Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Winged and Dangerous. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 5: Co się stało?
Spojrzałam w jego oczy i znalazłam w nich dokładnie to, co szukałam przez ostatnich pięćdziesiąt lat. Odnalazłam Edwarda patrzącego na mnie z czystą miłością.
- Ja ciebie też kocham – zarzuciłam ręce wokół jego szyi i po prostu trzymałam go blisko. Objął mnie ramionami w talii i przysunął bliżej do siebie.
Po naszym małym ponownym spotkaniu wróciliśmy z powrotem do domu, gdzie spotkaliśmy się z resztą rodziny. Alice podeszła do mnie i uśmiechnęła się, oczywiście zauważając, że siedziałam na kolanach Edwarda podczas gdy on mnie trzymał.
- Czy to oznacza, że między wami już wszystko jest w porządku? Jesteście znowu razem? – spojrzałam na miedzianowłosego, a on popatrzył na mnie z nadzieją w oczach. Wzięłam głęboki oddech i udałam, że rozmyślam o tym przez chwilę. Edward i cała reszta nagle się zatroskali.
- Tak – po tym jednym słowie podeszli do mnie i mocno wyściskali.
Siedzieliśmy teraz w pokoju gościnnym. Wszyscy się we mnie wpatrywali. Musiałam opowiedzieć im moją historię.
- Kiedy odeszliście, nie potrafiłam nic robić. Z nikim się nie spotykałam, nie wychodziłam na dwór, nawet nie rozmawiałam, jeżeli miałam taki wybór – po tym rzuciłam okiem na Edwarda, by ujrzeć ból na jego twarzy. Jego ręce odruchowo zacisnęły się mocniej wokół mnie. Pozostali mieli podobną postawę. – Jednak po jakimś czasie zaczęłam spotykać się z Jacobem Blackiem – żelazny uścisk Edwarda jeszcze bardziej się wzmocnił na wspomnienie innego gościa. Był wyraźnie zazdrosny.
- Postawił mnie na równe nogi. Stałam się znowu sobą. Zdałam sobie jednak sprawę, że o was zapominałam, tak więc musiałam się upewnić, znaleźć dowód, że istnieliście. Musiałam znaleźć coś, co by mi o was przypominało. Udałam się więc na poszukiwania mojej łąki. Za pierwszym razem poszłam z Jake'em, ale innego dnia byłam sama. Tego dnia znalazłam ją i coś jeszcze. Po pewnej chwili na łąkę wkroczył Laurent – uścisk Edwarda ponownie się wzmocnił. Poklepałam go w ramię, co zaskutkowało jego nieznacznym uspokojeniem się.
- Był głodny, kiedy tam się znalazł. Przestraszyłam się. Zaczęłam próbować grać na zwłokę. Niestety to nie wystarczyło. Zaczął już ze mnie pić, kiedy około pięć wilkołaków wkroczyło na polanę. Pobiegły za Laurentem i odtąd go nie widziałam. Okazało się, że do wilkołaków należał Jake i jego paczka. Jake'a także już nigdy później nie zobaczyłam – usłyszałam, jak wszyscy biorą głęboki wdech, a Edward warczy. Kolejna odezwała się Rosalie.
- Posiadasz jakiś talent?
Uśmiechnęłam się.
- Tak. Moją pierwszą mocą jest…
- Czekaj! Pierwszą mocą?! – wykrzyknął Emmett i wstał z siedzenia.
- Tak. Moim pierwszym talentem jest to, że jestem mentalną tarczą. Żadna moc, która wiąże się z umysłem na mnie nie skutkuje. Potrafię także osłaniać innych. Moją drugą mocą…
Emmett znowu mi przerwał.
- Czekaj. Dlaczego wyglądasz i pachniesz jak człowiek?
- Jeżeli przestaniesz mi przeszkadzać, to ci powiem.
Uśmiechnął się, zażenowany i spojrzał na ziemię.
- Moją drugą mocą jest to, że sprawiam pozór bycia człowiekiem – usłyszałam więcej odgłosów zdziwienia i uśmiechnęłam się, zadowolona z siebie. – Wydaję się być człowiekiem, jeżeli chodzi o wygląd, zapach, czy sposób odżywiania się. Pomimo że zachowuję się w każdej innej sytuacji jak wampir, jeśli po prostu nie zapomnę pójść czasem do łazienki, robić rzeczy powoli czy oddychać, dla innych wydaję się być normalna. A no i jeszcze zarówno ludzka krew, jak i zwierzęca mnie odrzuca.
Spojrzałam na Edwarda i zobaczyłam, jak bardzo jest zszokowany.
- W międzyczasie coś jeszcze się wydarzyło – Edward powrócił myślami do rzeczywistości i ponownie wydawał się zmartwiony.
- Co się stało?
- Victoria.
