Minął już cały rok od zamieszkania Alec'a z Magnusem, to wtedy wpadła Izzy informując brata o tym, że ma dokładnie dwa dni na obmyślenie stroju na przyjęcie urodzinowe. Rodzice specjalnie mieli przyjechać z Alicante do nowojorskiego Instytutu.
Dziewczyna śmiała się kiedy wychodząc z mieszkania widziała szeroko otwarte usta brata i jego chłopaka.

***

Dwa dni później Alexander złapał Bane'a mocno za nadgarstek i wyciągnął z mieszkania.
-Nie pójdę tam sam – wyszeptał zawstydzony. – Jesteśmy razem, całkiem oficjalnie, więc masz pełne prawo być na moich urodzinach.
Czarownik uchylił wargi zaskoczony, nie spodziewał się takich słów od niebieskookiego, ale cieszył się, że je usłyszał.
Miał na sobie obcisłe dżinsy oraz koszulkę z napisem zrobionym z cekinów i koralików „Wiem, że jestem seksowny, nie musisz się tak patrzeć". W lewym uchu miał błyszczące kolczyki a w drugim tylko jeden, długi srebrny kolczyk z kotem w koronie.
Jego włosy miały w sobie brokat i kolorowe pasemka, ale co ważniejsze, niektóre z nich były pozaplatane w cieniutkie warkoczyki.
Wyglądał szałowo i jak szaleniec, przeciwnie do Alexandra, który miał zwykłą czarną koszulkę i luźne dżinsy.
Razem prezentowali się zabawnie, ale nie specjalnie ich to obchodziło. Trzymali się za ręce idąc do Instytutu, niebieskooki bał się iść tam sam i skonfrontować się w końcu z rodzicami.
Całe życie uczono go jak być twardym, ale on wciąż był wrażliwy i bardzo uroczy.

Kiedy weszli do Instytutu, cóż, mieli nieszczęście trafić prosto na syna nowych „gospodarzy" tego oddziału.
-Sprowadziłeś mieszańca! – krzyknął cofając się. Tak, zdecydowanie był wkurzający i Alec miał nawet wrażenie, że Magnus miał ochotę zrobić chłopakowi krzywdę. Cóż, jemu też się nie podobał blondyn.
-Jesteście~!
Na szczęście była jeszcze Izzy, która bez skrępowania rzuciła się bratu i jego chłopakowi na ramiona szczęśliwa, że przyszli.
-Isabelle, oszalałaś?! To przecież… to odrażające! Oni!
-Cicho siedź – zdzieliła go w tył głowy. Wysoko i dumnie unosząc głowę zaciągnęła ciemnowłosą parkę do salonu.
-STO LAT~!

Simon, Clary, Jace, Jocelyn, Luke oraz kilkanaście innych osób wyskoczyli z kryjówek. Robert Lightwood uniósł brew patrząc z odrazą na Magnusa i własnego syna. Ale jego syn nie miał zamiaru zbliżać się bez powodu do rodziców, podszedł do przyjaciół witając się z nimi.
-To jak wam się wiedzie? – zapytała z uśmiechem Clary, była optymistycznie nastawiona do ich związku. – Słyszeliśmy już od Izzy, że robiliście remont.
-Och, ttak jakby – spojrzeli na siebie zmieszani. Jednym z zadań czarownika było przyzwaniem demona, który przypadkiem wyrwał się spod kontroli i rozwalił pół mieszkania, Alexander oczywiście był wściekły więc jego chłopak nie dość, że długo przepraszał, to jeszcze musiał zdecydowanie się postarać sprzątając. – Powiedzmy, że stary wystrój nam się znudził.
Zaśmiali się nerwowo rozmawiając. Woleli nie wspominać dosłownie, co się wtedy stało. Zdecydowanie była to ich sprawa, a poza tym, woleli uniknąć problemów.
-Właśnie, tort! – przypomniała sobie Clary i pobiegła do kuchni razem z Simonem.

Tort był czekoladowy, zdecydowanie – Alec uwielbiał czekoladę. Szczególnie gorzką i mleczną z orzechami.
-Ja zapalę świeczki – Magnus zdecydował, że ma zamiar być całkowicie czynnym gościem przyjęcia, chociażby dlatego, że nie miał zamiaru dać komukolwiek szansy poderwania swojego chłopaka.
-Ale zapałkami – zadecydował surowo niebieskooki, wciąż się trochę złościł za to, że mężczyzna zdemolował swoją pracą część mieszkania i ujawniał mu to dość znacznie.
-Jeśli tak chcesz – mruknął odpalając zapałkę i zapalając świeczki powoli, zaskoczony upuścił przedmiot kiedy poparzył sobie palce. Alec zaczął się śmiać, miał już całkowitą pewność, że czarownik nigdy w życiu nie używał zapałek.
-Już dobrze?
Zapytał kiedy złotooki rozruszał palce i z lekkim oporem zaleczył ślady poparzenia – z oporem ponieważ nie był dobry w leczeniu.
-To twoje urodziny, zamiast przejmować się moimi brakami w wiedzy na temat zabawek przyziemnych powinieneś się bawić.
Zadecydował całując go w policzek.
-Zdmuchnij świeczki zanim będziesz miał wosk w torcie.

Rozległa się piosenka urodzinowa kiedy chłopak nachylił się i zamykając oczy zdmuchnął świeczki.
-Pomyślałeś życzenie?
Zapytał Magnus, wyraźnie chował coś za plecami i to „coś" zaciekawiło niebieskookiego. Potwierdził fakt, że pomyślał życzenie.
-To wspaniale~! – Bane wyjął zza pleców paczkę owiniętą w niebieski papier i podał ją chłopakowi. – Wszystkiego dobrego w dniu urodzin Alexandrze – pocałował go po raz kolejny w policzek lekko, to było tylko takie zwykłe muśnięcie, ale znaczyło bardzo wiele.
To była ich mała tradycja, taki słodki zwyczaj, którym przekazywali sobie wszelkie podziękowania, wyznania i drobne, proste tajemnice.
Po chwili chłopak był dosłownie zarzucony prezentami, zaskoczony zaczął je otwierać po tym jak zjedli już tort. To była drobna tradycja, po torcie otwierało się prezenty, żeby wszyscy wiedzieli co w nich jest.

Paczka od Jace'a miała w sobie zapas broni. Izzy postanowiła wcisnąć bratu kilka kolorowych koszulek, posłał jej za to mordercze spojrzenie. Magnus już się zorientował, że jego chłopak nie lubi dostawać ubrań, szczególnie tych obcisłych, które mogłyby pokazać jak dobrze jest umięśniony i jakie ma seksowne ciało. Ale to nawet dobrze, on sam bardzo lubił widzieć go w swetrach, może dlatego, że dzięki temu nikt się aż tak do chłopaka nie próbował przystawiać. Chociaż zdarzali się tacy spryciarze, który próbowali go poderwać, bo miał głębokie niebieskie spojrzenie i śliczne, czarne włosy trochę zawsze zaniedbane, ale przez to naprawdę przyciągające cudzy wzrok. Taki niedbały wygląd był u Alec'a po prostu czarujący!
Westchnął i wrócił do oglądania prezentów, które rozpakowywał jego chłopak.
Alexander dostał cały album zdjęć swoich z rodzinom, z przyjaciółmi i z Magnusem. Czarownik domyślił się, że to Clary oraz jej matka i Luke tak się postarali i pozbierali różne zdjęcia. Mieli wszyscy dryg do prac ręcznych i artystycznych.
W końcu nadszedł czas na podarunek w niebieskim papierze. W środku w pudełku znajdował się wkład z płatków róż między nimi zaś czarownik umieścił bilety do teatru na jedną z ulubionych sztuk Alec'a, a także śliczną kartkę z zaproszeniem na „Wakacje z Magnusem Bane'm: Podróż dookoła świata". Chłopak uśmiechnął się i pocałował go delikatnie, ale bardzo czule. Cieszył się z takiego prezentu. Lubił teatr i kochał podróże.
-Chętnie spędzę tydzień w Grecji – zapewnił z uśmiechem, ponieważ taki był pierwszy punkt planów na owe wakacje. Czarownik pocałował go namiętnie, nie mógł się powstrzymać kiedy widział ten śliczny uśmiech… Uśmiech, który był jak słońce. Rozświetlał wszystko wokół i uwodził go, kusił, nęcił niemiłosiernie i bezlitośnie.
Nie mógł się doczekać Alexandra w samej bieliźnie kąpielowej leżącego na kocu na plaży w Grecji i pływającego w chłodnej wodzie. Zauważył już, że kropelki wody spływające po nagiej skórze jego chłopaka działały na niego nad wyraz nagle i niestety prowadziły do naprawdę bezwstydnych myśli.

-Alexandrze – chłopak zadrżał kiedy usłyszał głos matki za plecami. Miał wątpliwość czy jest gotowy na spojrzenie kobiecie w oczy, ale odwrócił się powoli.
-Mamo – wyszeptał cicho spuszczając wzrok.
-Możemy porozmawiać? – zapytała powoli patrząc podejrzliwie na ciemnowłosą parkę. Magnus zrozumiał oczywiście aluzję jej spojrzenia.
-Poczekam tutaj na ciebie, dobrze Alexnadrze? – zapytał kładąc dłoń na jego ramieniu. Gdy wypowiadał imię swojego chłopaka robił to tak, jakby miał zamiar złożyć najcenniejszą obietnicę lub szeptał najdroższy swojemu sercu sekret.
-Dobrze – niebieskooki powoli ruszył za matką w stronę biblioteki. Był niespokojny, obawiał się tej rozmowy bardziej niż niejednej walki.

Maryse spojrzała na syna kiedy już zamknęły się za nimi drzwi do biblioteki.
-To co nam powiedziałeś rok temu było bardzo zaskakujące, Alexandrze – zaczęła. – Smutne, ponieważ liczyłam na to, że znajdziesz sobie żonę i będziesz miał dzieci – mówiła, jakby chciała wzbudzić w nim poczucie winy, ale on wiedział, że jego matka nie była taka. – To była szokująca wiadomość i długo zastanawiałam się, co zrobiłam źle wychowując cię. Gdzie popełniłam błąd?
Zamilkła na chwilkę aby się uspokoić i kontynuowała.
-Jednakże, w końcu Jocelyn wyjaśniła mi, że to nie moja wina. Że nie miałam na to wpływu… ani odrobiny wpływu – kontynuowała. Jej syn domyślił się, że zdecydowanie nie szybko pozwoliła Jocelyn to wyjaśnić. – Cóż, jesteś jaki jesteś i masz prawo kogoś kochać.
-Mamo?
Zaniepokoił się jej bardzo cichym głosem. Nie mówiła cicho, wręcz przeciwnie, jej głos normalnie był zbliżony do krzyku. Jakby o wszystkim musiała mówić opanowanym, ale bardzo głośnym tonem.
-Nie winię cię za to, że jesteś taki, ani też za to, że pokochałeś Czarownika, chcę od ciebie usłyszeć tylko jedno: Czy jesteś z nim szczęśliwy?
Zamrugał oszołomiony, nie spodziewał się tego po Maryse, po swojej matce. Oczekiwał krzyku, gróźb, nawet sam nie wiedział w sumie czego… Ale z pewnością w najśmielszych snach nie wyobrażał sobie, że jego matka wypowiada słowa, które słyszał przed chwilą.
-Tak mamo – spojrzał w jej oczy głęboko. – Jestem szczęśliwy z Magnusem, Wysokim Czarownikiem Brooklynu.
Kobieta odetchnęła i podeszła do syna.
-Tak długo jak jesteś szczęśliwy… sądzę, że będzie w porządku – objęła go trochę niepewnie. To było tak zaskakujące zachowanie u Maryse. Uspokoiła się jednak i przytuliła go do siebie. Alec był jej synem i nie mogła go tak po prostu odrzucić, bo jest trochę inny. – Nie denerwuj się, Jace i Izzy też mogą mi dać wnuki - stwierdziła z lekkim uśmiechem. – Tylko im tego nie mów.
Uśmiechnęła się lekko i jej syn poczuł, że już jest dobrze, że może polegać na swojej rodzicielce obojętnie co się stanie.
-Weź to – wręczyła mu mały sztylet. – To prezent ode mnie z okazji urodzin.
Przyjął ostrze wzruszony, czuł się lepiej wiedząc, że matka akceptuje go takim jakim jest. Jednak, obawiał się, że zanim ojciec to zrobi, to minie jeszcze wiele czasu.
-Pójdę już, zanim Magnus zmartwiony zacznie chodzić w kółko po salonie aż wydepcze dziurę w podłodze – zaśmiał się mimowolnie. Już raz widział Czarownika tak podenerwowanego, że chodził w kółko, dywan niestety nie był z tego powodu zbyt zadowolony.

Tak jak się spodziewał, Magnus czekał, ale nie w salonie, tylko w korytarzu przy bibliotece.
-Tto nie tak, żebym się bardzo martwił, czy coś…
Zaczął zakłopotany mimo wszystko tym, że został przyłapany na czekaniu na Alec'a i dodatkowo – o zgrozo, obgryzaniu paznokci, które rano pomalował na uroczy, fiołkowy kolor!
Chłopak zaśmiał się i rzucił mu na szyję z łzami w oczach, odetchnął głośno i zacisnął ramiona na jego karku.
-Jjjuż dobrze – westchnął całując Czarownika mocno i głęboko, nie miał zwyczaju inicjować pocałunków o takiej intensywności, ale zdecydowanie pozytywnie wpłynął taki jego ruch na jego chłopaka. Złote oczy zostały przysłonięte przez powieki i mężczyzna wczuł się w ten słodki, chaotyczny i podniecająco zmysłowy pocałunek…
-Czuję, że teraz już naprawdę wszystko dobrze – wymruczał obejmując swojego smukłego partnera i powracając do całowania go.
-Ekhem – chrząknęła Maryse wychodząc z biblioteki. Alexander zaczerwienił się, jednakże mężczyzna opanowany złapał chłopaka za rękę i wrócił z nim do salonu.

***

Droga do mieszkania z Instytutu wyglądała bardzo ciekawa. Magnus i Alec lekko się zataczając upici przez Izzy winem szli ulicom co chwilę się zatrzymując aby odetchnąć.
W sumie, jak dotarli na przyjęcie w czasie krótszym niż godzina, tak wracali ponad dwie i pół.
Ostatnim co Alec pamiętał było kładzenie się do łóżka i zasypianie w ramionach Czarownika… Kochał spać w tych ramionach… W silnych objęciach, które koiły jego nerwy i niepokoje i pozwalały mu pogrążyć się w snach.
Lubił układać głowę na torsie mężczyzny i zasypiając słuchać jak bije jego serce .
Ale przede wszystkim, naprawdę podobało mu się patrzenie na zasłonięte przez powieki złote oczy, delikatny senny uśmieszek i rozrzucone niedbale na poduszce włosy czarne jak węgiel.
Magnus mruczał przez sen jak duży kot, zdaniem Lightwood'a było to naprawdę urocze, mógłby słuchać tego mruczenia bez przerwy… Zawsze.