Rozdział 7

Sailor Saturn patrzyła na swoją przeciwniczkę unoszącą się kilka metrów nad podłogą, spowitą w wirujących płomieniach w kształcie węży. Przygotowywała się do obrony przed jej atakiem, który mógł nastąpić w każdej chwili. Asystentka patrzyła na Hotaru w dziwny sposób, zupełnie jakby badała wzrokiem każdą część jej ciała, jak gdyby próbowała prześwietlić strój wojowniczki. Sailor Saturn cofnęła się kilka kroków w stronę ściany, ale przypomniała sobie, że nie mogła zrobić tego samego błędu co jej koleżanka kilkanaście minut wcześniej. Żywa ściana wyciągnęła ręce w jej kierunku, próbując dotknąć jej skóry i przyciągnąć do siebie. Saturn użyła kosy, aby się wyswobodzić i w tym samym czasie szalona kobieta zaatakowała, wykorzystując nieuwagę dziewczyny. Hotaru w ostatniej chwili rozpostarła wokół siebie barierę ochronną, a intensywny płomień uderzył w nią rozpadając się na wiele strumieni.

- Przestań się chować i walcz ze mną, bo zaczynasz mnie nudzić! - krzyknęła asystentka Tokiyamy.

Sailor Saturn milczała. Nie chciała, aby wariatka ją sprowokowała i doprowadziła do stanu w którym jej mroczna osobowość miałaby szansę przejąć kontrolę nad jej ciałem. Rudowłosa kobieta uniosła się ponad powierzchnię podłogi. Zaatakowała Hotaru deszczem ognistych węży, o dokładnie takiej samej intensywności jak tym, którym wcześniej pozbawiła życia kreatury zamieszkujące trzynaste piętro.

- Silent Wall! - Hotaru wytworzyła wokół siebie ochronną kopułę, po raz kolejny ratując się przed uderzeniem.

- Znowu się schowałaś! Ty cholerny tchórzu! - krzyknęła kobieta. Na jej twarzy pojawił się wyraz wściekłości. Z ogromną prędkości popędziła w stronę Sailor Saturn i z całych sił uderzyła obiema pięściami w barierę otaczającą ciało dziewczyny. Energia wyzwolona z Kosy Ciszy przeszła przez jej ciało, odrzucając ją na odległość kilku metrów i ogłuszając ją niczym prąd elektryczny. Hotaru zmieniła pozycję, kierując broń w stronę przeciwniczki. Kobieta bardzo szybko wstała i szykowała się do następnego uderzenia.

- Irytujesz mnie tak bardzo, że ci nie popuszczę. Spalę cię na żywo! Roztrzaskam twoje kości! - krzyczała, kiedy jej ciałem wstrząsnęła furia. Po raz kolejny zaatakowała Hotaru ognistymi wężami, lecz tym razem dużo większymi i gorętszymi. Sailor Saturn znów zasłoniła się przed żarem. Tym razem cios był mocniejszy niż się spodziewała. Została zmuszona do cofnięcia się. Następny atak kobiety zmusił ją do wycofania się o następne kilka kroków, niebezpiecznie blisko żywej ściany. W tym samym momencie, pojawiły się za nią dwie końskie głowy. Ich przerażające rżenie zaskoczyło Hotaru. Dziewczyna zaczęła odczuwać strach, tak samo jak wcześniej jej starsza koleżanka. Jej przeciwniczka nie pozwoliła jej odpocząć ani na chwilę. Znów cisnęła w nią kilka płonących wstęg. Hotaru znów musiała się bronić, jednocześnie starając się nie wpaść na łby końskie wyciągające zębiska po jej ręce. Straciła równowagę, zachwiała się. Udało jej się wytworzyć tarczę magiczną i nie zostać spaloną przez szalejący żywioł, ale nie zdołała uniknąć kilku rąk sięgających po nią zza jej pleców. Dziewczyna została szybko rozbrojona przez żywą ścianę, a chwilę później skutecznie przez nią unieruchomiona. Rudowłosa kobieta zbliżyła się do niej wolnym krokiem. Pióropusz z ognistych węży wirujący za jej plecami zniknął, a szaleństwo ustąpiło niezdrowemu zainteresowaniu.

- Mogłaś być taka grzeczna od początku naszego spotkania. - powiedziała. Hotaru milczała. Wiedziała, że każde jej słowo mogło wywołać atak szaleństwa u jej przeciwniczki.

- Fascynujesz mnie odkąd zobaczyłam cię po raz pierwszy. - kobieta wyszeptała do ucha dziewczyny. Przytuliła się do jej ciała, trzymanego nieruchomo przez ręce rosnące ze ściany. Hotaru poczuła zimną dłoń zaciskającą się na jej udzie. Asystentka Tokiyamy podniosła głowę dziewczyny i pocałowała ją w usta.

Michiru oddalała się od rezydencji Cronosa, błądząc wśród kamiennego labiryntu uformowanego przez skały wystające z suchej, pustynnej ziemi. Małe kamyki, pozostałości po głazach zniszczonych przez gorący wiatr, dostawały się do jej butów i raniły jej stopy, a chmury ciemnego piasku niesione z rozległych równin, co chwilę uderzały w jej ciało, utrudniając widoczność i marsz. Pomimo żaru lejącego się z czerwonego słońca świecącego nad koszmarną krainą, dziewczyna nie zatrzymywała się. Wiedziała, że musiała dotrzeć do miasta poza pustynią i znaleźć tam kogoś, kto pomógłby jej przeciwstawić się porywaczowi. Dziwne pomruki dochodzące zza skały napawały ją przerażeniem i ciągłą gotowością do walki w obronie własnego życia. Wkrótce dziewczyna znalazła się na otwartej przestrzeni, na pokrytej piaskiem polanie otoczonej przez widniejący w oddali kamienny las. Usłyszała dużo głośniejszy pomrok, a po chwili spostrzegła postać wyłaniającą się zza czarnych jak smoła drzew. Zacisnęła zęby i mocno ścisnęła magiczne lusterko. Przed Sailor Neptune stał potwór trzy razy od niej wyższy. Jego głowę zdobiły dwa czarne rogi i jedno, czerwone oko, a z jego strych zębów kapała płonąca ślina. Monstrum przypominające Minotaura miało brązową skórę i mocne nogi porośnięte gęstą sierścią. Jego stopy zakończone były ciemnymi racicami. Potwór trzymał w dłoni płonący bicz. Kiedy zauważył wojowniczkę, natychmiast zwrócił na nią uwagę i ruszył w jej kierunku. Dziewczyna domyśliła się, że potwór nie miał wobec niej przyjaznych zamiarów. Kiedy zamachnął się, aby uderzyć ją swoim ognistym biczem, Sailor Neptune natychmiast zareagowała.

- Deep Submerge! - strzeliła w przeciwnika swych oceanicznym czarem. Niestety, kiedy demon uderzył w jej kulę płonącym pejczem, ta natychmiast wyparowała. Potwór zamachnął się po raz drugi, tym razem celując w zielonowłosą kobietę. Michiru zdołała uskoczyć. Straciła równowagę i przewracając się, potoczyła się w kierunku skamieniałych drzew. W miejscu, w którym uderzył płonący bicz rogatej bestii, zapłonęła ściana ognia. Żar i dym unoszący się z płomieni ograniczył widoczność, Michiru nie wiedziała czy potwór poruszył się i czy planował kolejny atak.

- Deep Submerge! - Zaatakowała kolumny ognia zagradzające jej drogę. Niestety, jej magia nie była w stanie ugasić piekielnych płomieni. Nagle, przez palącą się kurtynę przedostał się demon i po raz kolejny uderzył biczem w Michiru. Tym razem, dziewczyna nie miała dość czasu by zrobić unik. Wystawiła przed siebie lusterko z nadzieją, że jego magia uchroni ją przed spaleniem żywcem.
I tak się stało, lustro wytworzyło ochronną barierę, skutecznie blokującą broń potwora, ale jego uderzenie była zbyt silne. Sailor Neptune została odrzucona na odległość wielu metrów i straciła kontakt ze swym talizmanem. Zdezorientowana i obolała, była całkowicie zdana na łaskę swego przeciwnika.

W tym samym czasie, na Ziemi, Tokiyama oczekiwał na rozwój wydarzeń wewnątrz wieżowca Cygnus Tower, pogrążając się całkowicie w rozmyślaniach i wspomnieniach. Systemy monitorujące okazały się całkowicie bezużyteczne, nie wiedział także co stało się z jego asystentką. Domyślał się, że wszystkie sposoby powstrzymania wojowniczki, kierowanej wściekłością do jego osoby, zawiodły i wkrótce miał spotkać się ze swoim przeznaczeniem. Jego świat miał za chwilę rozpaść się na kawałki, a on sam poczuł się bezsilny, dokładnie tak samo jak wiele lat temu, gdy po raz pierwszy spotkał mężczyznę w białym garniturze i zgodził się przyjąć od niego pomoc. Tamtego dnia, stał na moście w jednym z niemieckich miast myśląc w jak trudnej sytuacji się znalazł i jakie były jego możliwości wyjścia z kłopotów. Inwestycje budowlane, którymi kierowanie powierzył mu jego ojciec, twórca i właściciel firmy Cygnus, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, a jego firma musiała wypłacić odszkodowania, które miały doprowadzić ją do całkowitego bankructwa. A wszystko stało się z jego winy, z winy jego niekompetencji. Patrzył na wodę płynącą do jego stopami, wiedząc, że mógł zrobić tylko jedno. Zakończyć swoje życie, zanim musiałby spojrzeć w oczy swemu ojcu. Kiedy wykonywał pierwszy krok w stronę nieistnienia, na moście, wśród mgły, pojawił się siwy mężczyzna w białym garniturze podpierający się z laską z rzeźbioną głową diabła. Okazało się, że człowiek ten doskonale wiedział o jego kłopotach i chciał mu pomóc. Tokiyama początkowo brał go za jakiegoś wariata, który zupełnie przypadkowo pojawił się na jego drodze w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, a jego umysł zmęczony wydarzeniami kilku poprzednich tygodni, zinterpretował majaczenie starca, zupełnie pozbawione sensu, jako informacje bezpośrednio go dotyczącą. Jedno spojrzenie zimnych oczu siwego mężczyzny wystarczyło, że Tokiyama uwierzył mu i co najważniejsze uwierzył w jego możliwości wyciągnięcia firmy z kłopotów w jakich się znalazła. Wystarczyło jedynie, aby Tokiyama obiecał, że spełni życzenie człowieka w bieli i podpisał swoją przysięgę na starym pergaminie. Budowa wieżowca, która opóźniła się z przyczyny jego firmy, nagle nabrała ogromnego rozmachu, materiały potrzebne do jego ukończenia dotarły na czas w sposób graniczący z cudem. Tokiyama nie miał pojęcia jak jego nowy przyjaciel zdołał dokonać niemożliwego. Nie próbował pytać go o szczegóły, bo wiedział że prawda mogła być zbyt straszliwa. Czasami, kiedy doglądał budowy w środku bezksiężycowej nocy, jego oczy wielokrotnie spostrzegały, że w powstanie budynku zamieszane były siły nie pochodzące ze zwykłego, śmiertelnego świata. Mężczyzna wiedział doskonale, że pomoc takiej osoby jak mężczyzna w białym garniturze miała wysoką cenę. Każdy kolejny tydzień, miesiąc, rok był dla Tokiyamy lepszy od poprzedniego, a jego firma stawała się coraz bogatsza. W przeciągu kilku lat jej zasięg objął wszystkie kontynenty. Siwy mężczyzna w końcu zdradził jak wielkiej ceny żądał za okazaną pomoc. Wyjawił plany utworzenia trzynastych pięter, próby odtworzenia na Ziemi Piekła z użyciem najnowocześniejszej technologii. Tokiyama, wykorzystując swą fortunę, zebrał naukowców na tyle inteligentnych, aby zdołali podołać temu trudnemu zadaniu, i jednocześnie na tyle zdemoralizowanych, aby ich sumienie nie przeszkadzało w ich pracy. Siwy znajomy Tokiyamy również sprowadził swych własnych specjalistów. Najgorsze miało dopiero nadejść. Mężczyzna musiał osobiście wypełnić ostatni punkt podpisanego cyrografu: zebrać przedmioty badań, osoby mające przejść groteskową transformację w czeluściach laboratoriów trzynastych pięter. Tokiyama zgromadził młode dziewczyny, studentki szukające pracy w jego firmie, mające nadzieję na zmiany w ich życiu zawodowym. Mężczyzna wprowadził zmiany w ich życiu, dokładnie tak jak obiecywał. Ale nie były to zmiany o których te młode kobiety marzyły.

Trzask otwieranych drzwi wyrwał Tokiyamę z jego mentalnej podróży do własnej przeszłości.
W pogrążonych w ciemnościach drzwiach stała Sailor Uranus. Klejnoty na jej mieczu lśniły magicznym blaskiem, padającym na twarz przerażonego człowieka.

- Gdzie ona jest? - dziewczyna zapytała zimnym głosem.

Hotaru nie mogła już dłużej znieść bezsilności. Była najpotężniejszą ze wszystkich wojowniczek,
a pomimo tego dała się pokonać jak jakaś nowicjuszka. Kiedy ręce jej przeciwniczki wciskały się w uda dziewczyny, a jej usta wymuszały pocałunek, cierpliwość Hotaru się skończyła. Dziewczyna nie mogła dłużej bezczynnie znosić takiego upokorzenia. Zamknęła oczy i sięgnęła głęboko do wnętrza swego umysłu, gdzie w podświadomości była uśpiona jej druga osobowość - Sailor Saturn, broń niosąca zniszczenie nie dające się opisać słowami.

- Jestem twoja. - Hotaru pomyślała pozwalając jej mrocznej połowie przejąć kontrolę nad jej ciałem i całą magią w niej drzemiącą. Leżąca na podłodze Kosa Ciszy zalśniła ponurym, fioletowym światłem. Uniosła się w powietrze i bardzo szybko ruszyła w kierunku dłoni Sailor Saturn. Kiedy dziewczyna chwyciła swoją magiczną broń, rudowłosa kobieta natychmiast przestała ją dotykać i odsunęła się od niej ze wstrętem.

- Taka zimna... czym ty jesteś? - zapytała patrząc na Hotaru kierującą ostrze kosy na trzymające ją ręce wyrastające z żywej ściany. W całkowitym milczeniu, z przerażająco chłodnym spojrzeniem, Sailor Saturn wyswobodziła się z uścisku. Ucięte ręce opadły na podłogę brocząc krwią. Hotaru po raz kolejny zaatakowała swą kosą, tym razem głowy ludzkie i końskie wystające ze ściany, na zawsze uciszając ich nieludzki śmiech. Dziewczyna odwróciła się w kierunku przeciwniczki i przygotowała do konfrontacji. Rudowłosa kobieta spojrzała na nią ze strachem, jednocześnie tracąc całą pewność siebie jaką miała jeszcze przed kilkoma minutami. Zza jej pleców wyłoniły się ogniste węże. Po chwili zaatakowały Sailor Saturn, ale ta zdążyła ochronić się niewidzialną barierą wytwarzaną przez Kosę Ciszy, wzmocnioną wielokrotnie w wyniku połączenia dwóch świadomości w jednym ciele pełnym potężnej niszczycielskiej energii. Wojowniczka skierowała swój oręż na kobietę miotającą płomieniami szepcząc coś cicho i zupełnie niezrozumiale. Porażająco jasne, fioletowe światło zalśniło na ostrzu broni dziewczyny, wywołując w pomieszczeniu bezgłośną eksplozję. Asystentka Tokiyamy została odrzucona ja szmaciana lalka i po sekundach lotu, uderzyła w twardą ścianę. Sailor Saturn podeszła do przeciwniczki bardzo powoli, tak jakby należał do niej cały czas we wszechświecie. Uniosła Kosę ponad głowę, aby przygotować się do zadania śmiertelnego uderzenia. Kobieta o czerwonych włosach próbowała podnieść się, cały czas będąc oszołomioną od zabójczej energii wojowniczki z Saturna. Widząc ostrze połyskujące nad własną głową, pierwszy raz od spotkania z Hotaru poczuła prawdziwy strach. W pewnym momencie, świadomość Hotaru ponownie pojawiła się w ciele Sailor Saturn i postanowiła wyprzeć swą drugą, mroczną osobowość.

- Zrobiłaś już co do ciebie należało. Oddaj to co należy do mnie. - mówiła.

Mroczna postać milczała, nie słysząc lub nie chcąc słyszeć, głosu wołającego z głębi jej podświadomości.

- Nie pozwolę ci zabić kogoś z zimną krwią. Nie pozwolę ci użyć do tego moich rąk.

Saturn w końcu się odezwała.

- Kiedy ona przyparła cię do muru, błagałaś mnie o pomoc. Prosiłaś, abym przyszła, bo obie doskonale wiemy, że tylko ja tak naprawdę umiem używać naszej mocy. A teraz chcesz, żebym oddała taką potęgę komuś takiemu jak ty?

- To ciało nie należy do Ciebie! Nie masz do niego prawa! Oddaj mi moje ciało! - duch Hotaru krzyknął, ponownie próbując przejąć kontrolę nad własnym ciałem. Ruda kobieta była zdezorientowana widząc Sailor Saturn zastygłą w ruchu, zatrzymaną w akcie wykonywania na niej egzekucji. Kiedy próbowała się oddalić, Saturn odzyskała pełną kontrolę nad ciałem Hotaru i po raz kolejny poraziła ją energią ze swej Kosy Ciszy.

- Po co to zrobiłaś? - spytała Hotaru.

- Próbowała mi uciec. A ja nie wykonałam na niej wyroku. - odparła chłodno Saturn.

- Teraz jest nieprzytomna. Pokonana. Możesz już odejść, nie jesteś już potrzebna, twój czas jeszcze nie nadszedł! - czarnowłosa dziewczyna krzyczała w umyśle swej mrocznej połowy coraz głośniej i głośniej.

- Może tym razem ja zdecyduje, kiedy nadejdzie mój czas? Może ten świat zasługuje na uwolnienie mojej prawdziwej potęgi. Widziałaś do czego zdolni są teraz ludzie, widziałaś co zrobili z tymi biednymi dziewczynami, czujesz całą sobą w jak straszliwie złym miejscu teraz jesteśmy. Nie zaprzeczaj sama sobie, doskonale wiem, że czujesz to samo co ja. Czujesz potrzebę zamienienia tego miejsca w stertę gruzu. Czujesz złość, która pokieruje tobą i każe ci odnaleźć i ukarać każdą jedną osobę odpowiedzialną za stworzenie tego koszmaru.

Hotaru zamknęła oczy przypominając sobie dziwacznie zmodyfikowane kobiety z którymi zmierzyła się gdy przybyła na ratunek swojej przyjaciółce. Przypomniała sobie dotyk rąk wyrastających ze ściany i rżenie głów końskich patrzących na nią przekrwionymi oczami. Pamiętała zimno rąk rudowłosej asystentki i pożerające ją szaleństwo. Może jej mroczna połowa miała rację? Może należało raz na zawsze zniszczyć zło brudzące planetę? Nie mogła przestać walczyć z pokusą. Wiedziała, że Haruka potrzebowała jej, wiedziała że nie mogła zostawić jej samej, po tym co się stało i czego się dowiedziały o przeszłości najlepszej przyjaciółki.

- Zostaw ją! Haruka potrzebuje mojej pomocy! Nie będę już więcej tracić czasu na niepotrzebne rozmowy z tobą. Zabieram to co moje! - krzyknęła, a jej siła woli przegoniła mroczną osobowość Sailor Saturn do czarnych zakamarków jej duszy. Odzyskawszy kontrolę nad własnym ciałem, Hotaru szybko opuściła pomieszczenie podążając drogą, którą wcześniej przebyła Sailor Uranus.

Michiru podnosiła się z upadku na suchy piasek. Była spocona, nie mogła złapać oddechu. Jej oczy podrażnione przez dym palących się płomieni napełniły się łzami, a gardło stało się suche od panującego dookoła żaru. Dla dziewczyny, związanej z żywiołem morza, miejsce w którym się znalazła było najgorszym z możliwych - suchy piasek pustyni, palące promienie słoneczne, a na dodatek żar dochodzący z zapory ognistej stworzonej przez rogatego potwora. Michiru przeklinała swego porywacza i samą siebie, za to, że dobrowolnie oddaliła się z miejsca, gdzie mogła przebywać w komfortowych warunkach. Słysząc ryk demona i odgłosy jego ciężko stąpających stóp, postanowiła skończyć rozmyślać i zacząć walczyć o życie.

- Deep Submerge! - zaatakowała potwora, gdy tylko jego głowa wyłoniła się zza obłoków czarnego dymu. Czar ugodził go boleśnie, ale nie powalił. Sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza, ponieważ atak Sailor Neptune rozzłościł bestię. Potwór zwiększył intensywność płomieni na swym biczu i z całych sił zaatakował dziewczynę. Michiru uskoczyła, lecz końcówka broni zdołała uderzyć ją w bok i plecy. Jej strój został rozdarty, a chwilę później płomień dotknął także jej skórę. Michiru poczuła przewiercający ból, a jej krew ochlapała stojącą w pobliżu skałę. Sailor Neptune upadła na ziemię, czując, że zaraz utraci przytomność. Rana na jej plecach uległa natychmiastowej kauteryzacji od płomienia bicza, dlatego nie straciła dużej ilości krwi. Niestety, ból był dla niej zbyt silny. Obraz przed jej oczami zamazywał się, ale pomimo tego widziała zbliżającego się potwora.

- Haruka, nie umrzemy razem... - wyszeptała. Jej głowa upadła na ziemię. Tracąc przytomność usłyszała znajome słowa.

- World Shaking. - Kula złotego światła ugodziła rękę demona, zmuszając go do cofnięcia się. Michiru widziała postać o krótkich jasnych włosach stojącą przed potworem. Uśmiechnęła się.

- Ale przynajmniej w chwili śmierci przychodzi do mnie twoja wizja... - wyszeptała. Postać, która przybyła na ratunek nie była jednak mirażem. Pomiędzy demonem a leżącą dziewczyną stał Chronos, w białym garniturze, podparty laską z głową diabła. Kierował w stronę rogatej bestii pierścień połyskujący złotym blaskiem. Jego zimny wzrok spotkał się ze spojrzeniem pojedynczego, płomiennego oka Minotaura.

- Jak twój jedyny pan, rozkazuje ci odejdź stąd! - powiedział stanowczo.

- Albo zostaniesz zniszczony! - dodał. Monstrum podrapało się po głowie, po czym spokojnie oddaliło się w głąb kamiennego labiryntu. Chronus podniósł z ziemi magiczne lustro Michiru. Szmaragdowy blask zalał okolicę, gasząc wszystkie płomienie. Mężczyzna spojrzał na nieprzytomną, ciężko ranną dziewczynę.

- Gdybyś więcej czasu poświęcała swym talizmanom, zamiast cielesnej miłości, pokonałabyś każdego wroga. A tak leżysz tutaj ledwo żywa... - powiedział zbliżając się do niej. Dotknął jej włosów.

- Przyda ci się nauczka, za ucieczkę. - dodał. Chwilę później teleportował się razem z nią do swego kamiennego pałacu.

Tokiyma odruchowo sięgnął po pistolet ukryty w szufladzie biurka. Sailor Uranus zbliżyła się do niego jednocześnie eksponując swój miecz.

- Nawet nie próbuj. Jeśli to zrobisz, stracisz obie ręce. - powiedziała.

- Zapytam cię po raz drugi? Gdzie ona jest? Gdzie jest Michiru Kaiou?

Tokiyama spojrzał w jej oczy pełne złości, a wtedy strach opanował jego całe ciało. Nie próbował się bronić, bo wiedział, że było to bezcelowe.

- Nie wiem, gdzie ona jest. Nie wiem, gdzie ją zabrał. Przysięgam.

- Jeśli ona stanie się częścią takiego samego piekła jak to, które tu zbudowałeś... - Haruka wyszeptała przez zaciśnięte zęby.

- Nie, nie... jestem pewien, że on potrzebuje ją do czegoś innego, inaczej to ja musiałbym ją przydzielić do którejś komnaty... - mężczyzna zdradził drążącym głosem, jednocześnie chowając głowę w dłoniach.

- Jak mogłeś zrobić coś tak potwornego... te wszystkie dziewczyny... ile ich było?

- Zrobiłem wszystko to, o co mnie prosił... nie miałem wyboru... nie mógłbym postąpić inaczej, bo on wiedziałby o każdej próbie oszustwa z mojej strony...

Sailor Uranus uderzyła mężczyznę w twarz, zrzucając go na podłogę.

- Zapytałam cię o coś! Ile ich było?

- Nie wiem... ja nie prowadziłem żadnych kartotek... robili to ci, którzy zarządzali laboratoriami... ja tam nawet nie schodziłem... nie mógłbym...

- Powinnam cię zabić na miejscu, ale jesteś zbyt żałosny. - oznajmiła dziewczyna.

- A poza tym nie mam czasu! Czy masz coś co do niego należy? I nie próbuj mnie oszukiwać!

- Tak... mam... - odparła mężczyzna podnosząc się z podłogi. Chciał jak najszybciej dać Sailor Uranus to o co prosiła i ratować własne życie.

- Kiedy on zgodził się mi pomóc, kiedy uratował moje życie... zgodziłem się dla niego pracować i podpisałem dokumenty, które mi podał. Stary pergamin... - Tokiyama podszedł do sejfu i otworzywszy go wyjął stare papiery, które wiele lat temu podpisał na europejskim moście.

- Kazał mi to podpisać... - weź to, znajdź go i zabij za to co zrobił! - krzyknął mężczyzna wręczając dziewczynie stare zwoje. Ostrożnie, oddalił się od niej obawiając się jej reakcji.

- On zmusił mnie do wszystkiego... ja tylko wykonywałem jego rozkazy... - powiedział siadając na krześle.

- Każdy potwór tak mówił. - oznajmiła dziewczyna.

- Masz pięć minut na opuszczenie tego wieżowca. Po tym czasie, zniszczę go i nie będzie mnie obchodzić, czy nadal w nim jesteś. - dodała. Tokiyama gwałtownie wstał z krzesła i skierował się do drzwi wejściowych. Zatrzymał się, zauważając że do gabinetu weszła Sailor Saturn. Odskoczył, widząc jej kosę fosforyzującą w ciemności.

- Zostaw go... mam to po co przyszłam. - Haruka powiedziała do Hotaru.

- Jak chcesz... - odparła czarnowłosa dziewczyna. Tokiyama gwałtownie wybiegł na korytarz.

- Pozwoliłaś mu odejść, po tym wszystkim co widziałaś w tym wieżowcu? - zapytała Hotaru podchodząc do blondynki. Haruka pokazała jej trzymany przez nią pożółkły zwój.

- Nie mamy czasu. Muszę dać Setsunie to co należało do Chronosa i odnaleźć Michiru.

- I zostawimy to wszystko? - Hotaru nie mogła zapomnieć dziwacznie zmodyfikowanych kobiet, z którymi przyszło się jej zmierzyć wcześniej.

- Nie. Zaraz zniszczę to miejsce. - Uranus odparła chłodno. Podała Hotaru zwój Chronosa.

- Mam nadzieję, że ochronisz nas kiedy skończę. - powiedziała uśmiechając się. Stanęła na środku biura przygotowując się do rzucenia zaklęcia. Odczekała w milczeniu kilka minut.

- World Shaking! - Jej dłoń zaiskrzyła od uwalnianej energii. Uranus kucnęła, a po chwili dotknęła podłogi przekazując do struktury wieżowca całą zgromadzoną potęgę czaru. Pomieszczenie zaczęło się trząść, szyby w oknach popękały, a z półek w meblach pospadały niezabezpieczone przedmioty. Wszystko dookoła zaczęło się kołysać i trzeszczeć. Z sufitu posypał się tynk. Sailor Saturn podeszła bliżej koleżanki. Podniosła Kosę ponad głowę.

- Silent Wall! - krzyknęła osłaniając siebie i Sailor Uranus niewidzialną barierą. Całe pomieszczenie zostało zasnute chmurą opadające tynku i fragmentów ścian. W bardzo szybkim czasie, energia czaru Sailor Uranus przeniosła się na coraz niższe piętra, aby w końcu uderzyć w fundamenty wieżowca. Wielka, strzelista konstrukcja, reprezentująca bogactwo i potęgę wpływowej firmy Cygnus, runęła niczym domek z kart pozostawiając po sobie rumowisko gruzu i tumany pyłu unoszące się wszędzie dookoła.

Michiru obudziła się z głębokiego snu. Bardzo szybko zorientowała się, że była zupełnie naga, a jej ciało unosiło się w różowym płynie wypełniającym wnętrze kryształowego zbiornika. Dziewczyna przypomniała sobie, dlaczego straciła przytomność i instynktownie dotknęła boku i pleców w miejscu zranienia przez płomienny bicz rogatego demona. Okazało się, że po jej ranie nie było śladu, nie została nawet mała blizna. Michiru nie zastanawiała się dłużej. Czuła się na tyle silna, aby opuścić zbiornik, który zapewne zregenerował jej zdrowie, a może nawet uratował życie. Podeszła do wieszaka, na którym ktoś przygotował dla niej zielony szlafrok. Zakryła nim swoje wciąż mokre ciało i postanowiła rozejrzeć się po pomieszczeniu. Ruszyła w kierunku otwartych drzwi, natrafiając na niewidzialną barierę. Kiedy w nią uderzyła, w pomieszczeniu pojawił się hologram Chronosa.

- Na twoim miejscu nie trudziłbym się pokonaniem bariery. Nie przebijesz jej, nawet jeśli mogłabyś się teraz transformować, co jest niemożliwe. - Michiru spojrzała na niego pełna złości.

- Zostaniesz tutaj przez jakiś czas, abyś mogła przemyśleć swoje dzisiejsze zachowanie. Bardzo mnie zmartwiłaś próbą ucieczki. Musisz zrozumieć, że siłą niczego nie osiągniesz.

- To ty musisz zrozumieć, że do niczego mnie nie zmusisz! - Dziewczyna rzuciła się z pięściami na hologram, trafiając w powietrze. Mężczyzna uśmiechnął się.

- Właśnie dowiodłaś, że przyda ci się dłuższe odosobnienie. - Po chwili widmowa sylwetka rozpłynęła się w powietrzu. Michiru oparła się o ścianę i powoli osunęła na podłogę. Schowała twarz w dłoniach czując zupełną bezsilność wobec otaczającej ją rzeczywistości.

W tym samym czasie, Sailor Uranus, Saturn i Pluto stały na dachu jednego z wieżowców. Haruka i Hotaru obserwowały swoją przyjaciółkę, gdy ta recytowała czar potrzebny do przywołania Wrót Czasoprzestrzennych i otwarcia korytarza wiodącego poza czasem i przestrzenią fizycznej rzeczywistości. Uranus ściskała zwój zabrany Tokiyamie, oczekując z niecierpliwością dalszej wędrówki i odnalezienia miejsca przebywania swojej ukochanej. Wszystkie wojowniczki poczuły na sobie wiatr tworzący się, gdy czasoprzestrzeń wyginała się wokół nich, aby uformować drzwi prowadzące do innego wymiaru, świata kontrolowanego przez Sailor Pluto. Klejnot na lasce Setsuny rozbłysnął granatowym światłem, a wrota z kości słoniowej rozwarły się bezgłośnie.

- Gotowe - powiedziała kobieta.

Haruka nie odezwawszy się do niej ani jednym słowem, ruszyła przed siebie. Wkrótce dołączyła do niej Hotaru, a na końcu Setsuna, która zamknęła wrota po ich przekroczeniu i usunęła osobliwą konstrukcję z panoramy japońskiej metropolii. Wojowniczki przedostały się przez zawiłości korytarza czasoprzestrzennego bardzo szybko, gdyż chroniła je magia i pradawna wiedza ich ciemnoskórej towarzyszki. Znalazły się w ciemnej, ogromnej przestrzeni, pełnej różnobarwnych obłoków wyglądających jak odległe mgławice. Jeden z nich znajdował się całkiem blisko, a jego kolor był czerwony niczym krew. Obiekt emanował zimną i przygnębiającą aurą i sama jego obecność nakłaniała każdego, aby oddalić się od niej tak szybko jak to tylko było możliwe. Haruka ignorowała ostrzegającą ją intuicję, wiedziała że musi wykonać kolejny krok w głąb piekła, aby znaleźć się przy swej dziewczynie o szmaragdowych włosach.

Sailor Pluto rozerwała pergamin Chronosa, uformowała z niego kulę czerwonego światła i rzuciła nim w kierunku pulsującej czerwieni.

- Pieczęć zostanie przełamana! Przygotujcie się na przekroczenie wrót pomiędzy światami. - powiedziała do czekających Uranus i Saturn. Obłok robił się coraz bardziej czerwony i intensywniej świecący.

- Coś jest nie tak... - oznajmiła Pluto. W tym samym momencie, pieczęć wyemitowała w kierunku dziewczyn falę czerwonego blasku.

- Hotaru! - krzyknęła Setsuna.

- Silent Wall! - Saturn instynktownie wiedziała jak zareagować. Niewidzialna bariera skutecznie zatrzymała zabójczy obłok. Hotaru podparła się na swej broni, czując ogromne zmęczenie.

- Co się dzieje? - zapytała Haruka.

- Ona nie przetrzyma następnego ataku! Muszę nas stąd zabrać! - oznajmiła Pluto patrząc na Silence Glaive, wciąż emanujący energią, którą musiał zatrzymać kilka sekund wcześniej.

- Nie! Musimy się dostać się do środka! - Haruka nie poddawała się.

Pluto wiedziała, że nie będzie w stanie przemówić jej do rozsądku. Podniosła swój talizman ponad głowę i teleportowała wszystkich, łącznie z sobą, do normalnej przestrzeni. Kiedy Uranus doszła do siebie, natychmiast rzuciła się na Setsunę.

- Co ty zrobiłaś?! Wracajmy tam! - krzyknęła.

- To na nic, nie mamy już żadnego przedmiotu, który mógłby otworzyć pieczęć. - odparła Setsuna.

- Może gdy wszystkie zaatakujemy, to uda nam się przedostać! - nalegała Haruka.

- Nie damy rady. Pieczęć jest zbyt silna. - wyszeptała Setsuna.

- Nie spróbowałaś, a już się poddajesz!

- Jeśli tam wrócimy to zginiemy, wszystkie trzy, a to na pewno nie pomoże Michiru. Nie spodziewałam się, że przejście będzie tam bardzo zabezpieczone.

- Do cholery z tobą! - Uranus zacisnęła pięści i szybko oddaliła się od koleżanek. Setsuna zwróciła się do czarnowłosej przyjaciółki.

- Co się dzieje Hotaru? Nie wyglądasz najlepiej.

- Nie wiem, po prostu czuję się strasznie osłabiona. Zatrzymanie tego czaru leżało chyba na granicy moich możliwości.

- Wracajmy do domu. Musisz odpocząć.

- A co z Haruką, nie powinniśmy za nią pójść?

Setsuna spojrzała na oddalającą się blondynkę.

- Masz rację, wróć do domu taksówką, a ja spróbuję z nią porozmawiać.

Setsuna dogoniła Harukę, gdy ta zatrzymała się na kładce dla pieszych zawieszonej nad czteropasmową ulicą. Blondynka opierała się o barierkę, patrząc na gwiazdy błyskające na nocnym niebie. Zimny wiatr potrząsał jej krótkimi włosami. Setsuna zbliżyła się do nie ostrożniej, obawiając się jej reakcji.

- Wracamy do Korytarza? - zapytała Haruka nie odrywając wzroku od obserwacji gwiazd.

- Nie. Mówiłam ci, że to niemożliwe. - odparła kobieta, odczuwając ulgę, że Uranus nie była do niej tak wrogo nastawiona jak jej się to początkowo wydawało.

- W takim razie wynoś się stąd. Nie potrzebuję twojego towarzystwa.

- Haruka... zrobiłam wam wiele krzywdy i chciałam to...

- Naprawić!? - Blondynka przerwała jej w pół zdania. Gwałtownie odwróciła się w jej stronę. Pomimo słabego światła okolicznych latarni, Setsuna zauważyła łzy pojawiające się w jej oczach.

- Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić to spieprzaj stąd! Zrozumiałaś?

- Znam inny sposób dostania się do krainy Chronosa. - Kobieta przerwała atak złości przyjaciółki. Nie miała innego wyboru jak od razu przejść do sedna sprawy.

- Dopiero teraz o tym wspominasz? - Haruka odparła ze złością.

- Chronos stworzył istotę zdolną swobodnie przemierzać Multiwersum bez konieczności używania korytarza czasoprzestrzennego. Jego nauka i magia ujarzmiła płomień płonący pomiędzy światami, nadając mu materialną postać. Czarny Pegaz, rumak o płonących oczach i ognistej grzywie, posłuszny tylko jemu i zaprogramowany tak, aby zawsze być ze swoim panem. Kiedy walczyłam z Chronosem, chciałam mieć nad nim przewagę i podstępem pozbawiłam go jego wierzchowca. Nie mogłam pozwolić na to, aby jego armia swobodnie przemierzała szlaki pomiędzy światami wydeptane przez ogniste kopyta Czarnego Pegaza. Jestem pewna, że gdyby rumak został uwolniony, zdołałby przebić się przez pieczęć równie sprawnie jak jego pan.

- Gdzie jest ten koń? - Haruka spytała uśmiechając się.

- I tutaj zaczyna się problem. Jeśli zdradzę ci, gdzie jest uwięziony, uwolnisz go choćbym cię przed tym ostrzegała, prawda?

- Nie muszę odpowiadać na to pytanie, znasz mnie doskonale.

- Dokładnie. Dlatego waham się, czy powinnam zdradzać ci ten sekret. Ognisty Koń, potworna istota uwolniona ze swego więzienia, może wyrządzić wiele złego zarówno tam gdzie przebywa, jak i tu na Ziemi.

- Muszę odzyskać Michiru. Jestem skłonna wziąć na siebie odpowiedzialność.

- Dobrze, bierzesz na siebie taki sam grzech, jaki ja noszę w sobie od eonów. Czarny Pegaz jest uśpiony w samym sercu Krainy Marzeń, Mroczny Pegaz śni swój wieczny sen wewnątrz Elisionu.