Rozdział 6 – „ Zdobycz Itachi`ego "

Orochimaru, Sasuke i Naruto usłyszeli cichy szloch koinu (szczeniaka) siedzącego samotnie pod drzewem na polu treningowym. Nogi zgięte w kolanach podciągnięte miał pod brodę, a ręce założone wokół kolan ściśle je przyciągając do siebie, jego broda lekko drżała od ciężko powstrzymywanego płaczu. Nie zauważając zbliżających się przyjaciół położył się na ziemi poddając się całkowicie ogarniającemu go smutkowi.

Widząc Lee w takim stanie Sasuke poczuł wzrastającą nienawiść do Neji`ego za bezmyślne traktowanie koinu, Naruto i Oro-chan uklękli obok wystraszonego malca. Orochimaru wziął Lee na kolana przytulając go do siebie, a Naruto głaskał i drapał Inu za uszami. Kitsune zachwycił się jedwabistością włosów chłopaka i nie mogąc się powstrzymać wtulił pyszczek w nie inhalując cudowny zapach, jaki emanował od siebie chikai koinu (mały szczeniak). Sasuke uklęknął również przy Lee zajmując się jego ogonem.

- Pięknie pachnie, prawda? – Naruto przytaknął na pytanie neko tulącego do siebie ogon psiaka.

- Tak … - potwierdził lisek ponownie wciągając zapach Lee. - … zupełnie jak wiosna i …i …

- Wiśnia. – Podsunął Orochimaru spoglądając na nastolatków.

***

Roztaczającą ciszę w ogrodzie przerywała, co jakiś czas przewracana kartka książki spoczywającej w dłoniach czerwono okiego lisa, który relaksował się przed oficjalnym przejęciem stanowiska Hokage przez jego męża. Minato po wyjściu Naru-chan i Sasu-chan udał się do wieży, aby omówić szczegóły z Sarutobi`m. Kyuubi obawiał się czy to nie wpłynie na ich dotychczasowe życie, ale nic mu innego nie pozostawało jak zaufać losowi i powierzyć mu ich życie. Odchylając głowę do tyłu Kyuubi zamknął książkę i zaczerpnął głęboko powietrze. W przestrzeni roznosił się znajomy zapach.

- Czy to możliwe? – Poderwał się gwałtownie z fotela przewracając go do tyłu, rozejrzał się wokoło, ale nikogo tam nie było.

- Nie możliwe! To jest po prostu nie możliwe! – Powtarzał ciągle wybiegając na ulicę i kierując się do wieży Hokage.

- Minato on na pewno będzie wiedzieć coś więcej, a jak nie to Sarutobi.

---

- Tak… - Zamyślił się Sarutobi spoglądając za okno. - … o 19 oficjalnie przejmiesz moje obowiązki drogi chłopcze. – Obracając się w stronę siedzącego na kanapie Minato, Sarutobi uśmiechnął się podchodząc do niego i kładąc mu rękę na ramieniu.

- Widzę, że bardzo cię to cieszy Sandaime … - Uśmiechnął się beztrosko Minato - … mam jeszcze jedną wiadomość do zakomunikowania, a raczej mój nowy zięć.

Zdziwienie malujące się na twarzy Hokage jeszcze bardziej rozbawiło blondyna.

- O kim mówisz? – Puszczając ramię Minato, Sarutobi usiadł naprzeciwko niego czekając na odpowiedź. – Przecież masz tylko jednego syna, który dopiero za mniej więcej pół roku osiągnie odpowiedni wiek do szukania partnera?

- Już znalazł, albo raczej oni się znaleźli. – Minato odrzucił głowę do tyłu zamykając oczy na chwilę.

- Chcesz powiedzieć, że już się naznaczyli?! – Blondyn spojrzał na pochylającego się staruszka.

- Hai i muszę przyznać, że Naru-chan wybrał idealnie. – Mały uśmieszek zaczął błąkać się na ustach Minato.

- Kogo? – Zapytał w końcu Sarutobi.

- Sasuke Uchiha.

Chwila ciszy, jaka zapanowała w pomieszczeniu została przerwana gromkim śmiechem starca, który trzymał się pod boki i śmiał się, aż do bólu.

- Wiedziałem, że Uchiha szybko i cicho działają, ale że aż tak? – Kręcił głową zaskoczony, ale i rozbawiony Sandaime. – Tego się nie spodziewałem … ha ha ha ha….

- Minato! – Krzyknął Kyuubi wskakując przez okno w wieży. – On tu jest! On tu jest!

Przerażony Minato zerwał się z miejsca łapiąc rudzielca w ramiona próbując go uspokoić.

- Ale jak? – Blondyn gładził roztrzęsionego Kyuubi`ego w ramionach. – Przecież Hoko …

Kyuubi spojrzał na męża kręcąc głową przecząco.

- Nie Hoko! – Chwycił Minato za poły płaszcza. – Shukaku! – Uśmiech rozszedł się po twarzy rudzielca – Shukaku tu jest i do tego nie sam. Wyczułem przy nim chakre podobną do niego.

- Kyuu. – Szepnął czule Minato przytulając męża do siebie.

- Z dzieckiem. Jest tu z synem, jestem tego pewien. – Rudzielec siadając na kolanach Minato zwrócił się do Sandaime. – Czy wie pan gdzie jest mój brat? On tu musi być!

- Długie krwisto czerwone włosy i ciemno zielone oczy? – Zapytał opierając brodę na dłoniach.

- Hai! – Krzyknął Kyuubi podskakując energicznie na kolanach męża.

- Lord Shukaku jest Yondaime Kazekage (czwartym Kazekage) Sunagakure i … - Zawahał się na chwilę. - … tam mieszka.

- Ale… - Czerwone oczy ze smutkiem patrzyły na niego.

- Jednak w Konoha jest jego syn, Gaara.

***

- Oto:san (ojcze) … - Ciężkie westchnienie wydobyło się z ust czerwono-włosego Tanuki, który siedział rozparty na ławce w parku. - … jesteś Kazekage, więc zachowuj się tak jak na to stanowisko przystało.

- Demo (ale) Gaara-chan … - Zaczął się dąsać Shukaku. - … jestem taki samotny w Suna bez ciebie.

- Nie wracam. – Rozległ się monotonny, znudzony głos szopa. – Przynajmniej nie bez niego.

- KOGO?! – Zdenerwował się Shukaku, że nie udało mu się przekonać syna.

- Watashi-no chikai, kawaii koinu (mojego małego, słodkiego szczeniaczka).

- Gaara-chaaan! – Próbował nadal demon.

- Na mnie to już nie działa. – Odezwał się Gaara z półuśmieszkiem na twarzy wspominając czas, kiedy jego ojciec ciągle to robił, aby go przekonać do zrobienia czegokolwiek.

- Spróbować zawsze można. – Odezwał się poważnym głosem starszy rudzielec.

- To co robimy? – Zapytał znudzonym głosem młody Tanuki.

- Skoro nie udało mi się przekonać cię do powrotu do domu … - Shukaku zaczął kierować się w stronę centrum handlowego - … musimy ci coś kupić do mieszkania.

- Po co? – Gaara zrównał krok z ojcem z myślą, że wcale nie podobają mu się jego zamiary.

- Gaara – Shukaku przystanął spoglądając na syna z degustowanym spojrzeniem. – Przecież oprócz łóżka w sypialni i kanapy w salonie, a i jeszcze stołu i dwóch stołków w kuchni nie masz nic w tym twoim mieszkanku.

- Zbędne rzeczy są nie potrzebne. – Odparł obrażonym tonem szop, któremu się nie podobało wytykanie jego braków. Nawet, jeśli to tylko mieszkanie.

- Och nie dąsaj się tak! – Shukaku zmierzwił włosy synowi ciągnąc go w stronę centrum. – A teraz opowiedz mi o moim przyszłej synowej.

- Oto:san to jest chłopak. – Gaara zmierzył ojca kalkulacyjnym wzrokiem.

- Urodzi twoje dzieci, prawda? – Zapytał Shukaku nie zwalniając kroku.

- Hai. – Gaara już wiedział, do czego zmierza ojciec.

- Więc, jaki jest? – Nie dawał za wygraną Shukaku.

***

- Jeszcze raz … - Przybity Lee patrzył na Sasuke i Naruto. - … dlaczego tu jestem?

- Żeby podnieść cię na duchu! – Radośnie zawołał Kitsune siedzący na fotelu obok Lee.

- To dlaczego Haku ścina mi włosy… - Inu spojrzał do lustra obserwując jak z każdym ruchem nożyczek Haku, jego włosy opadają na ziemię.

- Haku jest najlepszy w swoim fachu. – Sasuke stojący oparty o ścianę uśmiechnął się na uroczy widok miny Inu na utratę swojej dotychczasowej fryzury.

- Ale mi było dobrze z tym co miałem. – Zakwilił Lee na stołku fryzjerskim próbując uciec z pod kolejnych cięć nożyczek.

- Chyba żartujesz?! – Naruto obrócił się w stronę Inu. – Nie chcesz powiedzieć, że podobało ci się to co miałeś na głowie!?

- Noo tak. – Koinu zarumienił się lekko. Nie chciał się przyznać, że nigdy nie podobała mu się fryzura z pod ręki ojca, a raczej garnka.

- Widzę, że nie … - Rozradował się lisek zaglądając w zarumienioną twarzyczkę Inu.

Lee ciężko westchnął poddając się dłonią Haku. Orochimaru podniósł go za brodę do góry patrząc na swoje dzieło.

- Ałłł! – Zawył chłopak na kolejne szarpnięcie przy jego brwiach. – I dlaczego Oro-chan grzebie mi przy brwiach!?

- Nie grzebie… - Naruto śmiał się otwarcie z zagubienia Inu. - … tylko ci je reguluje.

- Demo do:shite? (ale dlaczego) – Dopytywał się Lee uciekając z głową swoim oprawcą.

- Żebyś nie miał takich krzaczastych! – Naruto zeskoczył z fotela i stając przy nim poklepał tam gdzie właśnie siedział patrząc na Sasuke.

Słynny uśmieszek Uchiha znalazł się na blado różowych ustach neko, który patrzył na nieme przywołanie go przez liska czekającego cierpliwie na niego. Błyszczące lazurowe oczy kusząco spoglądały w jego kierunku z pod trzepoczących rzęs liska, który zwilżył języczkiem czerwone usteczka. Sasuke jak zahipnotyzowany patrzył na anata-no chikai koibito (swojego małego ukochanego), który uwodził go świadomie i bardzo się mu to podobało. Podszedł do fotela siadając na nim i z chwilą jak tylko usiadł, Naruto zaczął się na niego wdrapywać.

Mając swoje pośladki na udach Sasuke, Naruto zaczął się na nim wiercić szukając odpowiedniej pozycji. Sasuke nerwowo przełknął ślinę próbując odgonić erekcję, którą nieświadomie zaserwował mu Naruto. Ale do póki lisek kręcił się na nim było to nie możliwe. Kładąc rękę na jego klatce przyciągnął go mocno do siebie sprawiając, że jego erekcja znajdowała się dokładnie tam gdzie powinna być, a mianowicie między jędrnymi pośladkami Naruto. Lisek znieruchomiał, jak tylko poczuł Sasuke między pośladkami, z rumieńcami na twarzy nie ruszył się ani o centymetr, aby nie pogorszyć sytuacji, w jakiej się znalazł Sasuke przez niego.

- Gotowe! – Powiedzieli równocześnie Haku i Oro-chan obracając Lee w ich stronę.

- Och! – Sapnął Naruto gapiąc się na nowy wizerunek Lee.

- Hn. – Była jedyna odpowiedź Sasuke, który nie mógł oderwać wzroku od ukazanej urody koinu (szczeniaka).

- Aż tak źle? – Zapytał zmartwiony Lee dziwną reakcją przyjaciół.

- Źle?! – Zachwycony Naruto zeskoczył z kolan neko łapiąc skołowanego Inu w ramiona. – Jesteś taki śliczny, że mam ochotę cię ściskać i…

- Przecież to robisz Naru-chan. – Uśmiechnął się Lee pokazując swoje dołeczki w policzkach.

- Kawaii!!! – Kitsune jeszcze mocniej zaczął tulić i ściskać psiaka, który radośnie machał ogonem i uszami.

- To znaczy, że dobrze? – Dopytywał się Lee.

- Sam się przekonaj. – Sasuke odsunął delikatnie podekscytowanego Naruto i obrócił Inu w stronę lustra.

Czarne oczy Lee rozszerzyły się ze zdziwienia. Niepewnie uniósł rękę do włosów dotykając je i oglądając z każdej strony. Nie mógł uwierzyć, że ta osoba w lustrze to on. Wstał z fotela podchodząc blisko do lustra uniósł dłoń kładąc ją na szklanej tafli odbijającej jego podobiznę.

Niegdyś równa grzywka, teraz pocieniowana ładnie się układała odsłaniając oczy i ładny łukowaty kształt brwi. Obrócił głowę oglądając tył, który był lekko podgolony i wysoko wycieniowany, bardzo mu się to podobało. Zachichotał cicho łapiąc pozostawione z przodu twarzy dłuższe pasma włosów wydłużające nieco jego dziecięco zaokrągloną twarz. Patrzył na siebie zachwyconym wzrokiem, obrócił się w stronę czekających przyjaciół.

- Arigato. (dziękuję) – Uściskał mocno Haku i Oro-chan.

- To była czysta przyjemność pracować przy tak ślicznym chłopcu. – Uśmiechnął się Haku mierzwiąc nową fryzurę koinu, który zarumienił się słodko.

- Hai … - Oro-chan chwycił Lee w ramiona unosząc go na wysokość swojej twarzy. - … Kirei koinu (śliczny szczeniaczek). – Ucałował Lee w czubek nosa, który stał się jeszcze bardziej czerwony, niż był.

Wypuszczając Lee z ramion i stawiając go na ziemi pożegnał się szybko ze wszystkimi i wrócił do kliniki czekając na przybycie swojego asystenta z Otogakure. Chłopcy również pożegnali się z Haku udając się dalej w poszukiwaniu nowych ubrań dla Lee.

***

Białowłosy osiemnastolatek szedł ulicami Konoha rozglądając się po nowym miejscu, w którym przyszło mu żyć. Do tej pory mieszkał i pracował w Otogakure dbając o interesy Orochimaru-sama, ale już od dłuższego czasu Sannin przestał bywać w Oto całkowicie przenosząc się do Konoha za swoim mężem. Miesiąc wcześniej dostał propozycję od Oro-chan na stanowisko asystenta w klinice, którą prowadzi razem z Tsunade. Chłopak się zgodził widząc w tym swoją szansę na zdobycie kolejnego doświadczenia.

Osiemnastolatek spojrzał na zegarek. Dochodziła siedemnasta, czyli ma jeszcze ponad godzinę do spotkania z Sannin`em, a to pozwala mu na obejrzenie nowego mieszkania.

Po dziesięciu minutach drogi znalazł się pod wskazanym adresem. Stojąc przed mieszkaniem stwierdził, że to musi być jakaś pomyłka, przecież nie może mieszkać w tak bogatej okolicy. Orochimaru musiał podać mu zły adres. Sprawdził jeszcze raz kartkę i wszystko się zgadzało.

- Czy mogę ci w czymś pomóc? – Chłopak odwrócił się gwałtownie na dźwięk obcego głosu.

Przed nim stał najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widział. Wzrok białowłosego przesuwał się po postawnej sylwetce nieznajomego. Długie nogi ukryte pod luźnymi, czarnymi dżinsami, ale domyślał się, że muszą być umięśnione, wąska talia, klata i brzuch uwidoczniony pod obcisłą białą koszulką, która niewiarygodnie kontrastowała z jego długimi czarnymi włosami. 'Ciekawe jak wygląda w rozpuszczonych włosach? – Zastanawiał się chłopak przechodząc wzrokiem na twarz – Boże, chyba tego nie pomyślałem?!'

Sapnął cicho na głębię onyksowych tęczówek wpatrujących się w niego z rozbawieniem i długi czarny ogon owijający się wokół jego nogi. 'Ogon?! – Przeraził się nastolatek – Jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć.?'

- Znalazłeś coś, co ci się spodobało? – Zapytał nieznajomy robiąc krok w kierunku swojej ofiary, która tak pięknie się rumieniła.

- Nie wiem, o czym mówisz. – Upierał się białowłosy robiąc mały krok do tyłu.

- Sądzę, że wiesz doskonale – Mężczyzna zrobił kolejny krok w kierunku cofającego się chłopaka. 'Takie śliczne długowłose śliczności wpadło mi w ręce… - pomyślał czarnowłosy wyciągając rękę w stronę białych włosów związanych w kucyk czerwoną wstążką. - … wygląda na to, że nie tylko Sasuke będzie miał swojego koibito, ale również ja.'

Widząc drapieżny uśmiech na twarzy obcego białowłosy cofnął się jak najdalej do tyłu, ale daleko nie zaszedł. Jego plecy znalazły się oparte o masywne betonowe ogrodzenie, jego przyszłego domu.

- Nie uciekaj ode mnie śliczności… - Czarne oczy z rządzą wpatrywały się w zastraszone stworzonko przy murze. - … musimy się przecież poznać.

Dwie ręce nieznajomego znalazły się po obu stronach głowy chłopaka przypartego do muru. Lekko rozchylone różowe usta łapczywie łapały powietrze, kiedy jedna ręka ściągnęła jego okulary chowając je w kieszeni spodni obcego.

- Masz piękne oczy… - czarnowłosy przybliżył swoją twarz do zaróżowionej twarzyczki białowłosego. - … a imię?

- K-Kabuto … - Wyjąkał zlękniony coraz bardziej chłopak.

- Idealnie. – Szepnął czarnowłosy do ucha Kabuto kolanem naciskając na jego kroczę.

- Ngh… - Jęknął chłopak na systematyczny nacisk na jego dolne partie ciała. - … Pro-szę przestać!

- Nie mam ochoty. – Czarnowłosy przycisnął swoje całe ciało do drobnego ciała Kabuto, który od razu wyczuł nabrzmiałą męskość obcego.

- Arghh! – Głośny jęk Kabuto jeszcze bardziej rozpalił czarnowłosego, którego usta zaczęły błądzić po smukłej szyi nastolatka wyrywając kolejne jęki z jego słodkich ust.

- Hmm… taki słodki … - Wyszeptał obcy zanim przejechał językiem po krtani Kabuto.

***

- Lee wychodź! – Domagał się Naruto stojąc przed przebieralnią, do której dwadzieścia minut wcześniej wszedł koinu i nie chce wyjść.

- Iie! – Krzyknął Lee zza zamkniętych drzwi.

Sasuke siedział w poczekalni czekając cierpliwie na pojawienie się Inu. Współczuł Lee. Ale wiedział, że jest to dla niego najlepsze wyjście. Jego zmiana wyglądu to pierwszy krok do nowego życia, musi zapomnieć o tępym Hyuuga, który nawet nie zauważył, jaki skarb ma pod nosem.

Hałas, jaki robili Lee i Naruto przyciągał uwagę innych w sklepie, ale nikt się nie ośmielił powiedzieć słowa widząc, że chłopcy są w towarzystwie Sasuke, który pilnował krzyczącego liska i psiaka jak oka w głowie. Sasuke uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie spojrzeń, jakie dostawał Lee od przechodniów. Wpadający mężczyźni na słupy i wściekłe spojrzenia zazdrosnych kobiet dostarczyły Sasuke prawdziwej rozrywki. Jednak jedna osoba szczególnie przyciągła jego uwagę. Był to czerwonowłosy syn Kazekage, który z jakiegoś dziwnego powodu postanowił zamieszkać w Konoha. Teraz już wie z jakiego. Lee.

Gaara jak tylko spostrzegł zmianę, jaka zaszła w Inu przystanął z wrażenia, przez co jego ojciec wpadł na niego. Sasuke znowu się zaśmiał przypominając sobie otwartą paszczę Tanuki i rozbawiony wzrok Kazekage, jak spostrzegł spojrzenie syna na pewnym słodkim koinu.

Osuneko odwrócił głowę w prawo patrząc na Gaare, który przyszedł za nimi, aż tutaj i udaje, że szuka coś dla siebie. Podnosząc się z fotela podszedł do przebieralni, w której się zamknął Lee.

- Lee koinu pokaż się. – Nie uszło uwadze Sasuke reakcja Gaary, który zdrętwiał słysząc pieszczotliwe słowa z jego ust. 'Czyżby Gaara myślał poważnie o Lee? – Zastanawiał się osuneko machając lekko końcówką ogona – W takim razie trzeba podkręcić temperaturę i wzbudzić w nim jeszcze większą zazdrość.'

- Demo (ale) Sasu-kun ja… - Nadal opierał się Inu w przebieralni.

- Jestem pewny, że wyglądasz powalająco koinu. – Gaara podszedł jeszcze bliżej.

Drzwi od kabiny otworzyły się, a w nich stanął Lee.

Gaara nie mógł się powstrzymać i gapił się otwarcie w to piękne seksowne zjawisko stojące przed cholernym Uchiha. Czarne skórzane spodnie ściśle przylegały do ponętnego ciała Inu ze srebrnym pasem przełożonym przez biodra. 'Biodrówki?! – Krzyczał w myślach Gaara – Cholerne skórzane biodrówki?! Przecież jak tylko w tym wyjdzie gdziekolwiek, to zgwałcą mi mojego koinu (szczeniaczka), a do tego czerwona koszulka bez rękawów, która odsłania pępek jak za bardzo podniesie ręce do góry! – Gaara złapał się za nos czując zbliżający się krwotok. – W tym ubraniu wygląda jak chodzący seks! Kurwa! I jeszcze te seksowne dołeczki nad pośladkami! Zabiję tego Uchihe jak się coś stanie watashi-no koinu (Mojemu szczeniaczkowi).

- Kirei (śliczny) – Powiedział Sasuke podchodząc do czerwonego Lee. Podniósł jego grzywkę i pocałował go w czoło uważnie obserwując reakcję Gaary, która była warta zachodu. Naruto z zazdrością popatrzył na uśmiechniętych przyjaciół.

- Nao boku?!(A ja) – Oburzył się lisek stając obok Sasuke z założonymi rękami na piersi. Neko wypuścił Lee z ramion pozwalając Naruto wyściskać go do woli. Sasuke zauważył, że Naruto w bardzo krótkim czasie nabrał dziwnego zwyczaju rzucania się na biednego Lee, ale mu to nie przeszkadzało. Lee to jest wyjątek, którego sam lubi przytulać.

- Czyli podoba się? – Zapytał strapiony Inu.

- Bardzo. – Odezwał się głęboki zmysłowy głos.

Zaciekawiony Lee spojrzał na obcego. Z chwilą spotkania się czarnych tęczówek z intensywną głębią zieleni w powietrzu zaiskrzyło. Sasuke i Naruto odsunęli się od Lee pozwalając mu na poznanie nowego wielbiciela. Sabaku no Gaara.

- Gaara-kun. – Uśmiechnął się Lee podchodząc do czerwonowłsego.

Zaskoczone spojrzenie Sasuke i Naruto uważnie śledziło najmniejszy krok koinu i Tanuki, którzy najwyraźniej się znali, ale skąd.

- Lee-chan… - mały uśmieszek zabłąkał się na masce obojętności młodego Sabaku.

- Czyli to jest moja przyszła synowa? – Zapytał Shukaku, który miał dość ignorowania. Lee zaczerwienił się bardzo mocno, aż po samą szyję, a w przypadku Gaary były to tylko policzki, co i tak było wydarzeniem nie miara.

- Sy-synowa? – Lee nie wierzył w to, co właśnie usłyszał, niepewnie spojrzał na Gaare, który wzrokiem zabijaj ojca.

- Myślę, że przeniesiemy naszą rozmowę do kawiarni… - Shukaku podszedł do Inu obejmując go ramieniem i ciągnąc w stronę wyjścia. - … ile planujecie dzieci? Mam nadzieję, że z co najmniej piątkę. – Zaczął paplać Kazekage coraz bardziej przerażając Lee.

- Cholerny zgred. – Mruczał cicho pod nosem Gaara odwracając się do Sasuke powiedział.

- Zajmę się Lee – spojrzał na ojca i koinu machającego niepewnie ogonem z uszami gładko przy głowie. – Zanim ojciec całkowicie mi go odstraszy.

- Powodzenia. – Odezwał się Sasuke stając bardzo blisko Gaary. – Ale jeśli go skrzywdzisz tak, jak Neji, to cię zabiję.

Groźba wisząca w powietrzu zawisła ciężko nad trójką stojącą nadal w poczekalni.

- Nigdy! – Wściekł się Gaara na samo wspomnienie imienia Neji`ego. Obrócił się wychodząc ze sklepu – Będziemy z Lee na przejęciu stanowiska Hokage. – Osuneko kiwnął głową Tanuki, chwycił Naruto za rękę i udał się do kasy.

***

- Gdzie ten Kabuto się podziewa? – Zastanawiał się Orochimaru nerwowo uderzając wypielęgnowanymi paznokciami o blat biurka. Spojrzał na zegar, który wskazywał 18.20 – Miał tu być dwadzieścia minut temu.

Poczekał jeszcze pięć minut, przez które nic się nie stało. Szybko wstał od biurka z zamiarem znalezienia zagubionej osoby. Miał na to pół godziny, zanim rozpocznie się ceremonia, na której będą wszyscy, całe Konoha.

***

- Sasu-chan mamy jeszcze pół godziny. – Jęczał zmęczony Naruto. – Nie musimy się tak śpieszyć i nie musisz się przebierać. – Spojrzał na wysokiego neko ciągnącego go za rękę. – Uważam, że w tym co masz ubrane wyglądasz świetnie i nie musisz się przejmować.

- Uważasz, że wyglądam świetnie? – Osuneko zatrzymał się gwałtownie i Naruto wpadł w jego czekające ramiona z rozkosznym rumieńcem rozprzestrzeniającym się na jego lisiej twarzyczce.

- H-hai. – Zająknął się Kitsune wtulając główkę w jego ramiona.

Usta Sasuke znalazły się czole liska, który zamruczał uroczo chcąc więcej.

- Achhh! – Naruto i Sasuke nastawili uszu.

- Czy ja właśnie słyszałem achhh? – Lazurowe oczy wpatrywały się w czarne czekając na odpowiedź.

- Przestań się opierać… - Odezwał się znajomy głos przesycony erotyzmem. - … wiem, że tego chcesz. Twoje ciało płonie pod moim dotykiem.

- N-nie – Zadrżał nieznajomy głos.

- Czy ja właśnie słyszałem głos Itachi`ego? – Zapytał Sasuke rozglądając się wokoło.

- Tak – Naruto pozwolił się ciągnąc Sasuke w stronę głosów. – I najwyraźniej kogoś molestuje.

Wychodząc zza rogu betonowego płotu neko i Kitsune stanęli jak skamieniali patrząc na rozgrywającą się przed nimi scenę.

Itachi mocno przyciskał do ściany mniejsze ciało białowłosego chłopaka, którego rozpuszczone włosy opadały łagodnie na ramiona. Głowę miał odchyloną do tyłu eksponując swoją szyję, która była okupywana przez napalonego osuneko. Uważniej się przyglądając chłopcy mogli zauważyć, że na szyi nie ma już praktycznie wolnego miejsca, cała była pokryta w malutkich malinkach. Ręka Itachi`ego zapamiętale wędrowała pod koszulką chłopaka drażniąc jego stwardniałe sutki, druga spoczywała na pośladku białowłosego unosząc go w górę i w dół na kolanie neko znajdującym się między jego udami. Usta osuneko schwytały napuchnięte wargi białowłosego od wcześniejszych pocałunków, w kolejnym zasysając się w nie mocno, wyrywając kolejny stłumiony tym razem jęk.

Nagłe sapnięcie przyciągło uwagę neko i Kitsune. Obrócili niechętnie głowy patrząc kogo przywiało.

- Ka-Kabuto. – Zająknął się Orochimaru nie wierząc w to co widzi.

Chłopcy ponownie wrócili wzrokiem do paru pod murem.

- Och. – Cofnął się zaczerwieniony Naruto wpadając na Sasuke, który również czerwony patrzył jak praktycznie jego brat bierze białowłosego.

Ręce Itachi`ego mocno ściskały pośladki Kabuto, który nogi miał splatane na tali osuneko, który napierał całym ciałem na mniejszego chłopaka.

- Kabuto! – Krzyknął zaczerwieniony Orochimaru przywracając rozpalonych młodych do rzeczywistości.

Czarne tęczówki ciągle zamglone namiętnością i rządzą spojrzały na obcych. Dochodząc powoli do siebie odsunął się od swojego oprawcy, który puścił jego pośladki, ale za to położył ręka na pasie mocno przytulając go do swojego boku.

- Orochimaru-sama ja … - Kabuto spuścił głowę nie mogąc znieść spojrzenia liska i neko wpatrujących się w niego.

- Itachi! – Krzyknął Sasuke zbliżając się do zadowolonego z siebie starszego osuneko, który ogonem nadal gładził udo białowłosego.

- O co chodzi ototo? (braciszku) – Kabuto momentalnie podniósł głowę na 'Ototo?'

- Chcesz, aby wszyscy widzieli twojego koibito (ukochanego) jak wygląda w czasie uniesienia? – Zarówno Naruto jak i Orochimaru oniemieli na słowa młodego osuneko (kocura), tego się nie spodziewali.

- Masz rację Sasuke. – Przyznał Itachi mocniej przyciskając do siebie Kabuto. – Ale musisz przyznać, że trochę ekstrawagancji dodaje całości pikanterii. – Starszy osuneko uśmiechnął się lubieżnie, a Sasuke mu zawtórował.

- Boże, jacy ci Uchiha są perwersyjnie zboczeni i napaleni! – Oburzył się Naruto bijąc Sasuke po ręce, a Kabuto w przejęciu kiwał głową.