Epizod 6

BLETCHLEY, WIELKA BRYTANIA

Kto zrobił pierwszy krok? Na pewno ty. Oczywiście, że ty.

Sherlock…

Niewyraźnie pamiętam, jak jechaliśmy taksówką. Grała muzyka z radia. Podałeś adres: Baker Street 221 b… Otworzyłeś drzwi mieszkania i zaprosiłeś mnie do środka. Twoje mieszkanie…
Powiedziałeś, że teraz będę tu mieszkał – wymagasz ochrony dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jest jeszcze pokój na górze, ale…

- Raczej nie będzie ci potrzebny, John.

Nie zaprzeczałem i nie zadawałem pytań. Po raz pierwszy w życiu straciłem wolną wolę. To zaczęło się jeszcze w Bletchley, kiedy cię zobaczyłem.

Przeszliśmy z Gregiem badania medyczne – tak jak przypuszczałem, bezproblemowo. Przebywaliśmy w Barts zaledwie dwa dni i zaczęliśmy szykować się do powrotu do Bletchley Park. Zajrzał do nas Mike Stamford, żeby życzyć powodzenia. Potem Lestrade długo i niezgrabnie żegnał się z doktor Hooper, próbując wyprosić od niej numer telefonu. Dziewczyna rumieniła się, mamrocząc coś niedorzecznie. Numeru zresztą i tak nie dała. Mój przyjaciel stracił humor, ale zdołałem go przekonać, że teraz, kiedy nas czeka… Co właściwie? Co by to nie było, jesteśmy gotowi. Na wszystko. A przede wszystkim, jesteśmy gotowi poświęcić życie.

Tak więc wracamy do Bletchley i zaczyna się najważniejsze. To, po co tutaj jesteśmy. To, na co tak czekaliśmy. Greg i ja już nie jesteśmy kandydatami. Stajemy się częścią MI5. Wiedza, jaką zdobywamy, jest bezcenna. Podobnie jak nawyki – unikalne, budzące niepokój nawet w nas, doświadczonych żołnierzach. Dowiadujemy się, jak zabijać gołymi rękami. Jak zadawać i wytrzymywać tortury. Uczymy się posługiwać fenomenalnie skonstruowanymi technicznymi wynalazkami: środkami łączności i bronią, stworzoną, by natychmiast niszczyć cel – z bliskiego i dalekiego dystansu, żywy i nieożywiony. Uczymy się, jak ujawniać, unieszkodliwiać i demoralizować przeciwnika. Opanowujemy systemy szyfrowania i metody kodowania danych…

Szeroki potok informacji, intensywny trening – szczują nas, jak bojowe psy na zdobycz. Uczą rozpoznawać, brać trop i rozrywać na kawałki. W ciągu kilku tygodni przeobrażamy się. Nikt – nawet Greg – nie zadaje już sobie pytań, co tu robimy. Rwiemy się na polowanie. Pragniemy krwi. Zapominamy, że przyszliśmy tutaj, żeby chronić, a nie zabijać. Niebawem każdy z nas wybierze specjalizację. Ja jeszcze się nie zdecydowałem, ale jestem pewien, że chcę być w centrum wydarzeń. Pracować „w terenie" – na ulicach, gdzie jest niebezpiecznie.

Zbliża się koniec szkolenia.

I wtedy pojawiasz się ty.

Sherlock…

Zwykłe audytorium. Żadnych monitorów, urządzeń technicznych, kart elektronicznych i projektorów. Na ścianie wisi przedpotopowa tablica, na jakiej pisze się kredą. Zdaje się, że w dzieciństwie moich rodziców już takich nie było. Krzesła, stoły, katedra. Nasza grupa czeka na nowego wykładowcę. Powiedziano nam, że ten człowiek nauczy nas myśleć. Kurs specjalistyczny. Pamiętam, że usłyszawszy to, mruczeliśmy tylko z rozbawieniem, skrywając drwiące uśmieszki. Kiwaliśmy głowami, nie wierząc własnym uszom. Okazuje się, ze przez całe życie nie potrafiliśmy myśleć. I opanujemy tę umiejętność dopiero teraz. My, już prawie agenci! Ja, John Watson, były chirurg wojskowy, uczestnik wojny w Afganistanie. Gregory Lestrade – niegdyś najlepszy inspektor Scotland Yardu… Pewnie czeka nas kolejna ezoteryczna paplanina w stylu psychologicznych testów Elli.

- Nazywam się Sherlock Holmes. Jestem konsultantem-analitykiem MI5. Nauczę was myśleć i podejmować decyzje. Uprzedzając pytania – tak. Jestem bratem sir Mycrofta Holmesa.

Wszyscy przycichli. Nikt nie wiedział, że wszechpotężny szef MI5 posiada jakichś krewnych. Młody Holmes nie jest podobny do swojego brata. Jednak nie myślę o tym, czując coś nieznanego, agresywnego, obcego: panikę. Moja zdolność do kontroli i sprzeciwu, moja wolność spada gdzieś w dół. Wolna wola zostaje sparaliżowana. Nie ma się czego uchwycić. Leci z prędkością światła i roztrzaskuje się gdzieś na dnie wodospadu. Wiem, że utraciłem ją na zawsze. Jest martwa. Wszystko, co mogę, to smakować, przetaczać na języku to imię.

Sherlock…

Czuję słodycz w ustach. Teraz widzę tylko ciebie: cały jesteś zbudowany z czerni i bieli. Obie te barwy są oślepiająco intensywne. Nie wchodzisz na katedrę, miotasz się po sali jak meteor – opowiadasz o swojej Metodzie. Określasz ją osobliwie kuszącym słowem „dedukcja". Obiecujesz, że dedukcja pomoże nam odróżniać swoich od obcych. Pojąć, kogo mamy przed sobą – przyjaciela czy wroga. Dedukcja opowie historię i doprowadzi do prawidłowych rezultatów. Ktoś z grupy prycha, ale Holmes… ale ty, Sherlock… Ty odszukujesz spojrzeniem Lestrade'a i oświadczasz: kiedy Greg był jeszcze chłopcem, dziadek nauczył go orientować się w lesie. Zaskoczony inspektor patrzy na mnie i głośno potwierdza, że Holmes ma rację. Że ty masz rację, Sherlock… Jestem pewien, że o tym nie było niczego w osobistych plikach Grega. To fakt, którego nie mogły ujawnić psychologiczne testy Elli. O tym wiedziałem tylko ja, kiedy Greg podzielił się ze mną wspomnieniem w chwili szczerości. Jak ty to zrobiłeś? Chcę wiedzieć o tobie wszystko. Jak pracuje twoja głowa. Jaki jest twój smak…

Zdejmujesz marynarkę, odwracasz się ku nam plecami i przyczepiasz do tablicy jakiś obrazek. Prosty wizerunek ulicy, ludzi, samochodów… Nie patrzę na niego. Nie mogę oderwać wzroku od twoich pośladków, ciasno opiętych tkaniną spodni. Nadal coś opowiadasz – słowa padają jak grad. Trwa to długo. Nie chcę, żebyś kończył mówić. Mów… Kocham twój głos…

Sherlock…

W audytorium panuje grobowa cisza. Działasz jak magnes. Jak wyładowanie elektryczne. Wydaje mi się, że słyszę buczenie – w powietrzu rozlewa się napięcie milionów wolt. Moje zmysły są wyczulone. Twoja obecność działa jak uderzenia prądem, coraz silniejsze. Dygoczę.

Jesteś zaaferowany, podwijasz rękawy, rozpinasz kołnierzyk śnieżnobiałej koszuli. Gorąco ci, Sherlock? Spociłeś się? Chcę się dowiedzieć, jak pachnie twój pot. Chcę wylizać twoje pachy i krocze. Kąsać i ssać cienką skórę na twojej szyi. Chcę, by twoje dłonie ścisnęły mój penis. Te ręce są stworzone do miłości, Sherlock. Do tego, żeby kochać mnie – i tylko mnie. Chce rozsunąć twoje pośladki i spróbować, jak smakujesz. Myślę, że będziesz słodki. Chcę wejść…

- John Watson! Niech się pan obudzi!