Cześć ;)
Zapraszam na kolejny rozdział. Uwaga! Znajdują się w nim lekkie sceny tortur.
Byłabym wdzięczna za napisanie w komentarzu, jaki Draco bardziej przypadłby Wam do gustu - dobry czy zły ponieważ niedługo pojawi się kolejna postać, i myślę nad Draco aczkolwiek możecie pisać swoje propozycje ;)
Do końca ff dzieli nad około 10 rozdziałów, jeśli ktoś byłby ciekawy. Tradycyjnie przepraszam za błędy i niedociągnięcia.
HPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHPHP
Leciał przez las. Jego miotła była poważnie uszkodzona. Mógłby wręcz powiedzieć, że niewiele z niej zostało. Cudem w ogóle leciała.
Co chwilę z trudem unikał zderzenia z drzewami, które jak w każdym lesie – rosły gęsto i bardzo blisko siebie. Co chwilę widział jasne błyskawice, które jako jedyne rozświetlały mu drogę. Była noc. Korony drzew zasłaniały gwiazdy, nie pozwalając im przebić się przez liście. Ulewa szalała dodatkowo utrudniając mu lot. Poczuł jak uderza w jedno z drzew. Leżał na ziemi a jedną nogę miał wykrzywioną pod dziwnym kątem choć o dziwo prócz tego, nic go nie bolało.
Wstał powoli, ignorując ból. Słyszał tajemnicze szepty za swoimi plecami, które zupełnie nie przypominały szeptów ale nie wiedział jak inaczej miałby je nazwać. Były coraz głośniejsze aż w końcu rozpoznał w nich wężomowę.
Obrócił się. Już po chwili słyszał syki z każdej strony. Otaczały go a on nie potrafił wyłapać skąd dokładnie dochodzą.
- Złamię każdą kość w twoim ciele – usłyszał zza swoich pleców i chłodna dłoń dotknęła jego ramienia trzymając go mocno jak w potrzasku. Po chwili usłyszał trzask łamanej kości i poczuł ostry ból we wskazującym palcu. Po chwili pozostałe palce również zostały złamane. Próbował się wyrwać lecz był za słaby. Coś co mogło być długim, ostro zakończonym paznokciem, wbiło mu się w ramię a następnie przejechało w dół, rozcinając skórę. Czuł krople krwi wydostające się z otwartej rany. Zaczęło go piec gdy ten sam paznokieć wbił się ponownie rozdrapując to samo rozcięcie. Odwrócił głowę lecz za sobą ujrzał jedynie ciemność oraz zarysy drzew. Został nagle pchnięty w przód. Upadł, uderzając twarzą w pień drzewa. Gdy poczuł metaliczny smak krwi w swoich ustach, zrozumiał jak bardzo miał sucho w gardle.
Usiadł na wilgotnej trawie.
Gdy piorun zabłysnął, przez kilka sekund widział zarys kogoś, kto stał przed nim. Po chwili znów poczuł chłodną dłoń, tym razem na czole, która najpierw delikatnie go musnęła by potem wbić się w jego brew i przejechać po całej długości twarzy, przy tym boleśnie drapiąc oczy. Krew ściekała mu po policzku, zahaczając o wargę a następnie spadając w dół, na ziemię. Nerwowo oblizał usta pozbywając się z nich czerwonej cieczy. Podejrzewał, że stracił wzrok.
- Mógłbym teraz użyć zaklęć, które rozerwały by każde twoje ścięgno, poodrywało kości z ciała i wyrwało kręgosłup. Mógłbym zatruć twoje żyły trucizną, która spaliła by cię od środka lub wykroić ci serce, wcześniej rzucając urok, który kazałby ci zostać świadomym i zobaczyć jak trzymam je na dłoni.
Dreszcz przeszył jego ciało. Silna dłoń złapała go za włosy, boleśnie odchylając jego głowę w tył. Ostro zakończone paznokcie wbijały mu się w czaszkę a na zakrwawionym policzku czuł czyiś oddech.
- Lecz nie mamy na to czasu –potwór wysyczał słowa wprost do jego ucha – Zapewniam cię, mój niewierny sługo. Zapewniam cię, że jeszcze dokończymy naszą małą zabawę.
Obudził się oblany potem, ciężko dysząc. Włosy kleiły mu się do czoła zasłaniając oczy.
- Wreszcie! Od dziesięciu minut próbuję cię obudzić– usłyszał głos po swojej lewej stronie – Zły sen?
Przestraszony uniósł dłonie do czoła i odkleił z niego włosy odgarniając je do tyłu a następnie przeniósł ręce niżej, na oczy. Przejechał po zamkniętych powiekach. Odetchnął z ulgą gdy zrozumiał, że wszystko jest w porządku.
- Nie masz pojęcia – wyszeptał wciąż przerażony – Voldemort próbował wydrapać mi oczy.
- Może chciał je wyjąć, żebyś potem mógł użyć ich do tego eliksiru, o którym tak ciągle mi mówisz i straszysz – zakpił.
Sarkazm w głosie chłopaka sprowadził go na ziemię. Przekręcił głowę w lewo i ujrzał Pottera a może raczej siebie.
- Co tu robisz? – zapytał. Rozejrzał się dookoła. Skrzydło Szpitalne – Co ja tu robię?!
- Ciszej. To jedyny moment, kiedy nikogo tu nie ma. Nie chciałem żeby ktoś pomyślał, że to dziwne że Mistrz Eliksirów siedzi przy łóżku znienawidzonego Gryfona a musimy porozmawiać.
- Co tu robię? – zapytał ponownie tym razem spokojniej.
- Miałeś wypadek. Spadłeś z miotły – wytłumaczył – myślałem, że będziesz miał problem z dostosowaniem się do bycia mną, ale jak widać jesteś w tym świetny– powiedział gorzko.
- Co masz na myśli?
- Twoje obrażenia jeszcze nie do końca się wyleczyły. Większość złamanych kości jest już… no wiesz… sklejona czy coś – przerwał – ale wstrząs mózgu lub jakiś krwotok – ponownie przerwał drapiąc się po głowie i dając do zrozumienia, że nie ma zupełnie pojęcia o medycynie – w każdym razie będziesz musiał tu poleżeć do jutra.
Severus na początku nie zrozumiał o co chodzi. Gdy Harry zobaczył jego minę powiedział:
- Spędzanie czasu jako ja ci nie służy – zmarszczył brwi – Jak myślisz, co powie Pomfrey kiedy przyjdzie tu jutro rano i zamiast Harry'ego Pottera zobaczy Severusa Snape'a leżącego na łóżku z dokładnie tymi samymi obrażeniami i bandażami w tych samych miejscach, które wcześniej były u...
- O kurwa – zaklął przerywając chłopakowi.
- Sam lepiej bym tego nie ujął – przyznał.
- Musimy coś wymyślić – głos Snape'a nie był tak surowy jak zazwyczaj – Może przyjdziesz tu przed północą i...
- Zajmę się tym – zapewnił, przerywając. Harry miał zamyślony wyraz twarzy. Wydawał się być myślami gdzie indziej. Siedzieli przez chwilę w ciszy aż w końcu to Severus ją przerwał.
- Słyszałem urywki twojej rozmowy z dyrektorem. Niechętnie przyznaję, że poradziłeś sobie dobrze.
- Tak, nie było to trudne zadanie. Po prostu powtórzyłem wszystko to, co mówisz mi bez przerwy – powiedział gorzko.
- Jeśli masz zamiar się tak zachowywać to lepiej odejdź Potter, albo powiedz o co chodzi.
- Chyba zapomniałeś wspomnieć, że jeden z działań eliksiru jest taki, że czuję wszystko to co ty, a ty to co ja.
- Potter...– warknął – Nie wiem o co ci chodzi, nie siedzę w twojej głowie.
- Jeśli teraz byś mnie uderzył, to prawdopodobnie byś to poczuł – wytłumaczył.
Severus zamyślił się na chwilę.
- To wina eliksiru na telepatię.
Harry przytaknął.
- Chyba już pójdę. No wiesz, muszę postraszyć jakiś pierwszorocznych Puchonów – wytłumaczył po czym wstał – A ty wracaj do swojego słodkiego snu.
- Już sen z Czarnym Panem wydrapującym mi oczy jest lepszy niż twoje towarzystwo – jego głos był lodem a oczy ciskały błyskawice.
- Więc wracaj do niego. Mam nadzieję, że będziecie żyć razem długo i szczęśliwie – odpowiedział z sarkazmem.
A potem wyszedł.
oOoOo
Severus długo po jego wyjściu wciąż nie mógł zasnąć. Myślał o swoim śnie, który był przerażająco realistyczny. Czarny Pan mówił do niego i zachowywał się tak, jakby odkrył jego zdradę. Już od dawna nie miewał snów ani koszmarów, ale kiedy je miał, nigdy nie były takie prawdziwe. I choć jego umysł sugerował mu, żeby o tym zapomniał to coś z jego wnętrza mówiło, że to coś istotnego. Podniósł dłoń i przyłożył do twarzy a następnie ponownie musnął końcówkami palców powieki i policzek.
W głowie wciąż słyszał echo słów Voldemorta - „Zapewniam cię, że jeszcze dokończymy naszą małą zabawę". Czy to było ostrzeżenie?
Nie wiedział, lecz to czego był pewien to fakt, że sen nie był zwyczajny. Nawet w najgorszych koszmarach w swoim życiu, nie czuł się tak przerażony jak w chwili, gdy obudził się dzisiejszego dnia. Za czasów swojej młodości, miewał przerażające sny o cierpieniu i strachu, o torturach i śmierci. O tych, które były wypełnione łzami i krwią aż po brzegi i o bólu tak strasznym, że umieranie wydawało się zbawieniem lecz nigdy nie czuł się tak, jak dziś.
To nie był sen. To była wizja.
Nie wiedział jak i dlaczego. Wielu rzeczy wciąż nie wiedział i nie rozumiał. Severus Snape nie lubił żyć w niewiedzy. Będąc szpiegiem, zawsze musiał być o wszystkim poinformowany więc ta sytuacja zdecydowanie mu nie odpowiadała. Zamknął oczy i spróbował zasnąć. Nie obawiał się, że znów przyśni mu się Czarny Pan, właściwie to nawet tego chciał. Musiał dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego miał wizję. Mogłoby się wydawać, że to prawo należy wyłącznie do Pottera, że tylko on ma monopol na podróże w piekielnie czarny umysł Lorda, i że jedynie on może bawić się w mniejszą, gryfońską wersje Trelawney.
Ostatnia myśl zmusiła go do lekkiego uśmiechu.
Gdy chwilę później wciąż nie mógł zasnąć, jego myśli odpłynęły w zupełnie inne miejsce. Zaledwie wczoraj wypił Eliksir Krótkotrwałej Zamiany Ciał a miał wrażenie, jakby minął co najmniej tydzień. Był nieco rozczarowany, że w końcu nie może dostać się do Komnaty Tajemnic a jego lot na miotle okazał się porażką. Było jeszcze wiele rzeczy, które chciał zrobić, ale będąc uziemionym w Skrzydle Szpitalnym raczej nie miał już szans.
Myśląc więcej o zamianie ciał przypomniał sobie, że pierwotny cel miał być zupełnie inny. Ten pomysł narodził się gdy Potter powiedział, że ma trudniejsze życie od niego. Totalna bzdura.
Ale tak to się właśnie zaczęło. Pomysł z góry był głupi, w końcu mieli się zamienić na jedynie jeden dzień. Przez 24 godziny nie byliby w stanie odkryć kto ma cięższe życie, na to byłby potrzebny co najmniej miesiąc.
A jednak to zrobili. Mimo, że dzień jeszcze się nie skończył, jedynie co mógł powiedzieć o życiu Pottera, to że miał denerwujących przyjaciół a łóżka w dormitorium Gryffindoru są prawie tak niewygodne, jak te w Skrzydle Szpitalnym.
Szkoda tylko, że nie miał okazji na udzielenie jakiegoś wywiadu. To akurat mogło by być całkiem zabawne.
Rozbawiony ostatnią myślą, w końcu zasnął.
oOoOoOoOoOoOoOo
Zachęcam do zostawienia po sobie komentarza, to naprawdę motywuje.
Do ' zobaczenia ' za tydzień ;)
