Przepraszam, że ten rozdział pojawił się tak późno ; postaram się, żeby przerwy nie były aż tak długie. Nie wiem, czy uda mi się jeszcze dodać AoKise na urodziny Aomine, najwyżej pojawi się kilka dni później.
Mam mętlik w głowie...
Ok, to opowiadanie zdecydowanie jest jednym z dziwniejszych, jakie w życiu napisałam C:' Już współczuję Furihacie w następnych częściach XD
(Z początku miało być tylko 5 części, ale po reakcji Leny na zakończenie, zdecydowałam się je przedłużyć. Kilka osób pewnie byłoby gotowych mnie udusić za coś takiego ^^' tak więc będę pisać, aż mi się nie znudzi, choć nie ukrywam, że to jest dla całkiem trudny pairing. Wciąż się uczę, więc dołożę wszelkich starań, żeby wyszło dobrze ^^')
Droga Lenasiu, niestety zdecydowałam się nie robić z Akashiego zboka bez żadnych granic, bo później mi zarzucają, że mój Akashi jest mało kulturalny XDDDD i tak przesadzam, staram się nieco ograniczać :P
Od rozmowy z Kuroko minęły już dwa dni. Akashi wciąż nie dawał żadnego znaku życia, dzięki czemu Furihata zyskał trochę czasu, aby na spokojnie przemyśleć całą sprawę. Mimo rozpaczliwych prób przekonania siebie, że jest w stanie rozwiązać to w pokojowy sposób, podświadomie wiedział, że traci tylko czas. Obecny kapitan Rakuzana wciąż był dla niego niesamowitą zagadką i pomimo naprawdę szczerych chęci, nie mógł i nie był w stanie przewidzieć jego następnego kroku. Opinie o nim zasięgnięte od Kuroko i innych członków Seirinu wcale nie były pomocne w jego sprawie, wywoływały u niego jedynie panikę i coraz większy strach o swoje życie. Musi w końcu wziąć się w garść i zacząć myśleć.
Po treningu, Furihata wszedł do szatni jako pierwszy i od razu skierował kroki w stronę swojej szafki. Przystanął przy niej i oparł czoło o metalową blachę, z której składała się szafka. Westchnął głęboko, czując ogromną ulgę i przenikające przez skórę zimno. Dzisiaj ćwiczył wyjątkowo ciężko, ponieważ odkrył, że intensywny wysiłek fizyczny jest najlepszym sposobem, aby choć na krótką chwilę zapomnieć o wszystkich swoich zmartwieniach.
Chwilowa beztroska nie była jedyną nagrodą, udało mu się wyeliminować niektóre złe nawyki, które miały znaczny wpływ na jego styl koszykówki. Wcześniej podczas meczów rozgrywanych pomiędzy wszystkimi członkami drużyny, nie trzymał piłki więcej niż jeden raz, ale podczas tego miał ją w rękach zdecydowanie więcej razy niż kiedykolwiek wcześniej. Kilka razy nawet udało mu się przechwycić piłkę i zbliżyć się do kosza wystarczająco blisko, aby zdobyć punkt. Nikt nie dawał mu forów, więc udało mu się jedynie poprawić swój atak, na bezpośrednie rzuty do kosza było jeszcze zdecydowanie za wcześnie.
- Dobra robota, Furihata. Poprawiłeś swój czas. - pochwalił go Hyuuga, zerkając na zielony stoper. Kapitan rzadko chwalił swoich podopiecznych, zdarzało się to tylko podczas wielkiego postępu albo wyjątkowo dobrego humoru. Nie wyglądał na szczęśliwego, więc Kouki postawił na to pierwsze. Szczerze mu podziękował, a on zmarszczył brwi i zmierzył go chłodnym spojrzeniem, jednocześnie ostrzegając go, żeby się zbytnio nie nadymał z powodu jednej durnej pochwały i lepiej się przygotował na cięższe ćwiczenia.
Kąśliwa uwaga nie zdołała zepsuć jego dobrego nastroju aż do końca treningu. Czas na powrót do rzeczywistości, która wcale nie wydawała mu się zachęcająca. Akashi nie był jedynym z jego problemów, niedługo miały być egzaminy, a on miał ogromne problemy z matematyką i większością przedmiotów ścisłych. W sumie japoński też nie szedł mu najlepiej. W niczym nie był dobry, więc miał się czym martwić.
Do szatni zaczęli napływać inni członkowie drużyny. Wesoło gawędzili, zadowoleni z przebiegu dzisiejszego treningu, który został zaprojektowany tak, że nie czuli ogromnego zmęczenia, pomimo tego, że wykonali więcej ćwiczeń niż zazwyczaj.
Furihata oderwał głowę od szafki i odsunął na odległość wyciągniętej ręki, ułatwiając sobie dostęp do jej zawartości. Nie przeczuwał niczego złego, więc bez żadnego zastanowienia otworzył szafkę. Otworzył ją i zamarł, szeroko otwierając usta. Przez sekundę wpatrywał się ze zdziwieniem w jej wnętrze, zastanawiając się, czy na pewno otworzył dobrą szafkę. Zamknął ją i sprawdził, czy jest na niej znajome wgniecenie, które miało ułatwić mu rozpoznanie. Dostrzegł je niemal od razu. To była jego szafka, nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.
Obrócił się i zauważył, że wszyscy na niego patrzą. Właśnie do niego dotarło, że przed chwilą krzyczał i tym samym zwrócił na siebie uwagę wszystkich członków drużyny, którzy obrócili się w jego kierunku, gotowi natychmiast zareagować w razie potrzeby. Zobaczyli tylko dyszącego Furihatę, który opierał się o szafkę i mocno przywierał do niej plecami.
Nie spodziewał się zobaczyć czegoś, czego wcześniej tam nie było. Właściwie nie widział tam żadnej ze swoich rzeczy, spodziewał się raczej widoku przepoconych skarpetek, ale nie...
- Co się stało, Furhata? - zapytał Kiyoshi, w biegu zrzucając koszulkę. Kouki obrócił nerwowo głowę w jego kierunku i mocniej przylgnął plecami do szafki, chcąc w razie potrzeby zagrodzić i utrudnić do niej dostęp.
- N-nic! - wyjąkał, jednocześnie zdając sobie sprawę, że jego postawa mówi sama za siebie i nie zdoła nikogo tym przekonać. Miał rację, Kiyoshi wydawał się zmartwiony i zaciekawiony powodem jego nagłego strachu. Furihata sam był zdziwiony swoją reakcją, ale to co znalazł w szafce częściowo usprawiedliwiało jego nagły wyskok.
- Przecież widzę, że coś się stało, znalazłeś coś dziwnego w swojej szafce? - powiedział, usiłując zajrzeć do niewielkiej szczeliny przy drzwiczkach.
- N-nie...to znaczy tak! - zawołał, natychmiast przykrywając szczelinę. - Zdawało mi się, że zobaczyłem ogromnego pająka, ale to była tylko...eee...skarpetka! Poradzę sobie. – skłamał szybko, nie mogąc opanować wstydu, który pojawił się na jego twarzy pod postacią rumieńca. Miał ochotę trzepnąć siebie przez łeb, jak można być aż tak kiepskim kłamcą!
Kiyoshi przez dłuższą chwilę patrzył na niego podejrzliwie, a następnie zamrugał i jego twarz rozjaśnił szczery, wyrozumiały uśmiech.
- A więc to tak? Czyli nie ma powodu do zmartwień! - ucieszył się, odchodząc w swoją stronę. Furihata oklapnął i odetchnął głęboko, czując chwilową ulgę. Kiyoshi łyknął to liche kłamstwo, ale reszta członków drużyny nie wydawała się zbytnio przekonana do jego wersji. Nikt nie był aż tak łatwowierny jak Teppei. Jednak nie mieli zamiaru na niego naciskać, Kagami wzruszył tylko ramionami i prawidłowo założył koszulkę, uprzednio wywracając ją na dobrą stronę.
- Furihata, na co czekasz? Kiedy zamierzasz się przebrać? - zapytał Hyuuga, patrząc na niego z ukosa. Brązowowłosy wzdrygnął się i odwrócił głowę w jego stronę, przypominając sobie o tym, że już od kilku minut tkwił w bezruchu przed szafką i wpatrywał się pustym wzrokiem w podłogę.
- Muszę jeszcze chwilę ochłonąć, idźcie sami. - powiedział, siląc się na przepraszający uśmiech.
- Zamknij szatnię jak będziesz wychodził. - polecił mu, wymijając go razem z resztą członków drużyny.
- Zrozumiałem. - przytaknął, odprowadzając ich wzrokiem. Fukuda odwrócił się w jego stronę i popatrzył na niego z wyrzutem. Mieli iść dzisiaj do salonu gier, popykać na automatach. Furihata machnął mu, dając mu znak, że ma iść sam. Przewrócił oczami, wykonał ręką dziwny gest i wyszedł razem z innymi z szatni. Poczekał aż wszyscy się ulotnią, odczekał chwilę i zmarkotniał, ponownie powracając myślami w kierunku szafki. Niepewnie uniósł dłoń w jej kierunku i pociągnął za rączkę.
Tym razem wyleciało z niej kilka różanych płatków, które powoli opadły na podłogę tuż przed jego stopami. Dostał kwiaty. Dużo kwiatów. W większości to były karmazynowe róże, ale pośród nich znajdowały się także inne rośliny, których nie zdołał rozpoznać. Wyjął bukiet z szafki i delikatnie rozchylił kwiaty, poszukując jakiejś wiadomości od nadawcy. Nie było przy nich żadnego liściku, ale nie był mu potrzebny do identyfikacji osoby, która mu je wysłała.
- Nie żebym narzekał, ale to staje się juz coraz bardziej przerażające...
Ostrożnie pozbierał płatki z podłogi i wepchnął je z powrotem do bukietu. Nie mógł zabrać tych kwiatów do domu, najlepiej byłoby zwrócić je Akashiemu. Jednak nie mógł tego zrobić, bo nie wiedział, gdzie mieszkał. Poza tym wolał odkładać ich spotkanie jak najdłużej, nie był na nie przygotowany.
- Tylko od kiedy te kwiaty tutaj są? Wyglądają na świeże… - pomyślał, pocierając jeden z płatków między palcem wskazującym a kciukiem.
Dzisiaj sala gimnastyczna była stale okupowana przez inne kluby, oni mogli wejść do niej dopiero po godzinie piętnastej. Czy to możliwe, że Akashi wśliznął się do sali przed nimi? Mógł to zrobić wczoraj, gdy nie mieli treningów. Pozostało jeszcze jedno pytanie, na które nie znalazł odpowiedzi. Skąd wiedział, która szafka jest jego? Mógł także wykorzystać kogoś innego, kogoś kto wiedział, gdzie jest jego szafka. Ale to niemożliwe, żeby to był ktoś z jego drużyny. Ufał każdemu z nich, więc ta opcja odpada.
W ponurym nastroju wrócił do domu. Kwiaty zostawił w szkole, położył je na jednej z szafek, które napotkał na korytarzu, mając nadzieję, że ktoś się nimi dobrze zaopiekuje. Jego mama nie dałaby mu spokoju, wciąż zasypując go pytaniami dotyczącymi osoby, która podarowała mu te kwiaty. Dlatego właśnie nie mógł zabrać ich do domu. Zrobił to z ciężkim sercem, bo mimo wszystko doceniał jego gest. Poświęcił swój czas i pieniądze na niego, choć doskonale wiedział, że ma problemy z zaakceptowaniem jego uczuć.
Wszedł do przedpokoju, lekko zdziwiony, że jego mama nie wyszła go przywitać. Cóż, przynajmniej raz może w spokoju wejść do swojego domu, unikając zbędnych i upierdliwych pytań typowych dla nadopiekuńczych matek.
- Kouki, podejdź do mnie na sekundkę!
Furihata westchnął. A jednak jest w domu. Głos miała poważniejszy niż zwykle, wyczuł w nim lekkie zdziwienie i szok. Czyżby już dostała telefon od nauczyciela za ostatni test, na którym wypadł fatalnie?
- Już idę, mamo. - mruknął, niechętnie idąc w kierunku kuchni. Zanim poszedł dalej, zdjął buty przed progiem i wszedł do pokoju.
- Coś się stało? - zapytał, wchodząc do kuchni. Jego mama, niziutka szatynka od razu podbiegła do niego, odwracając uwagę od tego, co leżało na stole.
- Masz przesyłkę. - powiedziała, chichocząc pod nosem. Odsunęła się nieco, robiąc mu przejście. Po raz drugi tego dnia opadła mu szczęka. Znowu kwiaty! Tym razem dostał same róże, a bukiet był nieco większy niż ten, który znalazł w szafce.
- Z początku myślałam, że to twój ojciec był tak miły i w końcu przysłał mi kwiaty, ale gdy zobaczyłam liścik...
Furihata podbiegł do stołu i szybko odszukał ukryty w kwiatach liścik. Znalazł na nim tylko swoje imię, żadnego podpisu.
- A już się martwiłam, że nie będziesz miał dziewczyny. Chociaż to mężczyźni zwykle wysyłają kwiaty...a może...- zaczęła, patrząc na niego podejrzliwie.
- MAMO! - przerwał jej, mocno rumieniąc się na twarzy. Jeszcze tego brakowało żeby pomyślała, że jej syn należy do grona kochających inaczej!
- Tylko żartowałam. - zaśmiała się, zadowolona ze swojego małego żarciku. - Chcę kiedyś poznać osobę, która wysłała ci kwiaty - puściła mu perskie oko i tanecznym krokiem opuściła kuchnię, zostawiając go samego z bukietem. Po chwili jednak wróciła. Ponownie podeszła do stołu, westchnęła i czule poprawiła jedną z róż.
- Same czerwone róże. Klasyk...Jakie to romantyczne! Chciałabym kiedyś takie dostać.
- Jak tak ci się podobają to możesz je sobie wziąć - burknął pod nosem, odwracając się w stronę wyjścia.
- Nie, one należą do ciebie. - odmówiła stanowczo i uśmiechnęła się promiennie. - Wezmę jakiś wazon i postawię je w twoim pokoju, dobrze?
- Rób jak chcesz. - powiedział i wyszedł z pomieszczenia, od razu kierując się w stronę swojego pokoju. Wszedł do niego, starannie przechodząc przez podwyższony stopień, który tylko czekał na idealną okazję, żeby go podciąć. Furihata już wiele razy się o niego potknął, więc już z przyzwyczajenia machinalnie go omijał. Rzucił się na łóżko i wtulił twarz w poduszkę.
- Dlaczego jaaa...- mruknął zduszonym głosem, przytulając się mocno do kawałka wypchanego materiału.
Akashi już znał adres jego domu. Coś mu tu nie pasowało, ponieważ nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek mówił komuś o adresie swojego domu. Poza Fukudą i Kawaharą, nikt nie znał miejsca jego zamieszkania. W szkolnym dzienniku figurował odpowiedni zapis, ale dostęp do dzienników mieli tylko pracownicy szkoły. Czy to możliwe, że wyciągnął informacje z któregoś z tych dwóch źródeł?
Pogrążony w myślach, nie zauważył kiedy do pokoju weszła jego mama. Przeszła przez pokój aż do jego biurka i postawiła na nim wazon z kwiatami z głośnym stuknięciem, które było na tyle silne, żeby go przestraszyć i wybudzić z krótkiego transu.
- Znowu depresyjka? - spytała zaczepnie. - Powinieneś być szczęśliwy, że dostałeś kwiaty. To taki miły gest!
- Nie wiem, czy naprawdę powinienem się z tego cieszyć...- burknął pod nosem, zawijając się w koc po same uszy. Kobieta westchnęła ciężko i powiedziała coś cicho pod nosem. Furihata mocniej naciągnął koc na głowę i zwinął się w kłębek. Jego rodzicielka była w pokoju jeszcze chwilę, powzdychała chwilę do kwiatów i otworzyła okno, wpuszczając świeże powietrze. Kiedy wychodziła, z ust wyrwało jej się głośne przekleństwo, gdy potknęła się o próg. Było tak za każdym razem, gdy wychodziła z jego pokoju i za każdym razem Furihata nie mógł powstrzymać śmiechu, także teraz. Jego mama była jeszcze większą niezdarą niż on sam.
Po pewnym czasie wstał i ponownie zwrócił uwagę na kwiaty. W sumie nie były aż takie złe, może trochę zareagował zbyt impulsywnie, w obu przypadkach.
- Może jednak powinienem się zgodzić...? - pomyślał, pocierając palcami delikatny płatek. Mimowolnie wrócił do poprzednich wspomnień ze spotkań z Akashim. W jego pamięci utrwaliło się zbyt wiele rzeczy, niekoniecznie przyjemnych. Właśnie te wspomnienia powodowały, że nie był pewny, jaką decyzję podjąć.
- Furihata! Przynieś coś do picia!
I się skończyło. Po tym incydencie znowu powróciłem do swojej pierwotnej pozycji. - pomyślał, po kolei zbierając pieniądze od członków drużyny. Zanim spotkał Akashiego, też bardzo często kupował napoje. Przeczuwa,ł że jego spokój nie będzie trwał długo, te kwiaty były zapowiedzią następnej bitwy.
- Furihata-kun.
Kouki wzdrygnął się lekko, słysząc za sobą głos Kuroko. Szybko opanował emocje i odwrócił się do niego.
- Tak? Chciałbyś coś do picia? - zapytał uprzejmie, robiąc kolejną notatkę na liście zakupów.
- Poproszę Pokari. - powiedział, dając mu do ręki wyliczoną sumę. - Rozmawiałeś już z nim?
- Eee, jeszcze nie...- opowiedział po dłuższej chwili, przypominając sobie, kogo ma na myśli. - Jeszcze nie miałem okazji...
Czy mi się zdawało, czy Kuroko wyglądał na zawiedzionego? - pomyślał, odprowadzając go wzrokiem po tym, jak odszedł bez słowa.
Chyba oczekiwał od niego, że po ich rozmowie szybko podejmie decyzję. Niestety, Furihata nie czuł się jeszcze na siłach, aby świadomie podjąć decyzję. Po tej krótkiej rozmowie, wyszedł z sali i podązył w kierunku automatów z jedzeniem i napojami, które znajdowały się niedaleko szatni. Gdy już je znalazł, wyjął z kieszeni krótką listę i przystąpił do kupna napojów.
- Kuroko chciał Pokari. - mruknął pod nosem, wodząc palcem w powietrzu, poszukując odpowiedniego napisu. - O, jest! - zauważył go i natychmiast przycisnął przycisk, następnie wrzucając wyliczoną sumę do specjalnego otworu. Automat zadygotał i butelka napoju uderzyła w dno kasety. Szybko wyjął ją i postawił przed automatem. - A Hyuuga chciał kaw...- urwał, gdy czyjaś dłoń została przytknięta do jego ust, uciszając go. Odruchowo usiłował się wyrwać, rozpaczliwie wierzgając nogami, do czasu aż jego oprawca wyszeptał mu coś do ucha. Zamarł i przekręcił lekko głowę, natychmiast dostrzegając znajomy kolor włosów. Chwilę później drzwi do szatni otworzyły się z hukiem, a on został delikatnie popchnięty na ławkę.
- Wybacz za użycie takiej metody na sprowadzenie ciebie tutaj, ale uznałem, że dzięki temu posunięciu ominiemy wiele zbędnych problemów. Narobiłbyś krzyku, co byłoby mi zdecydowanie nie na rękę. - Akashi odwrócił się do niego i zamknął drzwi, przekręcając klucz w zamku.
- D-dlaczego zamknąłeś drzwi na klucz...? - zapytał, nerwowo kręcąc się na ławce. Nie ma mowy, żebym się zgodził! - krzyknął w myślach, powracając do wczorajszych rozmyślań. - On jest nienormalny!
- Żeby nikt nam nie przeszkodził. Chcę dokończyć to, co miałem ci do powiedzenia na poprzednim spotkaniu. - odparł, idąc w jego kierunku. Furihata pisnął i odsunął się na drugi koniec ławki. Akashi rzucił mu lekko zażenowane spojrzenie i usiadł obok niego.
- Jak ci się podobały kwiaty, które ci przysłałem?
Furihata szybko zauważył, że oczekuje od niego jakiejś konkretnej odpowiedzi. Musiał jak najbardziej to możliwe, ostrożnie do tego podejść.
- Były...eee, ładne, ale czy nie powinieneś wysłać kwiatów jakiejś dziewczynie? - zapytał nieśmiało, z zawstydzeniem drapiąc się po karku. Akashi zmarszczył lekko brwi. Zła odpowiedź?
- Kwiaty są odpowiednim prezentem zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. - odpowiedział gładko. - Nie ma tutaj żadnej reguły. Wybacz, że nie doręczyłem ci ich osobiście, ale obawiałem się, że to tylko ciebie spłoszy. Umieszczenie kwiatów w szafce zakończyło się fiaskiem, więc zdecydowałem się na wysłanie ich do twojego domu.
- Ale jak dostałeś się do mojej szafki? Skąd wiedziałeś, która jest moja? I najważniejsze...skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?
- Skorzystałem z pomocy Tetsuyi. - odparł, ignorując zduszony krzyk Furihaty. - Miał ci je bezpośrednio doręczyć, ale widzę, że chyba napotkał mały problem.
- Problem? Jaki problem?
- Kagami Taiga. - wycedził. - Tetsuya zwierzył mi się, że od kilku dni on ciągle ma na niego oko i jest mu zdecydowanie trudniej zniknąć. Musiał się trochę nagimnastykować, zanim nadarzyła mu się sposobność wręczenia ci bukietu. Najwyraźniej nie miał zbyt wiele czasu, dlatego więc umieścił je w szafce. To przy okazji pozwoliło mu na zachowanie anonimowości.
- To dlatego dzisiaj pytał, czy z tobą rozmawiałem...
Kuroko ostatnio wydawał się być ostatnio bardzo zainteresowany jego stosunkami z Akashim. Furihata musiał przyznać, że był nieco zawiedziony, bo nie spodziewał się, że na siłę będzie próbował ich zeswatać.
- Dokładnie. W ostatniej chwili zmieniłem nieco swoje plany. Mam dla ciebie pewną propozycję.
- Jaką?
Akashi uśmiechnął się pod nosem i oparł wygodnie podbródek na dłoni. Furihata miał złe przeczucia co do tego uśmiechu.
- Co powiesz na mały zakład?
