Harry wypił kolejną porcję landrynkowego eliksiru, a następnie dostał jeszcze taki, który smakował jak banany. Na pytanie o niesamowitą zmianę smaku, Poppy uśmiechnęła się.

- To są eliksiry specjalnie przystosowane dla osób w ciąży. Okropny smak zazwyczaj wystarcza, żeby taka osoba od razu wszystko zwróciła, jeżeli najpierw nie poda się jej eliksiru, żeby tę reakcję zagłuszyć. Podaje się je często również małym dzieciom. – Harry przytaknął i zapytał czy może mógłby zjeść jakąś przekąskę, na przykład sałatkę owocową, przed drugim śniadaniem.

Pielęgniarka potarmosiła mu włosy i obiecała, że zobaczy co da się zrobić. Chwilę później pojawił się skrzat domowy z miseczką pełną sałatki i Harry z radością mu za nią podziękował. Merlinie, jeżeli tył tak dlatego, że jego dzieci w nim rosły, to nie miał nic przeciwko utyciu jeszcze bardziej. W końcu to nie był jakiś obleśny tłuszcz tak jak u wuja Vernona albo Dudleya. Do drugiego śniadania Harry się strasznie wynudził. Próbował sobie przypomnieć coś po tym jak opuścił gabinet dyrektora, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Żadnych nagłych olśnień czy czegoś w tym stylu. Zresztą samo wspomnienie wyjścia z gabinetu było dość mgliste, więc Harry dość szybko porzucił nadzieję na przypomnienie sobie czegokolwiek na siłę. Prędzej czy później wspomnienie do niego wróci, a przynajmniej tak powiedziała Poppy.

Trochę był zaskoczony tym, że Dumbledore się u niego nie pojawił, ale to mogło mieć coś wspólnego z tym jak go Harry ostatnio traktował. Może starszy czarodziej chciał w ten sposób jakoś go ukarać lub coś w tym stylu. Nie żeby Gryfon się tym przejmował. Po prostu nie uśmiechała mu się wizyta dyrektora wtedy, gdy będą u niego jego mężowie. Ale to zabawnie zabrzmiało. Miał dwóch mężów! I dwójkę dzieci w drodze! Harry zachichotał do siebie pod nosem i zdecydował się uciąć krótką drzemkę. I tak śpiącego z lekkim uśmiechem na ustach, znaleźli go Severus i Draco, gdy pielęgniarka wpuściła ich w czasie drugiego śniadania. Przybyli pod pretekstem przyniesienia dwóch koszy eliksirów. To było tak normalnym zjawiskiem, że nikt już nawet ciekawie na nich nie patrzył, gdy razem nieśli je do skrzydła szpitalnego. Poppy zabrała eliksiry i zaczęła je układać, podczas gdy dwaj Ślizgoni usiedli na krawędziach łóżka Harry'ego. Severus po prawej, a Draco po lewej stronie.

- Jest tutaj zdecydowanie za często. – Draco stwierdził oczywistość i zaczął głaskać bruneta po dłoni. Severus przytaknął i pogładził śpiącego Gryfona po policzku. Harry uśmiechnął się rozkosznie i otworzył oczęta.

- Hej. – wymruczał i wyciągnął się, a następnie usiadł oparty na poduszkach i wyszczerzył się do Ślizgonów. – Zgadnijcie co?

- Jesteś w ciąży. – Obaj mu odpowiedzieli. Severus dokończył. – Obwieściłeś nam to dość głośno rano w naszych głowach.

- Serio? Nie wiedziałem. – Gryfon wyglądał na zakłopotanego, jednak wciąż był szczęśliwy.

- Tak. Z wrażenia aż złamałem moje smocze pióro i musiałem opuścić klasę, by się otrząsnąć w zimnej wodzie. Takie wieści! – Draco również wyglądał na podekscytowanego, a oczy Severusa iskrzyły się niemal tak bardzo jak Dumbledore'a.

- Możesz powiedzieć coś więcej?

- Poppy powiedziała, że jestem na początku piątego miesiąca. Rytuał więzi jakoś na nie wpłynął, w każdym razie są idealną mieszanką całej naszej trójki! Uwierzycie? To jest niesamowite. – Harry wyszczerzył się do nich, podczas gdy Ślizgonom opadły szczęki.

- Harry, kotku… czy ty przed chwilą powiedziałeś są? To jest… ciąża mnoga? – Draco wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

- Tak! Bliźnięta. Już nie mogę się doczekać. I żeby to było jasne, nie mam zamiaru poprzestać tylko na dwójce dzieci, nieważne czy kolejną osobą w ciąży będę ja, czy Draco. – Blondyn o mało się nie opluł na samą myśl o tym, że to on miałby zajść w ciążę. Merlinie, gdyby chciał, to nie brałby co półrocznej dawki eliksiru antykoncepcyjnego! Nie, zajście w ciążę kiedykolwiek w ogóle mu się nie uśmiechało i miał nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Jeżeli po porodzie i przekonaniu się ile roboty jest z dziećmi Harry wciąż będzie chciał mieć ich więcej, to z chęcią pomoże mu w ich zrobieniu, ale na pewno nie będzie dla nich inkubatorem! Mniej więcej te same myśli krążyły po głowie Mistrza Eliksirów. Coś czuł, że będzie musiał zacząć tłumaczyć Harry'emu ideę świadomego planowania rodziny. Inaczej za góra siedemnaście lat Hogwart będzie zalany przez falę ich dzieci. Co najmniej jedno na każdy rok. Nie, nie mógł do tego dopuścić. Nawet jeżeli nie będzie już profesorem, nikomu by tego nie życzył. Severus przełknął i zmusił się do uśmiechu.

- Oczywiście, kochanie. Ale porozmawiamy o tym, gdy już maleństwa będą z nami. – pocałował radosnego Gryfona w jeden policzek, a Draco pocałował go w drugi. Chłopak się zarumienił. Ślizgoni nie mogli nie zauważyć jak jego dłoń powędrowała do brzucha i zaczęła głaskać dość wyraźnie zarysowane wzniesienie. I pomyśleć, że myśleli, że Harry po prostu nabiera ciałka z braku wystarczającej ilości ruchu!

- Przyniosłem ci coś do czytania, żebyś się nie nudził. I notatki i prace domowe. Wiesz, im szybciej nadrobisz zaległości, tym będziesz miał więcej wolnego czasu. – Draco wyjął z kieszeni pomniejszone książki i pergaminy oraz zestaw do pisania i powiększył je zanim położył na pobliskim stoliku.

- Dzięki. – Harry zobaczył jak Poppy wychodzi z gabinetu z tacą pełną jedzenia dla niego. – Zjecie ze mną, czy musicie już wracać?

- Będzie lepiej gdy pojawimy się w Wielkiej Sali, ale myślę, że jeszcze dziesięć minut możemy posiedzieć. – Severus wziął tacę od pielęgniarki i razem z Draco zaczął karmić protestującego, ale roześmianego męża.

Dziesięć minut później obaj pożegnali się z nim niechętnie. Draco od razu opuścił skrzydło szpitalne, podczas gdy Severus jeszcze wymienił kilka słów z pielęgniarką i wziął od niej jakiś zwitek pergaminu. Harry został sam z resztkami swojego drugiego śniadania, jednak wciąż radosny. Po dokończeniu posiłku wygramolił się z łóżka i prawie udało mu się dojść do toalety, zanim nie zakręciło mu się w głowie. Na szczęście Poppy zdążyła go złapać. Skarciła go za nie zawołanie jej do pomocy i doprowadziła do łazienki. Gdy Harry z niej wyszedł, od razu sprawnie poprowadziła go z powrotem do łóżka i przykazała by za każdym razem ją wołał jeżeli będzie czegoś potrzebował. Może i czuł się dobrze, ale jak sam się przekonał wciąż był słaby i miał przed sobą jeszcze dużo odpoczynku. Harry przytaknął i bez większych protestów poddał się jej matkowaniu, które tak naprawdę sprawiało, że robiło mu się jakoś tak cieplej na sercu. Pielęgniarka w końcu zostawiła go samego, więc zabrał się za czytanie notatek napisanych starannym pismem Draco. Jak się okazało, lektura przemian transfiguracyjnych była bardzo dobrym środkiem usypiającym.

Harry obudził się akurat w porze na obiad i z radością powitał tacę pełną pyszności.

- Tak się zastanawiałem, czy można już powiedzieć cos więcej o dzieciach? Można już określić płeć? W Mugolskim świecie robi się różne zdjęcia i obrazy, na których widać dzieci, gdy jeszcze są w brzuchu… - Harry popatrzył na pielęgniarkę z nadzieją, a ta kazała mu na razie zająć się jedzeniem i, że pełne możliwe testy zrobią popołudniu, ponieważ najpierw musi zająć się grupką pierwszaków, która właśnie czeka pod drzwiami. Po chwili do szpitala weszli wszyscy z pierwszego roku Gryffindoru narzekając na ból głowy po zmaganiach na Zielarstwie z Hebasą. Gdy tylko Poppy zniknęła w gabinecie by przynieść im eliksir przeciwbólowy, pierwszaki od razu podbiegły do Harry'ego. Zaskoczony Gryfon odpowiedział na ich zatroskane pytania i przyjął naręcze kartek z życzeniami powrotu do zdrowia oraz dużo słodyczy. Pomfrey chyba dobrze wiedziała o co chodzi, ponieważ odnalezienie eliksiru zajęło jej podejrzanie dużo czasu. Gdy się pojawiła, dzieciarnia powiedziała, że ból cudownie przeszedł i radośnie opuścili skrzydło szpitalne. Poppy popatrzyła dezaprobująco na stos słodyczy.

- Chyba nie muszę ci mówić, że masz je jeść z umiarem i nigdy zamiast prawdziwego posiłku. – Harry potrząsnął głową, mając usta akurat pełne marchewki z groszkiem. – Dobrze.

Dumbledore w końcu go odwiedził po kolacji, gdy Harry próbował uporać się z esejem z Transmutacji. Tak naprawdę to bardziej odwiedził pielęgniarkę, aby dowiedzieć się jak z jego zdrowiem i kiedy wróci na zajęcia, jednak Harry przyjął to z ulgą. Nie miał ochoty na zabawę w gierki z dyrektorem. Gdy starszy czarodziej w końcu wyszedł, Poppy wykonała obiecane wcześniej testy i chłopak żałował, że nie było przy nim jego mężów. Obraz dwóch małych istotek, który pielęgniarka wyczarowała nad jego podbrzuszem był po prostu piękny. Harry już czuł, że zakochał się w swoich dzieciach bardzo, ale to bardzo głęboko. A gdy się dowiedział, że to będzie chłopiec i dziewczynka… wcale by się nie zdziwił, gdyby jego okrzyk radości był słyszany również w głowach dwóch Ślizgonów.

oOo

Przez kolejne trzy dni w skrzydle szpitalnym Draco i Severus odwiedzali go kiedy tylko mogli. Również pierwszoroczni Gryfoni zaglądali do niego dość często. Harry z nudów odrobił większość prac domowych, co było niesamowite. Przestał już pić eliksir landrynkowy, jednak wciąż przed posiłkiem musiał pić bananowy i wieczorem truskawkowy. Nie, żeby mu to przeszkadzało. Czwartego dnia rano Poppy w końcu wypuściła go ze skrzydła i Harry szczęśliwy udał się do Wielkiej Sali na śniadanie. W prawdzie jego radość została trochę przytłumiona, gdy znów musiał zmierzyć się z nieprzyjaznymi mu Gryfonami, jednak uśmiechnięte twarzyczki pierwszaków od razu to poprawiły. Chłopak zajął swoje miejsce wśród szczebioczących dzieciaków, które chciały jak najszybciej nadrobić jego zaległości w wydarzeniach i plotkach. Harry słuchał uważnie i pochłaniał bardzo zdrowe śniadanie, co oczywiście wszystkie pierwszaki skopiowały. Też chciały być takie silne jak on, a jeżeli to oznaczało jedzenie owoców i owsianki… jeżeli Harry Potter mógł, to one też! Harry zauważył, że dwóch chłopców wystylizowało włosy „na szopę", której bardzo podobną wersję widział codzienne w lustrze. Miał nadzieję, że wkrótce nie zaczną nosić też rysunku błyskawicy na czole. Okazało się również, że do pozytywnie nastawionych do niego ludzi dołączyło też kilka osób z drugiego i trzeciego roku. Gryfoni z szóstego i siódmego roku patrzyli na to wilkiem. Harry uśmiechnął się, widząc, że nie ma Neville'a. Pewnie znów siedział w szklarni i zbierał ambrozję. Z jednej strony był wdzięczny, że prawie tydzień spędził w skrzydle szpitalnym. Chociaż trzech pierwszych dni nie pamiętał, to kolejne były tak jasne i radosne, że aż nie mógł uwierzyć, że nie były snem. Zrelaksował się i zapomniał o problemach. I zostało już tylko dwanaście dni do urodzin Ginny, czyli do dnia, w którym pokaże im wszystkim co o nich myśli. Z tego co się zorientował, Draco i Severus robili bardzo dokładny przegląd fortuny Blacków i Potterów i znaleźli w niej kilka niewytłumaczalnych ubytków. Jeżeli to była sprawka Dumbledore'a. Oh… nie mógł się doczekać, żeby go pozwać o zwrot ukradzionych pieniędzy. W pewnym momencie dyrektor wstał i wszyscy zwrócili na niego swoją uwagę.

- Z przyczyn, których nie musicie znać, wyjście do Hogsmeade za dwa tygodnie zostało odwołane.

Po Sali rozległy się gwizdy i niezadowolone buczenie, zwłaszcza od stołów Gryfonów i Ślizgonów. Dumbledore poczekał aż protesty uspokoiły się nieco.

- W zamian za to pójdziecie tam jutro. Profesorowie odeskortują chętnych uczniów o dziesiątej.

Tym razem Salę wypełniły podekscytowane rozmowy. Ginny i Ron nie wyglądali na zadowolonych. Harry przez chwilę zastanowił się dlaczego, zanim go olśniło. No tak, za dwa tygodnie według ich planu byliby bardzo bogaci i mogliby zaszaleć. A tak, będą mogli pozwolić sobie co najwyżej na kremowe piwo i kilka czekoladowych żab. Mieliby więcej gdyby byli w dobrych stosunkach z Harry'm – jak nie patrzeć bardzo często fundował im różne rzeczy. Może uda mu się wyjść do Hogsmeade pod opieką Severusa i razem z Draco i Neville'm? I jeszcze Zabinim i Nottem. To by było całkiem zabawne. Z rozmyślań wyrwał go głos Bena.

- Harry… kupiłbyś nam coś w Hogsmeade? Damy ci pieniądze i zrobimy listę. – Dzieciaki patrzyły na niego błagalnie. Tak jakby mógł im odmówić po tym jak podarowali mu wszystkie zapasy słodyczy.

- Pewnie. I nie martwcie się tym, czy wszystko uradzę. Będę miał pomoc do dźwigania. – Harry wyszczerzył się do rozradowanych pierwszaków. Kilka osób z drugiego roku też popatrzyło na niego z nadzieją, więc zachęcił ich, by się przyłączyli do zrobienia listy zakupów. Chłopak zaczął pochłaniać sałatkę owocową, gdy nagle uderzyła go pewna myśl. Przecież nie miał złamanego knuta przy duszy. Wszystko oddał swoim mężom. Wyglądało na to, że będzie musiał poprosić ich o pieniądze na zakupy dla siebie. Niezbyt mu się to uśmiechało, ale hej – to było dość zabawne. Był znacznie biedniejszy od Weasleyów, a i tak będzie mógł kupić sobie co tylko zapragnie. Nie posiadał na własność niczego oprócz kilku pergaminów, zwykłego pióra, kałamarza i bielizny. Cała reszta przyborów szkolnych była Draco, a Mapa, peleryna, Hedwiga, a nawet jego różdżka – Severusa. Nie pamiętał komu dokładnie zapisał swój kufer, ale był pewien, że również nie był jego właścicielem.

oOo

Po lekcjach Harry udał się do Severusa i po bardzo gorącej sesji całowania, chłopak przedstawił mu swój pomysł na wyjście do Hogsmeade.

- Longbottom też? – Mężczyzna skrzywił się, jednak nie na poważnie. Harry zrobił minę, jakby zaraz miał się rozpłakać i urządzić scenę. – Dobrze, dobrze. Longbottom też. Jeszcze czegoś sobie życzysz, oh moja piękna królewno?

Gryfon trzepnął go po ramieniu i usiadł dość ciężko na kolanach Snape'a, który jęknął.

- Tak, mój sługo. Chcę kieszonkowego na skarpetki. – Chłopak pokazał mu język i Mistrz Eliksirów przewrócił oczami.

- Tak myślałem, że będziesz potrzebował pieniędzy. Dlaczego żony zawsze potrzebują od mężów pieniędzy? Auć. Przemoc w rodzinie! – Severus uchylił się rozbawiony przed kolejnym pacnięciem w głowę i wyciągnął z szuflady małą sakiewkę i podał ją Harry'emu, żeby czymś zająć jego ręce. – Samowypełniająca się sakiewka o objętości dwudziestu galeonów.

- Wow! Super. Dzięki, jesteś najlepszy! – Harry wyszczerzył się do niego łobuzersko i pocałował w nos. – A jednak mężowie się do czegoś przydają.

- Dureń.

- Też cię kocham. To co? Dziesiąta dziesięć w Sali Wejściowej? – Chłopak schował sakiewkę, wstał i wyprostował sobie szaty. Severus przytaknął po czym złapał go za biodra i pociągnął z powrotem na swoje kolana, tym razem okrakiem.

- Jest jeszcze wcześnie. – Sev wymruczał mu koło ucha i zaczął całować szyję. Harry zajęczał.

- Więc może… oh… sypialnia? Tak… uh… teraz!

Jaka szkoda, że Draco akurat odrabiał szlaban u McGonagall za przeklęcie Rona i dorobienie mu wielkiego neonu nad głową, który na przemian mówił Wiewiór i Skunks.