Trzydziestego pierwszego lipca, Harry obudził się około godziny dziesiątej, a nie jak zwykle o ósmej. Wstał sam i z lekkim ociąganiem ruszył swoje cztery litery z wygodnego łóżka, które zdecydowanie nie chciało go wypuścić. Wziął szybki prysznic, po czym ubrał się w krótkie czarne spodenki oraz biały t-shirt. Na nogi włożył skarpetki i czarne trampki. Wolnym krokiem ruszył schodami na dół.
Rezydencja Black'ów wyglądała teraz całkiem inaczej. Wyglądał teraz jak prawdziwy dom a nie obskurny, rozpadający się budynek. Stworek w końcu zaczął wykonywać swoją pracę tak jak należy. Wszystko było odświeżone i odkurzone, a nawet odmalowane. Schody, po których właśnie schodził już nie skrzypiały, a obrazy na ścianach dyskutowały z ożywieniem a nie jak wcześniej spały całymi dniami gdyż nie miały o czym rozmawiać. Zielonooki witał się z każdym mijanym obrazem, a w zamian otrzymywał krótkie pozdrowienia. Zatrzymał się dłużej przy największym z portretów.
- Witaj, Walburgo. - ukłonił się z szacunkiem. Portret Pani Black nie był już zasłonięty, a kobieta dumnie siedziała na wysokim krześle. - Wyglądasz pięknie, jak zawsze.
- Dzień Dobry, Harry. - powiedziała wyniośle, nieznacznie kiwając głową. - Wszystkiego najlepszego, chłopcze.
- Dziękuję, madame.
Wiedząc, że to koniec rozmowy, Potter ruszył dalej. Swoje kroki skierował się do jadalni połączonej z jasną kuchnią. Na dużym stole, dla sporej rodziny godnej Szlachetnej Rodziny Black'ów stało przyszykowane śniadanie, tort oraz trzy paczek.
- O świcie sowy przyniosły paczki dla Panicza Harry'ego. Stworek odebrał wszystkie pakunki oraz dwa listy. - powiedział skrzat, gdy tylko Harry usiadł przy stole.
- Dziękuję, Stworku. - odparł chłopak, po czym zabrał się za swoje śniadanie. Gdy skończył, brudne talerze zniknęły a zielonooki postanowił zacząć od listów. Pierwszy z nich był z Hogwartu i Wybraniec zerknął na niego tylko przez chwilę. Gdy będzie się wybierał na szkolne zakupy, wtedy postara się go przejrzeć dokładnie. Na drugi list, a raczej nadawcę głośno sapnął, jednak na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Delikatnie rozłożył pergamin i zaczął czytać.
Drogi Harry,Nie mam pojęcia, gdzie dokładnie się znajdujesz jednak mam nadzieję iż list znajduję Cię w dobrym zdrowiu. Nie jestem pewien czy mnie pamiętasz oraz czy dostałeś moje poprzednie list... Byłem przyjacielem twoich rodziców, Harry. A dokładniej twojego taty, choć w ostatnich latach nauki w Hogwarcie twoja mama również znalazła miejsce w moim sercu jako wierna przyjaciółka. Jestem Remus Lupin, jeden z trzech facetów, który uczył Cię chodzić...
Gdy Harry przeczytał zdanie, jego umysł zalały wspomnienia.
- No dajesz, Harry! - powiedział głośno Lupin, z uśmiechem na ustach. Wilkołak kucał niecałe dwa metry od jego małej wersji, przytrzymywanej przez James'a. Jego ojciec również się uśmiechał.
Po chwili roczny chłopiec zaczął niepewnie choć już samodzielnie stawiać kroki w stronę mężczyzny, od którego dostał list. Syriusz natomiast latał dookoła nich z czarodziejskim aparatem i uwieczniał historyczną chwilę. Po ciężkich przeżyciach, jak pomyślał jedenastoletni Harry... jego młodsza wersja w końcu dotarła do celu. Remus porwał chłopca w ramiona i okręcił się w raz nim wokół własnej osi, śmiejąc się przy tym szaleńczo. To również Syriusz zdołał uwiecznić.
Ale wracając. Chciałbym życzyć Ci wszystkiego najlepszego, Harry. Jestem pewny, że dostałeś również list z Hogwartu. Chciałbym widzieć Cię teraz i cieszyć się twoim szczęściem, szczeniaku. Mogę jedynie powiedzieć, że ja, jak i twoi rodzice jesteśmy z Ciebie bardzo dumni. Niezależnie od tego, jaki teraz jesteś... zawsze będę z Tobą.
Zawsze Twój,
Remus Lupin.
Harry miał łzy w oczach. Czy w tamtym życiu również dostawał listy od Remus'a? Teraz nie mógł tego sprawdzić, ale niezmiernie się cieszył że jeden z najlepszych przyjaciół jego ojca pamiętał o nim. Zielonooki zerwał się z miejsca, prosząc Stworka o pergamin oraz pióro z atramentem. Odpiszę dla Lupin'a i może razem z nim uda im się oczyścić Syriusza z zarzutów.
Napisał krótki list, wyjaśniający z grubsza gdzie się znajduję. Miał cichą nadzieję, że zachęta w formie informacji o otwartej sieci Fiuu zachęci jego przyszywanego wujka do odwiedzin. Zaśmiał się, gdy przelotnie przypomniał sobie jak nazywał go mając zaledwie rok, siedem zębów oraz niepoprawną wymowę. Dlatego właśnie, zaczął list od dwóch prostych słów. Nie mógł się już doczekać, gdy spotka się z 'ujem Remim. Wysłał Stworka z wiadomością.
Tymczasem przyszła kolej na otworzenie trzech nieznajomych paczek. Pierwsza z nich, zapakowana w srebrno-zielony papier, była dość dużych rozmiarów. W środku odkrył ładną, czarodziejską szatę w kolorze butelkowej zieleni. Pod nią znajdował się nowy zestaw do pielęgnowania mioteł oraz krótki liścik. Podarunek był od przyszłego Ślizgona.
Kolejna paczka była mniejsza, jednak równie starannie zapakowana. W środku odkrył pelerynę niewidkę swojego ojca, którą w poprzednim życiu dostał na święta Bożego Narodzenia. Przy tym również była krótka notka z życzeniami.
Jednak to kolejny prezent sprawił, że rozpłakał się jak małe dziecko. W ozdobnym pudełku leżał dość gruby album ze zdjęciami. Zdjęciami Huncwot'ów od ich pierwszego roku. Nigdy nie miał tak dużej ilości zdjęć swojego taty, a i jego mama znalazła się na kilku ostatnich stronach. Były także zdjęcia z nim samym, które pamiętał bardzo dobrze. Miał ciało dziecka, umysł siedemnastolatka lecz nie zmieniało to niczego, gdy przytulił do siebie album i trzymał tak jakby był jego największym skarbem.
To zdecydowanie były jego najlepsze urodziny, a dzień dopiero się zaczął.
Tego samego dnia, późnym wieczorem gdy Harry siedział w salonie i czytał książkę o Obronie Przed Czarną Magią, kominek zabłysną zielenią. Potter nie mógł być zaskoczony, gdyż oczekiwał tego gościa, choć myślał, że ten będzie wcześniej. Remus Lupin wyszedł właśnie z tradycyjnego transportu czarodziejów i otrzepał się z sadzy. Nie zauważył, że jego obserwowany, dopóki nie został objęty przez małe ciałko. Widząc czarną czuprynę, na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- H... Harry. - jęknął wilkołak, obejmując chłopca.
- Remusie, tak dobrze Cię widzieć. - mruknął chłopiec, z twarzą w starej marynarce mężczyzny.
- Wszystkiego Najlepszego, szczeniaku. - szepnął starszy, obejmując młodszego ciaśniej, a w jego umyśle zaczęły powstawać co rusz nowe pytania.
- Dziękuję, że się zjawiłeś, Remi. Czekałem na Ciebie. - odpowiedział zielonooki, odsuwając się od przyjaciela jego taty. - Mam Ci sporo do powiedzenia. Proszę, usiądź.
- Harry, skąd wied...
- Poczekaj, Lunatyku. Zdaje sobie sprawę, że masz wiele pytań i nie spoczniesz, dopóki nie dostaniesz odpowiedzi. Jednak myślę, że to co mam Ci do powiedzenia wyjaśni wiele spraw.
- W porządku. - przytaknął Lupin.
Wybraniec przywołał Stworka, który po niecałej minucie wrócił z małą myślodsiewnią. Poprosił wilkołaka by pomógł mu wyciągnąć wspomnienia, które chciał mu przekazać. Remus był trochę zaskoczony wiedząc zielonookiego ale nie zadawał pytań i po chwili oglądał już pierwsze ze wspomnień.
