Rozdział 6

Merlinie, co ja zrobiłem, Ron … Państwo Weasleyowie … Oni nigdy mi tego nie wybaczą.

Wiedział, że jego przyjaciel … nie popierał brata, lecz czy skazał by go na śmierć? Bo przecież taki czeka go los, prawda?

Co Voldemort może zrobić Percy'emu? Podda go pewnie torturom. A może od razu zabije? Czy śmierć była lepsza od bólu?

Nie wiedział do czego zdolny jest TEN Voldemort. Z jednej strony morderca, a z drugiej … nauczyciel? Spędził tu dwa tygodnie i wydawało mu się jakby tamten Czarnoksiężnik i Tom byli dwoma różnymi osobami.

Za piętnaście minut miały odbyć się jego zajęcia. Nawet nie wiedział czy Riddle będzie chciał je dzisiaj prowadzić. Postanowił jednak na nie pójść.

OOO

Lekcja się odbyła, a Tom zachowywał się tak, jakby nie było całego zajścia rano. Malfoy również do niego nie wracał.

Tradycyjnie przedrzeźniali się jak codziennie.

Jedyną różnicą, której Harry nawet nie zauważył, było to, że poczynił ogromne postępu.

Udało mu się kilka razy teleportować bezbłędnie „do kogoś", a nawet przemieścił się do pomieszczenia, którego nigdy nie widział, a zostało mu jedynie opisane.

Czyżby poranny gniew tak wpłynął na przypływ jego mocy? – Pomyślał Tom.

Na zajęciach z Martinem Harry bez problemów transmutował najróżniejsze rzeczy, a Draco musiał nawet zrezygnować z lekcji fechtunku, bo Gryfon podczas standardowego pojedynku na zaklęcia posłał go tak mocno na ścianę, że złamał Ślizgonowi nogę.

Na kolacji Riddle poinformował Harry'ego, że jutro po południu przybędzie do Srebrnego Wzgórza Lupin. A ich poranne zajęcia muszą zostać odwołane z „pewnych powodów."

Gryfon dobrze wiedział co to oznacza i wcale nie był szczęśliwy. Chwilowa radość z przybycia Remusa została szybko zastąpiona wyrzutami sumienia.

Na eliksirach był tak rozkojarzony, że omal nie wysadził gabinetu Snape, co ten skwitował wykładem na temat „rozkapryszonych, nieudolnych bachorów, które nic nie potrafią zrobić dobrze." Severus'owi też nie przeszła złość od rana.

Gdy nadszedł czas na ćwiczenie obrony i ataku umysłowego, Harry tak mocno wyrzucił Snape ze swojego umysłu, że ten wylądował na ścianie. To również nie poprawiło humoru profesora. Rozstali się więc wcześniej niż zwykle. Harry był wdzięczny, że dzisiaj nie miał tych zajęć z Draco. Blondyn musiał zostać w swoim pokoju, aby kości złamanej nogi prawidłowo się zrosły.

Gdy wrócił do pokoju nie mógł znaleźć sobie miejsca. Próbował czytać, ale za nic nie umiał skupić się na treści. Włączył telewizor, ale już po chwili znudziło mu się przeskakiwanie po kanałach. Żaden program ani film, nie wyglądał na dość interesujący by zająć jego myśli.
Właściwie sam nie wiedział na kogo był zły. Na Percy'ego za te głupie przepisy, na Toma za to co prawdopodobnie zrobi z wiceministrem, czy może na samego siebie za to, że na to pozwolił. Nie dawało mu spokoju co zamierzał zrobić Riddle. Musiał się tego dowiedzieć, ale był świadom, że nie ma zbyt wiele osób, które chciałyby na ten temat z nim rozmawiać.

Podjął decyzję.

OOO

Stanął przed drzwiami, które wyglądały tak samo jak jego.

Mam jeszcze szanse na odwrót, może lepiej nic nie wiedzieć … NIE! Sam tego chciałem, więc muszę ponieść konsekwencję swoich wyborów.

Wiedział, że to jego pokój, nie raz widział, jak wychodził on z za tych drzwi, w drodze na zajęcia. Westchnął ciężko i zapukał.

- Proszę!

Znalazł się w pomieszczeniu bliźniaczo podobnym do jego własnego. Z tym wyjątkiem, że tu dominowały barwy Slytherinu. Nie były to łagodne odcienie, lecz ciemne barwy. Brunet musiał przyznać, że naprawdę podoba mu się taki wystrój. Był bardziej męski. On mieszkał w pokoju uprzednio zajmowanym przez dziewczynę. Co prawda była ona również jego mamą… ale także dziewczyną.

- Eee… Czy mógłbym z Tobą porozmawiać?

- Co cię sprowadza w moje skromne progi … Gryfiaku? – Zapytał, siedzący na swoim łóżku Draco.

Harry nigdy nie wiedział co chce przez to określenie wyrazić Malfoy. Z jednej strony wiedział o tym, że Ślizgon nie pała raczej miłością do mieszkańców domu lwa, ale jednak w jego głosie można było wyczuć .. miękkość, gdy go tak nazywał.

- Chciałbym … eee … zapytać… wiesz może … co jutro się stanie …

- Z Weasley'em? – podsunął blondyn.

- Tak. Wiesz?

- Mogę się tylko domyślać.

- Ale i tak Twoje domysły będą raczej bliższe prawdy niż moje.

- Pewnie tak.

- Znasz ich dłużej ode mnie.

- Tak

- Wiesz do czego są zdolni.

- Tak.

- Jeden z nich jest twoim ojcem.

- Tak – powtarzał jak litanię.

- Sam zamieszasz stać się jednym z nich.

- Tak – w jego głosie była pewność.

- Więc … powiesz mi jakie są Twoje przypuszczenia?

- Mógłbym. Ale … nic za darmo.

Zaskoczony Harry spojrzał na blondyna.

- Więc … czego chcesz w zamian?

- Ciebie.

- Że co proszę? – Wykrzyknął

Draco tylko się zaśmiał.

- Spokojnie, Gryfiaku. Nie dybię na Twoją cnotę. Złamałeś mi nogę, więc nie mogę robić nic ciekawego. Nudzi mi się. Pomyślałem… że mógłbyś się ze mną napić.

- Aha … – odetchnął z ulgą.

- Umiesz pić, prawda?- zapytał z powątpieniem

- Tak – odpowiedział Harry, ale w jego głosie nie było pewności.

- Zobaczymy – na twarzy zagościł mu ślizgoński uśmiech.

- Może faktycznie będę potrzebował czegoś, gdy już mi opowiesz o …jutrze.

- Tak właściwie to myślę, że wszystko zależy od ciebie. Powiesz słowo, a oni będą go torturować albo zabiją. Wybór należy do Ciebie. Nie powiesz nic .. to potraktują go jak wszystkich wrogów.

- Czyli?

- Trochę Crucio i innych zaklęć torturujących. Zależy jak bardzo będzie się rzucać. Ewentualnie Imperio, ale wątpię by tego użyli. Jego poglądy były zbyt różne od tych należących do Czarnego Pana by Weasley mógł je zmienić, nie wzbudzając żadnych podejrzeń.

- Rozumiem. A co robią z nim później ? … Po torturach.

- Tego właśnie nie jestem pewien. Ale … chyba wiesz co go czeka. Nie mogą go szantażować, bo porwanie kogokolwiek z jego rodziny złamałoby Wasz kontrakt. A zresztą Weasley wyparł się rodziny, może nie do końca oficjalnie, ale jednak to zrobił.

- Więc go jednak zabiją? I … to będzie moja wina?

- Nie Gryfiaku, to nie będzie Twoja wina – powiedział miękko. – Ten zawszony rudzielec sam prosi się o taki los. Może nowy wiceminister nie będzie chciał zatwierdzić tych praw. Albo urzędnicy się wystraszą …

Harry otworzył oczy ze zdziwienia.

- Czy Ty próbujesz mnie pocieszyć?

- Może – odparł lakonicznie i dodał po chwili przerwy – Ja już odpowiedziałem na Twoje pytania, więc może zabierzesz swój zgrabny tyłek w kierunku mojej szafy i wyjmiesz z niej coś do picia. Ognista whisky stoi na samym dole.

Nie ruszył się z miejsca.

- Dlaczego miałbym grzebać Ci w szafie? I … nie mów nic o … moim tyłku. – Zaczerwienił się jak piwonia.

- Spokojnie, Gryfiaku. Widzisz, to jest bardzo proste. Nie mogę się ruszyć, ponieważ złamałeś mi nogę. Do jutra jestem zmuszony zostać w tej pozycji, jakiej jestem teraz, aby wszystko prawidłowo się zrosło.

- No dobrze – po otwarciu szafy blondyna, Harry dostrzegł sporą kolekcje butelek – a nie masz może piwa kremowego?

- Piwa kremowego? Czy ja mam trzynaście lat? Nie obrażaj mnie – jego mina zdradzała rozbawienie.

Brunet westchnął, wziął butelkę i usiadł obok blondyna na łóżku.

- A szklanki?

Draco wziął do ręki różdżkę i machnął nią. Od strony szafy przyleciały do niego dwa kieliszki. Położył je na łóżku i zaczął rozlewać alkohol.

- Wiesz, że mogłeś w ten sposób przywołać również butelkę a nie mnie wykorzystywać?

- Oczywiście. Ale wtedy straciłbym całkiem ładny widok, gdy nachylałeś się w mojej szafie.

Harry wolał tego nie komentować, za to wziął do ręki szklankę i upił duży łyk. To był błąd. Nigdy wcześniej nie pił tego trunku, a był on naprawdę mocny. Poczuł szczypanie w gardle, a do oczu napłynęły mu łzy.

Draco popatrzył tylko na niego i wybuchnął śmiechem. Prawdziwym, czystym śmiechem.

- Oj Gryfiaku … Twoja niewinność i nieznajomość świata jest po prostu słodka.

- Eee… Malfoy … Jesteś pewien, że nie piłeś niczego wcześniej ? A może to przez te leki ? Nie powinieneś niczego więcej pić. Zachowujesz się dziwnie.

- Może … może. Ale ja mam dzisiaj ochotę się upić. – Pociągnął ze swojej szklanki i uśmiechnął się rozbrajająco – a Ty będziesz mi towarzyszył.

- Merlinie, w co ja się znowu wpakowałem . – Wyszeptał do siebie.

- Więc Gryfonku …opowiedz mi jak wygląda życie w Gryffindorze. Skoro nie uprawiacie seksu i nie pijecie, z głową w książkach też nie siedzicie, bo raczej nie widać byście błyszczeli na lekcjach, no z wyjątkiem Granger oczywiście.

- Gramy w Eksplodującego Durnia … albo w szachy …

Rozmowa toczyła się gładko, a chłopcy byli coraz bardziej pijani. Nie było to nic dziwnego, szczególnie, że Harry nie potrzebował dużo by dojść do takiego stanu, a na jednej butelce się nie skończyło.

Około północy…

- Mam dość, chyba już pójdę.- Harry próbował się podnieś, ale nogi mu się zaplątały i widowiskowo spadł z łóżka.

W pokoju dało się słyszeć wybuch śmiechu.

- Widzę Gryfiaku, że nie będziesz w stanie dojść do swojego pokoju. A chyba nie chcesz by wujek Severus zbierał Cię z korytarza, choć nie powiem, mógłby być to ciekawy widok. Łóżko jest duże, możesz przespać się tutaj.

- Malfoy, nie będę spał z Tobą w jednym łóżku. Już wolę na podłodze.

- Jak chcesz – uśmiechnął się – ale, wiesz noce są zimne.

Draco podniósł się i udał w kierunku łazienki.

- Ej! Mówiłeś, że nie możesz chodzić! To dlatego nosiłem Ci whisky, bo nie byłeś ponoć w stanie prosto wycelować różdżką.

- Eliksir regenerujący miałem od Snape, a on jak wiesz, jest Mistrzem Eliksirów. – powiedział jakby to miało wyjaśnić jego cudowne ozdrowienie.

- No i ?

- No i mój Gryfiaku to, że wujek go ulepszył. Byłem w stanie chodzić już po dwóch godzinach od jego zażycia. Ale … udawanie chorego było całkiem zabawne. Szczególnie, że miałem tak troskliwą opiekę. – Wyszczerzył się.

- Ślizgon – miała to być obelga, ale głos go zawiódł.

- Uznam to jako komplement. – i poszedł w kierunku łazienki.

Draco wszedł do pokoju po dwudziestu minutach, w samych bokserkach.

- Malfoy, ubierz się do cholery! – Harry leżał na najbardziej miękkim kawałku podłogi jaki udało mu się znaleźć. Na razie nie był w stanie wczołgać się nawet na sofę.
- Czyżbym deprawował Twoje niewinne oczy? – Zapytał z błyskiem w oku – Możesz czuć się zaszczycony, bo i tak się dla Ciebie poświęcam . Normalnie sypiam nago – wszedł do łóżka i przykrył się do pasa kołdrą.

- Sypiasz nago w dormitorium razem z czterema innymi chłopakami?

- Czterema ? – Zapytał zdziwiony - Nic dziwnego, że nie macie życia seksualnego. W Slytherinie każdy uczeń powyżej czwartego roku ma osobne dormitorium.

- Chyba żartujesz. To … niesprawiedliwe. I niepotrzebne. To szkoła, a nie hotel.

- W moim domu mieszkańcy cenią sobie prywatność i minimum luksusu.

- Ta, jasne , minimum …A możesz mi powiedzieć dlaczego wyglądasz na trzeźwego, choć wypiłeś dwa razy więcej niż ja ?

- Praktyka, Gryfiaku. Ty też trochę popiłeś, a nawet nie plącze Ci się język.

- Za to kręci mi się w głowie i nie mogę wstać.

- Coś za coś.

Po pięciu minutach.

- Malfoy, śpisz?

- Próbuje … Co chcesz, Potter?

- Zimno mi … Nie masz jakiegoś koca?

- Nie mam. A łóżko jest naprawdę duże. Zmieścimy się. I nie zgwałcę Cię, obiecuję – dodał po chwili, a w głosie dało się słyszeć rozbawienie.

- No … ok.

Podszedł na chwiejnych nogach do łóżka i nakrył się kołdrą pod samą szyję.

- Malfoy …

- Co znowu?

- Jutro będziemy mieć ogromnego kaca, prawda? Jak to wytłumaczymy?

- Poproszę Snape'a o eliksir na kaca, nie przejmuj się.

- Ale wtedy się dowiedzą, że razem piliśmy.

- Tak. Wujek wie, że czasami lubię sobie popić. Daje mojemu domowi czasem trochę tych specyfików na wszelki wypadek. Nie ma nic przeciwko.

- No … ale on nie wie, że możesz pić ze mną.

- Jakoś się wytłumaczymy, pomyślimy rano. A teraz śpij Gryfiaku. Dobranoc.

- Dobranoc, Draco – wymamrotał sennie

Blondyn nie był pewien czy się nie przesłyszał.

OOOOO

Harry obudził się i miał wrażenie, że zaraz głowa pęknie mu na pół. Otworzył leniwie oczy, lecz zaraz szybko je zamknął. Cały pokój wypełniony był ostrymi promieniami słońca, które wpadały przez okno.

Albo jest już po południu, albo … nie jestem w swoim pokoju

Dopiero po chwili dotarły do niego wspomnienia wczorajszego wieczoru.

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Blondyna nie było już w łóżku. Dochodziły natomiast do niego dźwięki branego w łazience prysznica. Stanowczo za głośny.

- Ał …moja głowa – jęknął żałośnie

- Spokojnie Gryfiaku, zaraz coś na to zaradzimy – Draco pojawił się w drzwiach łazienki. Wycierał wilgotne włosy, a na sobie miał jedynie ręcznik przewieszony wokół bioder.

- Dlaczego wyglądasz tak dobrze? – Spytał Harry.

- Podobam ci się Gryfiaku? Myślałem, że wolisz dziewczynki.

- Wrr. Wiesz o co mi chodzi. Dlaczego nie wyglądasz jakbyś miał kaca!

- Mówiłem ci, wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. A zresztą mocną głowę odziedziczyłem po przodkach. – Uśmiechnął się rozbrajająco.

- Na Merlina. Czy ktoś Cię wczoraj podmienił? Myślałem, że to przez alkohol czy leki …Ale Ty nadal zachowujesz się dziwnie. Nie pamiętasz już? Potter i Malfoy. Para idealnych wrogów.

- W sumie masz racje. Co zrobią biedni uczniowie jeśli pozbawimy ich rozrywki naszych spektakularnych kłótni? A z drugiej strony, co oni mnie obchodzą.

- Uf. Myślałem, że już do reszty wyssało Ci mózg. Ale widzę, że masz jednak w sobie trochę egoizmu. A teraz dokonaj cudu i załatw mi ten eliksir na kaca, bo nigdy nie pozbędziesz się mnie z łóżka!

- Ciekawa propozycja. Więc może jednak nic Ci nie przyniosę …

- Malfoy! – Warknął ostrzegawczo gryfon

- Dobra, dobra, nie pokazuj pazurków kociaku – zaśmiał się perliście.

Harry rzucił mu spojrzenie wygłodniałego Puszka.

- Dobra, tylko się ubiorę i już idę. A Tobie podczas mojej nieobecności radzę wziąć prysznic. Świeże ubrania masz na szafce w łazience.

Gdy ubrany już Malfoy, wyszedł z pokoju, Harry wstał i poszedł do łazienki. Wziął zimny prysznic i przebrał się w rzeczy Ślizgona. Były to beżowe spodnie i niebieski, jasny t-shirt. Na szczęście byli podobnej postury i wzrostu. Harry przytył też przez ostatnie dwa tygodnie, a dzięki godzinom spędzanym na fechtunku, jego ciało zaczęło nabierać mięśni. Wyszedł z pokoju i postanowił poczekać na blondyna.

Na szczęście nie trwało to długo, Draco szybko wrócił, a w ręku miał fiolkę, która w mniemaniu Harry'ego warta była teraz wszystkiego. No, prawie.

Wypił duszkiem lek i poczuł natychmiastową ulgę.

- Za dziesięć minut jest śniadanie. A potem mamy przerwę. Myślę, że powinniśmy wyjść w tym czasie na dwór. Dobrze nam zrobi odpoczynek – powiedział Ślizgon.

Gryfon prawie zapomniał co miało się dzisiaj stać. Momentalnie stracił resztki dobrego humor, spowodowane eliksirem Snape'a. Jednak zgadzał się z blondynem. Nie chciał być w tym czasie w domu.

Zeszli na śniadanie. Posiłek minął w ciszy, lecz Harry cały czas czuł na sobie wzrok Mistrza Eliksirów. Po posiłku został przez niego poproszony o rozmowę w cztery oczy. Gdy wszyscy wyszli już z jadalni, Snape zapytał.

- Skąd masz to ubranie? Wiem, że takiego nie kupowaliśmy. Wszystkie twoje rzeczy były w ciemnych kolorach.

Harry zarumienił się, nigdy nie pomyślałby, że profesor może pamiętać jakie ciuchy mu kupił.

- Eee. Należą do Malfoy'a. Trochę wieczorem .. wypiliśmy i potem zasnęliśmy – próbował się tłumaczyć

- Spałeś z Draco? – spytał zaskoczony.

- Tak. To znaczy NIE! Nie tak jak pan może sobie wyobrażać – teraz wiedział, że nawet uszy ma czerwone ze wstydu.- My .. po prostu spaliśmy obok siebie, a potem rano wziąłem prysznic. SAM – podkreślił – i Draco pożyczył mi swoje ubrania. Jakoś samo tak wyszło.

W oczach Snape dało dostrzec się rozbawienie. Lecz po chwili spoważniał.

- Chciałem o coś zapytać i liczę , że odpowiesz mi szczerze Potter. Czy jesteś gejem?

To nie było pytanie z serii tych, po których zostaje się wyśmianym bez względu na odpowiedź. Harry wiedział, że Severus jest autentycznie ciekawy.

- Nie , chyba nie, nie wiem – powiedział cicho i spuścił głowę.
- Nie ma się czego wstydzić, jakbyś był. Czarodziejski świat jest bardzo tolerancyjny. I jestem pewny, że nikt nie będzie się z Ciebie nabijał z tego powody – powiedział prawie ojcowskim tonem, a Harry w duchu mu za to dziękował. Gdyby wcześniej ktoś powiedział mu, że będzie prowadził miłą pogawędkę z Mistrzem Eliksirów, na temat swoich preferencji seksualnych, odesłałby go szybko do Świętego Munga. A dzisiaj nie dość, że to się stało, to po tych kilku słowach profesora Harry poczuł się o wiele lepiej.

- Dziękuję, profesorze. Pójdę już. Umówiłem się z Draco, że pójdziemy po śniadaniu na błonia, pewnie już tam na mnie czeka. Wiem, że wy … macie coś innego na głowie.

- Tak, odpoczynek na świeżym powietrzu dobrze wam zrobi. Wróćcie na obiad. Dzisiaj nie będziecie mieć zajęć ani z Tomem ani Martinem.

- Dobrze profesorze, do zobaczenia.

OOO

Ślizgon faktycznie już na niego czekał. Leżał w kąpielówkach na leżaku, nad basenem.

- O co chodziło Snape'owi?

- Spytał mnie czy jestem gejem – odpowiedział szczerze Harry, zanim pomyślał co mówi.

- Naprawdę? – Blondyn uniósł się na leżaku i popatrzył na gryfona z zaciekawieniem – I co odpowiedziałeś?

Gryfon przeklinał się za swój długi jęzor.

Dlaczego ja zawsze mówię, a potem myślę? – Zapytał sam siebie, zrozpaczony. - Może jeśli udam, że nie usłyszałem pytania to … zapomni?

Nie, wiedział, że Ślizgon mu nie odpuści. Położył się na leżaku obok, nie zwracając uwagi na pytający wzrok blondyna. Popatrzył się chwilę na bezchmurne niebo.

- Nie zaprzeczyłem – powiedział bardzo cicho, ale wiedział, że Ślizgon doskonale go słyszy.

Nie odzywali się do siebie przez kolejne piętnaście minut. Lecz była to dobra cisza, taka jaka panuje jedynie między kumplami, a nie taka, która ciąży nieznajomym, którzy nie wiedząc jak ją przerwać.

Lecz coś przerwało chłopcom ten błogi spokój. Jakiś głos.

Nie uciekaj myszko, wiesz, że przede mną się nie ukryjesz. Złapię cię.

- Słyszysz? – Spytał Harry podniesionym głosem. I poderwał się z leżaka.

- O co chodzi? Nic nie słyszę – odpowiedział obojętnie blondyn.

- No … musisz słyszeć, chyba, że … - rozejrzał się.

W ich kierunku sunął ogromny wąż.

- Malfoy … To Nagini – powiedział cicho.

Ślizgon natychmiast poderwał się i stanął obok Gryfona. Zawsze bał się tego ogromnego stwora, choć nigdy by się nikomu do tego nie przyznał.

Witaj Harry Potterze, mój pan wiele mi o tobie mówił.

Czego chcesz? – Wysyczał Harry w języku węży.

Tylko się przywitać. Nie zamierzam wam zrobić krzywdy. Mój pan mi nie pozwala.

Już się przywitałaś, to może teraz stąd odejdziesz?

Dlaczego? Mój pan jest teraz bardzo zajęty i nie ma dla mnie czasu. Nudzi mi się, a ty jako jedyny znasz mój język.

- Harry – poczuł jak blondyn szarpie go za rękaw bluzki – czego chce ten waż?

- Nie bój się, nie zrobi nam krzywdy. Chce tylko porozmawiać.

- Nie boję się! – zaperzył się Draco – Malfoy'owie niczego się nie boją!

- Jasne, jasne – odpowiedział z uśmiechem gryfon

O czym chcesz porozmawiać?

Może o Hogwarcie? Mój pan tak dobrze go kiedyś wspominał. Dostał mnie zaraz po jego ukończeniu. Wiedziałam, że tęskni za tym miejscem. Jak tam teraz jest?

I brunet opowiadał. O nauczycielach, lekcjach, a nawet swoich przyjaciołach. Nagini zdradziła mu kilka zabawnych anegdot z czasów kiedy to Tom uczęszczał do szkoły.

W miarę mijanego czasu obydwaj młodzieńcy odprężali się w towarzystwie węża. Harry co jakiś czas tłumaczył Draco co Nagini ma do powiedzenia, jak i również przekazywał jej uwagi blondyna.

Nawet nie zauważyli kiedy minęło kilka godzin i musieli udać się na obiad. Dzięki rozmowie z wężem Harry całkowicie zapomniał o sprawie Percy'ego. Rozstali się przy drzwiach, bo Nagini stwierdziła, że pójdzie zapolować na coś większego.

OOO

Gdy dotarł na obiad czekała go wielka niespodzianka. W jadalni były dwie dodatkowe osoby.
Jedną z nich była kobieta, pewnie to ta o której wspominał wczoraj Tom, a drugą Remus Lupin we własnej osobie. Harry popatrzył niepewnie na swojego byłego nauczyciela, w końcu raczej nie powinno go tu być, gdy jest poszukiwany przez cały Zakon, ale jak dostrzegł uśmiech na twarzy wilkołaka to szybko podbiegł do niego i przytulił mężczyznę. Lunatyk odwzajemnił uścisk.

- Harry! Ale urosłeś! Te ubrania, brak okularów i przytyłeś! Wyglądasz rewelacyjnie. – Powiedział szczerze i jeszcze raz mocno przytulił chłopaka.

- Ty również.- Odpowiedział, ale to nie była prawda i obydwoje dobrze o tym wiedzieli.

Ubranie Remusa było w opłakanym stanie. Sam wyraźnie schudł, jego twarz była nienaturalnie blada, a oczy podkrążone. Przy nim nawet Malfoy wyglądał na opalonego.

– Zostaniesz tu ze mną, prawda?

Lupin popatrzył po wszystkich obecnych w jadalni. Po rozmowie z Severusem nie wiedział co zrobić. Zaoferowano mu schronienie, ale liczyło się to jednocześnie z odrzuceniem Zakonu. Z drugiej strony dyrektor nic nie zrobił by mu pomóc w tej sytuacji. Widok Harry'ego pomógł mu jednak w podjęciu decyzji.

- Tak, zostanę z Tobą.

Na twarzy Gryfona pojawił się szczery uśmiech, który w mniemaniu kilku osób obecnych w jadalni, wart był naprawdę wiele.

- Harry, Draco to Anna Blauth. – Powiedział Tom wskazując na piękną kobietę stojącą obok Snape'a. Wyglądała na młodszą od profesora, a w czerwonej, długiej sukni prezentowała się jak jedna z dam, które Gryfon widywał na portretach w Hogwarcie.

Harry skinął grzecznie na powitanie, natomiast Ślizgon, jak na arystokratę przystało, podszedł do kobiety i pocałował jej dłoń na przywitanie, obdarowując przy tym gościa przyjacielskim uśmiechem.

- Miło mi panią poznać. Ojciec wiele opowiadał o pani.

- Również jest mi miło, Draco. Rzadko spotyka się tak dobrze wychowanych młodzieńców jak Ty - on również otrzymał w prezencie piękny uśmiech od kobiety.

Harry poczuł się głupio. Może powinien teraz zrobić to co blondyn, ale z drugiej strony bał się, że zbłaźni się swoim zachowaniem. Że powie lub zrobi coś, co zostanie źle odebrane. Bezpieczniej było stać z tyłu. Jednak kobieta jakby czytając w jego myślach, podeszła do niego i również obdarzyła uśmiechem.

- Witaj, Harry. Mogę Ci tak mówić prawda? – Skinął głową – Dużo o Tobie słyszałam od Severusa. Od razu widać, że nie jesteś taki jak ojciec.

- Znała pani mojego tatę?

- Tak, mamę również. To ją mi przypominasz. Nie chodzi mi tu o wygląd. Ja wyczuwam aurę otaczającą ludzi, jestem wampirem.

Harry lekko się zdziwił, ale z drugiej strony mógł się przecież tego spodziewać. W końcu jej imię padło w takich, a nie innych okolicznościach i przybyła tu po ochronę. Musiała być kimś w tym rodzaju.

- Widzę, że nie przejąłeś się tą informacją. Bardzo mnie to cieszy.

- Byłbym hipokrytą, gdyby tak się stało. W końcu wśród moich przyjaciół jest półolbrzym i wilkołak. I są oni wspaniałymi ludźmi. – ostatnie słowo wyraźnie podkreślił.

Kobieta jeszcze raz obdarzyła go uśmiechem i odeszła w kierunku profesora eliksirów, który zajmował krzesło przy stole. Reszta osób również poszła w ich ślady.

To był wspaniały obiad dla Harry'ego. Czuł się szczęśliwi z powodu obecności Remusa. Dogadywał się z Draco i Snape'm. Poznał inne oblicze Toma. A lekcje szły mu znakomicie. Nikt nie wspominał również o Percy'm. Za co był im wdzięczny.

Gdy kończyli obiad, do jadalni wpełzła Nagini. Nikt nie zdziwił się jej obecnością, do póki zamiast udać się do Toma, wąż przystanął koło Harry'ego i położył swój duży łeb na jego kolanach. Harry pogłaskał ją po głowię.

- Co to ma znaczyć? – odezwał się w końcu Snape, wypowiadając na głos pytanie, które dręczyło wszystkich oprócz Dracona.

- My tak jakby zaprzyjaźniliśmy się przed południem – odpowiedział Gryfon.

Udało ci się coś upolować?

Tak, dorwałam wyjątkowo apetycznego lisa.

Tylko Tom roześmiał się na te słowa, a reszta patrzyła na niego jak na wariata. No, może z wyjątkiem młodego Ślizgona. Dla nich wszystkich nadal brzmiało to tak, jakby Harry szczuł węża.

Dokończyli obiad w ciszy, a Gryfon razem z wężem i Tomem wspólnie syczeli do siebie.

Wcale nie podobało się to innym gościom, siedzącym przy stole. Nawet gdy co jakiś czas dwójka rozmówców śmiała się cicho. Dla nich brzmiało to dziwnie.

Umówili się jeszcze, że Lupin pomoże Look'owi w prowadzeniu zajęć, a Anna poćwiczy z chłopcami fechtunek. Wampiry miały to we krwi i rzadko chciały zdradzać swoje sztuczki innym. Dlatego Draco i Lucjusz czuli się zaszczyceni. Harry pewnie też by się tak czuł, gdyby wiedział jak wielkie spotyka go wyróżnienie, lecz nie miał o tym pojęcia.

Gdy nadeszła godzina stawienia się na błoniach, w oczach Malfoy'ów można było zobaczyć podekscytowanie. Anna zmieniła swoją suknię na wygodniejsze, białe spodnie i luźniejszą bluzkę, tego samego koloru, ale jej uroda nawet minimalnie na tym nie ucierpiała. Miała ona również przy sobie miecz, schowany w pochwie przywieszonej do paska.

Draco i Harry mieli stoczyć między sobą walkę i pokazać czego się nauczyli. Anna często im przerywała i pokazywała jakie błędy robi Gryfon i jak je wyeliminować. Harry po zastosowaniu się do wskazówek zauważył, że idzie mu o wiele lepiej. Kobieta zachwycona była umiejętnościami Ślizgona i często wyrażała to głośnymi komplementami. Złoty Chłopiec pomyślał, że ego blondyna nie może być chyba większe, niż po czasie spędzonym z wampirzycą. Walka trwała dłużej niż zwykle, dlatego chłopcy zmęczeni, ale również szczęśliwi, od razu udali się na kolację.