Rozdział VI

Niepokój"

Wizyta na Ross Street nie należała do najprzyjemniejszych. Matka zmarłej cały czas płakała, a nawet zemdlała i nie potrafiła niczego dodać oprócz tego co powiedziała Sonia. Ojciec natomiast, na początku opanowany, wpadł w furię, gdy dowiedział się gdzie jego ukochana córka pracowała. Nie chciał uwierzyć w te „farmazony", jak je nazwał. Alex by ratować sytuację, swoją skórę i reputację detektywa wyciągnęła ich stamtąd najszybciej jak mogła pod byle pretekstem.

- O Boże, już myślałam, że tam utkniemy. Istnieje coś takiego jak farmazon? – Spytała patrząc zdziwiona na doktora.

- To inaczej kłamstwo i tak istnieje.

- Hmph… Mam nowe wyrazy w słowniku. Fantastycznie! – Uśmiechnęła się zadowolona. – Coś z nim nie tak?- Dodała szeptem wskazując na Holmesa, który wyglądał jak chmura gradowa.

- On tak ma zawsze, gdy coś nie idzie po jego myśli. Holmes, uspokój się bo wydepczesz dziurę!

- Nie trzeba było mnie stamtąd wyprowadzać. Ten mężczyzna coś ukrywa i już prawie miałem…

- Dobra, dobra. Patrzyłeś na niego jak wygłodniały sęp na padlinę, a on na Ciebie jak byk na czerwoną płachtę. Musiałam coś zrobić. – Warknęła Alex.

- Za to ty, moja panno, zachowywałaś się jakbyś była matką miłosierdzia.

- No tak. Jak zawsze Alex. Czarna owca! Bo dlaczego by nie? To, że powiedziałam to, co wiedziałam i co myślałam jest złe, ale Twoje zachowanie było wprost wybitne!

- Więc najpierw pomyśl nim coś powiesz!

- Odezwał się wielki myśliciel!

- Holmes… - Wtrącił się Watson, ale Sherlock uciszył go jednym gestem .

- Wszystko popsułaś! Cały plan poszedł na marne! A dlaczego? Bo powiedziałaś im wszystko nim zdążyliśmy przejść do salonu!

- Trzeba było iść na żywioł! Wiesz w książce byłeś zabawniejszy…

- To nie jest żadna książka tylko realne życie! To nie fantazja! Zrozum to.

- Nie pouczaj mnie Holmes o fikcji i fantazji, bo jak widać stoję tu, a zamiast tego powinnam być w domu i słuchać kłótni, a nie w niej uczestniczyć!

- Alex… - Ponownie spróbował przerwać sprzeczkę John, ale dziewczyna tylko machnęła ręką w jego kierunku.

- Więc na co czekasz? Nikt i nic Cię tu nie zatrzymuje!

- Super, dziękuję że łaskawie dałeś mi pozwolenie na opuszczenie tych czasów! – Wrzasnęła zdenerwowana brunetka. - Au revoir! – Odwróciła się na pięcie i odeszła.

- Mam nadzieję, że nie prędko! – Krzyknął za nią Holmes i poszedł w przeciwnym kierunku. Doktor Watson stał jeszcze chwilę w bezruchu. Jak dzieci. Wzniósł oczy ku niebu i pobiegł za przyjacielem.

Trudno przeskoczyć mury,

Kiedy przeszkód tak wiele…

Trudno odszukać w sobie życzliwość,

Kiedy na dnie serca kryje się żal.

Zła przemierzała ulice Londynu. Gdy doszła do miejsca, w którym się obudziła błękitne niebo ponownie przysłoniły ciężkie, szare chmury. Usiadła na kamienistym brzegu Tamizy i cisnęła jednym z odłamków, które miała pod ręką, w spokojną taflę wody. Nagle poczuła jak coś kapie jej na głowę. Ponownie się rozpadało. Alex szpetnie zaklęła pod nosem. Cholera! Nie mam parasola, a torbę zostawiłam na Baker Street. Więc tam wróć. O nie… Nie ma mowy! Nie zachowuj się jak dziecko. Powiedz mi jak się zachowuje dziecko, bo nie wiem. Tak jak ty… Co z tego? I tak nie pójdę. Wracam do domu! Jak? Łatwiej wrócić i przeprosić Holmesa. Zrób to.Alex musiała przyznać rację swojej drugiej połowie. A niech Cię wszyscy diabli Holmes. Wstała, ale nie zdążyła się obrócić bo poczuła tępy ból w głowie i upadła na kamienie. Przed omdleniem zobaczyła jedynie czyjeś nogi.

Tymczasem…

Watson i Holmes wrócili na Baker Street. Doktor próbował przemówić przyjacielowi do rozumu, ale spotkał się jedynie z warknięciem i Sherlock zamkną się w swoim pokoju.

- Pani Hudson! – Zawołał John. Gosposia wyjrzała z kuchni.

- Tak, doktorze?

- Może pani przynieść filiżankę herbaty? Teraz?

- Oczywiście doktorze. – Pani Hudson znikła w kuchni, by po chwili pojawić się z parującą filiżanką. – Proszę doktorze.

- Niech pani jeszcze chwile to przytrzyma. – Szepną i pobiegł cicho do pokoju. Wrócił zaraz dzierżąc w ręce małą buteleczkę, której zawartość przelał do herbaty. – To na uspokojenie. – Wyjaśnił wskazując na ścianę, za którą był pokuj detektywa. Zabrał naczynie od pani Hudson, otworzył drzwi i zapukał w futrynę. – Proszę o zezwolenie na wejście do arsenału.

- Zezwalam. – Wydobył się głos z zaciemnionego pokoju. Doktor westchnął, odstawił filiżankę na najbliższy mebel i odsłonił jedno z okien. Potem powrócił po kubek i podał go Holmesowi.

- To na uspokojenie…

- Nie potrzebuję.

- Tak, potrzebujesz. Pij. – Zdenerwował się tym razem Watson. Detektyw przewrócił oczyma, ale wziął herbatę od przyjaciela.

- Dobra… Ma lekki posmak mięty, a może to szałwia?

- Holmes, jako Twój przyjaciel, proponuję żebyśmy znaleźli Alex.

- Odmawiam. – Mruknął popijając kolejne łyki napoju.

- Holmes mam złe przeczucia. Musimy ją znaleźć. Obiecaliśmy Alex, że pomożemy jej wrócić do domu.

- Ja nic nie muszę. Zresztą już ją odesłałem.

- Chyba nie mówisz poważnie. Po Londynie grasuje morderca kobiet, powtarzam KOBIET, a …

- Przecież powiedziała, że Kuba Rozpruwacz morduje tylko prostytutki, więc się nie martw Watsonie. Chyba że Twoja znajoma zmieniła nagle upodobania.

- Sherlock proszę. Posłuchaj mnie choć raz. Ten jedyny raz. Naprawdę mam złe przeczucia. Musimy ją znaleźć.

- Jeżeli chcesz, ja Cię nie powstrzymam.

- Jak uważasz uparty ośle. – Syknął doktor i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Detektyw dokończył pić herbatę i pogrążył się w rozmyślaniach.

Budziła się powoli zmagając z uczuciem otępienia. Otwierając oczy zobaczyła jedynie kamienny sufit. Rozejrzała się wokół. Pomieszczenie przypominało Alex trochę cele lub lochy, które zwykle były pokazywane na filmach jako podziemna część zamku. Chciała sprawdzić czy przypadkiem nie miała guza, ale ktoś splątał jej ręce. Wstała i przeszła się po małej kitce. Nie było w niej żadnych okien, więc podeszła do drewnianych drzwi z kratą pełniącą funkcję lufcika . Stanęła na palcach i wyjrzała przez niego. Korytarz okrywały ciemności i nie dochodziły do niej jakiekolwiek dźwięki. Wszędzie panowała dzwoniąca cisza. Brunetka uderzyła w drzwi w całej siły, ale nie chciały się otworzyć. Alex odeszła do tyłu i osunęła się na posadzkę. Mam nadzieję, że nie trafiłam na herbatkę do Voldiego*…

*Chodzi o Lorda Voldemorta z cyklu o Harrym Potterze.