Rozdział 6

I see
Who you are
Behind the skin
I see who you are
Let me see who you are
Bjork

Leah z parującym kubkiem w dłoniach, siedziała na schodkach prowadzących do domu, obserwując zachodzące powoli styczniowe słońce, kiedy usłyszała telefon.

Weszła do domu, odstawiła kubek i odebrała.

- Tak?

- Cześć – usłyszała głos Willa.

- Cześć.

- Nie przeszkadzam?

- Nie. Coś się stało?

- Nie, nie. Tylko… um, mogłabyś wpaść? Jest ktoś, kogo chciałbym abyś poznała.

- Aha? – odparła niepewnie, czekając na jakiś ciąg dalszy, ale milczał. – Ok., zaraz przyjdę.

- Do zobaczenia.

- Pa.

Rozłączyła się i odłożyła słuchawkę, patrząc na nią przez chwilę, jakby spodziewała się kolejnego telefonu, ale nikt nie zadzwonił.

Wzięła z szafki kubek z herbatą, wypiła kilka łyków, a resztę wylała do zlewu w kuchni. Wymyła go, odstawiła na bok i wyszła z domu.

Kilka minut później, gdy Will otworzył drzwi, poczuła zapach pieczonej ryby.

- Cześć - przywitała się.

- Wejdź – odpowiedział, otwierając szerzej drzwi by ją wpuścić.

Zatrzymała się kilka kroków dalej, rozglądając po pokoju.

- Jesteś sam? – spytała odrobinę zdziwiona, marszcząc brwi.

- Nie, nie jestem – odparł, uśmiechając się nieco. Podszedł do drzwi od kuchni i otworzył je. Z pomieszczenia wybiegł Strider. Podbiegł do niej, leniwie machając ogonem, a ona go pogłaskała. Dopiero po chwili zobaczyła drugiego, nieco mniejszego, rudego psa, który zatrzymał się kawałek dalej i niepewnie zamerdał ogonem, jakby dopiero się tego uczył.

- Masz drugiego psa! – powiedziała, uśmiechając się.

Podeszła powoli, kucnęła i wyciągnęła dłoń w jego stronę. Powąchał ją i znów nieśmiało zamerdał ogonem.

- Znalazłem go dzisiaj w lesie, gdy poszedłem łowić ryby – powiedział, obserwując ich z delikatnym uśmiechem.

- Ktoś go zostawił? – spytała, spoglądając na Willa.

- Na to wygląda.

- Co z nim zrobisz?

Will kucnął obok nich i pogłaskał nowego psa.

- Zostanie z nami, miewam dużo psów.

Posłała mu uśmiech i wstała, on również się wyprostował.

- Więc potrzebujesz imienia.

- Chyba tak. Zostaniesz na kolacji? – spytał po chwili milczenia. – Piekę rybę w przyprawach.

Uniosła wyżej kąciki ust i skinęła głową.

- Chętnie.

Wskazał jej stół po swojej lewej, a sam zniknął w kuchni. Leah zdjęła kurtkę i odłożyła na fotel.

Po kolacji Will przyniósł drewno i zaczął rozpalać w kominku. Leah siedziała przy stole, bawiąc się kieliszkiem i przyglądając mu.

- Nie wiedziałam, że tak dobrze gotujesz – powiedziała, wstając i podeszła do niego.

Szturchnął palenisko, odłożył pogrzebacz na stojak i wziął swój kieliszek z półki nad kominkiem.

- Znam lepszych – powiedział i upił łyk.

Leah prychnęła lekko przez nos, unosząc kącik ust ku górze. Podeszła do niego, przyglądając się jego twarzy, drobnym zmarszczkom. Dopiero teraz, z tej odległości zobaczyła, że pod grzywką, prawie przez całe czoło biegnie pozioma blizna. Położyła niepewnie dłoń na jego policzku. Zamknął oczy, a ona przejechała powoli kciukiem w poprzek tej, która znaczyła jego policzek. Zbliżyła się o krok i złożyła delikatny pocałunek na jego ustach. Kiedy tylko ich wargi się zetknęły, Will otworzył oczy zaskoczony. Odsunęła się odrobinę, tak, że ich usta znajdowały się kilka milimetrów od siebie i spojrzała w jego szaroniebieskie oczy. Nie cofnęła się, on też nie. Minęły ledwie trzy sekundy, gdy on zbliżył się do niej, a ich usta ponownie się ze sobą zetknęły. Wplótł palce w jej włosy, a drugą ręką odstawił na oślep kieliszek, który zsunął się z półki i rozbił z cichym brzękiem. Położył dłoń na jej lędźwiach, a ona objęła go za szyję, poddając się pocałunkowi.

Odsunął się dopiero po kilkunastu długich sekundach, trzymając dłoń na jej ramieniu i spojrzał na nią wzrokiem, w których zobaczyła niepewność. A może obawę?

- Jesteś…? – zaczął po chwili szeptem, ale przyłożyła mu palce do ust.

Przesunęła dłoń na guziki jego koszuli, a ustami przywarła do jego ust. Rozwiązał jej kardigan przewiązany w pasie i delikatnie zsunął z ramion. Kiedy rozpięła guziki koszuli i odrzuciła ją na kanapę, pociągnął ją w stronę schodów, przestając ją całować tylko na czas wejścia na piętro. Wciąż wodził dłońmi po jej szyi, ramionach, plecach i talii, prowadząc ją korytarzem do sypialni na poddaszu. Zdjął jej t-shirt, a ona powoli, na oślep, rozpięła i zaczęła zsuwać jego spodnie.

Kiedy wszystkie ich ubrania wylądowały na podłodze, doprowadził ją na skraj łóżka i położył, podtrzymując za plecy. Gdy pochylał się nad nią dostrzegła kolejną bliznę znaczącą jego ciało, ale szybko przeniosła wzrok na oczy.

Czuła jego zarost na swojej skórze, kiedy całował ją w żuchwę, a potem w szyję, czuła napięte mięśnie błądząc dłońmi po jego plecach. Zamknęła oczy, odchylając głowę do tyłu, poddając się jego ciepłym wargom. Czuła, że mogłaby utonąć w tych pocałunkach, tak delikatnych, a jednocześnie gwałtownych, kiedy wszedł w nią, odrywając na chwilę usta od jej ust, z których wydobyło się ciche westchnienie. Spojrzał jej w oczy, poruszając się powoli i ponownie przysunął się do niej. Wypchnęła biodra, poruszając nimi zgodnie z rytmem, który wyznaczył. Poczuła jego oddech na swojej szyi, a potem delikatny dotyk ust, które przesuwał powoli przez żuchwę i policzek. W końcu objął ustami jej dolną wargę, a ona wysunęła język, wychodząc naprzeciw jego. Jedną dłoń przesunęła z pleców na jego kark, nie chcąc, by odsunął się choć odrobinę.

Poruszali się w zgodnie wyznaczonym tempie, spleceni w jedność, powoli, czerpiąc rozkosz z każdego najmniejszego gestu.

Dochodząc, wydała cichy pomruk, czuła w całym ciele przyjemne ciepło i delikatne pulsowanie w środku. Łapała powietrze, chcąc uspokoić przyspieszony oddech. Gładziła jego kark i plecy, a on muskał ustami jej szyję i dekolt, gdy wykonał kolejne pchnięcia, dochodząc w niej kilka chwil później. Uniósł się nieco wyżej na ramieniu, spoglądając jej w oczy. W półmroku i za sprawą rozszerzonych źrenic wydawały się być czarne.

Opadł na łóżko obok niej, wlepiając wzrok w sufit. Ona spojrzała na niego, na coraz wolniej unoszącą się klatkę piersiową i odwróciła spojrzenie. Po omacku znalazła jego dłoń i ujęła ją w swoją. Przekrzywił głowę, spoglądając na nią, ale po chwili znów odwrócił wzrok. Puściła go, przysunęła się i oparła głowę na jego piersi, słysząc przyspieszone bicie serca.

Leżeli tak jakiś czas w ciszy i ciemności. Will na plecach, jedną ręką obejmując ją i gładząc jej ramię, druga leżała na brzuchu. Leah opierała głowę o jego tors, delikatnie wodząc po nim lewą dłonią. Zjechała niżej, zaznaczając kształt szerokiej blizny tuż nad pępkiem. Czuła, jak mięśnie nieznacznie się mu spinają.

- Co ci się stało? – spytała cicho.

- Nie pytaj – odparł, zamykając na sekundę powieki i ponownie wlepił wzrok w sufit.

- Spytałam.

Will usiadł, odwracając się do niej plecami. Podparła się ręką, patrząc na niego. Łokcie miał oparte o kolana, potarł czoło dłonią i wyjrzał przez okno.

- Mam długą i niełatwą przeszłość – powiedział w końcu.

Przysunęła się do niego, przesunęła dłonią po ramieniu i pocałowała w nie, tuż nad blizną, po czym wyszeptała:

- Chcę ją poznać.

- Zmienisz zdanie – odparł, a w jego głosie usłyszała smutek.

Położyła mu dłoń na policzku i obróciła głowę w jej stronę, zmuszając, by na nią spojrzał. Pokręciła głową. Przez chwilę patrzyła mu głęboko w oczy, po czym przysunęła się i pocałowała w usta. Pociągnęła go, zmuszając, by wrócili do poprzedniej pozycji. Trzymała dłoń na jego sercu, gładząc jego tors.

- Zaczekam. Ale nie bój się mi powiedzieć.