Witam was kolejnym rozdziałem.
Wiem, że dawno mnie nie było ale mam nadzieję, że spodoba wam się nowy rozdział.
Rozdział 5
,,Dziecko Hogwartu"
W Wielkiej Sali poziom rozmów był większy niż kiedykolwiek. Mimo, że trwał posiłek, szepty nie ustawał. Nie obyło się też bez oglądania na tył sali, na nowy stół przy którym siedzieli Założyciele i Harry Potter. Nikt się nie spodziewał, że ten cichy, drobny i niepozorny chłopiec jest kimś tak ważnym.
Brat bliźniak Harry'ego spoglądał na niego co jakiś czas, by upewnić się czy nic mu nie jest. Nie widząc nic podejrzanego, powoli uspokajał się po nagłym zniknięciu brata i ponownym - równie niespodziewanym - pojawieniu się z powrotem.
Od chwili przydziału Rona do Gryffindoru cieszył się, że będzie miał przyjaciela ale martwił się o brata. Cały czas był zaczepiany i zagadywany przez członków swojego domu. Każdy chciał zamienić z nim chociaż kilka słów. Szczególnie uczniowie z siódmego roku.
- Och! Wiem kim jesteś! - krzyknął Ron, odrywając go od rozmowy z drugoroczną, Katie Bell.
Spojrzał w stronę kolegi, a ten patrzył na srebrzystą postać ducha w kryzie.
- Ty to Prawie Bezgłowy Nick! - zawołał ponownie rudzielec.
- Wolę, gdy by zwracano się do mnie Sir Nicholas de Mimsy-Porpington - zaczął duch, ale przerwał mu inny chłopiec z lewej strony Lorda Longbottana.
- A jak można być prawie bezgłowy? - okazał się nim Seamus Finnigan o piaskowych włosach.
Duch zrobił urażoną minę i powiedział ze złością:
- A można. O tak. - I złapał się za lewe ucho, pociągnął i.. głowa przechyliła się na bok spoczywając na jego ramieniu, jakby była na zawiasach.
Czyżby ktoś próbował odciąć mu głowę i nie zrobił tego poprawnie? - pomyślał rozbawiony Alex, ale nic nie powiedział, bo wiedział, że to by było nietaktowne. Potterowie zawsze zachowują się taktownie. Drygnął, gdy przypomniał sobie jedno z kazań matki na temat zachowania, na szczęście nikt tego nie zauważył.
Duch patrzył zadowolony na nowych uczniów Gryffindoru, którzy patrzyli na niego zdumieni i umieścił głowę z powrotem na karku.
- Mam nadzieję, że w tym roku nasz dom zdobędzie mistrzostwo, bo Krwawy Baron puszy się i trudno z nim wytrzymać... - brązowooki spojrzał na stół nad którym unosił się wąż. Przy stole siedział obok Lorda Juniora Malfoya straszliwy duch z pustymi, bladymi oczami i ponurą twarzą, którego szaty były zbryzgane srebrną krwią. - Baron rezyduje w Slytherinie.. Odkąd Ślizgoni... to znaczy mieszkańcy Slytherinu... zdobyli puchar minęło sześć lat i nadal go nie oddali. Tak strasznie się puszy.. - Alex przestał już słuchać ducha, bo pojawiły się desery.
Nałożył sobie ciasto migdałowe i wziął do ręki pucharek różnych rodzajów lodów, słuchając jednym uchem rozmowy na temat koligacji rodzinnych.
-... pół na pół - powiedział Seamus - Mama powie.. po ślubie i tro... nim wstrząsnęło, nie powiem.
Osoby przy stole wybuchły śmiechem.
- A ty Neville? - zapytał Ron, a kasztanowowłosy raptownie podniósł głowę i wbił wzrok w pyzatego chłopca, który o dziwo nie patrzył na nich tylko na stół przy którym siedział Harry.
- Ej, słyszysz nas? - zawołał Dean, a chłopiec gwałtownie zamrugał.
- Co.. a tak słyszę was... O co pytaliście? - zapytał cicho.
- O twoją rodziców, to przecież jasne! - zawołali chłopcy.
Pyzaty zesztywniał i jeszcze ciszej niż wcześniej wyszeptał:
- Oboje są czarodziejami, tata był aurrorem... Był świetny.. znaczy tak mówiła mi babcia..
- Babcia ci mówiła? Ale przecież ty mówiłeś, że są... - zaczął Seamus ale urwał sycząc na Aleksa, który szturchnął go - O co ci.. - i znów urwał widząc jego wzrok.
Alex spojrzał na młodego Lorda, który skulił się na swoim miejscu i więcej tego wieczoru się nie odezwał, patrzył tylko od czasu do czasu na bliźniaka brązowowłosego.
Wbrew pozorom, na drugim sali, nie trwał posiłek, lecz rozmowa skryta za iluzją. Zajęci rozmową, nie zwracani uwagi na osoby w sali.
Obecni przy stole rozmawiali cicho o edukacji Harry'ego. Na każde zajęcia miał chodzić z innym domem, aby poznać każdy z nich. Ich zalety i ich wady.
Aktualnie układali jego plan lekcji.
Jedenastolatek zerknął na stół prezydialny i powiódł spojrzeniem po nauczycielach tej szkoły.
Na samym końcu, najbliżej stołu Gryffindoru, siedział Hagrid, który uśmiechnął się widząc jego spojrzenie. Obok niego siedziała przysadzista czarownica. Wygląda na miłą - pomyślał. Następnie siedział mężczyzna, który miał ponury wygląd twarzy i osobliwy purpurowy turban na głowie. Sal powiedział, że to profesor Quirrell (czy należy wspomnieć, że wyrażał się o nim z lekceważeniem?). Kolejne osoby, to były trzy czarownice, które ze sobą rozmawiały ale nie przyglądał im się dokładnie, bo Hel powiedziała, że w tym roku i następnym na pewno nie będą go uczyć. Następna była kobieta o krótkich, szarych włosach i żółtych jastrzębich oczach. Obok niej siedziało dwoje mężczyzn. Starszy z nich rozmawiał z niskim, wąsatym mężczyzną. A ten maleńki profesor, okazał się być nauczycielem Zaklęć. Pomiędzy nim a kobietą, która wprowadziła pierwszy rocznik do Wielkiej Sali, siedział wysoki, czarnowłosy mężczyzna o zimnym spojrzeniu. Jego oczy czarne i puste jak ciemne, niekończące się tunele. Chłopiec wiedział kim jest ten mężczyzna i widząc go cieszył się na myśl wspólnych lekcji. Uśmiechnął się lekko, do niego, lecz ten nie zmienił swojej postawy ani trochę - ktoś kto obserwowałby tę jednostronną wymianę uśmiechów, mógłby powiedzieć, że czarnowłosy tego nie zauważył lub, że zignorował ucznia, lecz Harry wiedział swoje. Profesor McGonagall siedziała obok dyrektora. Wydawała na surowa i wyglądała na osobę, której nie da się oszukać. Osobom, które siedziały dalej, nie przyglądał się, bo to byli aurrorzy z MM. Ale chłopak puścił oczko do chrzestnego, co ten odwzajemnił.
Harry był chętny do nauki i interesował się różnymi dziedzinami ale na razie musiał się zadowolić tymi podstawowymi, którymi były: Zaklęcia, Astronomia, Zielarstwo, Historia Magii - Rowena mruczała coś pod nosem, gdy zaczęli wspominać ten przedmiot. Mówiła coś o zatajających prawdę głupcach - Transmutacja, Eliksiry, Obrona Przed Czarną Magią - tym razem to Sal narzekał na niekompetencję Dumbledora, jeśli chodzi o wybór nauczycieli - no i oczywiście lekcje Latania na miotle.
Szczególnie to ostatnie wywołało śmiech u całej piątki, ponieważ zielonooki, wysoko w górze czuł się jak ryba w wodzie. Hel śmiała się, że gdyby nie była tego pewna, że jest inaczej, to twierdziłaby, że on urodził się na miotle.
Zastanawiali się też w jakim domu należy go umieść by żaden nie czuł się pokrzywdzony tylko równy wobec innych. Po dłuższym czasie postanowili, że umieszczą go w Esencji Tysiąca Barw.
Nagle Harry poczuł ostry, piekący ból w czole. Syknął niemal bezgłośnie:
- Aułu!
I podniósł gwałtownie głowę. Jego spojrzenie spotkało się z oczyma profesora od OPCM. Ból minął tak samo szybko jak się pojawił, bynajmniej chłopak nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak.
Drygnął, gdy poczuł, że ktoś położył mu rękę na ramieniu. Odwrócił się do tej osoby i zobaczył Gryffindora,siedzącego obok niego. Ten patrzył na niego szarymi oczami, w których malowała się powaga i jakby..ostrzeżenie.
Uważaj na niego. Strzeż się jego i pilnuj się, gdy jest w pobliżu.
Ponownie drygnął.
Mógłby przysiąść, że przed chwilą słyszał jakiś głos w głowie. I był pewny, że to głos Godryka. Ale przecież on nie odezwał się ani razu odkąd ich zobaczył w tamtym pomieszczeniu. Nawet sam się nie przestawiał tylko zrobiła to za niego Rowena.
A teraz co?
Słyszał jego głos.
Tego był pewny ale dlaczego dopiero teraz i czemu słyszał go tylko w swojej głowie?
- Harry...?
Zamyślony chłopak odwrócił się w stronę głosu.
To była Helga.
- W porządku..?
Zielonooki niepewnie pokiwał głową, ponownie odwracając się do założyciela domu Lwa. To sprawiło, że pozostała trójka wzięła nowy, gwałtowny wdech.
- Gryf ci coś powiedział, prawda? - usłyszał głos Sala
Znów pokiwał głową, nie odwracając głowy, patrząc na najwyższego mężczyznę w sali zamyślonym wzrokiem.
- Cokolwiek ci powiedziała lepiej zastosuj się to tego. Gryf rzadko się odzywa ale jak już to robi to lepiej go nie ignorować.
Powiedział to tak poważnym tonem, że Harry gwałtownie odwrócił się w jego stronę, patrząc w jego oczy, zaskoczony.
Chłopak patrzył w jego oczy, które mimo odbijających się w nich świec, wydawały się być czarą otchłanią bez dna. Miał wrażenie, że zanim Slytherin odwrócił wzrok minęła wieczność. A zrobił to tylko dlatego, że Rowena zadała mu pytanie.
- A co jeśli dostanie się do jakieś drużyny quidditcha?
- Według mnie to proste. - powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - Na każdym meczu będzie w innej drużynie. Nie będzie mógł być w żadnym meczu dwa razy pod rząd w tym samym domu. Na przykład: najpierw z Slytherinem, Hufflepuff, Gryffindor i Ravenclaw.
- A niby czemu mój dom ma być ostatni? - spytała oburzona Ravenclaw
- Merlinie, to tylko przykład, jak ci nie pasuje to zamień się z domem Gryfa - warknął Salazar
- Taki układ można by też wykorzystać do zdobywania punktów. Jeden tydzień punkty do domu Sala, potem niech będzie twój dom Roweno - uśmiechnęła się pobłażliwie Helga na krzywiącą się Rav - potem mój i Gryffindora. Co wy na to?
Odpowiedziało jej ciche mruknięcie i przytakiwanie głowami, a notujące pióro zapisał tę informację jak wszystkie poprzednie.
- A wstęp do dormitorium innych domów?
- Wolny do wszystkich, niech tylko musi powiedzieć nasze hasło - zaproponowała Rowena - No chyba, że wchodzi z jakimś innym członkiem tego domu, to wystarczy jak on powie hasło.
- Niech będzie - zgodził się założyciel domu Węża.
- Dodawanie i odejmowanie punktów? - Hel miała dużo pomysłów, jeśli chodzi o Dziecko Hogwartu.
- Może na piątym roku? Perfektów wybiera się wśród piątych roczników, to wtedy niech i on może karać i nagradzać uczniów... - zamyśliła się Rav.
- Tak, to chyba odpowiedni wiek jak na taką odpowiedzialność - mruknęła Hel patrząc na chichoczącego chłopaka.
Harry słuchając tej rozmowy, miał wrażenie, że nie nadąża za tempem zmiany tematów.
Jeden.
Zaraz drugi.
I kolejny.
Jak zakręty na kolejce górskiej w mugolskim wesołym miasteczku, w którym był z bratem i Łapą. Pamiętał jak Remus ich wtedy krył. Zaśmiał się cicho na to wspomnie.
Założyciele - nie licząc Gryfa - popatrzyli na niego zdziwieni ale nic nie powiedzieli.
- A mogę spać w dormitorium jakiegoś domu np. u Aleksa? - zapytał przypominając sobie o bliźniaku.
- Hmmm... A on u ciebie, tak? - uniosła brew Helga.
- Jeśli się zgodzicie... - odparł cicho Harry
- Ty możesz spać w pokojach Domów ale jeśli chodzi o twojego brata w twoim pokoju to...
- To... - chciał wiedzieć jedenastolatek.
- Co ci tak pilno? - zaśmiał się Sal, a chłopak prychnął co wywołało śmiech u Rav - To nie ale może potem... za jakiś czas... kto wie..
Chłopak o kruczoczarnych włosach pokręcił głową na takie zachowanie tego jakże strasznego, wielbiącego czarną magię i wszystko co złe - Salazara Slytherina.
- Przy tym stole tak samo. Tylko ty, jeśli chcesz usiąść przy innym możesz to swobodnie zrobić
- A dostęp do Działu Ksiąg Zakazanych?- spytała założycielka domu Krukonów.
- A na co mu to? - powiedział sarkastycznie Slyth - Przecież biblioteka w komnatach Dzieci Hogwartu jest wyposażona dużo lepiej niż ta Hogwarcka i ma jeszcze dostęp do naszych zbiorów - chłopak słysząc to nabrał gwałtownie powietrza, co zwróciło uwagę Slytherina - Powiedz to komuś, nawet bratu, a wylecisz. - warknął w stronę chłopaka, tym samym strasząc go.
- Sal! - Rowenie nie podobało się jego zachowanie.
- Rozumiem. Nikomu nie powiem - zapewnił ich Harry
- Oby - i powiedział to takim tonem, że nie nawet Naczelny Postrach Hogwarckich Lochów mógł dostać dreszczy, a jak ma się zachować chłopak, który dopiero zaczyna szkołę?
- Irytek? - zapytała Hel.
- Helga, przecież to potomek Huncwotów... - jęknął z rozczarowaniem w głosie Slyth.
- Racja - kobieta uśmiechnęła się przepraszająco.
- Chowaniec?
- Mam sowę śnieżną. Hedwigę - rzekł zielonooki.
- Dobre imię - mruknęła Rowena.
- Imię jak imię - odparła Hel, a Rav się uśmiechnęła.
A rozmowa trwała dalej.
Założyciele pisali coś na pergaminach, zaglądając do tych zapisanych przez samonotujące pióro wyczarowane przez Rowenę, gdy na sali zrobiło się cicho. Podnieśli głowy i spojrzeli na drugi koniec sali. Desery znikły, a Dumbledore wstał.
Salazar popatrzył na stojącego dyrektora, wyszeptał pod nosem zaklęcie i posłał strumień magii przed stół przy, którym stał. Miejscu gdzie był środek stołu, niedalekiej odległości od niego ale przed nim powstawała mównica.
Była wykonana z marmuru i miała rzeźbę - poruszającą się sowę.
Starzec wyszedł za stołu i zbliżył się do mównicy. Na jego twarzy przez chwilę widniało zdziwienie ale szybko zostało zastąpione przez szeroki, dobrotliwy uśmiech - Harry'emu wydawał się fałszywy. Położył ręce, a wyrzeźbiona sowa rozłożyła skrzydła, wyprostowała się dumnie i znieruchomiała.
- Jeszcze kilka słów. Mam nadzieję, że wszyscy się najedli i napili. Chciałbym przekazać kilka uwag wstępnych. Pierwszoroczniacy niech zapamiętają, że nikomu nie wolno wchodzić do lasu, który leży na skraju terenu szkoły. Dobrze by było, żeby także pamiętało o tym kilku starszych uczniów.
Oczy dyrektora zwróciły się w stronę jednego z stołów. Młodszy, brat bliźniak Aleksa spojrzał tam i zobaczył rudowłosych bliźniaków spotkanych w pociągu.
- Pan Filch prosił mnie też, żebym wam przypomniał, że między lekcjami, na korytarzach, nie wolno używać żadnych czarów. Próby do quidditcha rozpoczną się w drugim tygodniu semestru. Każdy, kto jest zainteresowany grą w barwach swego domu, powinien zgłosić się do pani Hooch. I jeszcze ostatnia uwaga. Informuję, że wstęp na korytarz na trzecim piętrze jest ZABRONIONY. - to ostatnie słowo szczególnie zaakcentował - Chyba, że ktoś chce umrzeć w straszliwych mękach.
Alex - równocześnie z bratem - prychnął lekceważąco. Jeśli w domu nie umarłem w straszliwych mękach, to tu tym bardziej nie.
- Aurorzy z Ministerstwa zostaną do jutra rana i po śniadaniu opuszczą nas.
Na sali znów przypomniano sobie o wydarzeniu do, którego doszło podczas jazdy pociągiem.
- A teraz, zanim pójdziemy sp... - Dumbledore zamilkł zdziwiony, widząc jak z końca ściany naprzeciwko coś leci. Kiedy to było bliski niego rozpoznał, że to zwój pergaminu. Ujął to w dłoń i zaczął czytać:
- 1. Każde Dziecko Hogwartu ma swoje własne dormitorium przeznaczone dla niego, w którym na prawo i obowiązek przebywać podczas nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwardzie. - przeczytał zdziwiony dyrektor. - Nie wyklucza to jednak przebywania i zapoznawania się z resztą domów.
2. Dziecko Hogwartu ma obowiązek poznać każdy dom i wiedzieć co jest jego chlubą, a co stanowi skazę i hańbę dla niego.
3. Dziecko Hogwartu może swobodnie przebywać w dowolnym Domie, jego pokoju wspólnym czy dormitorium. Aczkolwiek do owego Domu, w sytuacji gdy jest sam, żeby wejść do danego Domu musi wypowiedzieć hasło, które dostanie w swoim dormitorium.
Gdy jest już z choć jedną osobą, do którego chce wejść, ta osoba mówi hasło wejścia do Domu. Jednakże Dziecko Hogwartu zobowiązane jest do utrzymania owego hasła w tajemnicy.
4. Dziecko Hogwartu może spożywać posiłek przy dowolnym stole czy to swoim czy którykolwiek z Domów. Jednakże żaden członek Domu nie może usiąść przy stole Dzieci Hogwartu, jeśli nie chce znaleźć się w stanie spetryfikowanym na okres dwóch miesięcy.
5. Dziecko Hogwartu może spędzać noce w dormitorium którymkolwiek Domu, w którym aktualni się znajduje jeśli cisza nocna już trwa.
6. Plan zajęć Dziecka Hogwartu jest ustalany wraz z owym Dzieckiem, jednakże nie może mieć ono lekcji tylko z jednym domem. Każda lekcję ma z innym domem. Na przykład Historia Magii z Gryffindorem, a Eliksiry z Slytherinem.
7. Dziecko Hogwartu ma prawo i obowiązek zdobywania punktów jak i również może je stracić. Kolejność przyznawania punktów Dziecku Hogwartu zmienia się po siedmiu dniach i odbywa się w następującej kolejności:
Slytherin, Ravenclaw, Hufflepuff i Gryffindor. Przykładowo: Pierwszego września Dziecko Hogwartu nie może stracić ani zyskać żadnego punktu, ale z nastaniem dnia drugiego września zdobywa czy też traci punkty dla Slytherinu, po siedmiu dniach Ravenclewu i według tego schematu.
8. Jeśli Dziecko Hogwartu zostało przyjęte do choć jednej drużyny quidditcha, musi zostać sprawdzone również przez inne domy. Jeśli te nie chcą go w drużynie, Dziecko dołącza do tej drużyny, która go przyjęła. Jeśli choć dwie przykładowo Ravenclaw i Slytherin chcą, aby Dziecko to gra na zmianę w drużynie Ślizgonów i Krukonów. Jeśli w trzy drużyny chcą również tak samo. W chwili gdy wszystkie cztery drużyny chcą Dziecko Hogwartu w drużynie, owe Dziecko gra w meczach w następującej kolejności: Slytherin, Ravenclaw, Hufflepuff i Gryffindor.
9. Dziecko Hogwartu, które jest więcej niż w jednej drużynie, ma bezwzględnie przestrzegać tajemnicy działania drużyny. Jeśli wyda cokolwiek co ma związek z daną drużyną zostaje wyrzucony z drużyny i nie może grać już żadnym innym meczu czy roku szkolnym.
10. Dziecko Hogwartu ma prawo posiadać swoją miotłę na terenie szkoły i trzymać ją w swoim dormitorium.
11. Dziecko Hogwartu, które jest na piątym roku i wyżej ma prawo dawania i odejmowania punktów uczniom jakiekolwiek Domu by nie należeli, nawet jeśli jest to Dziecko Hogwartu.
12. Żadne Dziecko Hogwartu nie może zostać perfekem i kapitanem drużyny quidditcha. Z chwilą, gdy zacznie o coś takiego prosić traci wszystkie przywileje związane z byciem Dziecka Hogwartu.
13. Każde Dziecko Hogwartu, jak każdy inny uczeń ma obowiązek przestrzegania regulaminu szkolnego. W chwili, gdy go nie spełnia, liczba punktów, która zostanie odebrana Domowi, do którego aktualnie czasowo należy, zostanie podwojona.
14. Dziecko Hogwartu jest zobowiązane do udzielenia wszelkiego rodzaju pomocy innemu uczniowi, który potrzebuje owej pomocy, jeśli nie przekracza umiejętności owego Dziecka Hogwartu.
15. Każde Dziecko Hogwartu może porozmawiać z którymkolwiek Założycieli i Profesorów Szkoły jeśli tego potrzebuje.
Dumbledore zamilkł na w Wielkiej Sali ponownie zapadła cisza, podczas której zwój pergaminu wyleciał z rąk dyrektora i z powrotem kierowała się w stronę nowego stołu.
Stołu Dzieci Hogwartu.
Będąc już tam podleciała do stołu. Rolka pergaminu rozwinęła się przed jedenastoletni, chłopcem, któremu podano pióro. Wszyscy patrzyli się jak Harry Potter podpisuje pergamin, który potem gwałtownie uniósł się do góry, rozwinąwszy się cały, przywarł do ściany za stołem i już tak został. Jednak żadnego podpisu na pergaminie nie było widać.
- Teraz Dumbledore możecie zaśpiewać szkolny hymn - powiedział ten sam co wcześniej, męski głos.
A po chwili włoku stołu Dzieci Hogwartu ponownie błysnęło światło, oślepiając wszystkich, a gdy otworzyli oczy Założycieli już nie było.
Dyrektor Szkoły Magi i Czarodziejstwa w Hogwardzie uśmiechnął się tym swoim słynnym uśmiechem i zawołał:
- Każdy wybiera swoją ulubioną melodię i śpiewamy!
Poderwał różdżkę i wyczarował złotą szarfę, która uniosła się wysoko nad stoły i rozwinęła się jak wąż w słowa.
A cała szkoła zabrzmiała słowami pieśni:
Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy
Hogwart,
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego,
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego,
Bo powietrze je wypełnia,
Muchy zdechłe, kurzu wełna.
Naucz nas, co pożyteczne,
Pamięć wzrusz, co ledwie zipie,
My zaś będziem wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie.
Dźwięki w Wielkiej Sali powoli zaczynały milknąć. Każdy kończył śpiewać w innym innym czasie. O dziwo śpiewali nawet pracownicy MM. Ostatnimi osobami jeszcze śpiewającymi byli bliźniacy Weaslyowie, którzy nucili w rytm powolnego marsza żałobnego. Dumbledore dyrygował im za pomocą różdżki do ostatniej nuty i gdy skończyli, był osobą, która klaskała najgłośniej.
- Muzyka to jedna z największych rodzajów magii - powiedział, ocierając łzę w oku.
Akurat - pomyślał ironicznie Alex.
- A teraz pora spać. Biegiem do łóżek! - znów się uśmiechnął swoim uśmiechem.
Wszystkie roczniki zaczęli się powoli rozchodzić. Pierwszoroczniacy szli za perfektami swoich domów. Większość nauczycieli i aurorzy wraz z dyrektorem opuścili salę, by przygotować pokoje dla gości.
Hagrid popatrzył na samotnie siedzącego przy stole chłopca i zaczął kierować się w jego stronę. Profesor McGonagall, która poganiała uczniów do swoich domów, zamrugała zdziwiona na zachowanie gajowego ale szybko uświadomiła sobie pewną istotną rzecz i również skierowała się w stronę Harry'ego. Uczniowie zauważyli zachowanie dwójki dorosłych i przystawali by popatrzeć co będzie się działo dalej ale zaraz zostali pogonieni do swoich dormitorium.
Pierwszy rok Gryffindoru wychodził z sali, a Alex nadal nie wiedział co z jego bratem. Odwrócił się i chciał iść do bliźniaka. Zastępca dyrektora zobaczyła co chce zrobić chłopiec i podeszła do niego.
- Panie Potter, proszę iść z resztą uczniów. Porozmawiam z pańskim bratem i potem do pana przyjdę.
Chłopak kiwnął głową i dołączył do świeżo upieczonych Gryfonów.
Percy po wyjściu a sali poprowadził ich na marmurowe schody, potem przez drzwi ukryte za rozsuwanymi panelami i wyblakłymi arrasami. Znów wspięli się po jakiś schodach. Alex pogrążony w myślach o Harrym, ledwo zauważał, że postacie na obrazach rozmawiali nie tylko z sobą ale i starali się ich zaczepić.
Nagle przed nimi, uniosła się wiązką lasek, a kiedy perfekt zrobił krok w ich stronę, te zaczęły się na niego rzucać.
- To Irytek - szepnął Percy, a twarz Aleksa rozświetlił uśmiech. No to się zacznie zabawa. - Poltergeist. - powiedział głośniej perfekt. - Irytku, pokaż się.
W odpowiedzi dostał tylko syczący dźwięk, jakby ktoś wypuszczał powietrze z balonika.
- Mam pójść po Krwawego Barona?
Rozległ się trzask i pojawił się mały człowieczek ze złośliwymi, czarnymi oczkami i szerokimi ustami. Unosił się w powietrzu ze skrzyżowanymi nogami w powietrzu, trzymając wiązkę lasek.
- O-ch! Pierwszoroczniacy! Maluchy! Ale będzie zabawa! - zarechotał i rzucił się w ich kierunku.
Wszyscy oprócz Aleksa cofnęli się gwałtownie.
- Idź sobie, albo doniosę o twoim zachowaniu Krwawemu Baronowi! Zaraz to zrobię! - krzyknął Percy.
Poltergeist pokazał mu język i upuścił mu laski na głowę. Podleciał do Neville'a i..
- Masz pozdrowienia od Huncwotów, Irytku.
Duch gwałtownie odwrócił się w stronę głosu i podleciał do Aleksa.
- Tak? A co takiego Huncowoci zrobili dla mnie? - zapytał go, rechocząc głośno pewny, że ten nie zna odpowiedzi zaś Gryfoni patrzyli na nich zdziwieni.
- Wysadzili w gabinecie Filcha łajno bomby w takiej ilości, że nie dało się tam wejść przez dwa miesiące. - odpowiedział równie pewny.
Irtyk popatrzył zdziwiony na chłopaka i po chwili wybuchł głośnym i złośliwym śmiechem.
- Dobra odpowiedź! Dobra! - zarechotał - Huncwoci ci to byli kimś! A ty wiesz i znasz!
Alex drygnął na te słowa. Przecież to..
- Dziękuję, ci Irytku - uśmiechnął się psotnie. - Jutro przestawię ci mojego brata.
- Będę czekać - i znikł, a w oddali słychać było bębnie w tablice z herbami.
- Jak.. Przecież Irytek nie słucha się nikogo i boi się tylko Krwawego Barona?- perfekt Gryffindoru wraz z resztą uczniów patrzyli w szoku na brązowookiego.
Jednak Weasley szybko oprzytomniał i powiedział:
- Musicie się go wystrzegać, to pewne. - i ruszyli dalej.
Na samym końcu korytarza wisiał portret grubej kobiety w różowej jedwabnej sukience.
- Hasło?
- Odwaga.- powiedział Percy, a portret usunął się ukazując okrągłą dziurę w ścianie.
Tymczasem Hagrid i profesor McGonagall, pamiętając by nie siadać przy stole rozmawiali z Harrym. Próbowali zmienić temat na miejsca, w którym chłopiec będzie spał jednak niezbyt dobrze im (a raczej McGonagall, bo Hagrid się nie odzywał) to wychodziło. Zielonooki zręcznie unikał tego tematu aż do chwili, gdy pół olbrzym spojrzał w okno.
- Cholibka! Jak już późno! Muszę już iść. A ty Harry, gdzie masz dormitorium, odprowadzę cię.
- Nie trzeba Hagridzie - uśmiechnął się do niego chłopak. - Ja wiem gdzie to jest. Po prostu nikt inny o tym nie może wiedzieć o tych pokojach. To tajemnica.
Gajowy wybuchnął śmiechem.
- Skoro tak to ja już pójdę... - i odwrócił się w stronę wyjścia - A pani psor..?
- Myślę, że tak. Chocimy, Hagridzie.
I ruszyli w stronę drzwi.
- Pani profesor!
Wiedziałam.
Kobieta odwróciła się:
- Tak..
- Czy moglibyście zamknąć drzwi? - spytał cicho chłopiec.
McGonagall mimo zawiedzionego wyrazu twarzy, kiwnęła głową. I opuścili salę zamykając za sobą drzwi. Szli dalej korytarzem, a Hagrid pożegnał się i poszedł do swojej chaty.
Kobieta wróciła i stanęła pod zamkniętymi drzwiami, mając nadzieję, że chłopiec zaraz wyjdzie. Czekała ponad dziesięć minut, w końcu zdenerwowana, weszła z powrotem do sali, a tam zamarła w bezruchu.
Chłopiec znikł.
W pokoju wspólnym Gryffindoru na jednym z foteli przy kominku, siedział Alex. Czekał na opiekunkę swojego domu, która miała przyjść z nim porozmawiać. Był pewny, że wszyscy z jego roku już śpią, przecież kiedy Percy wskazał im dormitorium, wszyscy byli zmęczeni i padali na łóżka, zaraz po przebraniu się w piżamy. Bez problemu się wymknął i czekał na McGonagall.
Usłyszał cichy głos i do środka weszła, oczekiwana przez chłopca kobieta, która zdziwiła się widząc go.
- Gdzie jest Harry? - zapytał od razu.
- Twój brat znajduje się w swoim dormitorium i pewnie już śpi, więc ty też już powinieneś.
Ledwo to powiedziała i wyszła.
Nie mógł już o nic zapytać. Zaniepokoiło go takie zachowanie kobiety ale nic nie mógł na to poradzić, wrócił więc do dormitorium. Stanął w drzwiach i popatrzył na komnatę sypialną. Znajdowały się w niej pięć łóżek, każde z nich miało kolumienki w rogach, między którymi wisiały aksamitne, ciemnoczerwone zasłony. Cztery z pięciu łóżek były zajęte.
Podszedł jedynego wolnego łóżka, stał przy nim jego kufer. Przebrał się i wszedł pod kołdrę, mając nadzieję, że szybko zaśnie.
Chciałem być z Harrym w jednym Domie, ale tak się nie stało. Ja jestem Gryfonem, a on jest...
On jest Dzieckiem Hogwartu.
W rozdziale są fragmenty użyte z ,,Harry Potter i Kamień Filozoficzny''.
