Niech stanie się Światłość (Część 1)
O piątej rano w pokoju Seirin Kagami był już w pełni obudzony. Słychać było ciche chrapanie wraz z powolnym, równym oddechem, co było wynikiem zasłużonej drzemki zawodników po kolejnym dniu ciężkiej pracy. Wyglądało na to, że spośród prawie nieruchomych ciał, tylko Kagami miał kłopoty ze snem. Cóż, udało mu się zasnąć na kilka godzin, ale był zbyt pochłonięty swoimi myślami, żeby przespać całą noc. Jeden z powodów miał prawdopodobnie związek z faktem, że Numer 2 spał w tym samym pokoju, co on, ale główną przyczyną był najprawdopodobniej pewien niebieskowłosy chłopak, który wciąż nawiedzał jego myśli i powstrzymywał go przed zaznaniem upragnionego odpoczynku.
Nieustannie dręczyło go uczucie niepokoju. Kuroko był wyraźnie przygnębiony z jego powodu, chociaż bez względu na to jak mocno się starał, nie mógł wymyśleć, co było tego przyczyną. Oczywiście musiał z nim porozmawiać, ale co miał mu powiedzieć? Z jakiegoś powodu intuicja mówiła mu, że samo spytanie się Kuroko co było nie tak, poskutkowałoby czystą ignorancją ze strony nastolatka. A w ogóle kiedy miał porozmawiać z Kuroko na osobności? Przez cały dzień trenowali, nie mieli dla siebie nawet krótkiej chwili.
Zostało tylko jedno rozwiązanie.
Musiał znaleźć Kuroko w grze w chowanego. Tym sposobem będzie mógł spędzić noc z samym Kuroko. Był tylko jeden mały problem. Jutro był ostatni dzień obozu, co oznaczało, że to była jego ostatnia szansa na znalezienie Kuroko w tej głupiej grze. To, że ani razu nie udało mu się wygrać, mimo tego, że był jego Światłem, niezmiernie go frustrowało. Na miłość boską, nawet Furihacie się to udało! Mimo że ostatecznie zmieniono dla niego zasady.
I wtedy naszły go wątpliwości: co jeśli zasady gry zmienią się na stałe? Co jeśli zwycięzca miał spędzić noc z Akashim, zamiast z Kuroko? Kagami pokręcił głową w duchu.
Najpierw zajmij się znalezieniem Kuroko – wmówił sobie. Jak on w ogóle miał tego dokonać? Zawsze uważał za oczywiste to, że nie mógł nic zrobić przeciwko misdirection Kuroko. Największe nadzieje pokładał w tym, że Kuroko mógł być zbyt wyczerpany obozem treningowym, żeby używać swojej nie tak znowu tajnej broni. Chociaż w takim wypadku to oznaczało również, że wszyscy inni mieli takie same szanse na to, żeby go znaleźć.
Tak być nie mogło. Kagami musiał pierwszy znaleźć Kuroko. To była jedyna opcja. Cichy głos w jego głowie podpowiadał mu, że wszystko będzie dobrze, nawet jeśli nie uda mu się wygrać. W końcu on i Kuroko chodzili do tej samej szkoły, będą mieli mnóstwo okazji do tego, żeby porozmawiać na prywatności.
Czerwonowłosy znów pozbył się tej myśli. Nie mógł pozwolić sobie czekać aż zacznie się rok szkolny. To musiało być jutro. I nie było to tylko dla jego własnego dobra, ale również dla dobra całej drużyny. W końcu drużyna, w której zawodnicy nie dogadują się ze sobą, nie mogła być nazywana drużyną, prawda?
No więc jak do cholery mam go jutro znaleźć? Może mógłby przekupić Kuroko, proponując mu waniliowego shake'a w zamian za to, że pozwoli mu się znaleźć? Ta, na pewno by się zgodził. A co z waniliowym shake'iem każdego dnia przez tydzień? Może to by zadziałało… Zaraz, nie, to byłoby oszustwo!
Kagami westchnął trochę zbyt głośno. Leżący obok niego Koganei poruszył się i wymamrotał coś, co brzmiało jak „plastikowa kaczka" i „jedzenie". O czym on śnił? O czym śnił Kuroko? W pokoju było zbyt ciemno, żeby Kagami mógł cokolwiek zobaczyć, zresztą Kuroko i tak był za daleko. Chłopak znowu westchnął. Fakt, że Kuroko specjalnie położył się spać po drugiej stronie pokoju wciąż bezgranicznie go irytował, ale rozmyślanie nad tym w tej chwili niczego by nie zmieniło.
Czerwonowłosy przekręcał się na boki tak cicho, jak tylko mógł, próbując zabić czas, dopóki nie wstanie nowy dzień. Wkrótce jego telefon pokazał szóstą rano. Nie było sensu dłużej zostawać w pokoju. Nie chciał z powrotem zasnąć, zresztą w pomieszczeniu i tak było za gorąco. Właściwie było na tyle gorąco, że zaczął się pocić, przez co mruknął ze złością. Gdzie była klimatyzacja, kiedy jej potrzebował? Jezu, równie dobrze mogę wziąć teraz prysznic. Przynajmniej o tej porze nie było tam nikogo, a zimna woda pomoże mu ochłonąć.
I tym sposobem dwie minuty później znajdował się na drodze do prysznicy, nie podejrzewając, że stanie twarzą w twarz z jednym z najbardziej traumatycznych przeżyć w swoim życiu.
Kiedy zbliżył się do prysznicy, zauważył, że za drzwiami paliło się światło. Pewnie jakiś idiota zapomniał go zgasić. Następną rzeczą jaką zauważył, kiedy podszedł jeszcze bliżej był cichy dźwięk, brzmiący jak czyjś głos. To już samo w sobie powinno uruchomić alarm w głowie Kagamiego, ale on nie był kimś, kto przejmowałby się głosami.
Jednak z pewnością przejął się tym, co zobaczył, kiedy otworzył drzwi: dwoma nagimi facetami pod prysznicem. Cóż, nie chodziło tu tyle o fakt, że byli nadzy – pod prysznicem należy być nagim – co o fakt, że zdecydowanie nie brali prysznica. Przez dwie sekundy gapił się z otwartymi ustami na dwoje ludzi – obecnie zidentyfikowanych jako Aomine i Kise – zanim z powrotem zatrzasnął drzwi. Oparł się o ścianę, oddychając ciężko i próbując zrozumieć sens obrazu, który na wieki zostanie wyryty w jego głowie: zadyszany i czerwony na twarzy Kise, który opierał się o ścianę i Aomine, który przykrywał go swoim ciałem i... cóż, nie miał czasu na to, żeby przyswoić więcej szczegółów, ale zobaczył już więcej niż trzeba.
Drzwi do prysznicy znów się otworzyły.
- Oi, Bakagami.
Spanikowany Kagami obrócił głowę tylko po to, by zobaczyć stojącego przed nim Aomine, który był całkiem nagi i ociekał wodą.
- Przynajmniej owiń się ręcznikiem! – krzyknął z irytacją Kagami.
- Hah? Co to? Naprawdę jesteś zakłopotany? – Drugi nastolatek uniósł brew. – Myślałem, że reemigranci są bardziej odporni.
- Jesteś bezwstydny! A bycie reemigrantem nie ma tu nic do rzeczy! – warknął Kagami, po czym dodał niepewnie: - W-Więc jesteście, tak jakby, razem? To znaczy, Kise i ty.
- Tch, nie. Ja tylko pomagałem mu brać prysznic – prychnął Aomine. – Pff, oczywiście, że jesteśmy razem, idioto.
- Skąd miałem to wiedzieć? – odciął się czerwonowłosy z poirytowaniem i zażenowaniem.
- A ja myślałem, że niedawno dałem to wszystkim jasno do zrozumienia. Musisz być jedynym, który tego nie załapał.
Kagami spojrzał na niego ze zmieszaniem, po czym zakaszlał cicho. – W-W każdym razie przepraszam za wcześniej, nie sądziłem, że o tej porze ktoś tam będzie – wymamrotał, a jego policzki przybrały różowy odcień.
- Tch, po prostu nie przeszkadzaj nam przez następne pół godziny a ja rozważę nie roztrzaskanie twojej czaszki o ścianę – odparł Aomine, zanim znów wszedł pod prysznice i zatrzasnął drzwi, zostawiając za nimi kompletnie oniemiałego Kagamiego.
Będąc w ciągłym szoku, Kagami wyszedł z budynku chwiejnym krokiem, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Jego mózg musiał połączyć ze sobą kilka faktów. Czy Aomine robił go w konia? Ale nawet Kagami wiedział, że on i Kise nie brali sobie tak po prostu prysznica, więc… czy oni naprawdę byli w takim związku? Poczuł jak więcej krwi napływa mu do policzków, a chłodne, poranne powietrze nie mogło nic z tym zrobić.
Tymczasem pod prysznicem pewien blondyn wziął swój ręcznik, wydymając wargi.
- Powiedziałeś, że o tak wczesnej godzinie nikogo tu nie będzie – oznajmił, zaczynając się wycierać, ale Aomine wyrwał mu ręcznik i rzucił go na bok.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem. – Uśmiechnął się znacząco, z powrotem przyszpilając blondyna do ściany.
- Nie mam już na to ochoty – zaprotestował Kise. – Kagamicchi—hmph!
Został uciszony gwałtownym pocałunkiem. – Nie wymawiaj nazwisk innych osób, kiedy jesteś tylko ze mną – rozkazał Aomine, zanim znów zaatakował usta Kise. Z początku blondyn stawiał pewien opór, ale trochę drażnienia we właściwych miejscach wystarczyło, by as Kaijou ustąpił i zaczął jęczeć pod wpływem jego dotyku. Delikatne przygryzanie skóry w zagłębieniu jego szyi, palce wodzące nieumyślnie po jego drżącej klatce piersiowej… Aomine nie potrzebował dużo czasu, żeby odkryć wrażliwe punkty Kise i był pewny, że w tym doskonałym ciele było dużo więcej do odkrycia.
Następne pół godziny okazało się zmysłowym interesem.
Kiedy Midorima się obudził, pierwszą rzeczą jaką zarejestrował jego zamglony umysł było to, że było mu goręcej niż zwykle. Przez ułamek sekundy myślał, że ktoś przykrył go kocem, lecz jego teoria została szybko obalona, kiedy odkrył, że ów koc poruszał się i oddychał. W przypływie paniki zielonowłosy szybko rozejrzał się wokół siebie, ale ku jego uldze, zamazane sylwetki jego kolegów z drużyny wydawały się nadal spać.
Nawet bez okularów as Shutoku nie miał żadnych problemów ze zidentyfikowaniem delikwenta. Rozczochrane czarne włosy leżące na jego klatce piersiowej mogły należeć tylko do jednej osoby i ta osoba naprawdę musiała życzyć sobie śmierci. Na skroniach Midorimy zaczęły wyskakiwać żyły. Był gotów błyskawicznie odesłać tę osobę – a mianowicie Takao – na drugi koniec pokoju, kiedy usłyszał ciche mamrotanie.
- …in-chan… - wymamrotał przez sen Takao, zanim jeszcze bardziej wtulił się w Midorimę.
To sprawiło, że zielonowłosy nastolatek się wzdrygnął. Z jednej strony naprawdę chciał ukarać Takao za to, że używał go jako żywej poduszki, ale z drugiej strony… cóż, szczerze mówiąc, to nie było aż tak niewygodne. Midorima westchnął cicho. Nienawidził prowadzić wewnętrznych konfliktów. Co robić? Był całkiem pewny, że jeśli pozostali się obudzą i zobaczą go w takiej pozycji, żadna wymówka nie będzie na tyle uzasadniona, żeby wyjaśnić tę sytuację. Musiał zepchnąć z siebie Takao.
- …Shin-chan… - Usłyszał kolejny, ledwo słyszalny szept.
Cholera – zaklął w duchu Midorima. Jak mógł być taki słaby na sam dźwięk swojego imienia? I o czym dokładnie śnił Takao, że bez przerwy powtarzał jego imię? Zarumienił się, kiedy do głowy przyszła mu pewna myśl. Nie, nie, nie. Nie było czasu, żeby się rozpraszać. Teraz musiał się skupić i podjąć działanie. To nie tak, że pozbycie się irytującego nastolatka, który przykleił się do niego było bardzo trudne. Wystarczyło tylko podnieść rękę i tym samym sprawić, żeby Takao się sturlał, a jednak jego ręka odmawiała mu posłuszeństwa.
Ktoś obok nich poruszył się, sprawiając, że Midorima znieruchomiał i rozwiewając w nim wszelkie wątpliwości. Jednym szybkim ruchem ręki zielonowłosy zepchnął z siebie Takao i usiadł. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, kiedy rozgrywający obudził się z głośnym: „Ał!"
- Shin-chan! Za co to było? – poskarżył się Takao, pocierając głowę.
- Czas wstać. To wszystko – odparł ze stoickim spokojem Midorima.
- Jezu, mogłeś znaleźć przyjemniejszy sposób na obudzenie mnie…
- Co to za hałasy tak wcześnie rano? - burknął Ootsubo, powoli wybudzając się ze swojego snu. Pozostali zawodnicy Shutoku również zaczęli stopniowo wstawać, przeciągając się lub po prostu mamrocząc coś o tym, że chcieliby pospać dłużej.
Midorima bez słowa wymaszerował z pokoju, zostawiając swoich kolegów z drużyny z lekkim zmieszaniem na twarzach.
- Wygląda na bardziej wkurzonego niż zwykle – skomentował Miyaji, marszcząc brwi. – Co mu zrobiłeś, Takao?
Takao prychnął. – Dlaczego zakładasz, że coś mu zrobiłem? – Ale jedyną odpowiedzią jaką otrzymał było wzruszenie ramionami. Rozgrywający westchnął cicho, po czym wstał, ziewając i ruszył za Midorimą. Dogonił go w korytarzu prowadzącym do łazienki.
- Shin-chan, wyglądasz, jakbyś był w złym nastroju.
- Nie jestem.
- Czy to dlatego, że spałem na tym samym futonie co ty?
Brwi Midorimy drgnęły, co było wystarczającą odpowiedzią dla Takao, który złapał go za rękę i uśmiechnął się szeroko:
- Cóż, to jedna z ostatnich nocy, jakie przyjdzie mi spędzić z moim najdroższym asem-sama, więc musiałem czerpać z niej przyjemność!
- Nie nazywaj mnie tak. I przestań być taki przylepny – warknął Midorima, na próżno próbując wyrwać się z uścisku Takao. – Co jeśli ktoś nas zobaczy?
Uśmiech Takao osłabł. – Czy to takie złe? – zapytał, puszczając rękę Midorimy.
- C-Cóż, to niemoralne – odparł niepewnie Midorima, widząc nagłą powagę Takao.
- Aomine i Kise wydają się nie mieć z tym żadnego problemu.
- Nie stawiaj mnie na równi z nimi.
- Czy pokazywanie, że się kogoś lubi jest aż takie poniżające?
To pytanie sprawiło, że zielonowłosy nastolatek zacisnął usta. – Tego nie powiedziałem. - Następnie wymamrotał coś niezrozumiale.
- Hm? – Takao uniósł brew.
Kolejne mamrotanie, odrobinę bardziej zrozumiałe.
- Shin-chan, obawiam się, że musisz mówić wyraźniej.
- Powiedziałem, że to niekoniecznie musi być jedna z ostatnich nocy, jakie spędzimy razem! – krzyknął Midorima z oczywistym poirytowaniem.
Takao spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym uśmiechnął się szeroko. Wyższy zawodnik poprawił okulary, ale ten gest go nie zmylił. Nie potrzebował swojego Jastrzębiego Oka, żeby przejrzeć swojego asa, który nieudolnie próbował zasłonić ręką głęboki rumieniec na swoich policzkach. Westchnął cicho z rozbawieniem wymalowanym na ustach i ponownie złapał Midorimę za rękę. Tym razem chłopak się nie opierał.
Postanawiając poigrać z losem, Takao pociągnął Midorimę za ramię i złożył pocałunek na jego ustach. Jak można się było spodziewać, zielonowłosy nastolatek był kompletnie zaskoczony, co wystarczyło, by Takao wykorzystał sytuację i pogłębił pocałunek. Był już od niego całkowicie uzależniony i nawet dobrze się bawił, pokonując opór swojego asa, by delikatnie przedrzeć się przez jego wargi.
To było dziwne, pomyślał Takao. Chociaż Midorima nie reagował zbytnio na pocałunek, to jednak nie odepchnął go od siebie. Nie żeby Takao zamierzał na to narzekać. W końcu odsunął się, oblizując wargi i rozkoszując się widokiem zakłopotanej twarzy swojego asa.
- Z-Za co to było?... – zaprotestował bardzo słabo i bardzo niepewnie Midorima, odwracając wzrok.
- Poranny pocałunek? – Takao uśmiechnął się szeroko. – Nie dostałem go wcześniej, ani wczoraj, ani przedwczoraj.
- Tch. Jesteś utrapieniem – odparł Midorima, kontynuując swoją wyprawę do łazienki, a Takao wesoło ruszył za nim.
Ukryty za rogiem Ootsubo powiedział:
- Wisisz mi hamburgera, Miyaji.
Niski skrzydłowy zakląskał językiem. – Tch, nie mogę w to uwierzyć. Takao i Midorima, poważnie?
- Zaraz, wy naprawdę się o to założyliście? – zapytał Kimura.
- Miyaji nie chciał mi uwierzyć. – Ootsubo wzruszył ramionami.
- Przysięgam, jeśli Midorima użyje swojego nowo znalezionego partnera życiowego jako wymówki, żeby opuścić trening, zmiażdżę mu głowę ananasem – zagroził złowieszczo Miyaji. – Najpierw Aomine i Kise, teraz ci dwaj. Co dalej? Murasakibara i ten jego śliczny rzucający obrońca?
W pokoju Yosen Murasakibara i Himuro kichnęli jednocześnie.
Furihata powoli otworzył oczy i ziewnął, zanim je przetarł. Zaledwie pół minuty później zaczął uświadamiać sobie, że pokój, w którym się znajdował nie był pokojem Seirin, a przez kolejne pół minuty stopniowo przypominał sobie wydarzenia z poprzedniej nocy.
Granie w shogi z Akashim, ciągłe przegrywanie z Akashim, bycie zachęcanym przez Akashiego, dłoń Akashiego na jego policzku, twarz Akashiego zbliżającego się do jego…
Ciało Furihaty zmarło w bezruchu. Nie, nie, nie. To było niemożliwe. Ostatnia część była pewnie tylko jego wyobraźnią. Z całą pewnością. Dziwnym snem, który wykreował jego mózg. A w ogóle co było nie tak z jego mózgiem?
- Dzień dobry, Kouki. – Z zamyślenia wyrwał go bardzo znajomy głos, który sprawił, że gwałtownie usiadł. Kapitan Rakuzanu siedział niedaleko ze skrzyżowanymi ramionami i nogami i przyglądał mu się uważnie.
- A-Akashi-san!
- Kouki, znowu mnie tak nazywasz – westchnął Akashi.
- Huh? Och, hm, z-znaczy, Seijuurou-kun – poprawił się Furihata, bawiąc się koszulką.
- Wolałem kiedy nie używałeś żadnych zwrotów grzecznościowych, tak jak wczoraj.
- Zrobiłem tak? – zapytał Furihata z okrągłymi oczami, szukając w pamięci momentu, kiedy mógł to zrobić.
- Kiedy życzyłeś mi dobrej nocy.
- Och, hm… Naprawdę mi przykro. M-Musiałem być za bardzo śpiący, żeby o tym pamiętać. Od teraz będę bardziej uważał! – powiedział rozgrywający Seirin, pochylając głowę i karcąc się w duchu za bycie takim nieuważnym.
- Czy nie powiedziałem właśnie, że wolę kiedy nie dodajesz żadnych zwrotów grzecznościowych do mojego nazwiska? Jak również… - Na jego ustach zawitał słaby uśmiech. – Czy nie powiedziałem wczoraj, że nie musisz mi się kłaniać?
Na dźwięk tych słów w głowie Furihaty mignęło obrazowe wspomnienie. Nawet zacisnął powieki, spodziewając się, że Akashi powtórzy ten sam gest, co zeszłej nocy, lecz nic się nie wydarzyło.
I nagle poczuł niejasne uczucie rozczarowania. Dlaczego? Umierał ze strachu za każdym razem, gdy Akashi się do niego zbliżał. Tym razem powinien poczuć ulgę. Z powodu swojego zmieszania prawie nie usłyszał jak Akashi znów zwrócił się do niego:
- Mam nadzieję, że któregoś dnia będziesz w stanie docenić moje towarzystwo.
Te słowa wprowadziły tylko więcej zamieszanie w głowie Furihaty. Czy mu się zdawało, czy w głosie zawodnika Rakuzanu można było dostrzec rezygnację? Nie mając pojęcia, co odpowiedzieć, Furihata tylko zamrugał ze zdziwieniem. Te gest musiał zostać mylnie zinterpretowany przez Akashiego, ponieważ chłopak westchnął cicho i wstał, po czym dodał tylko:
- Przygotujmy się na śniadanie. Nie powinniśmy się spóźniać.
Opuścił pokój, zostawiając Furihatę samego. Rozgrywający Seirin mógł tylko wpatrywać się w drzwi, czując się, jakby właśnie stracił coś bardzo dużego i ważnego, mimo że nie mógł tego sprecyzować. Pewna część jego dźgała go w tył głowy, nakłaniając go, żeby poszedł za Akashim i powiedział mu… co dokładnie? Furihata zacisnął powieki i pokręcił głową. Musiał przestać o tym myśleć. To przysparzało go o poważny ból głowy. Wzdychając przeciągle, wstał i przygotował się na ostatni dzień obozu, który zapowiadał się niewesoło.
Poranny trening rozpoczął się krótką rozgrzewką przed meczami. Pogoda była słoneczna. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Zapowiadał się ciężki dzień. Po stronie Seirin atmosfera była nieciekawa mimo wysiłkom Kiyoshiego, Koganeia i Izukiego, którzy próbowali poprawić wszystkim humor. W pewnym momencie Koganei pokręcił głową:
- Poddaję się – westchnął, a Mitobe poklepał go po ramieniu ze współczuciem.
- Coś nie tak? – zapytał z zaciekawieniem Kise.
- Spójrz na nich – powiedział tylko Koganei, wskazując za siebie kciukiem.
Spoglądając za ramię zawodnika Seirin, Kise dostrzegł Kagamiego i Furihatę, którzy się rozciągali.
- Jest tam też Kuroko, w cieniu drzew – dodał Koganei. – Na wypadek, gdybyś go nie widział.
Faktycznie, zawodnik widmo również tam był. Stał kawałek dalej od nich.
- Nawet po całym tym czasie wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić. – Przy twarzy Kise pojawiła się kropelka. – No więc co z nimi?
- No cóż, nie widzisz?
Kise zmarszczył brwi i znowu spojrzał. Kiedy przyjrzał się bliżej, zauważył, że zawodnicy Seirin zachowywali się dość dziwnie: Kagami co chwilę zerkał na Kuroko, jakby chciał mu coś powiedzieć, ale niebieskowłosy chłopak wyraźnie go ignorował, co poskutkowało tym, że Kagami przybrał kompletnie przybity wyraz twarzy. Stojący obok niego Furihata wyglądał na równie nieobecnego. Wciąż patrzył na główną grupę zawodników, wykonując ćwiczenia na rozciąganie, które były do dupy. W pewnym momencie Kise zobaczył, że chłopak zarumienił się wściekle i szybko pochylił głowę.
- Faktycznie, zachowują się dość dziwnie – zauważył.
- Prawda? Są tacy od śniadania – powiedział Izuki. – Chociaż Kagami i Kuroko są tacy od wczoraj. Myślę, że się pokłócili albo coś. Najwyraźniej wciąż się nie pogodzili. Kagami prawie się nie odzywał, nawet kiedy groziłem, że zabiorę mu jedzenie, co jest dość rzadkim zjawiskiem.
- Idiota musi mieć traumę po tym, co zobaczył rano – prychnął Aomine, dołączając do rozmowy.
- Co masz na myśli? – Koganei przechylił głowę na bok.
- Nic ważnego! – odparł pośpiesznie spanikowany Kise, zakrywając usta Aomine ręką. Chłopak polizał irytującą dłoń, przez co blondyn gwałtownie cofnął rękę i spiorunował wzrokiem Aomine, który teraz uśmiechał się ironicznie.
- Aominecchi! Przestań robić takie rzeczy przy wszystkich! Kagamicchi przyłapał nas dzisiaj rano właśnie przez to, że brakuje ci samokontroli!
- Teraz już nie jestem pewny czy chcę wiedzieć co miałeś na myśli – powiedział ostrożnie Koganei.
Nie dostali szansy na dalsze dyskusje, ponieważ trener Touou dmuchnął w gwizdek, sygnalizując, że zaczynają się mecze.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobili licealiści było podbiegnięcie do tablicy, na której trenerzy zapisali różne mecze tego ranka. Ogólną reakcją było jedno wielkie niedowierzanie.
- Czy moje oczy sobie ze mnie żartują czy naprawdę widzę tutaj „Akashi S., Kise R., Murasakibara A., Midorima S. VS Touou"? – zapytał Susa.
- A tu jest „Akashi S., Kise R., Murasakibara A., Aomine D. VS Shutoku". To musi być jakiś żart – dodał Miyaji.
- A co z tym? „Akashi S., Aomine D., Murasakibara A., Midorima S. VS Kaijou". Zginiemy – oświadczył dramatycznie Moriyama.
- Wiem, że trenerzy powiedzieli, że ostatni dzień będzie trochę wyjątkowy, ale czy nie jest on trochę za wyjątkowy? – zapytał sceptycznie Liu, czytając „Akashi S., Kise R., Aomine D., Midorima S. VS Yosen".
Wyżej wspomniani trenerzy obserwowali przeróżne reakcje z pewnym zadowoleniem z siebie, które zostało wyrażone na głos przez Momoi:
- Czy to nie świetny pomysł? Ostatniego dnia wymyśliliśmy, że zakończymy obóz treningowy trochę ambitniejszymi meczami. – Rozpromieniła się, klaszcząc w dłonie. – Więc postanowiliśmy, że każda szkoła zmierzy się z Pokoleniem Cudów!
- Jak już pewnie zauważyliście, dostaliście fory – kontynuowała Riko. – Będziecie grać 5 vs 4, ponieważ każda szkoła zatrzyma swojego własnego członka Pokolenia Cudów.
- Yyy… Trenerko? – Hyuuga podniósł rękę. – W takim razie myślę, że mamy problem.
Ale Riko pokręciła głową. – Dla Seirin zrobiliśmy wyjątek, ponieważ Kuroko nie zajmuje konkretnej pozycji. Dlatego też postanowiliśmy, że zagracie przeciwko pięciu członkom Pokolenia Cudów – wyjaśniła z szerokim uśmiechem na twarzy. – Wasz mecz jest ostatnim z całej serii, więc wasi przeciwnicy będą bardziej zmęczeni od was. To będzie wasza przewaga.
- Wierzymy, że będą to bardzo interesujące mecze – podsumował Harasawa.
Większość graczy wierzyło, że to będzie rzeź.
Pierwszą szkołą było Yosen.
- Ale ja nie chcę grać przeciwko Aka-chinowi – narzekał Murasakibara.
- No chodź, będzie zabawnie – zachęcał go Himuro, klepiąc go po plecach.
- Hnn… Ale ja i tak nie chcę grać przeciwko Aka-chinowi.
- Atsushi, to ostatni dzień. Bądź grzecznym chłopcem, to dam ci nagrodę.
- Słodycze? – Murasakibarze zabłyszczały oczy.
- Tak, ale też inny rodzaj nagrody – Himuro mrugnął.
- Hm? …Och. – Fioletowowłosy nastolatek odwrócił się raptownie, mrucząc coś, co brzmiało bardzo podobnie do „Muro-chin, ty idioto.".
Wszyscy pozostali gracze siedzieli na ławkach i niecierpliwie wyczekiwali aż rozpocznie się mecz.
- Nadal uważam, że trenerzy powariowali, każąc nam grać przeciwko tym potworom – powiedział Ootsubo. – Nawet grając przeciwko czterem zawodnikom, nie damy im rady.
- Nie bądź taki pesymistyczny! – pocieszał go Takao. – Przynajmniej nie będziesz krył Akashiego. Ach, zaczyna się.
Lojalni wobec siebie zawodnicy Yosen bronili się z honorem. Aomine miał problemy z przebiciem się przez ścianę w postaci Murasakibary, jak to kiedyś ujął, podczas gdy perfekcyjne rzuty Himuro często znajdywały drogę do kosza. Niestety dwóch asów Yosen nie wystarczyło, by pokonać byłych zawodników Teikou.
- Tego można się było spodziewać po tych potworach – powiedział Imayoshi, wstając wraz z resztą Touou. Z zawodników Yosen tylko Murasakibara pozostał na boisku, dołączając do swoich byłych kolegów z drużyny, gdy Aomine zmieniał stronę.
- Nie potraktuję cię łagodnie, Aominecchi – ostrzegł go Kise.
- Nie myśl jeszcze, że możesz mnie pokonać. – Silny skrzydłowy uśmiechnął się z wyższością. – Chociaż jestem zaskoczony, że wciąż możesz się ruszać po naszych małych, porannych „ćwiczeniach" – dodał, za co otrzymał morderczy rzut piłką i „Aominecchi!"
Mecz przebiegł mniej więcej w ten sam sposób co mecz Yosen, poza tym, że Aomine w pewnym momencie wszedł w Zone, pozwalając swojej drużynie przejąć dowodzenie. Jednakże czwórki geniuszy koszykówki nie dało się tak łatwo pokonać i ostatni gwizdek ogłosił drugie zwycięstwo byłej drużyny Teikou. Trzecie i czwarte zwycięstwo zostało zdobyte w podobnym stylu przeciwko Shutoku i Kaijou, mimo że na twarzach zwycięzców zaczynało pojawiać się zmęczenie.
- Cholera, bez względu na to ile razy patrzę jak oni grają, po prostu nie mogę się do tego przyzwyczaić – skomentował Fukui. – Posiadane jednego z nich już jest czymś. Zebranie ich wszystkich do wspólnej gry to zupełnie inny wymiar. Współczuję ludziom, którzy musieli grać przeciwko nim w gimnazjum.
- Jednak ostatnie dwa mecze zapowiadając się szczególnie interesująco – powiedział Himuro.
- Chodzi ci o Rakuzan i Seirin, huh? No, ja też nie mogę się tego doczekać.
Mecz Rakuzanu przeciwko Kise, Aomine, Midorimie i Murasakibarze był prawdopodobnie jednym z najbardziej pamiętnych pojedynków sezonu i postawił słowo „koszykówka" na zupełnie innym poziomie. Położył również koniec zwycięstwom byłej drużyny Teikou, chociaż wynik meczu pozostał nieznany do samego końca. Niekoronowani Królowie walczyli z Pokoleniem Cudów na równym poziomie. Jednakże obecność Akashiego w drużynie Rakuzanu była czynnikiem decydującym o zwycięstwie.
Mimo że nie był to oficjalny mecz, podekscytowanie wśród widowni mogło z łatwością rywalizować z tym podczas finałów Pucharu Zimowego. Pod koniec meczu rozległa się seria radosnych okrzyków dla każdej drużyny.
- To dopiero była ostateczna rozgrywka – powiedział z podziwem Takao.
- O tak. Cieszę się, że byłem na ławce, a nie na boisku – przytaknął Miyaji.
- Szkoda, że mój Shin-chan nie mógł nic zrobić przeciwko Akashiemu.
Pozostali zawodnicy Shutoku spojrzeli się na niego, chociaż bez większego zaskoczenia w oczach.
- Co? – Takao uniósł brew.
- Twój Shin-chan – powtórzył dosadnie Ootsubo.
- Ups. Powiedziałem tak? – Rozgrywający uśmiechnął się niewinnie.
- Nie „upsuj" nam tu – burknął Miyaji. – Poza tym i tak już o was wiemy.
- Tak, domyśliłem się. Podobało wam się szpiegowanie nas dzisiaj rano? – zapytał Takao z figlarnym uśmieszkiem na ustach.
- C—Tch, ty i to twoje cholerne Jastrzębie Oko. Tak czy inaczej, czy nie powinieneś zająć się swoim Midorimą przed kolejnym meczem? Jestem pewny, że umiera z pragnienia – zadrwił Miyaji, ale Takao pokiwał głową:
- Masz rację! Shin-chaaan! – zawołał, chwytając butelkę oraz ręcznik Midorimy i rzucając mu je. Zielonowłosy nastolatek posłał mu wściekłe spojrzenie, ale i tak złapał butelkę.
- Przez sekundę myślałem, że pobiegniesz do niego i dasz mu swoją własną butelkę i ręcznik – powiedział Kimura.
- Hm? Nie, Shin-chan by mnie zabił, gdybym tak zrobił. Poza tym powiedział, że lubi moje podania.
- Nieważne… O, Seirin wchodzi na boisko – powiedział Miyaji z dużo większym zainteresowaniem.
- Nie wiem czy powinienem im współczuć czy nie – oznajmił Imayoshi z typowym dla siebie podstępnym uśmieszkiem.
- Udało im się pokonać każdego z asów z osobna, ale stawienie czoła wszystkim pięciu za jednym razem jest pewnie trochę zbyt dużym wzywaniem, nawet jeśli są zmęczeni po swoich poprzednich meczach – dodał Susa.
- Nie zapominaj, że Seirin ma talent do wyciągania swoich asów, kiedy najmniej się tego spodziewasz – powiedział Himuro, który siedział obok nich. – Zwłaszcza, jeśli chodzi o Taigę i Tetsuyę.
- Ta para jest najbardziej denerwującą rzeczą na boisku – zgodził się Imayoshi.
Usłyszeli gwizdek i wszyscy spojrzeli na boisko z wyraźnym oczekiwaniem na ostatni mecz tego dnia – i obozu. Jednakże po pierwszych dwóch minutach widownia była rozczarowana i rozległy się pomruki niezadowolenia:
- Co jest dziś do cholery nie tak z 10 i 11? Są totalnie niezsynchronizowani. – Kasamatsu ściągnął brwi. – Zwłaszcza Kagami. Czuję się prawie tak, jakbym oglądał grę amatorów.
- Może to presja mierzenia się z Pokoleniem Cudów? – zasugerował Moriyama.
- Jeśli już, to ten facet najprawdopodobniej byłby podekscytowany. Widzisz? Nawet ich trenerka wygląda na niezadowoloną.
Riko faktycznie przygryzała kciuka z dość ponurym wyrazem twarzy. Reakcje na boisku były podobne. Po odebraniu piłki Kagamiemu i wrzuceniu jej do kosza po uprzednim ominięciu obrony Kiyoshiego, Aomine zwrócił się z wściekłością do silnego skrzydłowego:
- Co ty kurwa robisz? Nie przyszedłem tutaj, żeby oglądać taką gównianą grę! – warknął.
- Aominecchi, uspokój się! Kagamicchi pewnie po prostu źle się dzisiaj czuje. – Kise próbował ostudzić temperament swojego partnera.
- Czuję się doskonale – zaprotestował Kagami, po czym otrzymał cios w głowę od Hyuugi.
- Oczywiście, że nie – powiedział kapitan Seirin. – Weź się w garść.
Mecz toczył się dalej z poirytowanym Kagamim i jeszcze bardziej poirytowanym Aomine.
- Wkurzają mnie – powiedział ten drugi, wracając na swoją pozycję. – A ja myślałem, że będę czerpał z tego przyjemność.
- Wkurzają? – Kise uniósł brew.
- Tetsu też dziwnie się zachowuje. Nie wykonał ani jednego podania do Kagamiego.
- To prawda. Więc nadal nie rozwiązali swoich problemów.
- Skupcie się na grze – rozkazał Akashi, podając piłkę blondynowi.
Ponownie zdobyli punkt bez większych problemów, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Aomine.
- Hm, poprosili o przerwę – zauważył Midorima.
- Najwyższy czas. Przydałby mi się krótki odpoczynek – przytaknął z aprobatą Kise.
- Nudzi mi sięęęę – poskarżył się Murasakibara. – Aka-chin, mogę się wycofać?
- Nie pozwolę na takie zachowanie, Atsushi – odpowiedział Akashi.
- Ale zawodnicy Seirin grają tak beznadziejnie. – Fioletowowłosy nastolatek wydął wargi.
- Nawet pomimo tego skończymy tę grę i wygramy.
W międzyczasie w pobliżu ławki trenera, Riko stukała stopą o podłogę, opierając pięści na biodrach.
- Kagami, Kuroko. Nie obchodzi mnie co się między wami wydarzyło. Na tę chwilę zasady są proste: albo weźmiecie tę grę na poważnie, albo po powrocie do Tokio przez miesiąc potroję wasze treningi – oświadczyła.
- Ale ja biorę ten mecz na poważnie! – odparował Kagami.
- Ja tak samo – powiedział spokojnie Kuroko.
- Gdyby naprawdę tak było, wynik wyglądałby inaczej. – Riko wskazała na tablicę, na której widniało dumnie „21-6".
- Ludzie, zostaniemy tu rozbici na drobne atomy – westchnął Izuki.
- C-Cóż, są silni. Nie możemy nic na to poradzić – wymamrotał Kagami. Na te słowa dziewczyna klasnęła w dłonie.
- No dobrze! – powiedziała z szerokim uśmiechem, który zapowiadał jedynie ból. – Tak jak powiedziałam, nie wiem co się z tobą stało i nie obchodzi mnie to. Ale jeśli nie zmienisz się z powrotem w dawnego Kagamiego, którego wszyscy znamy i kochamy, przez trzy miesiące będziesz zajmował się Numerem 2. Och, i Kuroko, upewnię się również, że przez trzy miesiące nie dostaniesz pojedynczej kropelki waniliowego shake'a – zakończyła wesoło, co stanowiło zabawny kontrast z wyrazem czystego przerażenia na twarzy Kagamiego. Mina Kuroko nie uległa zmianie, ale wyszkolone oczy zauważyłyby słabe drgnięcie jego palców, co w jego własnym języku oznaczało, że sytuacja była bliska katastrofalnej.
Chłopcy spojrzeli na siebie, po czym przełknęli ślinę i zgodnie skinęli głowami. Mecz toczył się dalej.
- Jesteś pewna, że taka groźba wystarczy? – zapytała z powątpiewaniem Masako.
- Tak, nie martw się – odpowiedziała z przekonaniem Riko. W tym samym momencie Kuroko wykonał Ignite Pass do Kagamiego, który z zapałem wrzucił piłkę do kosza.
- N-Niesamowite… - Przy twarzy trenerki Yosen pojawiła się kropelka.
- Córka Tory jest jeszcze bardziej przerażająca niż on – powiedział Nakatani, kręcąc głową. – Zna słabe punkty każdego ze swoich zawodników.
Od tej pory mecz pokazał całkowitą regenerację Seirin, napędzaną strachem przed psami i brakiem waniliowych shake'ów. Zgodnie z oczekiwaniami wykorzystali zmęczenie swoich przeciwników, przyjmując jeszcze bardziej ofensywny styl gry niż zazwyczaj. Kagami pierwszy wszedł w Zone, pozwalając swojej drużynie zmniejszyć nieco różnicę punktów. Jednak zbyt pobudzony powrotem drużyny Aomine nie czekał ani sekundy dłużej, żeby podążyć za Kagamim i również wejść w Zone. Kagami miał wyraźną przewagę, ponieważ nie miał za sobą pięciu meczy, a reszta drużyny nabierała rozpędu. Różnica w punktach powoli, lecz stopniowo się zmniejszała, chociaż wymagało to od wszystkich zawodników Seirin niezwykłej uwagi, by nie popełnić żadnych błędów i po zaledwie dziesięciu minutach gry wyglądali oni na równie wyczerpanych co ich przeciwnicy.
Mecz toczył się dalej, a wynik wciąż nie był przesądzony, aż do dwóch minut przed końcem. W tym momencie Akashi oświadczył.
- Nadszedł czas na zakończenie.
To, co stało się później było czymś, czego nikt nigdy nie zapomni: cała drużyna Akashiego weszła w Zone. Na widowni, a nawet wśród trenerów, rozległy się okrzyki zachwytu i zaskoczenia. Presja wywierana na zawodnikach stojących na boisku wzrosła dziesięciokrotnie. Gracze Seirin nie mogli ruszyć palcami bez względu na to jak bardzo tego chcieli, zastygając w bezruchu przez przytłaczającą aurę czystej siły, którą emanowali ich przeciwnicy. W tych okolicznościach każdy pewnie by się poddał, ale dla Kagamiego było to ekscytujące.
Dano mu szansę zagrać przeciwko najsilniejszym graczom tej generacji. Przeciwko Pokoleniu Cudów. Jak również z jednym z nich u swojego boku. Kuroko był częścią Pokolenia Cudów, ale wybrał Seirin. Grał po stronie Kagamiego. Nie Akashiego, czy Aomine, czy Kise, czy Midorimy, czy Murasakibary. I to sprawiało, że wszystko było jeszcze bardziej ekscytujące. Otrzymywanie podań od Kuroko, zdobywanie punktów, wspieranie swoich kolegów z drużyny i bycie wspieranym przez nich po prostu go uszczęśliwiało, nawet jeśli wiedział, że dzisiaj zwycięstwo nie będzie ich.
Mecz zakończył się przegraną Seirin, ale Kagamiego to nie obchodziło. To był jeden z najbardziej niesamowitych meczy, w jakich grał. Runął na ziemię, dysząc i pocąc się jak szalony, a mimo to się uśmiechał.
Ktoś wyciągnął do niego rękę. Na początku myślał, że to Kuroko, ale uświadomił sobie, że sylwetka była zbyt duża.
- Rusz dupę, Bakagami – powiedział arogancki głos Aomine.
Kagami strząsnął pot ze swoich powiek i chwycił wyciągniętą dłoń, będąc irracjonalnie szczęśliwym, mimo że właśnie przegrał mecz.
- Zamknij się, Ahomine – powiedział, wstając.
- Tylko idiota potrafi nadal uśmiechać się po przegranej – zadrwił as Touou, zanim dodał: - Ale udało ci się przynajmniej trochę mnie rozerwać.
- Aominecchi, w ogóle nie jesteś szczery! – wtrącił się Kise z szerokim uśmiechem na twarzy. – Świetnie się bawiłeś!
- Zamknij się! – warknął poirytowany Aomine, ale to sprawiło tylko, że blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Tch, chodź ustawić się w szeregu – wymamrotał Aomine.
Poranek został zakończony kilkoma słowami każdego z trenerów skierowanymi do poszczególnych drużyn, zanim zawodnikom pozwolono udać się na zasłużoną przerwę na lunch. Nie trzeba dodawać, że rozmowy wokół stołu skupiały się głównie wokół meczu, a szczególnie wokół ostatniego z nich.
- W pewnym momencie bałem się, że Seirin zostanie kompletnie zmiażdżone – powiedział Fukui.
- Ale szybko stanęli na nogi – odparł Okamura. – Dzięki ich strasznej trenerce. Cholera, nie jestem pewny, która jest straszniejsza: ich czy nasza?
- Uważaj, żeby Masako cię nie usłyszała – zachichotał Himuro.
- Ale cieszę się, że obóz wkrótce się kończy. Było fajnie, ale przydałyby mi się teraz prawdziwe wakacje – kontynuował Fukui.
- Została nam jeszcze gra w chowanego, prawda?
- No, a ja słyszałem jak trenerka powiedziała, że dzisiaj będziemy biec tylko pięć kilometrów, jeśli nie uda nam się znaleźć Kuroko. Pewnie postanowili okazać nam litość ostatniego dnia – powiedział Okamura. – Cholera, chciałbym chociaż raz złapać tego kolesia, ale jego misdirection jest takim utrapieniem. Himuro, jak udało ci się go znaleźć?
- Chyba miałem szczęście – odparł rzucający obrońca.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam, naprawdę nie mam dla was żadnych wskazówek – powiedział przepraszająco Himuro.
Następnie spojrzał na drugą stronę stołu, gdzie siedziała drużyna Seirin. Westchnął, gdy zauważył, że Kagami i Kuroko siedzieli po przeciwnych końcach stołu, zamiast jak zwykle obok siebie.
Wyglądało na to, że po stronie Seirin nikt nie zauważył średniego apetytu Kagamiego, ponieważ wszyscy byli zbyt zajęci rozmowami o wszystkim i o niczym. Czerwonowłosy wierzył, że ostatni mecz pozwoli mu naprawić wzajemne relacje z Kuroko, ale obecne zachowanie chłopaka udowodniło, że się mylił. Kiedy mecz się skończył, Kuroko znów zaczął go ignorować. Naprawdę musiał z nim porozmawiać.
- Tetsuya, muszę z tobą porozmawiać.
Niebieskowłosy chłopak rozgrzewał się przed grą w chowanego razem ze swoimi kolegami z drużyny.
- Himuro-san, czy możemy zrobić to później? Niedługo zacznie się gra – odpowiedział.
- To nie zajmie długo.
- No dobrze. Słucham.
- Chodźmy kawałek dalej – powiedział Himuro, zanim odwrócił się do pozostałych członków drużyny Seirin z uśmiechem na ustach: - Przepraszam, pożyczam na chwilę Tetsuyę.
Kiedy obaj nastolatkowie odeszli, Hyuuga ściągnął brwi.
- Co to do cholery było? Kagami, wiesz? – Ale czerwonowłosy pokręcił głową, wyglądając na tak samo zmieszanego jak on. Czego Tatsuya chciał od Kuroko?
Nie dotknięty tymi pytaniami Kuroko wpatrywał się w Himuro.
- Tetsuya, może się mylę, ale wydaje mi się, że wyczuwam napiętą atmosferę między tobą i Taigą.
- …
- Nie będę dociekał co się stało, ale znając Taigę, pewnie obraził cię czymś i nawet o tym nie wie.
Tego się można było spodziewać po kimś, kogo Kagami nazywał bratem, pomyślał Kuroko.
- Wiem, że to nie jest żadna wymówka, ale to ty jesteś tutaj bardziej dojrzały – mówił dalej Himuro. – Wierzę, że wciąż pamiętasz to, co powiedziałem ci tamtej nocy? O zrobieniu pierwszego kroku?
- Pamiętam – przytaknął Kuroko. – Ale Kagami-kun jest czasami taki ciemny, że to dość irytujące.
- Wiem co masz na myśli – zachichotał rzucający obrońca Yosen. – Ale to tylko kolejny powód do tego, żebyś był z nim szczery.
- Dlaczego tak bardzo się tym przejmujesz?
- Nie lubię oglądać Taigi w takim stanie. W końcu jest moim młodszym bratem.
- Winisz za to mnie?
Himuro zaśmiał się krótko, po czym pokręcił głową. – Nie. Prawdę mówiąc, wręcz przeciwnie. Proszę cię, żebyś uregulował z nim tę sprawę.
- …Rozumiem.
- Dziękuję. Wracamy do pozostałych?
Tak zrobili, a po powrocie Kuroko odmówił wyjawienia swoim kolegom z drużyny o czym rozmawiał z Himuro.
Kilka minut później zaczęła się gra. Kuroko zniknął w lesie pierwszy, zostawiając za sobą bardzo zestresowanego Kagamiego. Musiał go znaleźć. Koniecznie musiał go znaleźć, w ten czy w inny sposób. Gdy tylko usłyszał drugi gwizdek, pobiegł przed siebie, zaskakując całą resztę.
- To właśnie znaczy być podjaranym – skomentował Moriyama.
- Ten idiota – mruknął Aomine. – No dalej, chodźmy za Kagamim – powiedział do Kise.
- Huh? Dlaczego?
- Zaczyna mnie poważnie wkurzać.
- Huh?
- Po prostu chodź albo zostawię cię z tyłu.
As Kaijou wydął wargi, lecz mimo to podążył za Aomine. Jak można się było spodziewać, Kagami wyprzedził już główną grupę biegaczy. Dogonili go szybko.
- Dlaczego do cholery za mną biegniecie? – warknął na osoby za nim, a mianowicie na Aomine i Kise.
- Nasza wczorajsza rozmowa – odparł silny skrzydłowy Touou.
- O czym?
- O Tetsu.
Kagami zmarszczył brwi. – Jesteś uparty.
- Nie byłbym, gdybyś załatwił to tak, jak ci kazałem. Tetsu nie jest typem osoby, która łatwo się denerwuje albo denerwuje się na długo. Więc jeśli nie rozmawiał z tobą od wczoraj, to najprawdopodobniej dlatego, że zrobiłeś coś poważnego – powiedział Aomine.
- I dlatego, że nie przeprosiłeś go odpowiednio – dodał Kise.
- Ale ja nawet nie wiem za co mam go przeprosić – powiedział ponuro Kagami.
- Naprawdę nie wiesz? Spróbuj przypomnieć sobie ostatnią rzecz, jaką zrobiłeś, zanim zaczął się dąsać – zaproponował Kise.
- Ostatnią rzecz, jaką zrobiłem… Jezu, jak do cholery mam to sobie przypomnieć?
- To było wczoraj rano, idioto. No chyba że jesteś złotą rybką bez wspomnień? – prychnął Aomine, a zawodnikowi Seirin wyskoczyła na czole żyła.
- Zamknij się! Robię, co mogę – warknął wkurzony. Nie mógł się nawet skupić na szukaniu Kuroko, kiedy ci dwaj przyczepili się do niego i go napastowali. Ale Aomine miał rację. Kuroko nie chował urazy tak długo. – Ostatni raz rozmawialiśmy zaraz przed jego meczem – powiedział powoli.
- O czym rozmawialiście? – zapytał Kise.
- Cóż, oglądaliśmy mecz Aomine, więc komentowałem grę – odpowiedział wymijająco Kagami. Nie było mowy, żeby przyznał się do tego, że komplementował asa Touou. – No i, uh… rozmawialiśmy o koszykówce.
- Cóż za niespodzianka – prychnął Aomine, ale Kagami zignorował go i mówił dalej:
- I wtedy Takao coś powiedział, i pokłócił się z Midorimą, i właśnie wtedy Kuroko zaczął dziwnie się zachowywać. Ale nie mogłem go wtedy o to zapytać, bo zaczynał się jego mecz.
- Co powiedzieli Takao i Midorimacchi? – dociekał Kise. Kagami zastanawiał się przez sekundę, po czym jego twarzy pojaśniała na chwilę tylko po to, by po chwili znów powrócić do swojego ponurego wyrazu. Westchnął głośno.
- Streszczaj się, nie mamy na to całego dnia – ponaglił go Aomine.
- Wiem! Po prostu właśnie przypomniałem sobie co powiedział Takao.
- No i? – zapytali jednocześnie Aomine i Kise.
Odpowiedź, jaką otrzymali od Kagamiego była niezrozumiałym mamrotaniem. Jeszcze bardziej nieoczekiwane było to, że policzki chłopaka zrobiły się czerwieńsze i zdecydowanie nie było to spowodowane wysiłkiem fizycznym. Aomine uśmiechnął się złośliwie:
- Hm? Co to było? Obawiam się, że nie dosłyszałem – powiedział.
- Powiedziałem, że Takao zapytał czy Kuroko i ja spotykamy się ze sobą! Cholera, jakby takie coś było możliwe – powiedział sucho Kagami, uważnie unikając wzroku pozostałej dwójki. Mógł wyobrazić sobie ich miny. Spodziewał się, że obaj – a zwłaszcza Aomine – wybuchną śmiechem i zaczną sobie z niego żartować. Dlatego też został całkowicie zaskoczony, kiedy silny skrzydłowy Touou powiedział tylko:
- No i?
- N-No i co? – zapytał Kagami, nieco zmieszany.
- Co odpowiedziałeś? – ponaglił go Aomine z wyraźnym zniecierpliwieniem w głosie.
- Cóż, oczywiście powiedziałem, że to obrzydliwe! To znaczy, co innego miałem powiedzieć?
- Iiiiii zagadka rozwiązana – oświadczył dramatycznie Kise.
- C-Co masz na myśli? – spytał Kagami, na co Aomine westchnął z rozdrażnieniem. Niebieskowłosy stanął przed Kagamim, opierając pięści na biodrach. Kise zrobił to samo, przez co czerwonowłosy spojrzał na nich z niepokojem.
- Poważnie nie rozumiem co Tetsu w tobie widzi – oświadczył Aomine.
- Kagamicchi jest jeszcze bardziej ciemny niż Aominecchi – zażartował Kise, za co wymieniony wcześniej Aominecchi spiorunował go wzrokiem. – A tak na poważnie, naprawdę musisz szybko przeprosić Kurokocchiego.
- Cóż, właśnie zamierzałem to zrobić. Ale nie wiem co jeszcze powinienem mu powiedzieć. – Kagami skrzyżował ramiona.
- Więc może użyj swojego mózgu – powiedział sucho Aomine. – Jak byś zareagował, gdyby Tetsu powiedział, że przebywanie z tobą jest obrzydliwe?
- Ja— Kagami urwał, ogarnięty nagłą niepewnością. Jak on by na to zareagował? Jeszcze niecałą minutę temu uznałby odpowiedź Kuroko za normalną, ale teraz, kiedy to pytanie zostało skierowane do niego, już nie był tego taki pewny.
- No więc? – ponaglił go Aomine.
- C-Cóż, jeśli tak by to ująć, to przypuszczam, że byłoby mi chyba… przykro – wymamrotał Kagami, drapiąc się po głowie.
- No co ty nie powiesz, Sherlocku.
- Ale ja nie mam nic przeciwko przebywaniu z Kuroko jako jego przyjaciel! Powiedziałem, że to obrzydliwe, bo Takao założył, że s-spotykamy się ze sobą – wyjąkał as Seirin, czując, że z jakiegoś powodu pieką go policzki.
Na te słowa na czole Aomine wyskoczyła żyła i chłopak zacisnął pięści.
- Kise, trzymaj mnie, bo mu wpierdolę – powiedział, drgając.
- A-Aominecchi! Uspokój się! – blondyn prędko chwycił Aomine za rękę. Następnie zwrócił się do Kagamiego ze ściągniętymi brwiami: - Kagamicchi, naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, że Kurokocchi nie chce już z tobą rozmawiać dokładnie dlatego, że mówisz takie rzeczy?
Kagami spojrzał na niego z czystym zmieszaniem, na co zawodnik Kaijou westchnął głośno:
- Ja też zaczynam się zastanawiać dlaczego Kurokocchi wybrał akurat ciebie.
- Bakagami – rzucił sucho Aomine. – Powiedz mi dlaczego spotykanie się z Tetsu byłoby obrzydliwe.
- C-Cóż, oczywiście, on jest facetem! – wypalił Kagami.
- No i?
- No i… - Kagami zamilkł, kiedy przed oczami mignęło mu bardzo obrazowe wspomnienie sceny spod prysznica, dotyczącej dwójki nastolatków stojącej przed nim. Od tamtego momentu jego mózg usiłował połączyć ze sobą różne części jego umysłu, by dojść do bardzo ważnego wniosku, który sugerował – między innymi – że dwóch facetów spotykających się ze sobą nie było szczególnie szokującym faktem. Nie żeby już o tym nie wiedział – nie był aż taki głupi – ale nigdy nie przyszło mu przez myśl, że sam może znaleźć się w takiej sytuacji.
Najpierw byli Aomine i Kise. Na początku ich związek kompletnie go zaskoczył, ale teraz, kiedy tak o tym myślał, nie było tu nic szczególnie zaskakującego. Można było nawet powiedzieć, że ci dwaj całkiem do siebie pasowali. Kagami poczuł jak krew znowu napływa mu do policzków, gdy desperacko próbował pozbyć się obrazu Kise przyszpilonego do ściany i Aomine robiącego mu różne rzeczy.
A potem był Kuroko.
Kuroko był jego przyjacielem, prawda? Jego kolegą z klasy, kolegą z drużyny, niemniej jednak przyjacielem. Raczej bliskim przyjacielem? Do Kagamiego nigdy nie doszło, że mogli być czymś więcej. Nawet teraz nie był jeszcze do końca gotowy, by dojść do nieuchronnego wniosku. W każdym razie był coraz bardziej pewny tego, że skrzywdził Kuroko bardziej niż myślał.
- …Jezu, naprawdę nawaliłem, nie? – powiedział tylko, opuszczając ramiona.
- W końcu zdałeś sobie z tego sprawę – prychnął Aomine.
- Teraz już wiesz co musisz zrobić – uśmiechnął się Kise, klepiąc Kagamiego ze współczuciem. – Znajdź Kurokocchiego i wykorzystaj tę noc, żeby się z nim pogodzić! Och, i jeśli będziesz potrzebował jakichś rad, zawsze możesz zwrócić się do nas! – dodał, mrugając.
- Uh, jasne, ale nie ujmuj tego w taki dwuznaczny sposób, to— zaczął Kagami, zanim przygryzł wargę. – Przepraszam. Dzięki za pomoc. Ale nawet nie wiem gdzie zacząć swoje poszukiwania – westchnął.
- Tch, Kagami, którego znam nie jest taką niezdecydowaną ciotą – zadrwił Aomine, na co drugi nastolatek wybuchnął.
- Nie nazywaj mnie ciotą! – warknął. – I to przez ciebie tracę tutaj czas!
- I nie jest takim niewdzięcznym draniem. – Silny skrzydłowy Touou wzruszył ramionami.
- Może damy już sobie spokój? – interweniował Kise, zanim Kagami zdążył coś odpowiedzieć. – Być może możemy pomóc ci znaleźć Kurokocchiego?
- Dlaczego kurwa powinniśmy mu pomagać? – burknął Aomine.
- Nie potrzebuję twojej pomocy – odparował Kagami. – Muszę znaleźć go sam, bo inaczej to będzie pozbawione sensu. Poza tym nie chcę być ci winny już nic więcej.
- W takim razie chyba już sobie pójdziemy – powiedział Kise. – Prawdę mówiąc, ja też chcę znaleźć Kurokocchiego! Aominecchi, znajdźmy go razem!
- Hah? Nie chce mi się. Za dużo roboty – powiedział niebieskowłosy, przeciągając samogłoski.
- No weź, to ostatni dzień! No i nie chcę biegać! – Blondyn uczepił się ramienia Aomine, robiąc szczenięce oczka.
- Więc sam go sobie znajdź – odpowiedział zirytowany Aomine, próbując strząsnąć z siebie Kise.
- To okrutneee! Prawda, Kagamicchi? – Kise odwrócił się do czerwonowłosego, ale chłopak stał nieruchomo z zamkniętymi oczami i czystym skupieniem na twarzy. – Kagamicchi?
Gdy otworzył oczy, błysnęło w nich znajome światło, które sprawiło, że zapłonęły ognistą czerwienią. Kiedy otworzył usta, jego głos był śmiertelnie poważny:
- Przykro mi, nie pozwolę go znaleźć nikomu innemu.
Po tych słowach pobiegł do przodu, nie oglądając się za siebie. Aomine skrzyżował ramiona, a jego usta wykrzywiły się lekko w czymś, co mogło być uśmiechem.
- Tch, nie mogę uwierzyć, że naprawdę wszedł w Zone.
- Musi naprawdę chcieć znaleźć Kurokocchiego – skomentował rozbawiony Kise. – Ale czy to zadziała?
- Nie mam pojęcia. – Aomine wzruszył ramionami. – Ale znając tego faceta, jakoś tego dokona. Kiedy wejdziesz w Zone, jesteś maksymalnie skoncentrowany. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Kagami pokonał tym misdirection Tetsu.
- Nie chcesz spróbować?
- Ile razy mam ci powtarzać, że to zbyt dużo roboty? – odparł z irytacją siny skrzydłowy. – Poza tym wchodzenie w Zone jest cholernie wyczerpujące, wiesz?
- Nie jesteś zabawny. – Kise wydął wargi. – Cóż, w takim razie sam pójdę poszukać Kurokocchiego – dodał, ale kiedy odwrócił się, żeby odejść, Aomine złapał go w pasie i przyciągnął z powrotem do siebie.
- Nie sądzę – odparł, przysuwając usta do ucha Kise. As Kaijou zadrżał pod wpływem tego nielegalnie uwodzicielskiego tonu, nawet nie próbując się opierać, kiedy Aomine zaczął przygryzać delikatnie skórę na jego szyi. Tłumaczył sobie, że w końcu żaden rozsądny człowiek nie potrafiłby porządnie oprzeć się Aomine. To było jasne jak słońce.
- P-Przynajmniej pójdźmy gdzieś indziej – wyjąkał. – Stoimy na-ah- środku-ngh- drogi.
- Hmm – odparł niejasno drugi chłopak.
To był kolejny piękny dzień.
