Rozdział szósty

Peeta

Jutro wraz z Hadley wychodzimy na arenę. Zostało nam kilka godzin na ostatnie przygotowania z Katniss, Haymitchem i Effie i nasze wywiady. Potem musimy po prostu wytrwać jak najdłużej od pozostałych dwudziestu dwóch trybutów, którzy zrobią wszystko, żeby nas zabić.

Przez ostatnie kilka dni niemal pogodziłem się ze świadomością, że mogę nie przeżyć. Na początku nawet o tym nie myślałem – byłem rozkojarzony przez przebywanie w towarzystwie Katniss i wiarą w to, że może jednak się uda. Ale zajęcia szkoleniowe sprawiły, że znowu jestem świadom swojej własnej śmiertelności i dotarło do mnie, że bez względu na to czego się nauczyłem i co powtarzali nam Haymitch i Katniss ja i tak mogę nie dożyć pojutrza. Ale pogodziłem się z tym.

Ponieważ dzisiaj wyjawię Katniss co do niej czuję i, chociaż wiem, że mogę nie dożyć do końca, jeśli umrę to przynajmniej nie będę niczego żałował.

Poranek spędzam z Effie która jest w niesamowicie świetnym nastroju. Lubię Effie, ale czasami wydaje mi się, że coś z nią nie w porządku. Nie wiem jednak, co. Powtarza ze mną co i jak mam powiedzieć, ale w końcu stwierdza, że nie potrzebuję więcej przygotowań.

-Nie potrafię ubrać w słowa tego jak bardzo jestem podekscytowana tym, że w tym roku miałam dwójkę niezwykle grzecznych trybutów. Potraficie zachować się przy stole i tak dobrze się wysławiacie. Cóż Hadley zawsze wie, co powiedzieć, kiedy się odzywa, ale jest taka małomówna. Cóż tym razem, jeśli coś powie wysłucha jej cały kraj.- Szczebiocze Effie. Chyba nie obchodzi jej to, że w zasadzie jej nie słucham. Chyba mówi dlatego, że lubi słuchać samej siebie. Podchodzi do mnie i odgarnia mi z czoła włosy, które natychmiast wracają na miejsce. - Jesteś takim miłym chłopcem. Potencjalni sponsorzy będą cię uwielbiali.

Kiwam głową. Taką mam nadzieję. Sponsorzy są moją jedyną szansą na przeżycie tej gry.

-Dzięki Effie. Naprawdę doceniam pomoc jakiej mi udzieliłaś przez ostatnie kilka dni.-Mówię.

Jest wyraźnie zaskoczona moimi słowami. Uśmiecha się do mnie a ja jestem zaskoczony jak ładnie i młodo wygląda, kiedy reaguje jak zwykły człowiek.

-Po raz pierwszy słyszę takie słowa od trybuta.-Pociąga nosem. Przerywa z lekkim błyskiem w oku. Wiem, że jest świadoma tego, że Kapitol z pewnością nas podsłuchuje. -Moim zadaniem jest byś pokazał się z jak najlepszej strony, kiedy wyjdziesz na arenę. Wiedz, że wszystko, co robię, robię z myślą o tobie, bez względu na to, jak dziwna mogę ci się czasami wydawać. I niech los ci zawsze sprzyja. Peeto Meelark.

Moment zostaje przerwany przez nadejście Haymitcha, który wpada bez pukania do mojego pokoju. Effie patrzy na niego z oburzeniem.

-Idź sobie Effie.- Burczy Haymitch. - Teraz twoja kolej na spotkanie z Małą. Poćwicz z nią chodzenie na obcasach albo coś takiego. - Effie mrozi go wzrokiem, ale wychodzi. Nadal ma bzika na punkcie punktualności. Kiedy znika Haymitch wskazje głową sufit co oznacza, że mam iść z nim na dach.

-Gdzie jest Katniss?- Pytam kiedy tylko wychodzimy na dach. - Myślałem, że dzisiaj przygotowujecie nas razem.- Patrzy na mnie zbolały i pociera oczy starając się wziąć się w garść.

-Ona...odpoczywa. A ja muszę powiedzieć ci coś ważnego. Coś czym nie możesz podzielić się z nikim innym.- Nie mam pojęcia, o co mu chodzi, ale kiwam głową. - Kapitol jest wkurzony na Katniss.

Jestem zaskoczony jego słowami.

-Jak to? Co ona, im zrobiła? Przez cały tydzień prawie nie wychodziła z mieszkania.

-Nie dzisiaj. Nie w tyn tygodniu. W zeszłym roku. Podczas swoich igrzysk. Zrobiła coś, przez co Snow myśli, że ona specjalnie stara się podburzyć naród przeciwko Kapitolowi, chociaż ona w życiu, by o tym nie pomyślała. Po punktach jakie przyznali wam Organizatorzy i dzięki plotkom, które słyszałem jestem prawie pewien, że coś szykują, żeby się na niej zemścić, Żeby zemścić się na nas wszystkich.- Opowiada mi o wszystkim co zrobiła Katniss i co Kapitol mógłby odczytać jako próby wzniecenia zamieszek i, chociaż wydaje mi się dziwne, że Kapitolowi nie podoba się coś takiego jak zwykła ludzka dobroć, pomysłowość i siła mogłyby kogokolwiek zdenerwować rozumiem dlaczego ktoś tak przyzwyczajony do manipulowania ludźmi jak Snow wziąłby jej zachowanie za oznakę buntu.- Po prostu wiedz, że Organizatorzy prawdopodobnie postarają się postawić ciebie i Hadley w trudniejszej sytuacji niż resztę trybutów. Skupią się na was bardziej niż na innych.

-Dlaczego mi pan o tym mówi? Nie takiej rozmowy oczekiwałem. - On milczy przez chwilę a ja nabieram podejrzeń, że nie spodoba mi się to co ma mi do powiedzenia.

-To tylko początek. Finnick Odair jest ulubieńcem Kapitolu.- Zaczyna. Jestem zaskoczony nagłą zmianą tematu, ale mu nie przerywam. - Jego zwycięstwo było objawieniem i Kapitolińczycy nie mieli go dosyć. Był ich Złotym Dzieckiem aż skończył siedemnaście lat. Wtedy stał się ich Złotym Mężczyzną. Zauważyłeś, że zawsze podczas wywiadu albo, kiedy wraca na Igrzyska jako Mentor jest z, nim inna kobieta?- Kiwam głową.- Dzieje się tak dlatego, że, za to płacą. Rozumiesz o czym mówię?

Zastanawiam się nad tym przez chwilę aż w końcu dociera do mnie co ma na myśli Haymitch. Ktoś sprzedaje Finnicka Odair temu, kto jest gotów zapłacić za niego najwyższą cenę.

-Chodzi o...Ma pan na myśli...seks?- Pytam ostrożnie a on kiwa głową. - Co u diabła? Kto zrobiłby coś takiego?- Haymitch sięga po piersiówkę Przez chwilę mam ochotę zabrać mu ją i samemu się napić.

-Dla Snow'a to nie problem. Finnick nie zrobił nic złego. Po prostu był lubiany przez ludzi bardziej niż którykolwiek inny triumfator przed, nim. Na ulicach wybuchały zamieszki, kiedy się gdzieś pojawiał a kobiety mdlały na jego widok. Szychy z Kapitolu stwierdziły, że nie można mu pozwolić na normalny związek, ponieważ nie spodoba się to ludziom. Kobiety i mężczyźni mieli prawdziwą obsesję na jego punkcie. Więc zaczęli mu grozić. Uspokój mieszkańców Kapitolu albo zapłaci, za to twoja rodzina. Kapitol nie żartuje w tych sprawach. Finnick wybrał opcję, która ochroniłaby jego rodzinę.

-Więc on...Zgodził się sypiać z ludźmi, żeby ochronić rodzinę? Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną i Katniss?

-Kiedy powiedziałem jej wczoraj o swoich podejrzeniach, zdenerwowała się i zamknęła w swoim pokoju. Od tamtej pory jej nie widziałem. Myślę, że na razie lepiej jest zostawić ją w spokoju. Nie zdążyłem jednak powiedzieć jej najważniejszego, tego ze wiem doskonale jak działa Kapitol. Byłem tego świadkiem. Nie każdy Triumfator jest zmuszony robić to, co Finnick – chociaż Finnick nie jest pierwszym, którego to spotkało – są inni, z których Kapitol nie był zadowolony, więc ich kontroluje i niszczy. Chyba, że zmienisz się w morflinga albo pijaka. Wtedy przestajesz ich obchodzić.

Kiedy Haymitch mi to mówi zaczynam rozumieć, że on nie używa alkoholu, by zapomnieć o swoich igrzyskach. W ten sposób udaje mu się trzymać Kapitol z daleka.

-Kapitol woli niekończące się tortury od szybkiego załatwienia sprawy.- Kontynuuje i coś mi mówi, że sam się z tym zetknął, ale nie jestem na tyle odważny, żeby spytać. - Nie miałem serca jej mówić, że jej prawdziwą karą za wyimaginowany bunt, będzie bycie zmuszoną do tego co robi Finnick.

Milknie na chwilę żebym zrozumiał powagę sytuacji. Widzę jak sam zaciska szczękę ze złości. Moje serce zamiera a krew wrze, kiedy to wszystko do mnie dociera, ale zmuszam się, żeby go dalej słuchać.

-Słyszałem plotki. Ale myślałem, że to tylko plotki. Kiedy jednak zobaczyłem waszą punktację wszystko się potwierdziło. Zniszczą was, a potem zabiorą się za nią. I jeśli ją zmuszą zrobi wszystko czego będą chcieli. Będzie tego nienawidzić i przeklinać Kapitol przez resztę życia, ale zrobi to. Kapitol wie, że rodzina jest jej słabą stroną. Wystarczy, że zagrożą jej, że zabiją jej siostrę, a jestem pewien, że tak właśnie zrobią biorąc pod uwagę fakt, że wzięła udział w igrzyskach, żeby ją chronić, a ona zrobi dla nich wszystko. Nasza Katniss jest lubiana przez ludzi. Nie tak bardzo, jak Finnick, ale tutejsze szychy nienawidzą jej wystarczająco mocno, żeby zmienić ją w kolejną zabaweczkę, kiedy tylko skończy osiemnaście lat. To ostateczna forma upodlenia.

Duszę się ze złości i zaciskam pięści. Kapitol ma zamiar zmienić dziewczynę którą kocham w prostytutkę.

-Dlaczego mi pan to mówi? Co ja mam z tym zrobić? Jutro wychodzę na arenę!

-Pamiętasz jak ci mówiłem, że Kapitolińczycy uwielbiają stare romanse? Cóż od tamtej pory sprawy trochę się skomplikowały. Teraz twoja miłość do niej jest jedyną rzeczą, która może ją ocalić.


Po rozmowie z Haymitchem nie potrafię zebrać myśli. Ale muszę zapanować nad wściekłością. To czego ode mnie wymaga jest teraz ważniejsze niż kiedykolwiek. Jeśli mieszkańcy Kapitolu mnie pokochają a mnie uda się ich przekonać jak bardzo kocham Katniss, być może uda się nam zapobiec temu, że zostanie sprzedana. Haymitch twierdzi, że oni nienawidzą, kiedy ktoś rozdziela pary, które kochają, jeśli wziąć pod uwagę żałosne kapitolińskie opery mydlane. Oczywiście to oznacza, że muszę przeżyć igrzyska, czego niestety nie mogę zagwarantować. Na razie, więc to on musi odwalić większą część roboty.

Muszę się z nią zobaczyć. Ona może nie chcieć mnie widzieć, ale zawsze mogę ją do tego zmusić, w końcu to dzień przed Igrzyskami a ona jest moją Mentorką. Wycieram dłonie w spodnie i pukam do drzwi jej sypialni. Nie odpowiada. Pukam jeszcze raz. Słyszę jak coś z hukiem uderza o drzwi, które stają otworem i stoi w nich ona mrożąc mnie wzrokiem z nachmurzoną twarzą,

-Czego chcesz?- Syczy. Cofam się słysząc jad w jej głosie. Podejrzewałem, że będzie wściekła po tym co powiedział jej Haymitch, ale tego się nie spodziewałem.

-Ja...cóż...Chciałem z tobą porozmawiać. O Igrzyskach. Ominęły cię poranne przygotowania.

-Jestem pewna ze Haymitch wszystkim się zajął.-Mruczy.

Nadal blokuje sobą wejście. Jedną ręką trzyma się framugi a drugą zacisnęła na krawędzi drzwi. To właśnie ta dłoń uświadamia mi jej stan. Jej palce zaciskają się na drzwiach tak mocno, że aż zbielały jej kłykcie widzę jak bardzo są napięte. Jest rzeczywiście zasmucona i robi wszystko, żeby to ukryć. Cieszę się, że jej się to udaje. Prawie.

-Chciałem porozmawiać z tobą. Jesteś...o wiele bardziej przyjacielska niż Haymitch.

Katniss sarka słysząc to, ale widzę jak jej spojrzenie łagodnieje. Po chwili otwiera szerzej drzwi. Potrżąsam głową

-Może wyjdziemy na zewnątrz? Przyda ci się trochę świeżego powietrza.-Proponuję.

Patrzy na mnie dziwnie, dopóki nie dociera do niej co mam na myśli. Kiwa głową, wychodzi z pokoju i idziemy razem na dach.

-Mądrala z ciebie Peeto Mellark. - Stwierdza. - Skąd wiedziałeś, że tutaj nikt nas nie obserwuje?

-Cinna o tym wspominał.- Wolę nie mówić jej ze to był Haymitch. Katniss kiwa głową i przez chwilę spaceruje dotykając kwiatów i krzewów.

-Więc o czym chciałeś rozmawiać?-Pyta. Kurczę o tym nie pomyślałem. Milczę przez chwilę starając się znaleźć dobry temat.

-Chciałem zasięgnąć twojej opinii na temat tego jak Haymitch nakazał mi zachowywać się w czasie mojego wywiadu.-Blech. To jedyne co przychodzi mi do głowy.

-Myślałam, że wszystko już ustalone. Będziesz starał się wszystkich zauroczyć, ponieważ tak łatwo ci to przychodzi? - Pyta. Uśmiecham się, kiedy wpada mi do głowy pewien pomysł.

-Myślisz, że jestem uroczy, Katniss?- Zauważam błysk w jej oczach, zanim odwraca wzrok.

-A co mnie do tego? I tak nie mogę cię sponsorować.

-Mimo to chciałbym poznać twoją opinię.

Katniss wzdycha i krzyżuje ramiona wyraźnie sfrustrowana. Boże, czy to źle, że uważam, iż jest szalenie seksowna, kiedy się złości?

-Tak Peeto, uważam, że jesteś niezwykle uroczy. Jako twoja Mentorka uważam, że powinieneś starać się to wykorzystać w czasie wywiadu. Uśmiechaj się. I czasami patrz na ludzi kątem oka.-Nie mogę się powstrzymać i uśmiecham się szeroko patrząc na nią kątem oka. Podoba mi się to, że to zauważyła. - Właśnie tak. Mieszkańcom bardzo się to spodoba.

-W porządku. Mentor ma zawsze rację, prawda? Mogę zapytać o coś jeszcze?

-Strzelaj.

-Co myślisz o szczerości?

-O co ci chodzi?

-Czy mam być całkowicie szczery w czasie mojego wywiadu z Ceasarem?

-Tak myślę. Chyba, że masz coś do ukrycia.

-Nie Katniss. Nie zamierzam niczego ukrywać. Będę całkowicie szczery w czasie mojego wywiadu.- Przyglądam się jej uważnie mając nadzieję, że ona zrozumie, że, kiedy powiem całemu światu, że jestem w niej zakochany to będzie, to najszczersza prawda. Katniss wzrusza ramionami, nie jest jeszcze świadoma jakie to wszystko jest ważne.

-W porządku, więc. Czy chciałeś ode mnie czegoś jeszcze?-Widzę jak znowu się zamyka i czuję jak wyrasta między nami mur. Widocznie udało mi się odwrócić jej uwagę tylko na tę krótką chwilę.

-Nie, to wszystko. Dziękuję ci za czas, który mi poświęciłaś.-Odpowiadam.

Katniss schodzi z dachu zostawiając mnie samego z moimi myślami i z nadzieją, że porady Haymitcha pozwolą mi jej pomóc.


Resztę popołudnia spędzam pod opieką ekipy przygotowawczej. Póki co udało mi się utrzymać wściekłość i irytację pod kontrolą i muszę się starać aby tak było nadal. Nie mogę dać po sobie znać w czasie mojej rozmowy z Ceasarem co tak naprawdę myślę o Kapitolu. Cinna wydaje się coś podejrzewać, kiedy ubiera mnie w przygotowany przez siebie strój, ale nic nie mówi. Bardzo zaprzyjaźnił się z Katniss i zastanawiam się czy powiedziała mu co wie. Wiem, że wcześniej pomógł jej się przygotować. Był jedyną osobą którą wpuściła do swojej sypialni po naszej rozmowie. Na pewno zauważył jaka jest wściekła po wszystkim co powiedział jej Haymitch. Cieszę się jednak, że nie dowiedziała się wszystkiego, ponieważ, wtedy byłoby dziesięć razy gorzej.

-Dobrze Peeto, jesteś gotowy. - Mówi Cinna odwracając mnie do lustra.

Ekipa przygotowawcza sprowadziła mnie do zerowego poziomu upiększenia, żeby pozbyć się tych kilku siniaków, których nabawiłem się podczas szkolenia i zaczesała mi włosy na gładko z dala od twarzy. Wyglądam..., inaczej. Osobiście wolę bardziej swobodną fryzurę, ale, z drugiej strony nie wiem nic o włosach. Jeżeli, natomiast chodzi o mój strój...

Cinna ubrał mnie w ciemnoszary garnitur, który wygląda jak popiół osiadający na świeżo wygasłym ognisku. Pod spód włożyłem czarną koszulę w delikatne pomarańczowe prążki. Nie założyłem krawata i Cinna kazał mi odpiąć górny guzik koszuli. Wyglądam na o wiele bardziej przystojnego niż jestem w rzeczywistości. Szarość i czerń świetnie nawiązują do stroju, który miałem na sobie podczas Ceremonii Otwarcia i dziwię się talentowi Cinny do tego co robi.

-Wszystko wygląda niesamowicie, Cinno. Dziękuję. Mam nadzieję, że to zrobi niesamowite wrażenie na sponsorach.- Mówię. A on się uśmiecha.

-Dziękuję Peeto. Jestem pewien, że zrobisz piorunujące wrażenie nie tylko na sponsorach.- Patrzę na niego zdziwiony, ale on tylko się uśmiecha. Cinna jest geniuszem, ale czasami bywa dziwny. Milczy przez kilka minut, a potem odzwywa się cicho, tak cicho, że ledwie go słyszę.

-Słyszałeś o Katniss?-Pyta.

Odwracam się i mrożę go wzrokiem. Jeżeli on ma na myśli to, co myślę, że ma to mój pokój zdecydowanie nie jest miejscem na taką rozmowę. Kiwa ze zrozumieniem głową i prowadzi mnie za łokieć do łazienki, gdzie odkręca do oporu kurki zlewu i prysznica.

-Nie ma tutaj żadnych podsłuchów, ale te w sypialni zdolne są wyłapać głos, jeśli nie zagłusza go woda.- Wyjaśnia szybko, ale w zasadzie go nie słucham.

-Ty też wiesz o Katniss? Haymitch ci powiedział?

-Nie. Słyszałem te same plotki co on. Jeżeli powiedział tobie, to znaczy, że sprawa jest poważna. Oznacza to także, że ci ufa. Więc chcę żebyś wiedział, że cokolwiek wymyślicie...jestem z wami.

-O co ci chodzi?-Pytam. On wzdycha i opiera się o blat.

-Wiem, że Haymitch nie dopuści do tego, by coś takiego spotkało Katniss. Ja również nie zamierzam na to pozwolić. Czuję, że ty masz podobne odczucia i dlatego wyczułem, że coś ci powiedział. Musisz, więc wiedzieć, że całkowicie poprę każdy plan mający na celu uchronienie Katniss przed okropieństwami, które planuje dla niej Kapitol.

Milczę przez chwilę starając się zrozumieć co chce mi powiedzieć Cinna.

-Nie wiem, co mógłbym zrobić, Cinno. Jutro wychodzę na arenę, gdzie mam walczyć o życie. Jestem dla was kompletnie bezużyteczny.

-Świat nie kończy się jutro. Na pewno coś wymyślisz. Myślę, że masz wystarczająco dużo motywacji, żeby wrócić do domu,- Odpowiada Cinna.

-A pozostali trybuci nie są wystarczająco zmotywowani?- Nie rozumiem w czym różnię się od innych.

-Są. Ale nadal uważam, że masz coś w sobie. I, że jesteś zdolny zrobić dla Katniss więcej niż ci się wydaje.

Bierze głęboki wdech i kontynuuje.

-Czy Haymitch opowiadał ci o swoich Igrzyskach?-Potrząsam głową.-Jeżeli będziesz miał szansę obejrzyj je. Jestem pewien, że Effie będzie w stanie zdobyć dla ciebie odpowiedni materiał. Powiedz jej, że chcesz się lepiej przygotować. Trybuci z innych Dystryktów robią tak cały czas. Jeśli dowiedzą się potencjalni sponsorzy to może ci pomóc, bo pomyślą, że okazujesz inicjatywę. Jak już je obejrzysz poproś, żeby ci opowiedział o tym co zrobił mu Kapitol. Wtedy zrozumiesz dlaczego Haymitch zrobi wszystko, żeby tylko Katniss nic się nie stało.

Mój umysł zdecydowanie nie może pojąć większego natłoku informacji, a ja nie mam nic sensownego do powiedzenia. W końcu jednak potrząsam z niedowierzaniem głową.

-Miałem rację. Rzeczywiście masz jakiś plan.- On chichocze cicho i kiwa głową.

-Tak. Chociaż na razie nie wiem jeszcze, co to za plan. Mam jednak nadzieję, że niedługo się dowiem.

-Cóż...Postaram się powiadomić Haymitcha, że...jest jesteś po naszej stronie. Poza tym jedyne co mogę powiedzieć to to, że dzisiaj robię pierwszy krok w celu wypełnienia mojej części planu.- Cinna przygląda mi się ciekawie, ale nie pyta o szczegóły za co jestem mu wdzięczny. Naprawdę nie chcę już myśleć o tym co za chwilę ogłoszę całemu światu.

Zakręcamy wodę i wychodzimy z mojej sypialni. Po wszystkim jestem jeszcze bardziej zdenerwowany i naprawdę chciałbym mieć już ten wywiad za sobą. Dołączamy do reszty grupy w korytarzu mieszkania i muszę pogratulować Portii i Cinnie ich pomysłów na nasze stroje na ten wieczór. Hadley wygląda niesamowicie i na o wiele więcej niż jej czternaście lat. Portia ubrała ją w szarą suknię bez rękawów przetykaną pomarańczowymi prążkami podobnymi do tych na mojej koszuli. Góra przylega do jej ciała a dół srebrzyście opada do jej kolan niczym dym. Jednak, chociaż Hadley wygląda wspaniale Katniss wygląda po prostu nieziemsko. Muszę siłą powstrzymywać moją szczękę, żeby nie opadła.

Suknia ma odcień czerwieni charakterystycznej dla Dziewczyny Igrającej z Ogniem. Jest długa i trochę ciągnie się za nią po ziemi. Tył jest wycięty tak nisko, że muszę się powstrzymać, żeby nie dotknąć wgłębienia w dole jej kręgosłupa a przód ma szeroki dekolt sięgający jej obojczyków i zakończony krótkimi rękawkami, które zakrywają jej ramiona. Jej włosy zostały zaplecione w misterny warkocz a makijaż oczu jest ciemny i przydymiony. Wygląda niebezpiecznie. Wygląda jakby chciała powiedzieć, że nikt nigdy nie będzie zdolny mówić jej co ma robić. Wygląda jakby chciała przeciwstawić się każdemu i robić tylko to, na co sama ma ochotę.

Wygląda niewiarygodnie.

Cinna zajmuje się Katniss. Portia zajmuje się Hadley a ja mam czas, żeby porozmawiać z Effie. Jest trochę zdziwiona moją prośbą, ale obiecuje, że taśmy z lat o, które ją poprosiłem będą na mnie czekały po powrocie.

Prowadzi nas na dół za kulisy amfiteatru, w którym odbędą się wywiady. Katniss. Effie i Cinna zostawiają nas tam i idą dołączyć do reszty ekip pomocniczych siedzących na widowni. Hadley i ja zostajemy sami z innymi trybutami, którzy, sądząc po rzucanych nam spojrzeniach, nadal żywią do nas urazę. Czułem to cały tydzień podczas szkolenia. Wiem, że jesteśmy ich Najważniejszym Celem.

Dystrykt Dwunasty jest zawsze ostatni, więc Hadley i ja przyglądamy się zza kulis wywiadom z innymi trybutami.

Inni trybuci mają różne osobowości i strategie przypodobania się publiczności. Chłopak z Jedynki, Gage, jest tak samo arogancki i pewny siebie jakim pamiętam go z Dożynek. Dziewczyna z Czwórki jest złośliwa i przebiegła, co sprawia, że jej imię, Wylee, świetnie do niej pasuje. Mała dziewczynka którą zauważyłem na materiale z Dożynek, Neve z Ósemki, jest wcieleniem niewinności. Wreszcie wywołują imię Hadley, która patrzy na mnie przez moment przed wyjściem na scenę. Ściskam jej dłoń, żeby życzyć jej powodzenia i wychodzi na scenę.

Radzi sobie całkiem nieźle. Nigdy nie mówiła zbyt wiele, ale z Ceasarem radzi sobie całkiem dobrze, dając wrażenie małej dziewczynki o stalowym kręgosłupie. Zdecydowanie zdobyła dzisiaj kilku fanów. W głębi duszy wiem, że Hadley będzie twardą zawodniczką.

W końcu Ceasar wymawia moje imię i wychodzę na scenę pełną świateł. Amfiteatr jest wypełniony tysiącami ludzi. Podnoszę rękę, macham i tłum szaleje. Przyglądam się kilku pierwszym rzędom i odnajduję moją ekipę. Zapamiętuję, gdzie siedzą, żeby móc w czasie wywiadu ukradkiem na nich spoglądać i sprawdzać jak mi idzie. Ceasar zaprasza mnie bliżej i podaje mi dłoń. Po kilku entuzjastycznych uściskach mojej dłoni zaprasza zebym usiadł.

-Peeta! Peeta Mellark, jak się masz? Jak traktują cię mieszkańcy Kapitolu?- Pyta.Uśmiecham się.

-Dobrze, bardzo dobrze Panie Flickerman.- On uśmiecha się i macha ręką.

-Ależ przestań Peeta. Jesteśmy przyjaciółmi. Proszę cię, mów mi Ceasar.- Odwraca się ku publiczności,-Cóż za uroczy chłopiec!-Widzowie wiwatują w odpowiedzi.

-Dziękuję Ceasarze. Moja opiekunka, Effie Trinket, uważa, że maniery są bardzo ważne.-Mówię i uśmiecham się do Effie. Widzę zaskoczenie i zachwyt na jej twarzy, kiedy macha wesoło do publiczności. Jest zachwycona swoim momentem sławy.

-O tak, Panna Effie Trinket. Jest po prostu urocza, zdecydowanie trafiliście na wspaniałą Opiekunkę Dystryktu.-Przesuwa się opierając łokieć na kolanie. - A, więc Peeto, przejdźmy do sedna sprawy. Co zrobiło na tobie największe wrażenie, odkąd tu przyjechałeś?

Milczę przez chwilę jak, gdybym długo szukał odpowiedzi.

-Cóż, Kapitol jest inny niż mój dom, Ceasarze.- Naprawdę chcę powiedzieć To, że cieszy was coś tak brutalnego, jak Igrzyska przyprawia mnie o mdłości.

-Naprawdę?-Pyta zaintrygowany. - Opowiedz nam o tym.- Postanawiam to wykorzystać. Jestem pewien, że Ceasar doceni drugiego artystę.

-Na przykład prysznice. Nigdy nie miałem w domu prysznica. Nigdy też nie pachniałem różami.- Mówię żartobliwie. Ceasar unosi brew i wybucha śmiechem.

-Różami, powiadasz?- Pyta.

-Tak, pachnę różami. Nie mam pojęcia, po co są te wszystkie guziki pod prysznicem i przypadkiem przycisnąłem jeden, który spryskał mnie takim dziwnym mydłem. Teraz pachnę jak różany ogród. Proszę, powąchaj mnie.- Pochylam się a on wącha moje ramię.

-Ach! Rzeczywiście pachniesz jak róże.- Śmieje się razem z publicznością.- Pomijając róże...Peeto jesteś przystojnym młodym mężczyzną...-przerywa a kobiety na widowni wiwatują.- Ktoś tutaj na pewno się ze mną zgadza. Ale ja tak się zastanawiam czy w domu nie czeka na ciebie jakaś dziewczyna?

Niemal spadam z fotela. Ceasar sam poddał mi temat, zanim miałem okazję o tym pomyśleć.

-Ach...nie. Niestety, nie.

Ceasar wzrusza ramionami a widownia wzdycha smutno.

-Na pewno? Nie ma tam nikogo na kim mógłbyś zawiesić oko?

Cóż nie pozostaje mi nic innego jak po prostu zrobić to, co sobie zaplanowałem, nie będzie lepszego momentu. Spoglądam ukradkiem na Haymitcha, który wydaje się tak samo zaskoczony, jak ja tym jak łatwo mi idzie.

-Cóż Cesarze...wydaje mi się, że jest pewna dziewczyna, która podoba mi się od jakiegoś czasu, ale przez długi czas wydawało mi się, że ona nawet nie zdaje sobie sprawy z mojego istnienia przynajmniej aż do tego tygodnia.-Informuję go.

Kątem oka spoglądam na Katniss i chociaż zwykli ludzie by tego nie zauważyli ja wiem. Spędziłem zbyt wiele czasu obserwując ją i wiem, że jest zła. Nie jestem tylko pewien dlaczego, ponieważ wydaje mi się, że wywiad idzie mi całkiem nieźle. Ceasar klaszcze w dłonie uszczęśliwiony.

-Ach, wiedziałem! Kiedy wygrasz igrzyska możesz wrócić do domu i przekonać ją, żeby była twoja. Triumfatorom się nie odmawia.

Potrząsam smutno głową.

-To nie jest takie proste, Ceasarze. Bo widzisz, dziewczyna, o której mówię ma bardzo silną wolę i prawdopodobnie nie uważałaby związku ze mną za stosowny. Innym też, to by się za bardzo nie spodobało.

Ceasar macha ręką.

-To co myślą inni nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, że jeśli wygrasz...na pewno uda ci się ją zdobyć. Nie będzie w stanie ci odmówić.

Wzdycham głęboko. Nadszedł ten moment.

-Cóż...powiedz mi szczerze Ceasarze co myślisz o tym. Co byś sobie pomyślał, gdybym ci powiedział, że dziewczyna, o której mówimy przyjechała tutaj ze mną jako...jako moja Mentorka?

Na sali zapada grobowa cisza.