Przyszedł oddać książki. Zaczytywał się ostatnio Carlosem Castanedą i jego teoriami szamanizmu. Ale najwyraźniej nie szło mu to za dobrze. Bo spędzał czas nad książkami, a nie na spaniu, a jak się nie śpi… to no cóż, nie można podróżować we śnie. Znałam oczywiście teorię podróży astralnej. Ale na to też musiałby poświecić czas i mieć trochę spokoju. Po jakimś czasie przeniosłam go do dwuosobowej celi. Żeby miał go trochę.
Mieszkał tam z przygłupem, który ćpał pół życia klej. Więc jego skille koncentracji i spostrzegawczości były praktycznie równe zeru. Miał zatem trochę czasu na to, żeby wyciszyć się od czasu do czasu. Pouczyć, poczytać. Regularnie też spotykaliśmy się pod jego drzewem i spędzaliśmy czas na wymianie informacji o naszych obu światach.
– To nawet zabawne… te wasze mundurki… są niemal zbliżonego koloru do naszych piżam w slytherinie. – powiedział pewnego dnia czyszcząc akwarium
– Niech się pan zatem cieszy, że nie jest pan na oddziale dla niebezpiecznych, bo musiałby pan nosić gryfońską piżamę. – skrzywił się z obrzydzeniem.
– To wasze prawo jest naprawdę dziwne. Zamiast pomagać bezdomnym wsadzacie ich do pudła, jak się włamią na jakiś ogródek, żeby się w nim przespać. A morderców wypuszczacie po 13 latach za dobre sprawowanie… przedziwny świat. Ale już rozumiem teraz czemu mój ojciec czuł się bezkarny… tu pełno takich siedzi. Poukładałbym ja im półeczki w tych ich kanciastych łbach.
– Układanie to ty zostaw mnie. Czemu nie poukładałeś przez tyle lat spraw między twoim chrześniakiem, a tym jego nemezis od siedmiu boleści?… czyżbyś się nie dogadywał? Problemy w komunikacji?
- Jeśli myślisz kobieto, że opiekowanie się dwoma durniami, którzy ciągle skaczą sobie do gardeł jest łatwe, to się grubo mylisz. Służenie przy tym Dropsowi i tej obślizgłej żmii było niczym ciasteczko robione przez Hagrida… ale tych dwóch kretynów… Harry i Draco po prostu się nienawidzili. Od pierwszego wejrzenia. A byli tak podobni. Tylko głupi Potter na dzień dobry powiedział małemu Malfoyowi, co myśli o jego zadartym nosie… no i masz. Potem już trzeba ich było pilnować. I póki nie znalazł mojej książki...wszystko było proste… na szczęście po tym jak ją dopadł w swoje awanturnickie łapska, to praktycznie zaraz wszystko się porąbało na tyle, że już nic nie mogłem zrobić. A mogliby się nawet zaprzyjaźnić… o ile łatwiejsza byłaby moja praca, gdybym tylko mógł im powiedzieć co robię… ale nawet Lou nie mógł wiedzieć...dla jego własnego bezpieczeństwa. Nie chciałem by zginął. A Potter? Ta pustogłowa kreatura… gdyby tylko był w stanie sprostać oklumencji, mógłby się dowiedzieć prawdy, ufać mi, nie musiałbym ciągle nim pomiatać… i wiedziałby, że Drops… że on umiera. Głupi bachor.
– Mój drogi chłopcze, ten bachor ma dzisiaj dwa lata mniej niż ja. I myślę, że chętnie by cię zobaczył. Gdyby oczywiście wiedział, że żyjesz, bo podejrzewam, że ma niesamowicie wielką niezałatwioną sprawę gdzieś w sobie. I jest mu z tym naprawdę okropnie.
– Dobrze! Powinien się tak czuć. To wszystko…
- To nie jego wina. I wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. To Albus sobie z was zakpił. Zabawił się waszym kosztem. Gdyby nie był tak chciwy i nie wsadził pierścienia na swój starczy paluch to pewnie dzisiaj śmiałby się do rozpuku z tego jak cię wykorzystał i twoja wiarę w jego imidż. W tego dobrego dyrektora który „dba". Bo przecież nie chciałby zabić ucznia. Dla niepotwierdzonego eksperymentu. Nie wiedział nawet czy to się powiedzie. Nic nie wiedział.
– Stary dureń. – przyznał szeptem Severus.
#
W tym okresie spędzaliśmy dużo czasu w jego umyśle. Rozmawiając. Wymieniając doświadczenia. Po kilku tygodniach wystarczyło nam się lekko skupić i mogliśmy rozmawiać w swoich umysłach bez kontaktu fizycznego. Dość często też spędzałam wieczory na polanie pod tym drzewem. Mogliśmy dyskutować godzinami na temat zawiłości magii i różnic między naszymi światami. Zbliżaliśmy się do siebie z każdym dniem coraz bardziej.
- Gdzie jest Lilly? Czemu nie ma jej tutaj, skoro to twoje elisium? – zapytałam pewnego dnia opierając się o drzewo.
- Bo ona odeszła. Zajęło mi to trochę czasu i zgon po drodze. Ale w końcu do mnie dotarło, że ona wybrała kogoś innego. I gdyby żyła… niczego by to nie zmieniło. Nigdy nie była moja.
– Dokąd zatem teraz zmierza Mistrz Eliksirów?
– Chciałbym być szczęśliwy.
– W jakimś konkretnym miejscu?
– Już tam jestem.
– W pudle?
– Nie o miejsce chodzi. Tylko o osobę, która tam bywa – spojrzał na mnie z uwagą.
– Więc mówisz Severusie, że zakochałeś się w pani psycholog? - zapytałam usmiechając się niewinnie.
– Nie kpij. Równie dobrze mógłbym zakochać się w piłce do siatkówki. – prychnął – Chciałbym móc powiedzieć wszystko co chcę.
– A nie możesz?
– Nie.
– Ktoś ci zabronił?
– Ja.- szepnął.
– Głupi ten 'Ja'. – pogładziłam go po policzku. Rąbnęło we mnie pożądanie. Ból. Tęsknota. Strach.
– Co robisz? – spytał zabierając moją rękę od siebie
– Zakradam się głębiej w ciebie.
– Głębiej już się nie da.
– A jednak. – dotknęłam jego policzka jeszcze raz, i pchnęłam w niego całą swoją niepewnością i strachem. Czułością i ciepłem. Pożądaniem. Zabrałam dłoń. Jego wielkie czarne oczy patrzyły na mnie. Drżącymi rękami gładził moje włosy. – Zaufanie nie jest złe Severusie.
– To czemu czuję się taki słaby?
– Bo za dużo energii spalasz na uciekanie przed czymś co i tak cię dogoni. Nie możesz uciec przed samym sobą.
– Wydajesz się być tego taka pewna.
– Jestem. – spojrzałam na niego uważnie. – I będę.
