-7-

Chwila obecna

- Czego chcesz, Krycek?

Alex spojrzał z przekąsem na wycelowanego w siebie Sig Sauera.

- Możesz to odłożyć, Mulder - powiedział, na wszelki wypadek jednak podnosząc ręce. - Nie mam przy sobie broni.

Co było prawdą. Broń leżała w szufladzie szafki nocnej.

- Jasne. - Mulder zrobił pogardliwą minę i podszedł bliżej, nie opuszczając jednak pistoletu. - Uważaj bo ci jeszcze uwierzę.

Mulder przystawił lufę do brzucha Alexa i zaczął go obszukiwać. Alex westchnął cicho: zawsze to samo. Zamiast kazać mu się odwrócić, warcząc przy tym "ręce na ścianę", jak zrobiłby to każdy normalny człowiek, Mulder znowu obłapił Alexa wpół i oparł brodę na jego ramieniu, sprawdzając, czy ten aby na pewno nie miał broni wsadzonej gdzieś z tyłu za pasek od spodni.

I oczywiście nie przestawał gadać. - Co, Krycek, gust ci się zmienił? Skórzane wdzianko już ci nie pasuje?

Alex już miał na końcu języka jakąś najeżoną dwuznacznościami odpowiedź, ale w ostatniej chwili zdecydował, że na razie lepiej Muldera nie drażnić. Bądź co bądź potrzebował jego pomocy, a poza tym nie chciał dostać pięścią w twarz. Bo to jednak dosyć bolało.

Wzruszył więc ramieniem i niechętnie wymamrotał tylko - Coś w tym rodzaju.

Mulder miał właśnie zacząć domagać się odpowiedzi na pytanie, dlaczego Krycek ubierał się w płaszcze razem z wieszakami w środku (ubranie naprawdę dziwnie na nim leżało i fakt ten niewytłumaczalnie irytował Muldera), ale zauważył ten nieznaczny ruch. Gdy jego wzrok padł na uniesioną rękę Kryceka, Mulder zapomniał o pytaniu i praktycznie znieruchomiał.

- Co do... - Mulder chwycił Alexa za lewy nadgarstek i wpatrzył się w niego jak, nieprzymierzając, sroka w gnat. No, to na pewno nie była proteza. Doskonale można było wyczuć puls i ciepło żywego ciała.

- Co to ma znaczyć? - Mulder potrząsnął trzymanym nadgarstkiem przed nosem Alexa. - Ostatnim razem miałeś zamiast ręki protezę. To też było oszustwo? - W głosie Muldera słychać było nieskrywaną wściekłość, ale kiedy Mulder wbił w Alexa oskarżycielskie spojrzenie (a swoją broń o centymetr głębiej w jego brzuch), Alex nagle miał dosyć.

- Nie, to nie było oszustwo. - Alex wypluł to słowo z nienawiścią. - Jezu, Mulder, za kogo ty mnie w ogóle masz?

Mulder już otwierał usta, żeby odpowiedzieć, ale Alex, naprawdę zły, nie dał mu dojść do słowa.

- Zamknij się! Myślisz, że to był żart? Że poudaję sobie trochę, że banda wieśniaków obcięła mi rękę? Nie masz, kurwa, pojęcia jak to było!

Alex wyrwał dłoń z uścisku Muldera i odepchnął go od siebie. Cholerny święty Mulder myślał, że wszystko kręciło się wokół niego. Alexa aż świerzbiły ręce, żeby mu nakłaść i miał gdzieś to, czy Mulder zdecyduje się go teraz zastrzelić.

Mulder zatoczył się lekko do tyłu zanim odzyskał równowagę, zdziwiony tym, że Krycek w ogóle okazał jakąś wolę walki, zamiast dać sobie potulnie skopać tyłek, jak zwykle. Hm, czyżby Mulder powiedział coś nie tak?

No, może faktycznie było to trochę poniżej pasa. Jeśli Krycek rzeczywiście...

Mulder nie miał czasu dłużej nad tym myśleć bo Krycek najwyraźniej jeszcze nie skończył.

- Powiedziałem ci, że dostaniesz informacje o tym, co robią w laboratoriach Konsorcjum. - Teraz Alex sam potrząsnął swoją lewą ręką przed Mulderem. - Oto, co robią. Nieziemski cud inżynierii genetycznej, co nie? Dosłownie. - Alex nie zdołał całkiem powstrzymać nieco histerycznego chichotu.

Mulder zrobił jeszcze jeden krok do tyłu i zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy zamiast broni nie powinien czasem wziąć ze sobą jakichś proszków uspokajających. Kiedy Krycek ostatni raz tak się na niego wydarł? A tak, nigdy.

- I wiesz, co jeszcze tam robią? - Alex rozpiął płaszcz i zaczął go zdejmować. Nie było to najłatwiejsze zadanie, ale Alex miał już pewną wprawę. Mimo to i tak dało się słyszeć dźwięk prującej się podszewki.

- To! - Alex zapiał, zrzucając w końcu okrycie i rozwijając skrzydła w całej okazałości.

Mulderowi broń wypadła z nagle zdrętwiałych palców i ze stłumionych stukiem wylądowała na wykładzinie.

- Ja pierdzielę.

Kompletne i całkowite zdumienie szybko jednak ustąpiło miejsca ciekawości, a zaraz potem podejrzliwości.

- Kolejna sztuczka, Krycek? - Głos Muldera nie brzmiał jednak tak wrogo, jak zwykle i chyba tylko dlatego Alex go nie uderzył. Zamiast tego zrezygnowany opuścił nieco ramiona i odpowiedział chłodno:

- Jasne, sztuczka.

Sięgnął ręką do włącznika światła i zapalił górną lampę. - Może chcesz obejrzeć sobie tą "sztuczkę" dokładniej? No dalej, nie krępuj się.

Alex zdjął sweter i odwrócił się do Muldera plecami. Ogarnęło go zmęczenie, które niewiele miało wspólnego z tym fizycznym. Miał dość całej tej sytuacji i dość Muldera, którego jeszcze na dodatek musiał przekonywać o swojej prawdomówności. Znowu.

Dla każdego, kto zobaczyłby plecy Alexa, byłoby jasne, że to, co widzi - chociaż nieprawdopodobne - było jednak prawdziwe. Dla każdego oprócz Muldera. O nie, "Nawiedzony" Fox Mulder nagle zdecydował, że będzie się zachowywał jak największy sceptyk i zaprzeczał temu, co ma przed nosem.

Scully byłaby dumna, ale dlaczego te momenty przyziemnego racjonalizmu nachodziły Muldera właśnie wtedy, kiedy chodziło o Alexa?

Alex pozwolił sobie na sfrustrowane i trochę rozżalone fuknięcie, a potem spojrzał przez ramię na jego przyczynę. Mulder dalej stał na środku pokoju i wpatrywał się w niego w skupieniu.

- Jak masz zamiar tam sterczeć, to ja się ubieram.

Mulder zrobił nieco zirytowaną minę, ale podszedł bliżej. Kiedy stanął tuż za Alexem, ten usłyszał świst gwałtownie wciąganego oddechu.

Tak, Foxy, obejrzyj sobie wszystko dokładnie. Oto Alex Krycek, cyrkowy dziwoląg - występ zaraz po numerze kobiety z brodą.

Mulder tymczasem wbił wzrok w miejsce, gdzie jedno ze skrzydeł wyrastało z pleców Alexa. Musiał przyznać, że wyglądało na to, że Krycek - kłamca, zdrajca i zakała ludzkości - tym razem jednak chyba mówił prawdę.

Skrzydła sprawiały niesamowite wrażenie. Były ciemne, prawie czarne, i całkiem jak z surrealistycznego koszmaru. Wyglądały trochę jak u nietoperza bo zamiast piór też były pokryte czymś w rodzaju skórzastej błony. Mulder przyjrzał jej się bliżej i odkrył, że mimo, iż wyglądała na delikatną, to jednak była dosyć mocna.

A dodatkowo pokryta mięciutkim meszkiem. Mulder przeciągnął po nim palcem - jak ciepły aksamit.

Mulder zamrugał powiekami, trochę tym zdziwiony, chociaż w zasadzie to chyba nie było czym: oczywiście, że skrzydło było ciepłe, w końcu była to przecież żywa tkanka.

Mulder zafascynowany głaskał powierzchnię, patrząc jak meszek układał się to w tę to we w tę, zależnie od tego, w którą stronę przesunął palce, aż w końcu dotarło do niego, że skrzydła - teraz połowicznie zwinięte - drgały, a Krycek chichotał.

Mulder nadąsał się. - Może mi powiesz, co cię tak śmieszy.

- To łaskocze.

Alex odwrócił głowę i przygryzł wargę, starając się nie wybuchnąć śmiechem na widok zmieszanej miny Muldera.

Mulder cofnął rękę, ale kiedy jego wzrok padł na grzbiet skrzydła, który teraz miał przed nosem, zamiast gdzieś tam w górze, znowu ją wyciągnął.

- Hej, Krycek, rozłóż skrzydło. Chcę zobaczyć, jak jest zbudowane.

Alex burknął coś o słowie "proszę", ale ostrożnie, żeby o nic nie zawadzić, rozwinął skrzydła tak, żeby Mulder mógł je dokładnie obejrzeć.

Mulder powiódł ręką po głównej kości, natrafiając na dwa stawy, które umożliwiały złożenie ponad dwumetrowej struktury. Po bliższych oględzinach musiał stwierdzić, że mimo świetnego tematu do żartów - z Batmanem na pierwszym miejscu - skrzydła Kryceka jednak mało przypominały te u nietoperza, albo u jakiejkolwiek znanej mu latającej fauny w ogóle.

Stawy w skrzydłach były chronione przez rogowe wyrostki, które wyglądały jak kolce. Mulder lekko przycisnął palec do ostrego czubka; trochę mocniej i przebiłby skórę.

Kości, pomiędzy którymi rozpięta była błona, również miały ostre zakończenia.

Mulder uśmiechnął się złośliwie, Krycek musiał mieć pełno roboty, cerując swoje podarte łachy. - Przydało by się spiłować trochę te twoje pazurki.

- Co? - Alex odwrócił się, marszcząc brwi.

Mulder, wciąż trzymając go za skrzydło, wskazał na ostre końce.

Alex spochmurniał jeszcze bardziej. - Wal się, Mulder.

Chciał już zwinąć skrzydła, ale Mulder dalej twardo go trzymał.

- Zaraz, zaraz, nie tak szybko.

Alex zerkał podejrzliwie przez ramię na Muldera, który podszedł jeszcze bliżej. Cały czas wpatrując się uważnie w miejsca, z których skrzydła wyrastały, Mulder pomyślał nieco niechętnie, że nijak nie dawało się zaprzeczyć temu, że tym razem Krycek był z nim zupełnie szczery. Skrzydła były jak najbardziej prawdziwe i raczej nikt poza Konsorcjum nie mógł tak Kryceka urządzić.

Mulder wzdrygnął się, myśląc o wszystkich eksperymentach, w których ta banda staruchów maczała palce. Ktoś musiał ich w końcu powstrzymać. Po głowie chodziło mu jednak jedno zasadnicze pytanie: dlaczego w ogóle skrzydła?

Mulder dotknął pleców Alexa, tuż obok miejsca, z którego wyrastało jedno z nich.

- Powiedz mi, Krycek, - odezwał się, w zamyśleniu lekko pocierając to miejsce, - po co Konsorcjum miałoby przyprawiać ci skrzydła?

Mulder, bezpiecznie poza polem widzenia Alexa, uśmiechnął się z własnego żartu i przesunął rękę bliżej środka pleców. Ciekawe czy jakieś nowe mięśnie też musiały się wytworzyć.

- N-nie wiem. - Alex miał pewne trudności z odpowiedzią bo to, co robił Mulder bynajmniej nie sprzyjało skupieniu się. Kiedy ostatni raz ktoś go drapał po plecach? Albo robił mu masaż? Musiało to być całe wieki temu. Nawet jeśli teraz Mulder robił to zupełnie nieświadomie, to przyjemność była taka sama i Alex ledwo powstrzymał się od zadowolonego mruczenia. Po chwili uniósł skrzydła i lekko wygiął grzbiet, żeby Mulder - który teraz zabrał się do, eee... masażu na poważnie - miał lepszy dostęp.

Mulder tymczasem próbował sprawdzić swoją teorię o nowych mięśniach i z zapałem rozcierał plecy Alexa. Zafascynowany patrzył, jak normalna, lekko piegowata skóra, tuż przy skrzydłach była pokryta tym samym delikatnym puszkiem, płynnie przechodząc w dalszą część nowej kończyny. Mulder miał nagłą i niewytłumaczalną ochotę wtulić tam twarz.

Alex westchnął głęboko, rozleniwiony tymi niezamierzonymi pieszczotami. Nie przeszkadzało mu nawet to, że Mulder zdawał się mieć swój nos praktycznie w jednym ze skrzydeł - Alex czuł, jak jego oddech zahaczał o meszek, jakim było pokryte.

Po chwili zorientował się, że Mulder ociera się policzkiem o krawędź skrzydła i nerwowo przełknął ślinę. Nie to, żeby było to niemiłe, wręcz przeciwnie, ale kiedy Mulder ochłonie z pierwszej fascynacji i zorientuje się, co robi, sytuacja może stać się dosyć nieprzyjemna.

Wizja rozbitego nosa w końcu pchnęła Alexa do tego, że przestał otulać Muldera skrzydłami (A kiedy to się stało?) i zwinął je zupełnie.

- Dobra, dosyć tego obmacywania. - Alex odwrócił się do Muldera i zdążył jeszcze złapać jego na wpół zachwycone, na wpół tęskne spojrzenie, zanim twarz Muldera przybrała normalny wyraz dla okazji, kiedy Alex był w pobliżu: nieufnej irytacji.

Mulder odchrząknął i zrobił kilka kroków do tyłu. Nagle zdał sobie sprawę, jak niebezpiecznie blisko siebie stali.

Alex sięgnął po sweter, a Mulder odruchowo po broń. Nie znajdując jej w kaburze, rozejrzał się po pokoju i w końcu dostrzegł, leżącą na podłodze.

Dobrze, że tym razem jej nie zgubił i że nikt nie widział, jak łatwo mu gubienie mienia rządowego zazwyczaj przychodziło.

No, nikt poza Krycekiem.

Mulder miał poważne wątpliwości, czy istniał ktoś, kogo równie niechętnie miałby za świadka tego, że broń się go po prostu nie trzyma. Tak, jak niektórych ludzi pieniądze, ale w obecnej sytuacji jakoś niezbyt go to pocieszyło. Może jednak nie było tak najgorzej bo Skinner, na przykład, dostałby piany. Byłby już czwarty pistolet, który Mulder "zapodział" w tym roku. Krycek w tej sytuacji przynajmniej zachował spokój, a na dodatek nie zrobił żadnego ruchu, by sobie jego broń przywłaszczyć. Drań miał szczęście.

Mulder schował pistolet, dochodząc do wniosku, że jakby co, to zawsze może zastrzelić Kryceka później i usiadł na łóżku. Spojrzał na tę swoją sól w oku, która właśnie zdążyła z powrotem założyć sweter, i westchnął. Końce skrzydeł wystawały ponad ramiona Kryceka jak... jak... jak nic, co widział do tej pory.

- Krycek, czego ty właściwie ode mnie chcesz?

Alex podszedł bliżej i usiadł na drugim końcu łóżka. Musiał unieść trochę skrzydła: jeszcze jedna drobna rzecz, do jakiej musiał przywyknąć odkąd urosły na tyle, że nie dało się ich dłużej ignorować.

Wzrok Muldera natychmiast znowu do nich przylgnął.

- Powinieneś przyprowadzić ze sobą Scully.

Mulder oderwał oczy od skrzydeł i przeniósł je na twarz Alexa. Zdawało się, że chce nimi wywiercić dziurę na środku jego czoła, więc Alex pospieszył z resztą odpowiedzi zanim Mulder miał czas oskarżyć go o chęć pozbycia się dwójki najlepszych agentów FBI i anty-Amerykański spisek.

- Mogłaby też to zobaczyć, - Alex zrobił lekki ruch głową, wskazując skrzydła, - i powiedzieć, kiedy będzie mogła je usunąć.

Tego najwyraźniej Mulder się nie spodziewał. Wyraz jego twarzy przypominał Alexowi minę małego chłopca, który właśnie się dowiedział, że będzie musiał oddać wszystkie zabawki, które dopiero co dostał pod choinkę.

Jezu, niektórzy ludzie nie mieli za grosz poczucia realizmu.

- Scully nadal jest na zjeździe, tak? - Alex zapytał, głównie po to, żeby coś powiedzieć. Przedłużająca się cisza, podczas której Mulder gapił się na niego z tym samym skrzywdzonym wyrazem twarzy, stawała się ździebo niezręczna.

Mulder zdołał w końcu otrząsnąć się nieco z ewidentnej traumy, jaką wywołały słowa Alexa.

- Nie - odpowiedział, skubiąc dolną wargę. - Wróciła do Waszyngtonu.

Alex westchnął. - Mulder, czy ty nie możesz chociaż raz zabrać jej ze sobą, nawet jak sprawa dotyczy Konsorcjum?

- Nie będę wystawiał jej na niebezpieczeństwo. Dosyć już przeszła przez ciebie i twoich kolegów. - Mulder spojrzał na niego złym okiem i Alex stwierdził, że poruszanie tematu Scully to może jednak nie był najlepszy pomysł. Zwłaszcza gdy ona sama była daleko stąd i nie mogła powstrzymać Muldera przed wyładowaniem frustracji na tych, co akurat byli pod ręką.

Mulder i jego poczucie winy, z którym trzeba było obchodzić się jak z nitrogliceryną. Cholera.

Alex uniósł ręce w pojednawczym geście. Zanim Mulder mógł się rozkręcić na dobre i oskarżyć go o uprowadzenie Scully, zamordowanie jej siostry, zabicie swojego ojca itd. itp., czyli o to, co zwykle i to dokładnie w takiej kolejności, Alex powiedział:

- Masz rację, sorry. Możemy jechać do Waszyngtonu, Scully obetnie skrzydła, a ja w zamian dostarczę wam informacje o laboratoriach Syndykatu.

Ekhem, ekhem... o jednym. Tym, w którym go trzymali. Alex nie miał zamiaru dzielić się całą swoją nielegalnie zdobytą wiedzą o poczynaniach Konsorcjum z nikim, a zwłaszcza nie z FBI. Poza tym, że chciał mieć jakieś zabezpieczenie i pożyć trochę dłużej, niż tydzień, to chciał, żeby Scully i Mulder też jeszcze pożyli. Czasem ignorancja była błogosławieństwem bo to, czego nie wiedziałeś nie mogło cię zranić. Przy odrobinie szczęścia Mulder wcale nie musiał się zorientować, że Alex dawkuje mu informacje porcjami.

Póki co, Mulder nie wyglądał jednak na skłonnego do kompromisów.

- Informacje podasz mi teraz, a jeśli okażą się coś warte, to może pozwolę ci zobaczyć Scully, zamiast wsadzić cię za kratki, gdzie twoje miejsce.

Alex zignorował nienawistny ton. - A jak myślisz, ile przeżyłbym za kratkami? Wiesz tak samo dobrze, jak ja, że Konsorcjum nie zostawia świadków, a w pierwszej kolejności likwiduje tych, którzy trafią do więzienia.

Owszem, Mulder wiedział i to wkurzało go jeszcze bardziej.

- A z tym cholerstwem na plecach może być tylko gorzej - Alex dodał, widząc, że Mulder znowu rzucił okiem na skrzydła.

- Zamknij się. - Mulder serdecznie nienawidził chwil, kiedy taka menda, jak Krycek miała rację.

Alex oparł łokcie na kolanach i przesunął rękoma po twarzy.

- Mulder, - odezwał się po chwili. - Ja naprawdę chcę ci pomóc. Dostaniesz swoje informacje, mogę cię nawet zabrać do laboratorium Syndykatu, jeśli to cię uszczęśliwi. W zamian chcę tylko, żeby Scully pomogła mi się ich pozbyć. - Alex poruszył skrzydłami.

Frustracja Muldera w końcu znalazła ujście, acz w nieco łagodniejszej formie, niż zazwyczaj. - Dlaczego w ogóle chcesz się ich pozbywać? - wyrzucił z siebie rozeźlony.

Alex ledwo mógł uwierzyć własnym uszom.

- Żartujesz sobie? - Alex nie był pewien.

Odpowiedziała mu głucha cisza, podczas której Mulder gapił się na niego z urazą.

Alex zamrugał powiekami, autentycznie zdumiony. - Mulder, sugerujesz, że mam tak chodzić po ulicach? Było wystarczająco źle, kiedy miałem tylko jedną rękę. Teraz jest dziesięć razy gorzej. Nie mam zamiaru trafić do szpitala, albo co gorsza, kolejnego laboratorium, gdzie będą mnie kłuć tylko po to, żeby dowiedzieć się, jak to się stało, że człowiekowi wyrosły skrzydła.

Mulder otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Alex nie chciał tego słuchać. - I nie mam zamiaru stać się jedną z twoich spraw dla Archiwum.

Mulder spojrzał na niego kwaśno.

- Dobra, jak sobie chcesz - burknął w końcu. - Jutro wracamy do Waszyngtonu. Dla ciebie nie muszę chyba kupować biletu. - Mulder nie mógł się powstrzymać, żeby nie dodać. - Polecisz za samolotem, nie?

Alex zazgrzytał zębami, ale nie powiedział tego, co w pierwszym odruchu cisnęło mu się na usta. To znaczy, wyjątkowo obraźliwego słowa (te rosyjskie, zauważył mimochodem, zawsze brzmiały lepiej, niż gładkie angielskie inwektywy, ale ostatnim razem, kiedy Alex sobie pofolgował, skończyło się to koszmarem Tunguski). Poza tym zobaczył, że Mulder naprawdę oczekiwał, że Alex mu przytaknie. Sądząc po tym pełnym nadziei spojrzeniu, którego Mulderowi nie udało się do końca zamaskować, Mulder chciał, żeby Alex przytaknął.

Boże...

Alex odchrząknął i spojrzał w bok. - Bardzo zabawne.

Mulder parsknął.

- Do jutra jeszcze dużo czasu - powiedział, sadowiąc się wygodniej. Jeśli był zawiedziony tym, że nie zobaczy nowo nabytych umiejętności Kryceka, to nie dał tego po sobie poznać. - Możesz zacząć gadać: gdzie są laboratoria i co tam robią. Całą prawdę, Krycek.

- Mulder, jutro też jest dzień. - Nie było mowy, żeby Alex zaczął spowiadać się teraz. Cholera wie, co Mulder mógł zrobić. Wcale nietrudno było sobie wyobrazić, że zostawia Alexa, a sam jedzie szukać laboratorium, choćby był to środek nocy. - Możesz w to nie wierzyć, ale nie mam zamiaru nigdzie uciekać. Powiem ci wszystko, co wiem jak już będziemy w Waszyngtonie.

- Gadaj, Krycek, albo własnoręcznie to z ciebie wyduszę.

Czyli jednak bez rękoczynów się nie obejdzie? Alex westchnął w duchu.

- Mulder, nie musisz tego robić.

- Ale wiesz, że chcę.

Mulder siedział pochylony w jego stronę, z zaciętym wyrazem twarzy. Alex pomyślał, że jeśli jego podbite oko może sprawić, że Mulder przestanie być takim wrzodem na tyłku, to sam się nadstawi.

Alex uniósł podbródek i spojrzał na Muldera chłodno.

- Idę wziąć prysznic, a potem spać. Informacje dostaniesz jutro.

Zamiast zrobić to, czego Alex się spodziewał, czyli dać mu w zęby, Mulder odchylił się i z lekko podejrzanym uśmiechem, oparł o wezgłowie łóżka.

- Tylko się nie zgub w tej łazience. Wiesz, że przyjdę sprawdzić.

To było... dziwne. Alex popatrzył niepewnie, ale faktycznie nie wyglądało na to, żeby Mulder miał zamiar w najbliższym czasie rzucać się na niego z pięściami. Alex wstał więc i poszedł do łazienki. Czy to, że Mulder go nie uderzył należało uznać za postęp?

Kiedy drzwi do łazienki zamknęły się za Krycekiem, Mulder miał przemożną chęć iść za nim i zobaczyć, jak Krycek radził sobie teraz z prysznicem. Mieścił się do wanny razem ze skrzydłami, czy musiał uskuteczniać jakieś dziwne akrobacje?

Czy one nasiąkały w ogóle wodą? Hm, to nie pióra więc pewnie aż tak źle nie było.

Przez chwilę Mulder wpatrywał się jeszcze w drzwi łazienki, a potem odwrócił się i sięgnął po telefon.

- Scully.

- Cześć, Scully. To ja.

- Mulder, co się dzieje?

- Na razie jeszcze nic. Mam tu kogoś ciekawego. Dobrze by było, gdybyś się z nim zobaczyła.

- Twój informator? - W głosie Scully wyraźnie słychać było zdziwienie.

- Mhm. Jutro wracamy do Waszyngtonu. Wpadnij do mnie po południu, OK?

- No dobrze. - Scully zamilkła na chwilę. - Nie powiesz mi, o co chodzi?

- Lepiej, jeśli zobaczysz to na własne oczy.

- Zobaczę co na własne oczy?

- Jutro, Scully. Na razie.

Mulder odłożył słuchawkę i podparł głowę rękami. W łazience słychać było szum wody, ale Mulder doszedł do wniosku, że da Krycekowi jeszcze tylko jakieś dziesięć minut. Łazienka miała w końcu okno i Mulder wcale by się nie zdziwił, gdyby Krycek - pomimo wszystkich swoich deklaracji - zwyczajnie uciekł. Sukinkot pewnie nawet nie wiedział jak mówić prawdę.

Minęła dłuższa chwila i szum wody ustał. Po następnych kilku minutach drzwi łazienki otworzyły się i wyszedł Krycek: boso i ubrany tylko w stare spodnie od dresu. Na jego lekko rozchylonych skrzydłach widać jeszcze było krople wody, które błyszczały jak szklane paciorki na czarnym aksamicie.

Alex zatrzepotał lekko skrzydłami, susząc je i przy okazji wywołując podmuch, który wydął firankę w oknie i zmierzwił Mulderowi włosy.

Mulder zorientował się, że się gapi dopiero, kiedy Krycek zamachał mu ręką przed nosem. Alex nie parsknął śmiechem tylko dlatego, że akurat bardziej irytowała go nieufność Muldera, niż bawiło jego raczej cielęce spojrzenie.

- Co ty tu jeszcze robisz? - Alex zapytał, marszcząc brwi. - Możesz iść do siebie bo dzisiaj i tak niczego się nie dowiesz.

Mulder nie odpowiedział, tylko zaczął skubać dolną wargę, cały czas obserwując Alexa uważnie.

Nie było to miłe uczucie. Żeby nie stać tak bez sensu na widoku, Alex poszedł zgasić górne światło. Została tylko lampka, która naprawdę dobrze oświetlała jedynie stolik, na którym stała i Alex od razu poczuł się lepiej, mając wokół siebie półmrok. Przynajmniej nie miał już wrażenia, że jest jak jakiś egzotyczny okaz w oknie wystawowym sklepu zoologicznego, co wzrok Muldera silnie sugerował. Koniec tego dobrego.

Mulder tymczasem skrzyżował ramiona i w końcu się odezwał.

- Wiesz co, Krycek, jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć w tę twoją nagłą chęć współpracy. Chyba jednak zostanę i dopilnuję osobiście, żeby nie przyszło ci do głowy się od niej wykręcić i hm, na przykład gdzieś zniknąć.

- Mulder, - Alex nie wiedział, jakim cudem nie stracił jeszcze cierpliwości. - Od niczego nie zamierzam się wykręcać. I niby gdzie mam znikać? Chyba nie myślisz, że mogę z czymś takim iść do szpitala.

Alex poruszył ramionami, co sprawiło, że skrzydła również się poruszyły.

- Mhm, - Mulder kiwał głową i zdawał się nie zwracać na jego słowa najmniejszej uwagi. - Jasne.

Po chwili poklepał materac obok siebie. - No dalej, Krycek. Mówiłeś, że idziesz spać. Potrzebujesz pisemnego zaproszenia?

Alex spojrzał niepewnie na łóżko, a potem na zajmującego jego połowę Muldera. - Zamierzasz zrobić mi miejsce?

Uśmiech Muldera nie wróżył niczego dobrego. - Jest pełno miejsca.

Alex znowu marszczył brwi, sprawiając, że u nasady jego nosa pojawiła się głęboka bruzda. - Tam stoi bardzo wygodny fotel. - Zrobił ruch głową w kierunku wspomnianego fotela.

Mulder uniósł brwi. - Chcesz spać na fotelu? W twoim obecnym stanie chyba nie byłoby za wygodnie.

Przez chwilę obaj mierzyli się wzrokiem, aż w końcu Mulder westchnął. - Krycek, albo będę cię miał pod ręką, albo przykuję cię kajdankami do łóżka. Wybieraj.

Mulder wyjął z tylnej kieszeni spodni kajdanki i położył je na szafce obok.

Alex zacisnął usta, ale potem stwierdził, że ma to wszystko gdzieś. Jeśli Mulder chciał z nim spać, to proszę bardzo. Jeżeli będzie trzymał ręce i inne części ciała przy sobie, nie powinno być problemu.

Alex podszedł do łóżka i odwinął koc. - Przynajmniej zdejmij buty - powiedział naburmuszonym tonem.

Mulder, o dziwo, posłuchał.

- I posuń się.

- Jezu, Krycek, traktujesz tak wszystkie kobiety, z którymi sypiasz? Pewnie żadna nie zostaje do rana tylko ucieka zaraz jak jej zapłacisz. - Mulder uśmiechnął się złośliwie.

Alex spojrzał na niego złym okiem, ale powstrzymał się od komentarza na temat kolekcji filmów i prawej ręki Muldera. - Nie zaczynaj, dobrze?

Alex ułożył się na brzuchu i naciągnął koc na plecy, zostawiając skrzydła na wierzchu. Mulder usiadł wygodniej, krzyżując nogi w kostkach i opierając się o wezgłowie łóżka.

- Tylko nie miej do mnie pretensji, jak dostaniesz skrzydłem - Alex odezwał się jeszcze i wzruszył ramieniem. - Czasem rozwijają się w nocy.

- Serio? - Ciekawość w głosie Muldera była praktycznie namacalna.

Alex czuł na sobie jego świdrujące spojrzenie i westchnął z rezygnacją. - Serio.

Potem zamknął oczy, postanawiając zasnąć choćby miała być to ostatnia rzecz, jaką uda mu się w życiu zrobić. To, że faktycznie będzie to ostatnia rzecz nie było wcale wykluczone z Mulderem u boku. Może w swojej pogoni za jedyną, niepodważalną prawdą, Muder wpadnie na pomysł, żeby Alexa dokładnie przebadać i wywiezie go do jakiegoś szpitala. Tam Alex zostanie podłączony do setki dziwnych urządzeń i nigdy się już nie obudzi.

E, chyba jednak nie. Mulder za bardzo chciał wydobyć z niego informacje, żeby pozwolić mu na wieczne wakacje w szpitalu. Chyba.

Rozmyślając nad tym, Alex nawet nie zauważył, kiedy zapadł w sen.

Mulder, za to, zauważył bo nie spuszczał z niego wzroku ani na chwilę.

Lewe skrzydło Alexa, to bliżej Muldera, zsunęło się trochę i oparło o jego nogę. Mulder odczekał jakiś czas, by się upewnić, że równy oddech Kryceka i senna bezwładność mięśni to nie podstęp, a potem powoli wyciągnął w jego stronę rękę.

Nie mógł się powstrzymać. Przesunął palce po krawędzi skrzydła, aż trafił na jeden ze spiczastych wyrostków. Naprawdę przypominały mu one pazury, szczególnie, że teraz były... schowane? Mulder ledwo mógł wyczuć ostry koniec ukryty pod meszkiem. Nacisnął mocniej u nasady, odciągając jednocześnie delikatnie skórę tak, jak spróbowałby to zrobić na przykład u kota i faktycznie, kolec wysunął się o parę milimetrów.

Mulder puścił skrzydło jak oparzony bo właśnie w tej chwili Krycek przekręcił się na bok. Nie wyglądało jednak na to, że się obudził.

Jedno ze skrzydeł znalazło się pomiędzy nimi, trochę ściśnięte, ale za to drugie rozłożyło się na tyle, że przykryło Mulderowi nogi, sprawiając jednocześnie, że jeden z ukrytych kolców znalazł się w bezpośrednim sąsiedztwie dosyć delikatnej części ciała Muldera. Paskudnie byłoby zostać tam dziabniętym, nie wspominając już o tym, że szanse na ewentualne potomstwo mogłyby się radykalnie zmniejszyć.

Mulder spojrzał podejrzliwie na Kryceka, zastanawiając się, czy ten zrobił to specjalnie, a potem ostrożnie przesunął skrzydło w bezpieczniejsze miejsce. Skutek był taki, że teraz był nim do połowy przykryty, niczym przyciężkim kocykiem.

Przyciężkim, ale ciepłym. Mulder stwierdził, nie bez zdziwienia, że wbrew pozorom było mu dosyć wygodnie.

Świat się kończy, pomyślał, wpatrując się w sufit i bezwiednie głaszcząc powierzchnię skrzydła.