Cisza pomiędzy tą dwójka była raczej niepokojąca. W końcu Gryfon zebrał całą swoją odwagę i powiedział:

- Więc, Draco, mam nadzieję, że twoje wakacje były w porządku.

Draco parsknął.

- A jakie inne mogły by być dla Malfoyów? – powiedział ze sztuczną arogancją. Obaj zaczęli śmiać się bez powodu. – Okej – powiedział w końcu poważnie Draco, kładąc dłonie na stole. – Panie Potter, wierzę, że powinniśmy kontynuować naszą wycieczkę po sklepach.

Harry również spoważniał.

- Panie Malfoy, nie mógłby pan mieć więcej racji – Wstał. – Powinniśmy wyjść?

- Cóż za wspaniała idea, Panie Potter.

- Cóż, dziękuję Panie SluthDragon.

Cisza.

Cisza.

Cisza.

- Czekaj. CO?! Śmiesz nazywać mnie… ja zaraz… ja… zabiję cię Emy! Nikt, nikt nie nazwie wielkiego SlythDragona - SluthDragon! Jak śmiesz!

Harry wybuchnął śmiechem i wybiegł z lodziarni z Draco depczącym mu po piętach. Po pościgu po Pokątnej i wielu potępiających spojrzeniach kobiet, zatrzymali się dysząc.

- Okej, co jest pierwsze na liście? – zapytał Harry, wciąż nie mogąc złapać oddechu.

- Składniki eliksirów – powiedział Draco.

- Do Apteki! – powiedział Harry i ruszyli, omijając ludzi jakby to były tłuczki.

Harry prawie wpadł na kogoś, kiedy otwierał drzwi. Jego uśmiech zamarł na widok onyksowych oczu, haczykowatego nosa i tłustych włosów.

- Pan Potter – powiedział mężczyzna kojarzący się Harremu z panterą czająca się na swoją ofiarę. I wtedy wbiegł Draco z zadyszką.

- Przepraszam, Em, prawie cię dopadłem, a potem moje szaty utknęły i wiesz, nie mogłem się wyrwać, więc one – zamarł w połowie zdania widząc swojego ojca chrzestnego.

- Znaczy… Potter, ty bliznowaty… kompletny idioto, nie widzisz gdzie łazisz… ech… nie powinieneś nawet istnieć.

- Ech… no… Dr- Malfoy, ty mała łajzo… ślizgońska świnio.

Draco spojrzał na niego ostro.

- Co ty mały griffindupku?!

- Smocze gówno!

- Stuknięty![1]

- Oslizgły wąż!

- Tłusty lew!

- SluthDragon!

- …

Harry uśmiechnął się złośliwie nad swoim zwycięstwem.

- Ha! Żryj to! – powiedział.

- Dostanę cię! – powiedział tajemniczo Draco

- Och, Czyżby? Jak? – powiedział Harry głosem "chodź i spróbuj".

- Cóż, może zacznę od powiedzenia Profesorowi Snape'owi, o tamtym w pociągu. Pamiętasz co się stało z mydłem?

- Nawet się nie waż!

- To patrz!

- DOŚĆ! – krzyknął Snape aż Harry i Draco podskoczyli. Zapomnieli, że mężczyzna wciąż tam stał. – Potter, czemu nie jesteś z rodziną? I Draco, co ty wyprawiasz będąc do niego przyjacielskim?

Żaden z nich nie odpowiedział przez chwilę. Potem Harry spojrzał na Draco i kiwnął głową. Spojrzał zimno na Snape'a.

- Dlaczego dwoje przyjaciół nie może spędzać ze sobą czasu? – spytał Harry.

Snape uniósł brwi.

- Wy? Przyjaciółmi? Nie kłam Potter. Dzień w którym będziesz choćby cywilizowany, będzie dniem w którym umrze Dumbledore, Hogwart rozpadnie się w ruinę, a Longbottom zetnie jednego z pomocników Czarnego Pana.

Harry prychnął.

- Bardzo zabawne profesorze. Ale powinniśmy już iść.

Po tym chłopcy odeszli. Severus obserwował ich z uśmieszkiem. Spodobało mu się to małe przedstawienie. Oczywiście wiedział doskonale , że ta dwójka jest przyjaciółmi, ale oni nie musieli wiedzieć, że on wie. Prawda?

Niestety wkrótce Draco musiał wracać, ale wcześniej Harry wtajemniczył go w całą sprawę Internetu w Hogwarcie.

##

Jeśli Draco myślał, że wcześniej miał przyjaciół. Był w błędzie. Czas spędzony z Harrym naprawdę to udowodnił. W każdym razie teraz był bardziej niż pewny, że ma przynajmniej jednego – Harrego.

Draco kopnął się mentalnie, gdy potknął się wychodząc z kominka, bo był zbyt zamyślony. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu gdy pokonywał drogę do swojego pokoju.

SlythDragon dołączył do czatu.

NevGryff: Tak, to byłoby wspaniale!

Mioneclaw: Hej SlythDragon!

NevGryff: Heja!

SlythDragon: Cześć wam!

Mioneclaw: Jak tam twój dzień z Emeraldem?

SlythDragon: Niezła zabawa.

NevGryff: Dzień z Emeraldem?

Mioneclaw: To dobrze.

SlythDragon: Tak, Nev. Byli my na Pokątnej.

SlythDragin: Byliśmy*

SlythDragon: I spotkamy się jeszcze za dwa dni.

##

Draco przefiukał się do Dziurawego Kotła, czując radość i podniecenie. Nie mógł nic na to poradzić, że poczuł ulgę, gdy jego matka wygrała sprzeczkę z ojcem, pozwalając mu spędzić czas na Pokątnej.

Jednak nie znali prawdziwych powodów. Jego matka podejrzewała, że znalazł dziewczynę, ale jego ojciec upierał się, że jego syn jest prawdopodobnie zajęty ważniejszymi sprawami. Na przykład próbuje zdobyć przewagę. Draco po prostu pozwolił im myśleć co chcieli, bezużytecznym było by próbować się z nimi kłócić.

Nagle Draco zamarł. Jasno niebieska szata i długa broda mogła należeć tylko do jednego czarodzieja – Dumbledore'a. Draco modlił się, że czarodziej wyjdzie zanim Harry zejdzie na dół ze swojego pokoju.

Ale było za późno. Harry właśnie wszedł ziewając, gdy Dumbledore obrócił się. Harry podszedł do Draco z uśmiechem.

- Hej, Dray – powiedział, zauważając dopiero panikę w oczach drugiego chłopaka.

- Emy! Uciekaj! – wyszeptał w panice. – Proszę.

Ale było za późno. On podszedł do Harrego.

- Harry, mój chłopcze – powiedział stary, prze-promienny czarodziej, uśmiechając się. Ale jego uśmiech nie docierał do oczu. – Chodźmy do pokoju, musimy porozmawiać – powiedział Dumbledore i zaczął odciągać Harrego. Jednak zanim zdążył zamknąć drzwi, Draco wślizgnął się do środka. Dumbledore nie zauważył go, póki się nie obrócił po zamknięciu drzwi.

- Pan Malfoy? Cudowny dzień, prawda?

Draco uniósł brwi i spojrzał na okno, za którym była burza.

- Tak – wycedził. – Po prostu wspaniały.

Harry został posadzony na krześle. Gdy Dumbledore próbował zając miejsce obok Harrego, Draco wyprzedził go, zmuszając do wyczarowania sobie krzesła. Dumbledore starał się ukryć swoją irytację.

- Panie Malfoy, wierzę, że mam pewne osobiste sprawy do omówienia z Harrym – powiedział Dumbledore.

- Wierzę, że nie ma nic co nie mogło by być powiedziane w mojej obecności.

- Mogę się z tym nie zgodzić, panie Malfoy – powiedział Dumbledore. – To są sprawy pomiędzy mną a Harrym.

- Harry jest moim przyjacielem i tak mi wszystko powie. Więc kwestia jest taka, że albo będą powiedziane przy mnie, albo powie mi je później. Ale skoro już tu jestem, wierzę, że możemy zacząć naszą dyskusję.

Dumbledore wyciągnął różdżkę.

- Przykro mi Harry, ale twoja przyjaźń z panem Malfoyem nie będzie niczym dobrym.

Draco wstał.

- Jak śmiesz starcze! – krzyknął Draco. Harry położył dłoń na jego ramieniu.

- Spokojnie Dray – powiedział cicho – Rozwiążemy to, prawda? Zawsze dajemy radę.

Draco przytaknął, ale gdy obaj spojrzeli na Dumbledore'a zabłysła jasne światło i obaj chłopcy poczuli jakby im ktoś wywrócił mózgi na lewą stronę. Dumbledore zauważył, że oczy ich obu zmieniły kolory, poświadczając, że czar zadziałał.

Malfoy rozejrzał się wkoło.

- Potter – powiedział z niesmakiem – Jak śmiesz być w tym samym pomieszczeniu co ja?

Draco wybiegł, zostawiając Harrego spoglądającego z obrzydzeniem.

Dumbledore uśmiechnął się. Wszystko było w porządku.


[1] Potty – wariacja na temat nazwiska Pottera. Tu przetłumaczyłam jako stuknięty. Występuje dość często w oryginalnym tekście, od tej pory będę używać wersji przetłumaczonej.

Notka tłumacza - przepraszam za przestój we wrzucaniu kolejnych rozdziałów, postaram się umieszczać je tu w miarę regularnie.