Rozdział 6
Severus jęknął z frustracji. Przez całą noc przeszukiwał książki i nadal nie znalazł niczego, co mogłoby pomóc Harry'emu. Zatrzasnął czytany tom i potarł zmęczone oczy. Świt skradał się za horyzontem i mężczyzna wiedział, że powinien przespać się choć kilka godzin zanim Harry się obudzi. Coś jednak go powstrzymywało. Chłopiec żył tu i teraz a on być może był w stanie znaleźć lekarstwo, które uratuje dziecku życie. Severus odetchnął głęboko, ale zaraz podskoczył zaskoczony, kiedy zaklęcie monitorujące uaktywniło się. Mając nadzieję, że nic złego się nie stało, mężczyzna wstał i poszedł sprawdzić dlaczego chłopiec się obudził.
Harry ocknął się zaplątany w swoich prześcieradłach. Znowu czuł się chory i nienawidził tego. Zastanawiał się czy już zawsze tak będzie wyglądać jego życie. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę – odpowiedział z trudem podnosząc głowę z poduszki. Severus wszedł do pokoju i westchnął widząc bladą twarz Harry'ego. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka dziecka, które, jak zauważył, miało gorączkę. Szybkie przyłożenie ręki do rozpalonego czoła tylko potwierdziło jego podejrzenia.
- Nie czujesz się najlepiej, prawda? – zapytał Severus. W odpowiedzi Harry lekko pokiwał głową.
- Wszystko będzie dobrze. Zaraz wezwę Poppy, żeby rzuciła na ciebie okiem. Nie bój się, zaraz wrócę. – Harry jeszcze raz pokiwał głową, czując rękę Severusa głaskającą jego rozczochraną czuprynę. Zaraz jednak mężczyzna przeszedł do swojego gabinetu wrzucił w płomienie garść szmaragdowego proszku, głośno i wyraźnie wypowiadając nazwę skrzydła szpitalnego.
- Poppy – zawołał, mając nadzieję, że pielęgniarka jeszcze nie śpi. W Hogwarcie zmęczona kobieta podeszła do kominka.
- Co się dzieje, Severusie? Coś nie tak z Harry'm?
- Ma gorączkę. Nie chciałem podawać mu niczego bez konsultacji z tobą. – Poppy skinęła głową.
- Odsuń się, Severusie, zaraz tam będę. – Mężczyzna odszedł parę kroków od kominka i po chwili w pomieszczeniu pojawiła się pani Pomfrey, ze swoją torbą w ręce.
- Tak przy okazji, rozmawiałam z lekarzem Harry'ego. Też uważam, że możemy mu ufać. Wydaję się troszczyć o Harry'ego. – Severus przytaknął
- Możemy mu o wszystkim powiedzieć dzisiaj, na wizycie Harry'ego – powiedział. Pielęgniarka skinęła głową.
- No dobrze. Zaprowadź mnie do Harry'ego – powiedziała. Severus nie tracąc już na nic czasu zaprowadził ją na górę do pokoju chłopca. Pomfrey podeszła do chłopca i delikatnie dotknęła jego ramienia.
- Witaj, Harry – powiedziała.
- Cześć – odpowiedział chłopiec, rozpoznając pielęgniarkę po miękkim brzmieniu jej głosu. Poppy uśmiechnęła się łagodnie.
- Severus powiedział mi, że nie czujesz się za dobrze. Rzucę na ciebie zaklęcie diagnostyczne, żeby sprawdzić co się dzieje. – Harry skinął głową. Poppy szybko rzuciła zaklęcie i zmarszczyła brwi, kiedy dotarły do niej wyniki. Posłała chłopcu uspokajający uśmiech, po czym wstała i poprosiła Severusa na stronę, rzucając zaklęcie wyciszające. Mężczyzna patrzył na nią zmartwiony. Wiedział, że pielęgniarka nie chciałaby rozmawiać z nim na osobności, gdyby wszystko było w porządku.
- Co się dzieje, Poppy? – zapytał, czując narastający strach przed usłyszeniem odpowiedzi.
- Choroba rozprzestrzenia się. Naprawdę nie wiem jak możemy mu pomóc. Musisz zacząć podawać mu zioła. Nie maja właściwości magicznych, a mogą sprawić, że poczuje się lepiej, chociaż na jakiś czas. Jednak obawiam się, że jeśli szybko nie znajdziemy jakiegoś lekarstwa zostanie mu może rok życia… – Mężczyzna wziął głęboki wdech, próbują zrozumieć to, co usłyszał. Wiedział, że los chłopca spoczywa teraz w jego rękach i nigdy nie wybaczy sobie jeśli pozwoli mu umrzeć. Harry miał przed sobą jeszcze tyle do przeżycia.
- Myślę, że na razie powinniśmy podać mu to, co możemy – powiedział. Pielęgniarka zniosła zaklęcie wyciszające i dostrzegła zielone oczy chłopca, które patrzyły na nich przez mgłę gorączki.
- Pomożecie mi? – zapytał Harry. Poppy z całych sił powstrzymywała łzy zbierające się pod jej powiekami.
- Zrobię wszystko, żeby ci pomóc – powiedziała. Harry pokiwał głową i pielęgniarka wzięła się do pracy. Kazała Severusowi zrobić kilka herbatek ziołowych i okłady na klatkę piersiową Harry'ego, kiedy jego oddech stał się krótki i urywany. W końcu, kiedy oddech chłopca uspokoił się, Severus i Poppy westchnęli z ulgą. Po wypiciu kilku kolejnych eliksirów, Harry spokojnie spał.
- Do rana wszystko powinno być w porządku – powiedziała pielęgniarka zmęczonym głosem. Severus przytaknął.
- Dziękuję ci, Poppy – powiedział. Pielęgniarka uśmiechnęła się.
- To moja praca – powiedziała. – Ale wiedz, że zrobię wszystko, żeby mu pomóc.
Niedługo potem Poppy wyszła, zostawiając Severusa siedzącego na krześle obok łóżka Harry'ego. Mężczyzna wolał mieć go na oku, ale nawet nie zauważył, kiedy jego oczy się zamknęły i pogrążył się w głębokim śnie.
Kilka godzin później obudziło go lekkie potrząsanie ramieniem. Rozejrzał się dookoła i zobaczył promienie słońca wpadające do pokoju i Harry'ego siedzącego na łóżku.
- Jak się czujesz? – zapytał.
- O wiele lepiej – odpowiedział Harry. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Powiem skrzatom, żeby przyniosły ci śniadanie.
Harry skinął głową i wkrótce Missy pojawiła się niosąc tacę z owsianką i talerzem jajecznicy i kiełbaską dla Severusa.
- Dziękuję, Missy – powiedział. Mały skrzat dygnął lekko.
- Bardzo proszę, panie Snape.
Śniadanie zjedli w ciszy, a kiedy skończyli Severus zwrócił się do Harry'ego.
- Dzisiaj pójdziemy do doktora Petersona – powiedział widząc jak oczy chłopca rozjaśniają się na dźwięk nazwiska lekarza.
- Lubię doktora Petersona – powiedział Harry. Severus uśmiechnął się, machnięciem różdżki odsyłając tacę. Pomógł Harry'emu wygrzebać się z pościeli i przejść do łazienki. Kiedy chłopiec był umyty i ubrany, Severus zostawił go czytającego, żeby zając się sobą.
Kiedy i on był gotowy, razem zeszli do gabinetu i wywołali Poppy, która miała im towarzyszyć na rozmowie z lekarzem.
- Jak się tam dostaniemy? – zapytała stojąc już w gabinecie.
- Myślę, że najlepszym sposobem będzie świstoklik – powiedział Severus. – Harry nie przepada za teleportacją, chociaż nie sądzę, żeby świstokliki bardziej przypadły mu do gustu. Poza tym nie znam dokładnego położenia gabinetu tego lekarza, a nie chciałbym nas rozszczepić. – pielęgniarka przytaknęła i mężczyzna wyjął z kieszeni plastikowy, pomniejszony kociołek. Kiedy razem z Harry'm położyła na nim swoją dłoń, Severus wyszeptał zaklęcie aktywujące i po chwili pojawili się na ulicy niedaleko gabinetu lekarza.
Harry był trochę roztrzęsiony po lądowaniu, ale nie wyglądał jakby miał się za chwile rozchorować, więc Severus wziął go za rękę i poprowadził dookoła budynku. Dotarli do drzwi i weszli do środka z pielęgniarką idącą zaraz za nimi. Recepcjonistka, rozpoznając Harry'ego, uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Doktor Peterson niedługo będzie mógł się z tobą zobaczyć – powiedziała. Severus i Poppy skinęli głowami i usiedli, czekając na swoją kolej. Niedługo potem nazwisko Harry'ego zostało wyczytane i chłopiec wyrwał się trzymającemu go Severusowi i podbiegł do lekarza wtulając się w niego. Doktor zaśmiał się cicho.
- Ja też za tobą tęskniłem, mały – powiedział, także ściskając chłopca. Po chwili odsunął go od siebie i przyjrzał mu się uważnie. Dziecko nadal było blade i niewątpliwie przydałoby mu się przytyć kilka kilogramów, ale Harry wyglądał na szczęśliwego, co lekarz przyjął z ulgą.
- To co, zaczynamy ? – zapytał doktor Peterson. Harry skinął głową i dał się poprowadzić do łóżka, na którym położył się, czekając aż lekarz zacznie robić swoje. Severus podszedł krok do przodu.
- Zanim pan zacznie leczenie, myślę że jest coś, o czym powinien pan wiedzieć – lekarz odwrócił się do niego z uśmiechem.
- Słucham. – Poppy, która stała z tyłu dyskretnie wyjęła różdżkę i rzuciła zaklęcie wyciszające i zablokowała drzwi, żeby nikt nie mógł ich usłyszeć.
- Dzień dobry, doktorze. Nazywam się Poppy Pomfrey. Niedawno rozmawiałam z panem o terapii pana Pottera – doktor Peterson przytaknął.
- Cóż, Harry to ciekawy przypadek. On nie jest taki jak inne dzieci i to dlatego leki nie działają na niego tak jak powinny.
- Nie rozumiem – powiedział zdezorientowany lekarz. Severus odezwał się.
- Harry jest czarodziejem, tak jak Poppy i ja. Rozumiem, że trudno panu w to uwierzyć, ale mogę to udowodnić – Spojrzenie lekarza wędrowało na przemian od niego do pielęgniarki, nie pozostawiając im wątpliwości, co lekarz uważa na temat ich zdrowia psychicznego. Severus wyciągnął z kieszeni swoją różdżkę i krótkim machnięciem wydobył z niej snop iskier. Potem wymamrotał zaklęcie i różdżka rozbłysła jasnym światłem. Usta lekarza otwarły się w szoku, kiedy opadał on ciężko na krzesło stojące obok łóżka. Wziął kilka głębokich wdechów i obrzucił ich długim spojrzeniem, zanim przemówił.
- W takim razie na pewno możecie wyleczyć Harry'ego? – zapytał. Pielęgniarka pokręciła smutno głową.
- Obawiam się, że to nie będzie takie proste – powiedziała. – Rak jest mugolską chorobą a czarodzieje, którzy na nią chorowali szybko umierali. Leki których pan używa nie oddziałują zbyt dobrze z magią Harry'ego, dlatego nie działają tak jak powinny.
- Więc co możemy zrobić? – zapytał lekarz. Wciąż nie do końca docierał do niego sens usłyszanych wiadomości, ale chciał zrobić wszystko co w jego mocy, żeby pomóc Harry'emu. Severus odezwał się.
- Próbuję znaleźć eliksir, który mógłby pomóc Harry'emu, ale niewiele wiem o raku i trudno mi stwierdzić, co mogę a czego nie mogę używać przy tej chorobie. – lekarz przytaknął.
- Więc co mam robić? – zapytał. Poppy odezwała się.
- Chciałabym, żeby nadal kontynuował pan chemioterapię, jednak będziemy próbować znaleźć jakiś sposób na połączenie mugolskiej i czarodziejskiej medycyny. Chcielibyśmy chociaż przedłużyć życie Harry'ego, żeby mieć czas na znalezienie leku. Muszę wiedzieć, co i w jakich ilościach mu pan podaje. Będę też potrzebowała próbki tych leków. Severus je weźmie i sprawdzi jakie ingrediencje będą mogły z nimi współdziałać i, miejmy nadzieje, będzie w stanie stworzyć eliksir, który pomoże Harry'emu. Jeśli ktokolwiek miałby to zrobić, to tylko on.
- Co to jest mugol? – zapytał doktor Peterson.
- Mugol to niemagiczna osoba – wytłumaczył Severus. Lekarz pokiwał głową.
- Musicie mi wybaczyć, że tak trudno mi w to wszystko uwierzyć. Ale chcę żebyście wiedzieli, że zrobię wszystko, żeby pomóc Harry'emu. A skoro modę być pewny, że nie chcecie go skrzywdzić, możecie być pewni, że dochowam tajemnicy – Poppy i Severus westchnęli z ulgą. Z lekarzem po ich stronie szanse Harry'ego na przeżycie będą o wiele większe.
- Na razie podam Harry'emu te leki co zawsze. Jeśli do przyszłego tygodnia uda wam się przygotować ten eliksir, możemy spróbować włączyć go do terapii – Mistrz Eliksirów skinął głową i doktor Peterson wstał i zabrał się do pracy.
Wieczorem Harry ledwo trzymał się na nogach i jedynym o czym marzył było ciepłe łóżko, czekające na niego w domu. Severus widząc, że jego podopieczny jest zmęczony wziął go na ręce i przytulił do siebie.
- Dziękujemy, doktorze – powiedział. Lekarz uśmiechnął się i skinął głową.
- Widzimy się w przyszłym tygodniu – powiedział. Pani Pomfrey i Severus skinęli głowami po czym opuścili szpital i aktywowali świstoklik, który przeniósł ich z powrotem do Snape Manor. Na miejscu Severus położył Harry'ego do łóżka, a Poppy wróciła do Hogwartu, zostawiając mężczyznę z próbką praktycznie bezużytecznego leku, który podawał mu doktor Peterson. Mistrz Eliksirów zamknął się w swoim laboratorium, rozpoczynając badania nad miksturą i mając nadzieję, że uda mu się znaleźć eliksir, który uratuje życie Harry'emu.
