Rozdział 7 - Dom Danny'ego
Stilesowi przyśniło się, że biegnie przez les, ale tym razem było inaczej. Nie biegł za nikim. Biegł do kogoś. Między drzewami tańczyły słupy pomarańczowego światła, jak od ogniska.
Wszystkie instynkty mówiły mu, aby nie podchodził do światła.
Wszystkie instynkty krzyczały żeby nie zostawał w ciemności.
Stiles wszedł w krąg miodowego świtała. Przy ognisku siedział Danny. Miał na sobie spodenki od stroju lacrosse'a, jego ciało było pokryte malunkami innymi niż te na ciele Stilesa: wzory Mahealaniego były ostrzejsze, pełne trójkątów i kątów prostych, kilka wpełzało mu na szyję i twarz.
- Danny, człowieku, co to znaczy? - zapytał Stiles patrząc jak kolega nie podnosi spojrzenia od ognia.
- Czym jesteś? - zapytał Danny zaciskając dłonie na kiju od lacrosse'a. W miejscu gdzie powinien być koszyk na piłkę, był przywiązany ociosany kamień na kształt grota.
- O, stary, to ja, Stiles! - krzyknął Stiles podnosząc dłonie w górę. Nagle ogień przestał rozpraszać mroki, cienie zaczęły kumulować się bliżej i bliżej. Stiles zaczął szybciej oddychać. Danny włożył rękę w płomienie. Wyraz jego twarzy świadczył o tym że Stiles też powinien to zrobić. Ze wszystkich rzeczy jakie ten mógł zrobić i powiedzieć, także włożył dłoń w ogień. Mahealani zacisnął pięść, tak że zahaczył ich palce o siebie.
- Znajdź Ethana. - powiedział Danny. Nagle płomienie wybuchły i Stilesa odrzuciło w tył, za linię drzew.
Stiles obudził się pośrodku ulicy. Ludzie wybiegli i patrzyli na płomienie i zgliszcza. Stiles nie pojmował co stało się. Rozejrzał się zdezorientowany. Jeszcze nie do końca wiedział co stało się, jeszcze nie obudził się, jeszcze dzwoniło mu w uszach. Ktoś pomógł mu wstać. Chłopak odtrącił dłoń.
Zaczął kojarzyć miejsce. To ulica na której miesz-
Boże, Danny!
Stiles zobaczył, że dom Danny'ego płonie! Dosłownie, eksplodował od wewnątrz. Czy Staliński zabił Danny'ego? Jego moc zabiła kogoś?! Stiles padł na kolana i zalał się łzami. Spojrzał mimowolnie na swoją poparzoną dłoń.
We śnie- we śnie włożył rękę w płomienie i dotknął Danny'ego, prawda? Czy to znaczyło, że w rzeczywistości był w środku zanim wybuchł pożar? Rozwinął pięść a w środku była karteczka. Drżącymi palcami rozwinął wiadomość.
Na kartce były nakreślone jakieś krzywe bazgroły.
Stiles przez chwilę patrzył ogłupiały. Dlaczego Mahealani miałby dawać mu taką wiadomość?
Znajdź Ethana.
Stiles miał zadzwonić do Ethana. Naprawdę miał, ale zamiast tego wybrał numer Scotta. Nie wierzył, że zrobił krzywdę Danny'emu.
/Dodzwoniłeś się do Scotta -/
- Po chuj Ci komórka, Scott?! Pieprz się! - krzyknął na telefon Stiles. Wybrał numer Ethana.
/Halo?/ zapytał zaspany głos Ethana. Stiles nie odróżniał bliźniaków przez telefon.
- Ethan? - zapytał chłopak próbując uspokoić głos, ale nie mógł oszukać wilkołaka. - Ethan, dom Danny'ego płonie.
/Co?! Staliński jeśli sobie żartujesz-!/ krzyknął do telefonu bliźniak. Stiles pociągnął nosem.
- Nie, nie żartuje. To dzieje się. Dom Danny'ego płonie, eksplodował właściwie. - odpowiedział Stiles przełykając łzy.
/Gdzie jest Danny?!/ ryknął Ethan zapewne będąc już w połowie ubranym i gotowym do drogi.
- Nie wiem, nie ma go na ulicy. Dał mi wiadomość. Musi być dla Ciebie. - odpowiedział Stiles przełykając wokoło guli w gardle.
/Będę za dziesięć minut. Nigdzie nie ruszaj się!/ krzyknął do telefonu Ethan i rozłączył się. Stiles usiadł na chodniku naprzeciw pożaru. Boże, Danny! Szaleństwo zabiło Danny'ego! Stiles zasłonił głowę ramionami.
Nie, nie, nie, nie! - Stiles nigdy nie zrobiłby krzywdy Danny'emu. To Allison niejednokrotnie odwracała się od nich, bo była częścią rodziny łowców.
- Danny- Błagam, Danny- Nie bądź martwy- - załkał Stiles ściskając kartkę jakby była skarbem.
Może Mahealani wcale nie napisał tej kartki? Może to Stiles ją nabazgrał w swoim nieodczytywanym piśmie, które istniało tylko w jego głowie? Może słowa nakreślone były normalne, tylko Stiles nie mógł ich odczytać?
Nie, jedno zawsze było pewne: krzyki, płacz i szaleństwo były zarezerwowane dla rzeczywistości. W snach widział dziwne rzeczy, które go przerażały, ale w jakiś sposób świat naokoło zawsze był cichy i spokojny. Jeśli budził się z bólem głowy, z bólem brzucha i nowymi siniakami, toto musiała być rzeczywistość. Sen, nawet najgorszy, tak nie bolał.
Przyjechała straż pożarna i zaczęła gasić dom. Wszyscy musieli usunąć się z ulicy. Stiles przesunął się na trawnik sąsiadów Mahealaniego. Przyjechał także pogotowie, więc nastolatek uciekł w tłum gapiów. Nie chciał żeby wyłowiono go i odesłano do szpitala.
- Stiles! Stiles! - usłyszał krzyki Ethana Staliński za sobą. Wyszedł z tłumu i zobaczył najpierw motor a dopiero potem spanikowanego wilkołaka rozglądającego się po tłumie.
- Tutaj! - krzyknął Stiles próbując przekrzyczeć syreny, machając ręką w powietrzu. Ethan zaraz spostrzegł go i podszedł do chłopaka.
- Co się stało? Gdzie jest Danny?! - warknął Ethan będąc w tym dziwnym limbo pomiędzy zwilczeniem a wciąż byciem człowiekiem: jego oczy zaczynały jarzyć się czerwienią, kły wydłużały się i skracały niesymetrycznie.
- Nie wiem. Obudziłem się na chodniku. - powiedział z trudem hamując łzy Stiles. Ethan był o krok od ataku paniki. Złapał Stilesa za poparzoną dłoń. Ten sądził że Ethan chce wiadomość od Mahealaniego, ale zamiast wziąć kartkę ten zaczął gładzić rękę nastolatka w uspokajające kręgi.
- Mówiłeś że zostawił Ci wiadomość. - odpowiedział spokojnie Alfa. Stiles rozwinął pięść, którą masował Ethan. Ten wziął karteczkę i rozłożył ją ostrożnie. Patrzył w skupieniu na bazgroły.
- Więc? Rozumiesz coś z tego? - zapytał ze zdenerwowaniem Stiles.
- Masz telefon? Zapomniałem wziąć swojego. - odpowiedział Ethan z przepraszającą miną. Stiles pospiesznie podał mu komórkę. Ethan spojrzał na nastolatka z smutnym uśmiechem i złapał go za kaptur bluzy.
- Hej, mam tu kogoś z pożaru! Ma poparzoną rękę! - ryknął Ethan nad tłumem. Ludzie spojrzeli na niego z przerażeniem. Stiles próbował wyrwać się z uścisku, ale wilkołak był zbyt silny. Bliźniak przeciągnął go przez tłum do ambulansu.
- Co robisz? Puść mnie! - jęknął Stiles gdy ratownik medyczny złapał go i zaczął opatrywać.
- To dla Twojego dobra. - odpowiedział Ethan a zaraz potem ratownik odepchnął go do tyłu. Alfa zniknął z pola widzenia, w tłumie zebranych. Stiles usłyszał ryk wydechu w jego motorze.
Cholera, Ethan zabrał mu telefon! Nikt nie dowie się-! Pożar pewnie podadzą dopiero w jutrzejszych wiadomościach. A z resztą, kto dziś ogląda wiadomości?! Może Melissa przekaże Scottowi że był pożar u Mahealaniego? Co Ethan wyprawiał?!
- Muszę iść! Naprawdę muszę! - krzyknął Stiles próbując wyskoczyć z ambulansu.
- Nie, mogłeś nawdychać się dymu. Wiesz jak niebezpieczne jest zaczadzenie? - odpowiedział ratownik sadzając Stilesa z powrotem na siedzenie. Chłopak jęknął rozczarowany, gdy mężczyzna zamknął drzwi karetki.
- Jedziemy do szpitala! - krzyknął mężczyzna do kierowcy. Stiles wiedział że nie miał już drogi ucieczki. Co takiego Ethan przeczytał w tych bazgrołach? Może w szpitalu dorwie telefon i zadzwoni do kogoś?
Niestety w ambulansie Stiles stracił przytomność. Zatrucie tlenkiem węgla to suka.
Obudził się zdawałoby się wieki później. Scott siedział obok jego łóżka a nad nim stał Isaak i trzymał dłoń na ramieniu Alfy. Lidia siedziała na kanapie z szeryfem i dokładnie coś mu tłumaczyła. Allison weszła do sali z dwoma kubkami kawy, w kieszeni swetra miała dwa batoniki z automatu i dwa soki w butelce.
- Hej, Stiles. - powiedział delikatnie Isaak, bo on jako jedyny zorientował się że Staliński już nie śpi. Scott podskoczył do niego, ale szeryf zaraz odepchnął przyjaciela na bok i przytulił mocno syna.
- Myślałem że-
- Ethan- Gdzie jest Ethan? - wysapał słabo Stiles zrywając maskę tlenową. Nie mógł uspokoić oddechu. Wszyscy spojrzeli po sobie.
- Nie wiemy. Gadałem z nim wczoraj- - zaczął Scott niepewnie. Stiles próbował wstać, ale ojciec pchnął go na łóżko.
- Spokojnie, dzieciaku, masz atak paniki. Uspokój się, wszystko będzie dobrze. - mówił uspokajającym tonem ojciec. Nie, nie będzie w porządku, bo dom Danny'ego wybuchł!
- Danny- - wysapał Stiles z trudem. Wszyscy spojrzeli na niego zdezorientowani. Jeszcze nie wiedzieli.
- Co z Dannym? - zapytał Scott z zdziwioną miną. Może sądził, że Stiles majaczy? Lidia przyłożyła Stilesowi maskę tlenową do ust.
- Kilka głębokich wdechów. Będzie Ci łatwiej mówić. - powiedziała dziewczyna z twardą miną. Stiles chwycił maskę i zaczerpnął kilka głębokich wdechów.
- Dom Danny'ego płonie. Zostawił mi wiadomość, ale Ethan zabrał ją razem z moją komórką. - wysapał Stiles najwyraźniej jak mógł. Przyłożył maskę tlenową do ust, aby pooddychać swobodnie.
- To tłumaczy wiadomość od Ciebie: Jestem w szpitalu na intensywnej terapii. - powiedział Scott patrząc na przyjaciela. Ethan musiał wysłać masową wiadomość wszystkim, aby przyciągnąć ich do szpitala, zająć ich wystarczająco długo, aby zrobić cokolwiek chciał zrobić.
- To u Danny'ego jest pożar? - zapytał z przerażeniem szeryf. Stiles pokiwał głową.
- I byłeś tam wcześniej? Zanim wybuchł pożar? - zapytała Allison z taką groźną miną jakby chciała zastrzelić Stilesa, albo oskarżyć go o wzniecenie ognia. Ten pokręcił głową.
- To znów ta senna magia? - zapytał Isaak zdenerwowany. Stiles pokiwał głową. Odjął maskę tlenową od ust.
- Tym razem to Danny. On mnie przyzwał. Jeśli dom podpaliła magia to była to magia Danny'ego. - odpowiedział Stiles przykładając tlen. Przyjaciele spojrzeli po sobie. Czy każdy musi być czymś w tym mieście?! Ojciec pogładził ramiona syna uspokajająco.
- Dobrze, co mówiła wiadomość? - zapytał tata. Stiles pokręcił głową.
- To były jakieś bazgroły. Nic nie rozumiałem z nich. - odpowiedział chłopak hamując łzy. Było mu tak smutno z powodu Danny'ego. Tata pokiwał głową.
- W porządku, dzieciaku. Znajdziemy go. - powiedział uspokajająco szeryf.
- Stiles, nie mogłeś tego przeczytać, bo to były bazgroły czy przez senne zaślepienie? - zapytał Scott prędko.
- Bazgroły. - jęknął Stiles przez maskę. Lidia wyglądała na bardzo skonsternowaną.
- Jeśli Danny też ma w sobie jakąś senną magię, może nie pisać normalnie? Jego mózg widzi proste litery, jego ręka bazgroli? - powiedział Isaak a wszyscy przyznali mu rację. Tak, to miałoby sens gdyby Ethan nie mógł odczytać wiadomości. A odczytał ją i wiedział jakie niebezpieczeństwo grozi innym jeśli zbliżą się do Danny'ego.
Melissa przyprowadziła Dereka. Wyglądał całkowicie normalnie, jak człowiek. Dziewczyny otaksowały go badawczym spojrzeniem; oczy: normalne, zęby: normalne, pazury: brak. Scott i Isaak wyglądali na nieco skonsternowanych i zawstydzonych unikając spojrzenia starszego wilkołaka.
- Co to za wiadomość? - zapytał Hale wyciągając telefon. Stiles wzruszył ramionami.
- Ethan wziął mój telefon. - odpowiedział Stiles. Derek przewrócił oczami.
- Masz uszkodzone płuca?
- Nie.
- Uszkodzony mózg?
- Nie, z tego co wiem.
- Przeżyjesz?
- Zapewne.
- Czy to znaczy że mogę iść? - zapytał Hale ze słabo zamaskowanym ziewnięciem. Stiles rzuciłby jakiś złośliwy komentarz gdyby nie był podpięty do tlenu. Zmrużył tylko oczy.
- Jakby ktoś mnie potrzebował jestem nieosiągalny. - powiedział Derek wychodząc z pokoju. Ten nieczuły dupek! Trudno domyślić się, że pod tym wszystkim schowane było gołębie serce. Pani McCall rzuciła za nim spojrzeniem a zaraz potem obróciła się do pokoju.
- Potrzebujecie czegoś? - zapytała z uśmiechem Melissa. Szeryf wstał z łóżka syna i podszedł do kobiety. Wyszli razem na korytarz.
- Odpocznij Stiles. Rano poczujesz się lepiej. Znajdziemy Danny'ego. - powiedziała uspokajająco Lidia. Stiles zamrugał wściekle. Nie, nic nie będzie dobrze. Nic!
