Ach dwa dni detoksu od pisania! Co za piękne uczucie!
Po ostatnich komentarzach doszłam do wniosku, że muszę zmienić nick... co powiecie na SłoneczkoPolsatu?
-Artie… co teraz zrobimy?- zapytał Alfred cichym głosem, czuł się okropnie, cała akcja na wzgórzu rozegrała się w ledwie kilka minut, a on miał wrażenie jakby minęła wieczność, podczas której poczucie winy zdążyło przyprawić go o solidny ból brzucha i wyglądało, że na tym nie poprzestanie.
-Nie wiem Alfred… naprawdę nie wiem- westchnął Arthur wciąż wpatrując się w miejsce w którym Litwa i Polska zniknęli im z oczu, miał nadzieję, że jakoś udało im się przetrwać upadek ale…
Anglia nie był pewny czy był gotowy na najgorsze, Toris i Feliks mieli naprawdę marne szanse na przeżycie tego upadku, spadali tak szybko… wedle wszelkich wyliczeń i przewidywań obaj byli już martwi. Spojrzał ukradkiem na Amerykę, chyba nigdy nie widział go tak roztrzęsionego i bladego jak teraz, gołym okiem było widać, że poczucie winny zżera go od środka.
-Powinniśmy zacząć ich szukać- powiedział Alfred po długiej chwili milczenia -Może… może im się udało… może potrzebują naszej pomocy…-
-Alfred…- powiedział cicho Arthur kładąc mu rękę na ramieniu
-Ja nie chciałem- szepnął Ameryka drżąc na całym ciele -Nie miałem pojęcia, że to się tak skończy…-
-Alfred- powtórzył Anglia tym razem nieco bardziej stanowczo
-Oni nie mogli… na pewno żyją, nie mogli tak po prostu…- wymamrotał Alfred
-Weź się w garść Alfred!- krzyknął Arthur potrząsając Alfredem
-Ale…!- pisnął Ameryka cienkim głosem, wyglądał jakby się miał zaraz rozpłakać, Anglia doskonale go rozumiał, sam czuł się podobnie
-Rozumiem co czujesz Alfred, ale nie możemy tak po prostu lecieć na oślep w kierunku miejsca w którym… wylądowali- powiedział Arthur -Pominę już fakt, że nie wiem jak ty, ale ja nie mam siły na zrobienie kolejnych kilometrów biegiem-
-Więc co zrobimy Artie?- szepnął Ameryka załamanym głosem -Nie możemy tak po prostu…-
-Najpierw musimy odpocząć- westchnął cicho Anglia -Nie mam pojęcia co dalej, ale najpierw musimy odpocząć, jesteśmy na nogach prawie dwie doby, nie licząc tej krótkiej drzemki w samolocie, w takim stanie zdziałamy więcej złego niż dobrego-
Alfred przygryzł wargi patrząc na Arthura niepewnie, nie podobała mu się myśl, żeby nie zaczynać poszukiwań od razu, ale on też był zupełnie wyczerpany.
-Wróćmy do samochodu, odpocznijmy chwilę… jak nabierzemy sił, pójdziemy ich poszukać- powiedział Arthur
O ile było czego szukać.
Moment uderzenia był równie przyjemny co zderzenie z rozpędzoną ciężarówką.
Potem wcale nie było lepiej.
Ostatni widok, jaki Toris zapamiętał to rozszerzone ze strachu oczy Feliksa, który w tamtym momencie był już bardziej człowiekiem niż smokiem, co akurat w tym przypadku nie było dobre, mimo wszystko ciało smoka było bardziej wytrzymałe.
Kiedy Litwie wróciła jasność myślenia, był otoczony przez wodę, a wokół robiło się coraz ciemniej, szedł na dno… . Z przerażeniem uświadomił sobie, że nie trzymał już Feliksa, kiedy zetknęli się z wodą, siła uderzenia oddzieliła ich od siebie. Okręcił się wokół starając się przebić wzrokiem przez panującą wokół ciemność, jego uwagę zwrócił złoty błysk gdzieś pod nim, rzucił się w tamtą stronę modląc się żeby Polska był cały.
Płuca paliły Torisa żywym ogniem, błagając od chociaż odrobinę tlenu, całe ciało bolało niemiłosiernie, powinien raczej płynąć w górę nie w dół, ale nie mógł tak po prostu zostawić Feliksa samemu sobie, nie wybaczyłby sobie tego… gdyby opuścił go po raz kolejny.
Polska był nieprzytomny i dość szybko opadał na dno, ten fakt nie zdziwił Litwy, jakby nie patrzeć, to on przyjął na siebie większość siły uderzenia, podejrzewał, że tylko dlatego on sam jeszcze żył i był przytomny. Toris byłby bardzo zaskoczony gdyby po takim ciosie, Feliks pozostał świadomy… miał nadzieję, że jego partner był tylko nieprzytomny.
Po chwili która brunetowi wydawała się wiecznością, chwycił za nadgarstek blondyna i pociągnął go swoją stronę, przyszła pora na wydostanie się na powierzchnie, co stanowiło nie lada wyzwanie. Litwa zaczął płynąć w górę starając się nie popadać w panikę, musiał zachować spokój, nie marnować tych resztek sił które miał.
-''No dalej! Jeszcze trochę! Już prawie jesteśmy…''- pomyślał rozpaczliwie Toris czując jak opada z sił, a pozbawiony tlenu mózg powoli zaczyna się wyłączać, było już znacznie jaśniej, niewiele brakowało do tego żeby się wynurzyli.
Udało mu się w ostatniej chwili, wziął głęboki oddech, uczucie było takie jakby wdychał płomienie, był ciekaw, czy Polska czuł się podobnie kiedy ział ogniem…
-Już prawie Feliks… wytrzymaj jeszcze trochę- wymamrotał Litwa płynąc w stronę brzegu, holując przy tym za sobą Polskę, całe szczęście prąd w tym odcinku Wisły nie był zbyt silny… ale i tak miał przed sobą spory kawałek do przepłynięcia -Błagam wytrzymaj!-
-Obiekt pierwszy i drugi przepadły- zameldowała kobieta salutując swojemu przełożonemu
-Jak to przepadły? Tak po prostu?! Oba naraz?!- wrzasnął mężczyzna uderzając pięściami w oparcia swojego fotela
-Straciliśmy sygnał- oznajmiła kobieta spokojnym tonem -Oba sygnały- poprawiła się zaglądając w swój raport
-W którym miejscu?- zapytał mężczyzna siląc się na spokój
-Polska, okolice Warszawy- stwierdziła kobieta podając raport swojemu szefowi -Po dokładniejszych ustaleniach, ostatni odczyt wskazywał na… środek rzeki Wisły-
-Ach… czyli po prostu czujniki zostały zalane?- mruknął mężczyzna zapoznając się z raportem
-Tego nie wiemy- powiedziała kobieta -Przez chwilę oba obiekty poruszały się z dużą prędkością, nim utracono połączenie z czujnikami-
-Dlaczego obiekty były razem?! Nie miały prawa znaleźć się w jednym miejscu!- warknął mężczyzna
-Tego jeszcze nie ustaliliśmy sir- oznajmiła kobieta -Wedle dotychczasowego śledztwa, w sprawę wmieszało się dwóch intruzów, prawdopodobnie to oni są odpowiedzialni za to, że obiekty się spotkały-
-Więc lepiej szybko ustalcie wszystkie szczegóły!- krzyknął mężczyzna ciskając kartkami w powietrze -Macie mi jak najszybciej znaleźć oba obiekty! I sprowadzić tutaj, mam gdzieś co mówią jajogłowi, na temat obserwacji w naturalnym środowisku… wyślij grupę interwencyjną, mają mi jak najszybciej znaleźć tą dwójkę, dość już się naczekałem-
-Tak jest proszę pana- powiedziała kobieta salutując -Już wysyłam grupę interwencyjną-
-Przez… najbliższe… dziesięć lat… nie mam zamiaru… iść na basen…- wycharczał Toris wyciągając Feliksa na piaszczysty brzeg, wciąż nie mógł wyjść z podziwu, że starczyło mu na to wszystko sił -Ani nad morze… ani nad rzekę… ani nawet nad kałużę…- wysapał padając na piasek wyczerpany.
Najchętniej po prostu przeleżałby kilka następnych godzin, odpoczywając po tym czego zdążył dzisiaj doświadczyć, ale było jeszcze kilka spraw którymi musiał się zająć, przede wszystkim musiał się upewnić, że z Feliksem wszystko w porządku.
Z jękiem podniósł się na łokciach, podpełzł bliżej nieprzytomnego blondyna i przyłożył ucho do jego piersi, starając się wyczuć bicie jego serca, odetchnął z ulgą słysząc słaby ale miarowy rytm.
Chwilę później poczuł jakby ziemia usunęła mu się spod nóg, kiedy ten rytm ustał
-O nie… błagam nie- jęknął zrywając się do pozycji siedzącej, odgarnął mokre włosy z twarzy i zabrał się za reanimację
-Błagam Feliks nie rób mi tego…- wysapał uciskając klatkę piersiową Polski -Nie teraz… nie po tym wszystkim!- odchylił delikatnie głowę Feliksa i przyłożył usta do jego ust żeby wtłoczyć do jego płuc porcję życiodajnego tlenu
-No dalej…- mruknął pod nosem -Weź mnie nie drażnij… przetrwałeś Rozbiory, dwie wojny światowe i prawie pół wieku komunizmu… nie mów mi, że poddasz się akurat teraz!…-
Sekundy po tym jak to powiedział, jego starania przyniosły efekty, cofnął się szybko kiedy Feliks otworzył oczy, zakrztusił się i zaczął wypluwać z siebie wodę, Toris pomógł mu odwrócić się na bok, żeby było mu łatwiej.
-Na litość boską… nie strasz mnie tak- powiedział Litwa odchylając się w tył i ponownie padając na piasek, odwrócił głowę żeby spojrzeć na swojego partnera, odkrywając, że Polska znów stracił przytomność… ale przynajmniej teraz oddychał, wyglądało na to, że wydobrzeje.
-''O ile nie spędziliśmy pod wodą zbyt dużo czasu''- odezwał się cichy głosik gdzieś z tyłu głowy Torisa, potrząsnął głową żeby się go pozbyć, nie… Feliks na pewno będzie miał się dobrze, na pewno się obudzi… .
Dopiero kiedy sytuacja została w miarę opanowana, w oczy rzuciło mu się, że chyba magiczne burgery nie zadziałały tak do końca, gdzieniegdzie ciało Feliksa wciąż pokrywały złote łuski, z głowy wciąż wyrastały mu rogi, chociaż nie wystawały zbyt wiele ponad jego włosy.
Ale tym co najbardziej rzucało się w oczy był ogon, długi złoty, pokryty łuskami ogon, którego końcówka drgała nieznacznie, jakby jego właścicielowi coś się śniło.
-Powinienem mu znaleźć jakieś okrycie- mruknął Toris, nie żeby widział Feliksa nago po raz pierwszy… nie żeby jemu ten widok przeszkadzał, ale mimo wszystko... -Tylko skąd je wezmę… moje ciuchy są przemoczone, więc to nie ma sensu, może powinienem zadzwonić… szlag-
Litwa sięgnął do kieszeni wyciągając z niej telefon, zaklął cicho stwierdzając ostateczny zgon urządzenia, mógł przeleżeć kilka dni na ziemi i nic mu nie było… ale w starciu z największą rzeką Polski, dzielny przyrząd poległ zupełnie.
-To by było tyle, jeśli chodzi o poinformowanie Anglii i Ameryki, że żyjemy i przydałaby się teraz zimowa kurtka Alfreda- westchnął Toris chowając komórkę z powrotem do kieszeni, w drugiej wymacał coś jeszcze -Uuups…- mruknął wyciągając kluczyki od wypożyczonego przez nich auta -Przynajmniej wiem co będę robił dalej- stwierdził przypatrując się kluczykom -Odpocznę chwilę i będę musiał się dostać wraz z Feliksem na tamten parking… jak się obudzi do tego czasu będzie prościej, ale jakoś wątpię, żeby życie miało mi cokolwiek ułatwić, więc prawdopodobnie będę musiał nieść go na plecach… w sumie nawet nie wiem ile, bo nie mam pojęcia gdzie jesteśmy-
Rozglądnął się dookoła, w czasie kiedy spadali, nie miał czasu zorientować się gdzie dokładnie wylądują, a mimo że rzeka nie płynęła zbyt szybko, to jednak przepłynęli nieco z jej prądem… końcowy wynik był taki, że nie miał pomysłu na to w którą stronę iść.
-I tutaj właśnie przydałoby się, żeby Feliks odzyskał przytomność… zna te tereny znacznie lepiej niż ja… nie mówiąc już o tym, że przecież jest u siebie, więc byłby w stanie pokazać mi kierunek, nawet gdyby nie mógł iść o własnych siłach- Litwa westchnął ciężko -A więc plan wygląda następująco, odpocząć na tyle, żeby móc wstać, przy okazji wyschnąć. Znaleźć cokolwiek co nadałoby się na okrycie dla Feliksa, zanim ten się rozchoruje… i może zanim się obudzi, nie wiem jakbym miał mu wytłumaczyć dlaczego jesteśmy nad brzegiem Wisły, od stóp do głów uwalani piachem i błotem, a on nie ma ubrań, Bóg jeden wie co by mu przyszło do głowy… do tego potrzebuję wsparcia Ameryki i Anglii. Wracając do Ameryki i Anglii, ustalić gdzie się dokładnie z Feliksem znajdujemy, najlepiej znaleźć jakąś mapę parku na najbliższym szlaku, a potem udać się na parking, bez kluczyków, tamta dwójka raczej nie odjedzie, a na pewno łatwiej tam będzie o telefon dzięki któremu dam im znać, że nie muszą organizować pogrzebu… prościzna- podsumował z sarkazmem.
Zaalarmowany głosami obcych ludzi, Toris uniósł głowę, dopiero teraz zorientował się, że na tej plaży nie byli sami, na gałęzi drzewa rosnącego tuż nad wodą dostrzegł ręcznik, chyba właśnie rozwiązał się jego problem odnośnie tymczasowego okrycia dla Feliksa.
-Propo parku… zanim przejdziemy do odpoczynku, muszę komuś ukraść ręcznik- stwierdził podnosząc się z ziemi i ruszając powoli w stronę ręcznika -Najlepiej zanim ten ktoś znajdzie nas i zadzwoni na policję- miał pewne podejrzenia, że mógłby w oczach obcych wyjść na jakiegoś zboczeńca albo porywacza, którego ofiarą padł Feliks -Swoją drogą plażowanie w takich miejscach nie jest nielegalne?- mruknął rozglądając się czy nikogo nie ma w pobliżu i szybko zabierając ręcznik, wrócił szybko do blondyna i owinął ręcznik wokół jego bioder, co ze względu na ogon było trochę utrudnione
-Chyba lepiej będzie jak przeniosę go chociaż odrobinę w głąb lasu, nawet ręcznik nie sprawia, że wyglądamy mniej podejrzanie, tłumaczenie się policji to ostatnie na co mam ochotę… chociaż nie, jeszcze niżej na liście jest tłumaczenie się szefowi Feliksa z tego, co ja robię z jego państwem na dzikiej plaży i dlaczego owo państwo nie ma na sobie nic oprócz ręcznika… a jak dodać do tego łuski, rogi i ogon...- jakimś cudem udało mu się załadować Polskę na swoje plecy i starając się nie myśleć o tym, jak bardzo był zmęczony, ruszył w stronę linii drzew. Kiedy znaleźli się już w bezpiecznym gąszczu, mógł sobie w końcu pozwolić na odpoczynek.
-To tylko… kilka minut- mruknął Litwa układając Polskę pod jednym z drzew i siadając obok niego, powieki miał jak z ołowiu -Zdrzemnę się chwilę…- westchnął cicho odruchowo tuląc do siebie Feliksa, który wciąż nie dawał znaków jakby miał się wkrótce obudzić, zasnął niemal natychmiast, z policzkiem opartym o głowę swojego kompana.
Kiedy Toris się ocknął, słońce chyliło się ku zachodowi, zaklął cicho, nie miał zamiaru spać aż tak długo, musiał jeszcze dostać się do samochodu, przed nadejściem nocy.
-Feliks?- powiedział cicho rozglądając się dookoła, poczuł lekki przypływ paniki kiedy nie zobaczył go obok siebie -Gdzie je… ach…- odetchnął z ulgą kiedy stwierdził, że blondyn po prostu zmienił pozycję, spał teraz obejmując ramionami brzuch bruneta, z głową wtuloną w jego bok.
-Musimy się zbierać Feliks- mruknął Litwa potrząsając ramieniem Polski, jedyny efekt jaki osiągnął to niewyraźny pomruk z jego strony -Na litość boską ile można spać?- zażartował wyplątując się z objęć Feliksa i lokując go z powrotem na swoich plecach.
-W sumie ci się nie dziwie… też nabrałem ochoty na to, żeby przez najbliższy tydzień nie wychodzić z łóżka- stwierdził Toris ruszając przed siebie
-Liet…- słysząc ochrypły szept, Litwa obrócił zaskoczony głowę, żeby spojrzeć na twarz Polski -Zamknij to okno… jest w cholerę zimno…- wymamrotał Feliks przez sen, to że jego twarz nabrała nieco więcej koloru, brunet uznał za dobry znak
-Spokojnie… za niedługo zrobi się cieplej- mruknął Toris -Musimy się tylko dowiedzieć gdzie jesteśmy i dostać się do samochodu-
-Chcę kakao…- stwierdził Polska wtulając się mocniej w plecy Litwy
-Zrobię ci… jak tylko wrócimy do domu, zrobię ci takie kakao jakie lubisz, z wszystkimi bajerami które będziesz chciał… tylko proszę… obudź się w końcu… obudź się i powiedz mi, że wszystko z tobą w porządku-
-Co to są za goście?- zapytał Alfred przypatrując się ukradkiem grupie mężczyzn w czarnych mundurach, wysiadających z vana który chwilę wcześniej zaparkował niedaleko nich -Nie podobają mi się…-
-Hmm?- mruknął Arthur -O co znowu chodzi Alfred?- zapytał tłumiąc ziewnięcie
Siedzieli na jednej z ławek ustawionych przy parkingu, dopiero kiedy udało im się w końcu wydostać z puszczy i dotrzeć z powrotem do samochodu, zorientowali się, że kluczyki cały czas miał przy sobie Toris, co w grubszej mierze oznaczało, że póki co przepadły.
-O tych gości- mruknął Ameryka dyskretnie wskazując w stronę vana -Wyglądają jak jakaś armia albo coś, po co ktoś taki miałby tutaj być?-
-Może to jakaś straż parkowa- stwierdził Anglia przecierając oczy, próbował się chwilę zdrzemnąć, ale Alfred skutecznie mu to utrudniał
-Tobie to wygląda na straż parkową?- zapytał z powątpiewaniem Alfred -Mnie bardziej na jakichś najemników albo tajnych agentów… są uzbrojeni po zęby...-
-Naoglądałeś się za dużo filmów- westchnął Arthur -Po co ktoś taki miałby tutaj być?-
-Nie wiem… i to mi się właśnie nie podoba- stwierdził Ameryka obserwując jak dziwna grupa wchodzi do parku -Ci goście zupełnie tu nie pasują, wątpię żeby przyszli tutaj odpoczywać-
-Dlaczego niby ci faceci tak ci przeszkadzają?- zapytał Anglia
-Nie wiem…- powiedział powoli Alfred -Ale… mam jakieś dziwne przeczucie, że ich obecność oznacza kłopoty-
-Mmm… to jak chcesz to się nad tym zastanawiaj… ale daj mi się zdrzemnąć chociaż chwilę- westchnął Arthur kładąc się na ławce na tyle na ile pozwalała na to jej długość.
-Ufff… do najcięższych nie należysz, ale taszczenie cie taki kawał drogi, mimo wszystko jest męczące- stwierdził Toris -Ale chyba już jesteśmy blisko- mruknął widząc prześwit między drzewami
Litwa uznał, że mieli sporo szczęścia, kiedy udało mu się w końcu namierzyć najbliższy szlak i znaleźć mapę parku, okazało się, że wylądowali nawet bliżej parkingu, niż byli zanim Feliks wystartował. Litwa trzymał się tak blisko ścieżki jak mógł, żeby podążać wytyczonym szlakiem, a jednocześnie nie być z niej widocznym.
Przez całą drogę zagadywał do Polski, starając się uspokoić własne, niespokojne myśli, biorąc pod uwagę to, że Feliks co jakiś czas mówił coś przez sen, można to było uznać za swego rodzaju konwersację.
Niepokoiło go to, że Polska wciąż nie odzyskał przytomności, bał się też, że Arthur i Alfred mogli się gdzieś zgubić, albo że znaleźli jakiś transport z powrotem do Warszawy.
-Chociaż… to ja mam kluczyki, więc z powrotem nie byłoby problemów- stwierdził Toris wyglądając zza drzew żeby zorientować się czy dobrze trafił -Bingo!- mruknął widząc znajomy parking -Och jednak ten dzień nie jest taki kompletnie do niczego- stwierdził widząc Alfreda i Arthura na jednej z ławek, postanowił, że podejdzie do nich, na około, dalej czuł, że wyjście z gąszczu z Feliksem w tym stanie, samemu nie prezentując się zbyt wyjściowo, to niezbyt dobry pomysł.
Będąc już dość blisko ławki na której siedziały pozostałe dwa państwa, przystanął na chwilę żeby odpocząć, przy okazji mógł posłuchać ich rozmowy.
-Jak myślisz Artie… czy oni… w sensie no wiesz… spadali tak szybko… myślisz, że…- mówił cicho Ameryka wpatrując się w swoje kolana
-Nie wiem Alfred… mówiłem ci, że ich poszukamy, ale daj mi chociaż chwilę odpocząć- westchnął Arthur nadal starając się zdrzemnąć
-Miło wiedzieć, że nie mieliście zamiaru nas tak po prostu zostawić- powiedział głośno Toris, uznając, że jednak po prostu ułoży Feliksa na ziemi i usiądzie obok, dając znać tamtej dwójce o swojej obecności
-Oczywiście, że nie mieliśmy zamiaru was zostawić!- krzyknął Alfred prostując się
-Na litość boską Alfred dlaczego się drzesz… i do kogo się drzesz?- zapytał Arthur stwierdzając, że jednak z drzemki nici
-Jak to do kogo… to nie byłeś…- Ameryka zbladł nagle -O Boże… to duch! Słyszałem ducha Torisa!-
Litwa wpakował sobie pięść do ust, żeby wytłumić atak śmiechu którego dostał po tym stwierdzeniu
-Ducha? Alfred zlituj się, tutaj nie ma żadnych duchów- warknął Anglia
-No nie ma- potwierdził Toris chichocząc jak wariat -Niewiele brakowało, ale mimo wszystko wciąż żyje… Feliks też jakby was to interesowało-
-Sam słyszałeś!- pisnął Ameryka skrajnie przerażony -Duch! Będzie się na mnie mścił, za to, co się stało na tamtym wzgórzu! Robi się ciemno, to o tej porze wychodzą duchy!-
-No chyba nie~- Litwa nie mógł już dłużej wytrzymać i po prostu ryknął śmiechem trzymając się za brzuch, zachowanie Alfreda było po prostu zbyt zabawne żeby to zignorować
Rozległ się okrzyk zaskoczenia Anglii, szelest krzaków, a po chwili sam Arthur wpadł pomiędzy drzewa.
-No cześć- przywitał się Toris uprzejmym tonem -Czy Alfred nadal ma przy sobie swoją zimową kurtkę? Przydałaby się teraz- powiedział wskazując na Feliksa
-Wy żyjecie… o Boże… nawet nie wiesz jak mi teraz ulżyło- powiedział Anglia z głośnym westchnieniem ulgi
-Jeśli ulżyło ci choć trochę tak, jak mnie ulżyło kiedy udało mi się wydostać siebie i Feliksa z rzeki, to mogę mieć pewne mgliste pojęcie- stwierdził Litwa
-Ach… czyli wylądowaliście w rzece?- zapytał Arthur
-Tak… nie mógłbym nazwać tego najdelikatniejszym lądowaniem na świecie, ale przynajmniej jakimś cudem udało nam się przeżyć- odparł Toris, po chwili spomiędzy krzaków wyszedł również Alfred, początkowo miał niezbyt pewną minę, ale kiedy tylko zobaczył Litwę i Polskę, poczuł jakby kamień spadł mu z serca
-Wy żyjecie! Boże… jak się cieszę, że żyjecie!- wrzasnął rzucając się na Torisa ze łzami szczęścia w oczach, na szczęście dla bruneta, Arthur złapał go po drodze w pasie i zatrzymał, zanim zmiażdżył kraj bałtycki w niedźwiedzim uścisku
-Jestem pełen podziwu, że byłeś w stanie wyjść z rzeki o własnych siłach, wyciągnąć z niej Polskę i jeszcze dotaszczyć go tutaj- stwierdził Anglia
-Nie ty jeden… byłem pewny, że zginiemy, ale jakoś udało mi się zachować przytomność po uderzeniu w wodę… głównie dlatego, że Feliks przyjął na siebie główne uderzenie, zanim przemienił się do ko… w sumie to nie do końca- powiedział Litwa wskazując na rogi, łuski i ogon Polski
-Właśnie widzę… nie wiem dlaczego nie zadziałało do końca, byłem pewny, że nasyciłem te burgery wystarczającą ilością mocy magicznej- stwierdził Arthur
-Może trzeba będzie poczekać jeszcze trochę?- zasugerował Alfred przyglądając się bliżej jednemu z rogów
-Czy ja wiem- Anglia poważnie w to wątpił -Minęło kilka godzin od kiedy zjadł zaklęte jedzenie, wątpię, żeby miało stać się coś jeszcze… może spróbuję to skorygować za pomocą różdżki, ale na pewno nie dzisiaj, jeszcze jedno zaklęcie i dołączę do Feliksa w krainie snów-
-Tak przy okazji… nie obudził się ani razu odkąd się przemienił?- zapytał Ameryka -Ty obudziłeś się niemal od razu po tym jak wróciłeś do ludzkiej postaci-
-Nie… i to mnie martwi- powiedział Toris cicho -Musiał nałykać się sporo wody nim wyciągnąłem go na powierzchnię… a co jeśli w ogóle się nie obudzi?- zapytał zagryzając niepewnie dolną wargę
-Na pewno się obudzi… po prostu musi zregenerować siły, jego przypadek był o wiele cięższy niż twój- uspokoił go Artur, kładąc mu rękę na ramieniu
-Niby racja ale…- mimo to Litwa wciąż miał wątpliwości
-Hmm… mam pewien pomysł jak go obudzić- stwierdził Ameryka -A właściwie nawet dwa!-
-Trzymajcie mnie… znowu się zaczyna- westchnął Anglia -Zanim nas oświecisz, przynieś lepiej tą kurtkę, myślę, że Feliksowi będzie cieplej w niej niż w samym ręczniku… właściwie skąd wytrzasnąłeś ten ręcznik?- zapytał Litwę, kiedy Alfred poszedł wziąć kurtkę z ławki na której wcześniej odpoczywali
-Eee… pożyczyłem od ludzi którzy byli nad rzeką?- mruknął zażenowany Toris
-Aha… czyli ukradłeś… raczej nie widzi mi się, żebyś miał go wkrótce oddać- westchnął Arthur -Cóż nie ma cie za co winić, ratowanie drogiej ci osoby jest ważniejsze niż jakiś durny ręcznik-
-No… tak jakby…- powiedział Litwa którego policzki pokrył lekki odcień różu
-Już jestem- oznajmił Alfred wracając do nich i podając brunetowi kurtkę, Toris przykrył nią Feliksa mając nadzieję, że blond nacja poczuje się dzięki temu choć trochę lepiej
-No dobra… to teraz mów, jakie to cudowne pomysły wpadły ci do tego pustego łba- westchnął Arthur szykując się na mocne uderzenie, pomysły Alfreda były po prostu… różne
-No dobra to ten bardziej baśniowy, skoro jesteśmy przy stworzeniach z baśni… próbowałeś obudzić go pocałunkiem? No wiesz… jak śpiącą królewnę?- Ameryka zwrócił się do Litwy
Szczęka Torisa opadła w dół w geście ''delikatnego'' szoku, a twarz pokryła się głębokim odcieniem szkarłatu
-Alfred… Feliks nie jest śpiącą królewną…- powiedział Anglia masując skronie, zazwyczaj pomagało na wybuchy złości powodowane ''geniuszem'' Ameryki…
-C-czy sztuczne o-oddychanie można z-zaliczyć do całowania?- wyjąkał Toris
-Chyba tak- uznał Alfred pocierając szczękę w zamyśleniu -Czyli nie poskutkowało?- westchnął zawiedziony kiedy brunet pokręcił głową
-No to przechodzimy do planu B- stwierdził Ameryka klękając jak najbliżej Polski… ale mimo wszystko pozostając poza jego zasięgiem, Litwa i Anglia spojrzeli na niego, obawiając się co to za plan B
-Yo Holland! Your hero arrived! Where do you keep your snacks? I'm hungry as hell!- powiedział Alfred głośno i wyraźnie, szczerząc zęby w uśmiechu
-Nie wytrzymam… po prostu go walnę…- westchnął Arthur podwijając rękawy, Toris spojrzał najpierw na niego, potem na Feliksa, a na końcu na Alfreda, czuł jak kręci mu się w głowie… to było za dużo rewelacji jak na jeden dzień.
Anglia i Litwa przybrali równie zszokowane miny, kiedy okazało się, że wypowiedź Ameryki nie pozostała bez odpowiedzi.
-America! I've told you so many times to bring your own snacks! Stop stealing mine! And my name is not Holland for fuck sake!- krzyknął Feliks otwierając oczy i zrywając się do pozycji siedzącej, syknął z bólu i zaskoczenia, kiedy jego czoło spotkało się z czołem pochylającego się nad nim Torisa.
-Nic mnie już nie zaskoczy… po prostu nic- stwierdził Arthur ukrywając twarz w dłoniach, to, że któryś z durnych planów Alfreda zadziałał, było zbyt wielkim zaskoczeniem.
-Och… cholera… moja biedna głowa- jęknął Polska rozcierając obolałą głowę -Liet?- mruknął zaskoczony kiedy napotkał spojrzenie Litwy -Co ty tu robisz? Kiedy przyjechałeś?-
-Dobry Boże w końcu się obudziłeś! Tak się martwiłem!- powiedział Toris ignorując własny ból głowy i przytulając mocno zdziwionego Feliksa
-Eee… no tak jakby się obudziłem- odparł Polska nie mając pojęcia skąd ten nagły przypływ czułości u Litwy -Dlaczego miałbym się tak jakby nie budzić?- zapytał wciąż nie do końca zdając sobie sprawę z tego gdzie jest i co właściwie robił prawie nagi, w krzakach za parkingiem w otoczeniu trzech innych państw
-O czym oni rozmawiają?- zapytał zdezorientowany Alfred, nie rozumiał ani słowa z polsko-litewskiej mieszanki słów którą teraz posługiwali się Feliks i Toris
-Jak na moje po prostu Litwa cieszy się, że Polsce nic nie jest- stwierdził Arthur spokojnie czekając, aż przyjdzie pora na wyjaśnienia
-Ale wiesz co Liet… śnił mi się totalnie porąbany koszmar- powiedział Feliks kiedy Toris już go puścił, rozejrzał się wokół, a jego mina jasno świadczyła o tym, że w końcu zdał sobie sprawę z tego, że coś tu jest mocno nie halo.
-Obawiam się Feliks, że to co ci się ''śniło'' to nie do końca mógł być zwykły koszmar- stwierdził Anglia, mniej więcej zrozumiał sens wypowiedzi Polski
-Arthur? I Alfred… i…- Feliks spojrzał w dół na swoją nagą pierś z której zsunęła się kurtka kiedy w końcu usiadł, ból głowy momentalnie mu przeszedł, zastąpiony zdziwieniem
-CO JEST DO KURWY NĘDZY?!-
A więc totalnie pokręconego opka ciąg dalszy! Kurczę... tak żałuje, że nie umiem rysować... zrobiłabym z tego totalnie zajefajny komiks.
A kończenie rozdziałów w najciekawszych momentach to dobra recepta na wzbudzenie ''głodu'' u czytelników, spodziewajcie się więcej takich sytuacji :v
Dzięki ci panie za czytelników którzy wyłapują moje błędy w rozdziałach... smutna prawda, nieużywane, ingliszowe skille rdzewieją... zresztą zawsze byłam na bakier z gramatyką XD
