Sherlock
Liczył na to, że jeśli spędzi cały dzień poza domem i wróci późną nocą, uniknie rozmowy. Niestety John widać nie był na tyle śpiący, by zniechęcić się jego nieobecnością i pójść się położyć. Było dobrze po pierwszej, gdy Sherlock wszedł do mieszkania, a mimo to jego współlokator siedział w salonie i czytał.
- O, jesteś - przywitał go swobodnie, zerkając ponad gazetą. - Co tam masz? - zainteresował się, bo Sherlock prosto z salonu skierował się w stronę lodówki.
- Nie chcesz wiedzieć.
- Jeśli to znowu jest coś nieapetycznego, bądź tak miły i wsadź to do jakiegoś pudełka - poprosił John.
- A mamy dość duże, żeby zmieściło się w nim przedramię? - zapytał lekko Sherlock, grzebiąc po szafkach.
- Masz rację, nie chciałem wiedzieć - westchnął John. - Zobacz tam na dole za garnkami. A w ogóle po co ci ta ręka?
- Tego tym bardziej nie chcesz wiedzieć - odpowiedział Sherlock. Znalazł pudełko, schował ramię do lodówki i chciał czmychnąć do swojej sypialni, skoro John okupował salon.
- Zaczekaj, musimy pogadać. - Głos doktora zatrzymał go przy drzwiach. Sherlock zamarł na moment. Mógł oczywiście zignorować Johna, ale coś mu mówiło, że tym razem nie da się zbyć jak wcześniej za dnia. Może więc lepiej było porozmawiać.
- Tak?
- Chodź tu, nie będziemy do siebie krzyczeć przez kuchnię.
- O co chodzi? - zapytał niechętnie Sherlock, gdy już usiadł w swoim fotelu naprzeciw Johna. Miał mgliste pojęcie o tym, dokąd zmierzała ta rozmowa i wcale mu się to nie podobało.
- O ciebie - oświadczył krótko John i odłożył gazetę.
- To znaczy?
- Nie najlepiej się do tego nadaję, ale ktoś powinien - zaczął doktor, już mniej pewnym tonem, a Sherlock czuł, że wkraczają na rejony kompletnie mu obce. - Ja chodziłem do terapeutki po powrocie...
- No i? - wtrącił się Sherlock. - Raczej nie na wiele się przydała - wytknął. - O co ci chodzi? Wyrażaj się jaśniej.
- O to, że jesteś kłębkiem nerwów - powiedział John z prostotą.
- Czym jestem? John, daruj sobie takie przenośnie - zirytował się Sherlock.
- Nie radzisz sobie z emocjami - mówił dalej doktor z brutalną szczerością. - To normalne, nic nie pozostaje bez śladów. Ja po powrocie z Afganistanu miałem koszmary, a Ella miała mi pomóc wrócić do codziennego życia. Pomyślałem, że może rozmowa ci pomoże.
Sherlock oparł się i złączył dłonie w daszek. Więc John zamierzał zabawić się w terapeutę... Nie, poprawił się, on po prostu chciał pomóc. Być może nawet miał rację. Sherlock dotąd nie miał ochoty spojrzeć mu w oczy, bo przypominał sobie własną panikę z rana i to, że zadzwonił do Mycrofta. Niewygodna, bardzo niewygodna świadomość.
- Nie lubię emocji – odezwał się po dłuższej chwili. – Sprawiają, że ludzie zachowują się nielogicznie. To słabość, którą można wykorzystać przeciw tobie – dodał, nieświadomie nawiązując do tego, co było głównym problemem. Do tego, że ktoś śmiał wykorzystać jego przyjaźń z Johnem przeciw niemu.
- Owszem, uczucia i przywiązanie nas osłabiają – przyznał John. – Jeśli jesteś z kimś czy z czymś zżyty, czasem trudniej podjąć decyzję, zwłaszcza, gdy od tego zależy czyjeś życie. Twoje uczucia...
- Ja nie mam uczuć – wciął się gniewnie Sherlock.
- Możesz to wmawiać idiotom pokroju Andersona – zripostował John. Sherlock widział, że w tej utarczce słownej to doktor miał przewagę i że ten doskonale zdawał sobie z tego sprawę. – Dlaczego nie uciekałeś? Miałeś możliwość, trzeba było zejść z linii ognia i z ukrycia szukać sposobu, żeby dorwać Moriarty'ego. To było całkowicie logiczne, a jednak tego nie zrobiłeś.
- Nie mogłem, bo...
- Bo czasem uczucia nie pozwalają, prawda? Bałeś się tego, co zrobi snajper Moriarty'ego, jeśli się usuniesz. – Uwagi Johna były celne, logiczne, i w dodatku Sherlock był w stanie je zaakceptować. I wcale mu się nie podobały. – Czasem dla kogoś bliskiego jesteśmy w stanie zrobić coś, o co nigdy byśmy się nie posądzali.
- Na przykład chcieć poświęcić życie i kazać uciekać? – dokończył detektyw. – John, to było...
- Byłem żołnierzem – przypomniał mu John. – W pewnym sensie, nadal nim jestem. Na wojnie nie myślisz w takich chwilach, po prostu robisz, czego cię nauczyli, albo co podpowiada ci intuicja. Tu było podobnie. Takich rzeczy się nie zapomina.
- Nie tylko tego, prawda? – zagadnął cicho Sherlock. – Skoro potrzebowałeś terapeutki.
- Nie tylko – przyznał John.
- Ja nie będę potrzebował – nastroszył się detektyw i uciekł z salonu, nim John nie uznał, że powinien wyciągnąć z niego coś jeszcze.
