Skały osuwały się pod nogami Yoru, ale dzielnie brnął na górę, lekko dysząc, ale Karen nie pośpieszała go, ani na sekundę. Nie śpieszyła się, żeby porozmawiać z tym buddyjskim mnichem. Był to przecież pomysł Mikoto i nie musiała go wcale realizować. Bardziej marzyła o minie Naruto, gdy pojadą rano do pracy. Jednak w tej chwili musiała odsunąć myśli na bok, bo noga koni delikatnie zgięła się, pochylając ich w przód, na szczęście Yoru ich nie rzucił.
- Co tam, koniku? - spytała go, widząc pod nimi skały, ale zawsze dawał radę. Może dlatego, że miał na swoim grzbiecie aż dwoje ludzi. - Ciężko? - dopytywała, zeszła z niego, a Naruto zostając sam czuł,że panicznie się boi. - Poprowadzę go, siedź, za jakieś dziesięć minut zacznie się trawa to siądę z powrotem.
- Boję się, że może mu się to nie spodobać – wymamrotał patrząc na czarną grzywę, która błyszczała w słońcu.
- Jeszcze cię nie rzucił, a ja go głaszcze – mówiła powoli, składając literki, było to dla niej trudne zdanie, ale według Naruto nie było tak źle, jeśli ją zrozumiał.
Brnęli dalej, mieli jakieś cztery godziny do zachodu słońca, chwilowo przyjemnie ogrzewał ich plecy. Yoru spokojnie prowadził ich do chatki. Karen powiedziałaby, że koń jest zadowolony z towarzystwa blondyna. Tylko widząc jak wrażliwy jest na takie słowa, milczała, a gdy rzeczywiście skończyły się kamienie usiadła na czarnym ogierze, Naruto odruchowo chwycił ją w pasie, cały dygocząc z nerwów. Bał się, że koń z zazdrości go wyrzuci z siodła, lecz nic takiego nie miało miejsca, może był zbyt zajęty stawianiem kopyt między skałami, by jeszcze zastanawiać się kogo ma na sobie.
- Pić? Jeść? - spytała towarzyszy, owszem miała metalową miskę i wodę dla Yoru oraz kanapki z sokiem pomarańczowym do tego plastikowe kubeczki dla siebie i Naruto.
- Chętnie się czegoś napiję – zatrzymała konia, przymocowując go do pobliskiego drzewa, następnie wzięła torbę i usiadła na trawie poklepując ręką miejsce obok. Naruto zauważając miskę wyciągnął ją, Karen podała mu termos z zimną wodą, podszedł do konia, a ten swoimi brązowymi, zmęczonymi oczami patrzył się na niego jakby nie był tu proszony.
- Nie zjem cię, chociaż słyszałem z telewizora, że konina jest bardzo dobra. - Yoru na to, stanął na tylnych łapach, przednie zaczął wierzgać w powietrzu, przy tym rżał w wniebogłosy. Naruto oddalił się na chwilę, patrząc się na niego, nalewając do miski wodę, postawił go obok niego. Gdy usiadł koło Karen, koń już spokojnie pił wodę, ona tylko spoglądała na niego pytająco.
- Co mu zrobiłeś? - spytała w końcu, kiedy odwijała kanapkę, którą podała Naruto, później robiąc to z kanapką dla siebie. Postawiła jeszcze międzyczasie kubki i termos z sokiem, spoglądając co rusz to na Naruto, a to na Yoru.
- Żartowałem sobie z niego, ale chyba tego nie zrozumiał. - odrzekł patrząc na kanapkę jakoś jeszcze nie był głodny, ale ładnie pachniała, ugryzł kęs i jakoś to zachęciło go jedzenia. Była pyszna z szynką, sałatą, majonezem, ogórkiem i pomidorem.
Karen nalała im soku, biorąc jeden kubek, Naruto oparł się łokciami do tyłu spoglądając przed siebie. Wiedzieli, że taka sielanka nie potrwa długo, bo zaraz zacznie robić się chłodniej, ciemniej i tak planowali wracać, gdy księżyc będzie na niebie, ale chciał jeszcze dokładnie zobaczyć: kim jest mnich?
- O czym myślisz? - spytała Karen, która pomału pakowała ekwipunek do torby spoglądając na rozleniwioną twarz Naruto.
- Zastanawiam się o co chodzi z tym mnichem, z tą wycieczką – skłamał, Karen zmrużyła czoło, na chwile zatrzymując się, bo chciała przywiesić torbę koło siodła. Spojrzała się za siebie, Naruto tylko uśmiechał się do niej powoli wstając i otrzepując spodnie z zeschłej trawy.
- Coś mi się wydaje, że bajki mi wciskasz, ale niech ci będzie. Panowie gotowi czy jeszcze nie? - zwróciła się do Yoru i Naruto, ten drugi tylko kiwnął głową, a koń widząc, że pani go odwiązuję prychnął pokazując zęby. Dostał kawałek suchego chleba, który Karen zabrała z parapetu, gdy wychodziła z domu. Pomogła Naruto usiąść na rumaka, następnie sama usiadła, poprawiając torbę, która delikatnie odpięła się po uderzeniu jej stopy.
"Umysł jest swoim własnym panemi sam potrafi niebemuczynić piekło i piekłem niebo." John MiltonPowoli docierali do świątyń sōtō zen. Mieścił się wśród drzew na wzgórzu obok Tokio, nadając mu mistycznego nastroju. Po chwili weszli do Hali Dharmy.
Karen od razu zauważyła jak bardzo Naruto zachwyca stojącymi tam bóstwami. Na głównym ołtarzu stał posąg Guanyin, Karen tylko upadła oddając temu cześć, Naruto nie wiedząc co zrobić uczynił ten sam gest. Wstała i pokazała mu ręką, aby znaleźli kogoś kto pilnuję tego miejsca. Zawsze w takich miejscach mieszkali mnisi, którzy co piąty dzień golili swoje głowy w Yokushitsu. Chciała znaleźć tylko głównego mnicha, bardzo starego i mądrego, oczekiwała jego pomocy, pocieszenia oraz rady. Liczyła, że chociaż on wskaże im wskazówkę do tego: jak ma znaleźć dom, zaginione wspomnienia i nadzieję na lepsze jutro.
Weszli do Hali Pamięci, w której wisiały tabliczki upamiętniających zmarłych świeckich wyznawców oraz ich rodzin. Naruto podszedł i zaczął powoli je czytać, łapiąc się na tym, że były tu nazwiska rodzin z kilku przełomów - wiele pokoleń, które zginęły w różnej epoce, nadawało temu miejscu tajemniczości. Karen śpiesząc się rozejrzała się pomieszczeniu, które w jakiś dziwny sposób sprawiło w niej smutek. Złapała nadgarstek Naruto ciągnąć go do Sodo. Położyła swój palec na ustach, wskazując, by milczeli.
Spojrzała w kierunku Manjushri, symbolu mądrości, po lewej stronie ujrzała mnicha. Gdy podniósł głowę, uśmiechnęła się podchodząc bliżej niego. On skończył ruszać ustami - niemo modlił się do bóstwa - kiwnął głową do nich kierując się do wyjścia. Naruto i Karen podążyli za nim, milcząc do czasu, aż znaleźli się koło Dzwonnicy.
- Witam. Przepraszam, że mnichowi przeszkadzamy, ale bardzo potrzebujemy rozmowy- zaczęła nie wiedząc czemu, ale na twarzy Naruto ujrzał bladość, strach, niepewność. Ta mieszanka, zastanawiała ją, lecz nie przepuszczała, że może sobie coś przypomnieć w takim momencie, bo nie miało to żadnych podstaw jakie wyczytała na Googlach.
Naruto miał ochotę krzyczeć, gdy ujrzał twarz mnicha. Jednak widząc posążek nie śmiał nic mówić. Wiedział doskonale, że poza budynkiem, może nawet krzyczeć, lecz nie chciał wyjść na wariata. Zacisnął nerwowo dłoń, aż kosteczki mu zbielały, oczy zaś patrzyły wszędzie, najchętniej pobiegłby do Yoru i zwiał do domu.
Przypominał mu Kabuto Yakushi, ale jakby przed jego śmiercią - szare włosy, czarne tęczówki, które kryły się za okrągłymi okularami - zaś jego chód był lekki, a przez opadający kaptur wyglądał jakby krył jakoś dziwną tajemnicę. Naruto czuł się osłabiony mierząc się z kimś kogo sam zabił, jakoś pewnie nie ruszyłoby to aż tak jeśli nie widziałby przed swoimi oczami zmasakrowanego, podobnego ciała. Brało go na mdłości przez zdenerwowanie jakie opanowało jego organizm.
Oboje spoglądali na niego, widząc zmieniającą się twarz oraz oczy, które w tej chwili wyglądały jak w transie. Nikt nie chciał mówić, chociaż kolej była na mnicha, choć Naruto też mógł coś powiedzieć.
- Witajcie – Naruto nie rozumiał już niczego, najpierw Kiba, teraz ten głos, który aż syczał w jego uszach, jakby stado węży przewinęło się obok nich. Momentalnie drygnął, a w jego oczach pojawiły się łzy. - Coś się stało, panu? - spytał Mnich, Naruto zaczął płakać, kiwnął głową tylko do Karen, oznajmiając niemo, że musi stąd natychmiast odejść w jakieś ustronne miejsce.
- Pójdę po niego. Niech mnich na nas poczeka. Dobrze? - spytała, prosząc go, niemalże modląc się, aby jeszcze go spotkać.
- Będę w Sodo. Proszę mi przerwać jak przed chwilą jak już tutaj wrócicie.
- Dobrze. Pogadam jeszcze z nim... - powiedziała kierując się w kierunku, w którym zniknął blondyn.
Ujrzała go na skale, z której było widać panoramę Tokio. Siedział skulony, opierając twarz na kolanach, wpatrując się w ten obraz. Zbliżając się do niego słyszała pociąganie nosem, gdy usiadła obok niego na trawie, widziała łzy oraz to, że się trząsł.
- Przypomniałeś sobie coś? - Ni spytała, ni oznajmiła, po prostu potrzebowała się dowiedzieć prawdy. Milczeli dosyć długo, słońce było coraz bliżej horyzontu, aż było widać delikatne kontury księżyca.
- Tak, tak – wychrypiał między salwami płaczu, chowając nogi między siebie, mocniej wtulając się w swoje ciało. Wyglądał jak embrion w łonie matki, aż Karen objęła go swoimi rękami. Wtulił się w nią z taką desperacją, jakby co najmniej stracił kogoś bliskiego.
Wiedziała, że to nie o to chodzi, jednakże nie mogła wyczuć sytuacji. Czekała niecierpliwie, aż sam zacznie mówić. Nie umiała pocieszać, liczyła na to, że sama jej obecność jest w stanie nadrobić tę nie umiejętność.
Tkwili tak chwilę, aż niebo zrobiło się pomarańczowo-czerwone, oboje czuli, że czas zbierać się do domu. Zostało im bardzo mało czasu na rozmowę z mnichem, więc Naruto postanowił odezwać się z wyjaśnieniem: - Przypomina mi kogoś kto zginął. - Powiedział półprawdę, a Karen teraz zrozumiała wtedy jego ból.
"Zaprawdę, ludzie sami sobie dali wszelkie dobro i zło.Zaprawdę, nie wzięli ich, nie znaleźli,nie spadły im jako głos z nieba."Fryderyk Nietzsche- Poczekaj – odezwała się do niego, gdy ponownie znaleźli się pod Dzwonnicą.
Karen weszła, słysząc w oddali mnisi śpiew, który poruszał serce, dotknęła ramienia mnicha, a ten tylko wskazał ręką, by ruszali przed siebie.
Naruto widząc ponownie mnicha, zrobił krok w tył, skulił się, drżąc to było znacznie silniejsze od niego, chociaż wydawał się odważnym człowiekiem. Wiele razy śmiał się nawet sam z siebie czy też pośpiewywał. Tym razem wyglądał źle, smutno i przybito. Karen chciała szybko porozmawiać z mnichem, aby on nie męczył się zaistniałą sytuacją, lecz obiecała Mikoto, że pomoże mu tu być, dlatego mogła wyjść wcześniej z pracy.
- Już jesteśmy.
Jednak czując co ma zrobić, spojrzał na Karen i przy tym został. Nie miał odwagi spojrzeć nawet sekundy na mnicha. Ona tylko podeszła bliżej niego, dodając mu tym otuchy. Dziękował jej w duchu za ten gest, bo wiele dla niego to znaczyło.
- Więc... Hm... Jest taka sprawa, że prosilibyśmy o modlitwę i radę – kontynuowała próbując w swoich myślach dobrać słowa, które by umiała wypowiedzieć.
- Słucham – odezwał się skromnie mnich, umożliwiając im wyrazić swoje zdanie. Naruto czując się lepiej, nie wiedział czemu tak się działo, jednak poczuł dłoń na swoim ramieniu, zrozumiał, że Karen nie powie dokładnie tego co myśli. Musiał się odezwać, spojrzeć na mnicha, choć to było trudne. Jedna myśl go ocuciła - był bohaterem - nawet jeśli ona o tym nie wiedziała to on o tym pamiętał, aż boleśnie w tej chwili patrząc się w twarz mnichowi.
- Nie pamiętam skąd przybyłem – ukradkiem spojrzał na Karen, wzdychając nieporadnie, spojrzał znów na mnicha i kontynuował: - Nie znam się na waszych rzeczach, nie umiem określić wielu rzeczy, jednak jedna rzecz nie daje mi spokoju. Czy wrócę kiedyś do domu? - spytał z tęsknotą, starając się być pewnym tego co mówi. Nie chciał zdradzić się, że cały ten monolog jest brednią - bez sensownym kleikiem słów - które nie musiały wcale nigdy paść do jakiejkolwiek istoty na ziemi.
Chciał jednego, aby ktoś po niego przeszedł i zabrał go do Kyuubiego. Czuł każdego dnia jak jego dusza, która łączy go z Lisem umiera, pustoszeje jak ziemia na równiku. Martwiło go najbardziej, że umrze, jeśli ktoś nie zaprowadzi go do niego niż to o czym chciał przekonać mnicha i Karen.
- Dawno, dawno temu, ktoś przybył skądś jak ty teraz. Nie umiał wyjaśnić wcale jak to miejsce wyglądało, lecz wyglądał mi na osobę, która doskonale wie o czym mówi. - Mnich spoglądał pewnie na twarz Naruto, uśmiechając się ciepło, znał odpowiedź, czuł, że obaj to wiedzą. Karen tylko stała obok nich, nie rozumiejąc wcale ich rozmowy.
- Czyżby mnich sugerował, że ktoś z moich rejonów nawiedził tę świątynie? - zakpił Naruto, robiąc krok w tył, chciał już bardzo odejść od tej rozmowy, bo wszystko w nim wrzało. Był bliski spróbowania, czy jakaś cząstka jego osoby działa. Westchnął głęboko, Karen zauważyła, że pod żadnym pozorem nie uspokoił się od ich rozmowy.
- Owszem. Wyglądał podobnie jak ty. – Mnich mówił, powoli, lakonicznie, przeciągając samogłoski, jakby chciał specjalnie wyprowadzić Naruto z równowagi.
- Chyba kpisz, jeśli uważasz, że był to mój ojciec? - Musiało to być naprawdę bardzo dawno temu, jakieś czterdzieści lat wcześniej, jeśli mnich mówił prawdę. Naruto liczył się, że osoba w takim stanie nie będzie kłamać, ale kto wie co pod jego kapturem się kryło. Mógł mieć nawet koło stu lat, jeśli żył zgodzie z naturą, bo według mitów taki styl życia przedłuża żywotność o dziesięć lat.
Naruto rozsmarował nerwowo nos, czuł pod opuszkami palców także swoje blizny, obawiał się, że je odkrył pod czas płaczu. Rano postarał się według porady Karen je zakryć specjalnym, kremowym kremem. Nic Karen mu nie wspomniała o jego wyglądzie, gdy wracali do Dzwonnicy, a mnich także nie zasugerował, że zauważa tak bardzo charakterystyczną rzecz w jego wyglądzie.
- Nie, nie miał tylko blizn – mnich coraz bardziej mówił sarkastycznie, zaś wypowiadane sylaby dzwoniły w uszach. - Miał tak samo błękitne oczy jak ty i włosy jak słońce. Czuł to samo co ty, ale przybył tu zupełnie sam. Mamrotał, że jego żona jest w ciąży, tylko tyle pamiętał. Został z nami tutaj. Jednak nie jako mnich, zajmował się konserwacją zabytków, posążków i tym podobnymi rzeczami. A kilka lat temu zmarł – skończył swoją wypowiedź, Naruto upadł na kolana, zakrywając swoimi dłońmi twarz, płakał jak małe dziecko. Czuł jedynie jak Karen przytula go do swojej piersi, odruchowo wtulił się w nią, cały drżąc od doznanych emocji.
- Mój... ojciec... tu... żył? - spytał, chrypiąc od płaczu, cały trząsł się, niebo zrobiło się już zupełnie ciemne. - Wszyscy mi mówili, że zmarł miesiąc po moich narodzinach. W jakimś wypadku razem z mamą! – Ugryzł się w język, by nie zdradzić prawdy, nie chciał powiedzieć, że jest jinchuriki Dziewięcioogoniastego Demonicznego Lisa, którego dostał od swojej matki, która na skutek tego zmarła w parę sekund po przypieczętowaniu.
Jakby to brzmiało w jego ustach w takim miejscu. Ludzie nie musieli znać tego, co przeżywał przez całe swoje życie. Teraz na dodatek dowiedział się, że jego ojca nie było w tak ważnym momencie jego życia, ponieważ żył w jakiś górach, daleko od domu, aż w głowie mu się zakręciło od tych wrażeń. Oparł mocniej swoje ciało o Karen, dziękował niebiosom, że jest tu z nim. Mnich stał nad nimi, nie wiedząc, czy to już wszystko i może już odejść do swoich obowiązków. Każdy milczał, niemniej jednak to nie sprawiło, że czas zatrzymał się w miejscu.
- Żył. Przepraszam, że o tym wspomniałem. Minato, twój ojciec, był dobrym człowiekiem, ale z każdym dniem gasł nam w oczach. Szukaliśmy w księgach tego co nam zdradził, lecz nie znaleźliśmy żadnej odpowiedzi. - Naruto słysząc imię ojca, zapłakał mocniej, tego było zbyt wiele, podniósł się kierując się instynktownie w stronę konia.
- Dziękujemy za informację. Do widzenia. - Powiedziała oficjalnie, dając wszystkim, że jest to koniec spotkania z kimś kto miał dać im nadzieję, a było całkiem inaczej. Czuła się okropnie, że mnich namieszał bardziej, niż to co wiedzieli od kilkunastu godzin. Nie tego oczekiwała jadąc tutaj, ale chociaż dowiedzieli się, że coś ciągnęło ich w to miejsce. Była to tylko prawda, którą nikt, nigdy nie znał, lecz teraz wszystko powoli stawało się jasne.
"Gwiazd, które widzimy na niebie,być może już nie ma.Dokładnie tak samo rzecz się maz ideałami poprzedniego pokolenia."Tennessee WilliamsWidziała światło, widocznie Naruto znalazł w torbie latarkę, oświetlał drogę z której przybył, dlatego dla Karen było łatwiej ich znaleźć. Słyszała, że nadal blondyn siorpię nosem, podeszła do niego, pogłaskała jego ramienia i patrzyła w twarz, chociaż było ciemno. Tylko nie wielkie promyki jakie wydobywały się z latarki, dawały jakiś blask na ich twarz. Po chwili oboje ujrzeli kontury swoich twarzy, Karen nadal nie widziała, jak bardzo tragicznie w tej chwili wygląda jej towarzysz.
- Jak to możliwe? - spytała, gdy powoli do nich docierało sens tej całej wyprawy. - Czyżby Mikoto słyszała o tej historii?
- Wiesz, nie chcę o tym mówić, ale wydaję mi się, że od niej wszystko się dowiemy. Wracajmy, proszę.
Karen usadowiła go na tylnej części siodła, nim sama usiadła, wyciągnęła termos z sokiem, napiła się, pokazał pojemniczek, trzęsąc go, niemo pytając Naruto: czy chce się napić. Ten temu zaprzeczył, chciał tylko znaleźć się już w łóżku, gdyż był wyczerpany po takim dniu. Nawet nie myślał o niczym innym jak o śnie. Karen podała mu latarkę, aby oświetlał drogę, zaś sama chwyciła wodze kierując Yoru do domu. Chciała już odpocząć przed jutrzejszym dniem.
KONOHA
"Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i śmiech." Immanuel KantOpierał rękami parapet, aby obciążyć stopę. Przyglądał się jak jego przyjaciele składają w całość zrujnowaną Wioskę. Po jego policzkach płynęły łzy, miał cichą nadzieję, że wszystko jeszcze się jakoś ułoży. Nawet nie przejmował się, że go boli, po prostu cierpiał wewnątrz siebie, spalając każdą cząsteczkę atomu jaka teraz płoną w nim. Zaczęło być mu coraz gorzej, przechylił się nie bezpiecznie do przodu, dla większej tragedii okno było uchylone. Ciało delikatnie zadrżało chcąc jednak żyć to ocuciło go na tyle, że zrobił krok w tył, a potem jeszcze kilka i usiadł na swoim łóżku. Oparł dłonie o brzeg, pochylił swoją głowę na tyle, aby jego włosy zakryły część jego twarzy, jego łzy kapały na jego spodnie.
Tak, bardzo chciał, aby ktoś tu wszedł.
Nawet jakiś jego współlokator.
Ktokolwiek.
Słyszał tylko oddali stukot uderzanych rzeczy na budowli oraz śmiech dzieci ze szkoły. Żadne z tych rzeczy nie sprawiło, że chciało mu się śmiać. Nawet to, że podmuch wiatru zaczął zamykać okno. Nic, zupełnie, jakby całe życie nabrało szarych barw. Robiło mu się coraz gorzej, czuł zamiennie ciepło i zimno, delikatnie zdjął sandały i wsunął się na łóżko. Musiał pamiętać, aby podnieść nogę, aby nie przemęczała się.
Po chwili podłożył pod nią jedną z poduszek jakie posiadł, na drugiej zaś położył się spać.
Miał wrażenie tego, że stał obok wszystkiego. Widział zrujnowaną Wioskę, przyjaciół, biegnące dzieci do szkoły, starszych oraz siebie. Siedział smutny, przygnębiony, nad kawałkiem papieru intensywnie kreśląc coś co pochłaniało barwy wokół niego. Świat stawał się coraz bardziej matowy, szaro-czarny z każdym ruchem ręki jego sobowtóra. Chciał odezwać się, ale jego głos umierał w krtani. Spojrzał w bok zauważył Sasuke, który stał z założonymi rękami z dala od budujących. Jego wzrok był nie do opisania, częściowo skupiony w kierunku jego własnego domu. Jakby myślał czy jest sens wracać do czegoś co było kiedyś. Chciał podnieść dłoń, ale była niby drewniana, przykuta gwoździami do jego ciała, uniemożliwiając mu ruch, więc stał prosto mogąc tylko ruszać głową. Przyglądał się intensywnie, kiedy nagle ludzie zaczynali znikać jeden po drugim. W końcu został on, sobowtór i Sasuke. Robiło mu się gorąco, opuścił głowę w dół widząc, że jego przypuszczenia są prawdziwe. Jego nogi zaczęły płonąć żywym ogniem od stóp w górę.
Nagle usłyszał śmiech, intensywny, radosny, zaczął powoli budzić się, chociaż nie otwierał oczu, słyszał kroki tuż za drzwiami. Nieoczekiwanie ktoś uchwycił klamkę, wchodząc do środka, szepcząc coś do drugiej osoby.
Martwił się o Saia odkąd zniknął im z oczu. Chciał do niego pójść, spytać czy da sobie radę, nic nie przychodziło mu do głowy. Musiał jeszcze skończyć wschodnią ścianę, żeby móc pomyśleć o powrocie do domu. Chociaż kusiło go zajrzeć do szkoły. Był tak bardzo zmęczony, że podziwiał kamyczki leżące na drodze, niż mijających ludzi. Nagle ktoś stanął naprzeciwko niego, podniósł głowę uśmiechając się do tej konkretnej postaci.
- Czyżby po treningu? - spytał.
- Tak – zapadła chwilowa cisza między nimi. - Coś się stało?
- Martwię się tylko – odpowiedział patrząc za niego widząc tam Kurenai z córką, które intensywnie o czymś rozmawiały.
- O czym? - odpowiedział Nara, który chciał mu pomóc tylko w tej chwili sam nie wiedział w czym, jak i dlaczego.
- Może pójdę z tobą, bo wracasz do szkoły? Co, nie? - dopytywał się dalej.
- Tak, Sai przez ten wypadek nie urządził mi jeszcze mieszkania. Jakoś tam tak strasznie jest... – Zaśmiał się krótko, chociaż miał ochotę zrobić sobie dzień przerwy, by dokończyć swoje mieszkanie.
- U mnie jest tyle dobrze, że nie jestem sam. Hanabi taki zrobiła wystrój, że nie wiem czy płakać mam, czy już zacząć się śmiać. Może coś sam zmienię, przynajmniej mój pokój zostawiła w spokoju. Tyle dobrze... - westchnął idąc spokojnie koło Shikamaru. W sumie byli nie daleko szkoły, bo dosłownie po chwili znaleźli się na korytarzu.
Zauważyli na ścianie narysowany obraz, który podkreślał, że siła tkwi w przyjaciołach. Sama Tsunade kazała przed Wojną narysować Saiowi fragment Wioski i ludzi w nim. Zajęło mu to z rok, ale umieścił głównie przyjaciół na pierwszym tle, a z tyłu innych shinobi. Było także widać Konohę i wzgórze, każdy kto koło niego przechodził zatrzymywał się na chwilę, by przypomnieć sobie ten spokojny okres jaki panował te kilka lat temu. Teraz Wioska Liścia żyła budową i wspominaniem tych którzy umarli. Czasem atmosfera była przybijająca, chociaż właśnie przyjaciele dawali siłę, że jutro będzie dużo lepiej niż dziś. Neji widząc swoją skwaszoną twarz wybuch śmiechem, zawsze jak patrzył na swój wizerunek nie umiał się powstrzymać. Nie rozumiał czemu Sai go tak postrzega, lecz gdzieś w środku nim robiło się dużo przyjemniej.
- Cii. Pewnie część ludzi już śpi. - Odezwał się Nara, ponieważ już dawno było po zachodzie słońca, obecnie światło księżyca wpadało przez okno, oświetlając obraz.
Nara otwarł drzwi, zapalając światło, Sai zamrużył oczami i otwarł je spoglądając kogo nogi przyniosły. Uśmiechnął się podnosząc się, poprawiając jeszcze poduszkę za plecami.
- Hej, już po pracy?
- Tak. Przepraszamy, że cię obudziliśmy – odezwał się Neji, który widać było jak bardzo martwi się o niego. Nawet przysiadł na jego łóżku wgapiając się w jego twarz.
- Nie spałem już od kwadransa, bo znów mi się ten sam sen przyśnił – wymamrotał poprawiając teraz opatrunek, następnie poduszkę, która pozwoliła nodze nie wbijając się w druty.
- Może się napijemy? - spytał Nara szukając możliwości, aby chwilę odpocząć od szarej rzeczywistości. Bał się, że zdradzi im pewną tajemnice, choć liczył na ich lojalność.
- O, dobry pomysł! Mam nadzieję, że możesz? - Neji przegryzł dolną wargę, spoglądając na stopę Saia. Nie wiedział czy picie w takim momencie jest do końca dobrą ideą.
- Jasne! To tylko noga. - Uśmiechnął się, a Neji wyszedł prawdopodobnie po Sake, Kirin i Asahi, które lubili pić w dużych ilościach. Tymczasem Shikamaru podszedł do torby w której wygrzebał czyste ubrania i ręcznik.
- To ja zaraz wrócę – rzucił zostawiając Saia znów samego.
Po dłuższej chwili panowie dyskutowali o życiu i planach, coraz bardziej zapominając o rzeczywistości. Neji i Nara zdradzili tajemnicę jaką mógł któryś zapomnieć kolejnego dnia...
"Nie wierzę w piekło ani w niebo; a jeśli nawet istnieją, to mnie i tak wszystko jedno. Nie chcę nic wiedzieć o tym układzie, który nagradza hipokrytów, a skazuje pogrążonych w rozpaczy." Eduardo MendozaSpojrzała ostatni raz tego dnia na córkę, zamknęła cicho drzwi, wyszła na korytarz, cicho stąpając do swojej małej sypialni, którą kiedyś dzieliła z Asumi. Zaczęły ją męczyć wyrzuty sumienia, nawet mrok pomieszczenia nie dawało jej spokoju, cisza jedynie mogła pozwolić jej uporządkować swoje myśli. Łóżko chrumknęło pod jej ciężarem, pewnie kolejna belka pękła, kiedyś jej ukochany naprawiał takie rzeczy, a teraz była zdana sama na siebie. Samotność, która owiała jej duszę nie dawała jej wytchnienia. Poprawiła poduszkę pod głową, zamknęła oczy, aby wspomnieć jak wtulała się w Asumiego. Nagle ten obraz wyparty został przez ostatnie wydarzenie - pocałunek, którego nie mogła się spodziewać. Najgorsze, że jej się to podobało. Znów czuła, że jej uśpione uczucie budzi się, ożywa jak zwierzęta po zimie. Z tą myślą zasnęła, a zapalona świeczka przy jej łóżko zgasła po jakimś czasie sprawiając w pomieszczeniu mrok.
Usłyszała radosny śpiew, który obudził ją. Teraz wiedziała, że to tylko Biwako nuci piosenkę jaką nauczyła się w szkole. Miała ją zaśpiewać przed całą klasą na ocenę. Wiedziała, że jej córka jest bardzo zdolną kunoichi i nie jeden raz będzie o niej głośno. Chwilowo pragnęła ją chronić własną piersią nawet jeśli miałoby to znaczenie metaforyczne. Kochała podziwiać jak z każdego zadaniem cała Wioska śledzi jej poczynania. Czuła, że jej córka stanie się kiedyś ważna ikoną. Dobrze, że nie sprawiało dla niej trudności, bo mogłaby być chociażby nieśmiała. Jednak nic z tych rzeczy. Biwako kochała być wśród ludzi, dużo rozmawiać, przebywać poza domem. To,był dobry znak, że stanie się kimś wielkim. Przyprawiało w Kurenai wielką dumę, szkoda, że nie mogła tego dzielić z Sarutobi. Czułaby wtedy, że nie jest w tym sama. Weszła do kuchni, Biwako na jej widok zamilkła, ale nie przestała robić kanapek. Położyła talerze na stół, widząc jak mama robi herbatę, usiadła przy jednym i zaczęła jeść.
- Dużo masz dziś zajęć? - spytała.
- Uhm. Do wieczora. Potem chcę się spotkać z Manami - odpowiedziała gryząc kanapkę, Kurenai oparła się o blat czekając tylko na to, żeby woda zagotowała się.
- Tylko wróć przed północą. Jutro rano znów szkoła.
- Wiem, mamo, wiem - naburmuszyła się, ponieważ wolała, gdy mama była bardziej przyjaciółką niż nauczycielką, lecz szanowała starszych jak uczono ją od najmłodszych lat.
- Dobre kanapki - uśmiechnęła się gryząc jedną kanapkę i kładąc dla siebie herbatę, gdyż wcześniej podała Biwako.
- Dzięki, mamo!
Obie jadły, na zewnątrz robiło się coraz widniej, głośniej, Wioska zaczynała się budzić do życia. Słychać było nawet radosny śmiech dzieci, które biegły beztrosko do szkoły.
Pożegnały się w progu, Kurenai zamknęła jeszcze drzwi na klucz i postanowiła pójść na spacer. Nie chciała sprawiać córce wstydu, więc na początek wybrała przeciwną drogę niż ta prowadząca do szkoły. Wiedziała doskonale, że ten kierunek prowadzi do domu między innymi Hyugi. Czuła, że popełnia największy błąd w swoim życiu, lecz jakaś nie widzialna siła ciągnęła ją właśnie tam. Domyślała się także, że Hiashi może być już na budowie. Choć nie codziennie pracował jak zresztą każdy, bo zdrowie shinobi było tak ważne jak opanowanie technik. Westchnęła idąc powoli, słońce było już wysoko na niebie, pięknie oświetlając już coraz ładniejszą Wioskę Liścia. Ciekawiło jej jak z innymi wioskami, ale nie miała możliwości sprawdzenia tego. Słyszała od Danzo, że zapraszał Gaarę do nich jak już przywróci dawny blask temu miejscu.
Byłaby okazja sprawdzenia, chociaż jednego miejsca więcej niż tu gdzie mieszkała.
- Ups - usłyszała, gdy upadła na kolana, podniosła swój speszony wzrok do góry. Nie chciała go ujrzeć, nie chciała z nim rozmawiać, jednak jak miała wytłumaczyć ten spacer.
- Ja... Przepraszam... Zamyśliłam się! - Mówiła szybko, a Hiashi tylko podszedł bliżej, wyciągnął ku niej dłoń, aby podniosła się.
- Nie przepraszaj mnie za to - wymamrotał jakby się obraził, sama nie umiała teraz go rozgryźć, przygryzła dolną wargę, podnosząc się, rozdarła delikatnie sukienkę na dolę, ale otrzepała ją z kurzu. Czuła, że ma podrapane kolana od kamieni jakie były na drodze. - Wszystko w porządku? - spytaj najstarszy Hyuga.
- Uhm, jasne. Nie powinnam iść w tym kierunku na spacer - wymamrotała spoglądając na Wzgórze.
- Ja nie powinienem iść do pracy, abyś się tak nie peszyła.
- Nie, nie, praca jest ważna! Ja już idę do domu! Muszę wam obiad zrobić - odwróciła się i zrobiła trzy kroki ku swojemu mieszkaniu, gdy poczuła na swoim nadgarstku jego dłoń.
- Nic nie musisz, jeśli nie chcesz. - Nadal nie odwracała się w jego kierunku, jedynie kiwnęła głową, jakby zgadzając się z usłyszanymi słowami. Hiashi nachylił się nad nią, czuła jego oddech na szyi, lekko zadrżała z paniki, powąchał jej włosów i puścił dłoń. - Możesz mnie nawet pocałować - szepnął do jej ucha, a Kurenai tylko zarumieniła się i pobiegła do domu.
"Nie chciałbym się wyrażać ani na temat nieba, ani piekła: w obu miejscach mam przyjaciół." Jean CocteauSakura właśnie zmierzała do swojego nowego mieszkania. Jeszcze pachniał nowością, ale chociaż nie musiała wdychać dłużej niż tego potrzeba chemikalia, które ratowały życie ludzi, ponieważ nie zawsze techniki skutkowały. Nagle przed jej oczami ukazali się jej Nara i Neji, którzy śmiali się z niczego. Nawet nie rozmawiali, chociaż mogli to zrobić kilka sekund wcześniej. Chciała ich ominąć, lecz coś ją tknęło. Zatrzymała się, aby zwrócić uwagę panów. Ci, przystanęli, spoważnieli, ale zaczęli się gibać.
Byli pijani. Właśnie o to jej chodziło.
- Dużo wypiliście? - spytała ciekawa jaka była prawda.
- Co-Panią-To-Interesuje? - Shikamaru mówił nie składnie, jakby stała dalej od nich wcale, by go nie zrozumiała.
- To już znam odpowiedź!
- Nara zostaw nas samych - spojrzała na Nejiego, podnosząc pytająco brew, Nara tylko kiwnął głowę i wrócił do szkoły.
- No co? - spytała, widząc, że ten był mniej pijany.
- Chciałem pobyć z tobą sam na sam - wymamrotał, upadając na kolana przed nią, alkohol zaczął bardziej rozchodzić mu się we krwi i czuł szumienie w głowie. Z medycznego punktu widzenia, Sakura wiedziała, że musi go odstawić do domu, a to co powie będzie wykorzystane przeciwko niemu. Teraz żadne słowa ją nie zranią, gdyż jutro młody Hyuga zapomni o nich tak szybko jak je wypowie.
- Ciekawe - wymamrotała podnosząc go z ziemi. - Aż tak Wojna was zniszczyła, że musicie pić?
- E, nie, takie tam męskie spotkanie.
- Męskie? To nie chcę wiedzieć jakby wyglądało żeńskie.
- Dużo cycuszków! - Sakura na to trzepnęła go w potylicę, ten tylko rozsmarował dłonią bolące miejsce, spojrzał na nią przepraszająco. Był za bardzo wylewny po pijaku, powinien ugryźć się w język.
- Przepraszam... - Nagle poczuł chęć wypróżnienia żołądka, odszedł na bok i zwymiotował. Sakura tylko spoglądała na niego zmartwiona. Miała zbyt dobre serce, mimo, że czasem musiała mieć silną wolę, aby nie powiedzieć czegoś głupiego.
- Zaprowadzę cię do domu.
- Podobasz mi się... - wyszeptał, gdy szli w kierunku domu. Przystanęła chwilę, ale widząc, że znów Neji upada, chwyciła go w pasie.
- Co to miało być? - spytała, a Hyuga tylko przymknął swoje usta dłonią, by następnie oprzeć swoją głowę o ramię Haruno, która strasznie mu ciążyła. Chciał być już w łóżku. Nawet nie zauważył, że wszedł razem z nią do domu. Tylko, gdy ujrzał groźną minę Hanabi wywoływał u niego dreszcze.
- GDZIEŚ TY BYŁ! - wrzasnęła, aż szyby zadrgały, Sakura tylko kiwnęła na pożegnanie i wyszła, zostawiając kuzynów samym sobie.
- U Saia byłem. Dorosły jestem. Nie muszę się tobie spowiadać, no!
- Dopóki mieszkamy razem z Hiashi, chcę wiedzieć, gdzie jesteście. Nie chcę myśleć, że i was stracę.
- Tęsknisz za Hinatą?
- Była moją siostrą jak mam za nią: nie tęsknić! Ty głupku jeden! - pisnęła, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie płacz, no, każdy teraz za kimś tęskni. Itachi aż zamknął się w swoim pokoju. Taki mały przykład, abyś dała mi możliwość pójść spać.
- Pomyślę czym jest tęsknota - powiedziała filozoficznie, parsknęła tylko i spojrzała na Nejiego widząc, że nie czas na dłuższe rozmowy. - Umyj się i idź spać - odezwała się, chowając się w kuchni.
Słyszał tylko, że coś wyciągała. Zrobił jak mu kazano. Jeszcze myśląc jak wiele rzeczy zmieniło się przez te kilkanaście lat. Ile sam zmienił i dostrzegł czym jest tak naprawdę życie. Był z siebie dumny, że osiągnął aż tyle. Chociaż kosztem dużej ilości głupot. Jednak mając przyjaciół i rodzinę mógł żyć godnie, każdego dnia, wprawdzie obawiał się jutra, niemniej najgorsze było za nimi.
