powiedzieć, jakie miała usta, bo miała w nich knebel. Szyję opinała skórzana obroża, do której była przyczepiona smycz, obecnie znajdująca się w dłoniach Śmierciożercy. Rookwood lubił zadawać ból, choć nigdy nie posuwał się do używania noży i bicia pięściami do nieprzytomności jak McNair. On był wyrafinowany i subtelny. Severus nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że jego zabawka jest tu z własnej woli. Skubaniec był równie paskudny, jak on, ale miał gadane i był wyjątkowo uzdolniony seksualnie. Nie znał wiedźmy, która, gdy raz była w łóżku Rookwooda, nie chciałaby tam wrócić.
Teraz jednak Severus musiał na siebie uważać. Z nich dwóch właśnie były Niewymowny był bardziej niebezpieczny. Lucjusz w otoczeniu kobiet, zwłaszcza tych, które miał zaraz przelecieć, tracił swoją bystrość. Za to drugi mężczyzna był w pełni skupiony na tym, co się dookoła niego działo nawet wtedy, gdy był w trakcie stosunku. Był paranoiczny i wszędzie węszył spiski. Cud, że jeszcze nie odkrył Snape'a.
– Lucjuszu, nim zaczniemy, muszę cię poprosić o to, byś nieco powściągnął Dracona.
– Próbował dobrać się do twojej szlamy?
– A jakże. Nawet chciał wymienić się nią za trzy czy cztery inne. Wydawało mi się, że wszyscy wiedzą, że ja się nie dzielę. Wy, Malfoyowie, może mnie nie rozumiecie, ale ty, Rookwood, pewnie wiesz, o czym mówię.
Śmierciożerca uśmiechnął się i pociągnął swoją zabawkę za smycz tak, by byłą blisko niego.
– Oczywiście. Walden do dzisiaj ma po mnie pamiątkę, gdy chciał się dobrać do zeszłorocznej panienki. Czy to jednak bezpieczne przyprowadzać tu właśnie tę szlamę? Dumbledore mógł ją wysłać na przeszpiegi.
Severus parsknął.
– Szczerze wątpię. Osobiście podałem jej eliksir i upewniłem się, że nie ma przy sobie żadnego antidotum. A potem ją wypróbowałem. Wierz mi – gdyby nie była odurzona, to na pewno by się na to nie zgodziła ani nie wiłaby się z radości.
– Znowu się bawiłeś? Poważnie, Snape, jesteś obleśny.
– Dziękuję. Z twoich ust to komplement, biorąc pod uwagę, że według ciebie to, co robisz, jest normalne. A teraz, jeśli to wszystko, chciałbym kontynuować zabawę.
Kątem oka zauważył, że ich cele zmieniają miejsce i będzie musiał pomóc Granger zmienić pozycję. Gwałtownym ruchem rzucił ją na stół i zmusił do spojrzenia w kierunku Lucjusza i Rookwooda, bo Rosier i Joel stali teraz dosłownie pomiędzy nimi, choć nieco z tyłu. Złapał ją za podbródek i syknął:
– A teraz, panno Granger, będzie pani patrzyła wprost przed siebie, gdy ja będę bliżej zapoznawał się z pani pośladkami. Jeśli będzie pani grzeczna, to może Gryffindor dostanie kilka dodatkowych punktów, gdy wrócimy do szkoły.
