7.
Hermiona zesztywniała słysząc ten rozkaz. Będzie jej dotykał? O, Merlinie… I w dodatku tuż przed sobą miała Malfoya i jakiegoś innego Śmierciożercę, którzy uśmiechali się sadystycznie.
– No, no… Kto by pomyślał, że jednak masz takie profesorskie skłonności, Severusie? Gdybym wiedział, że bycie nauczycielem w szkole pełnej dorastających dziewcząt, jest takie ciekawe, to postarałbym się o znacznie lepsze wyniki w nauce.
– Lubię uczyć, Lucjuszu. Wszystkiego. I jestem dobrym nauczycielem, nieprawdaż, panno Granger?
Zmusiła się do w miarę szczerego uśmiechu i obróciła lekko w jego stronę.
– Oczywiście, panie profesorze. Mogę liczyć na dodatkowe… korepetycje? Albo szlaban? W lochu pełnym wiszących łańcuchów…
Uniósł brew w ten irytujący sposób i przyjrzał jej się z zaciekawieniem.
– No, proszę… Szkoda, że nie wiedziałem wcześniej, że masz takie upodobania. Ale nic straconego. Jutro wieczorem, w lochach, zapewnię ci wyjątkowo wyczerpujący szlaban. A teraz patrz przed siebie i nie waż się zamknąć oczu!
Skupiła się na swoich celach, którzy właśnie rozmawiali, podczas gdy ich zabawki ssały ich przyrodzenia. W ogóle nie zwracali na nie uwagi, jakby były… przedmiotami.
Jej biodra boleśnie wbijały się w kant stołu i delikatnie się poruszyła, by ustawić się nieco inaczej. Lewy łokieć oparty był pomiędzy kieliszkiem i tacą z jakimś ciastem, a prawy prawie wylądował w sałatce. Zadrżała lekko, gdy poczuła silne dłonie na łydkach. Każdy nerw na jej ciele przypomniał jej o swoim istnieniu. Przeszły ją ciarki, gdy długie palce powoli wsuwały się pod spódnicę i podciągały ją do góry. Okolice kolan, uda, wnętrze ud… Tu nie mogła powstrzymać cichego jęku i mogłaby przysiąc, że przez chwilę jego dłonie zesztywniały. Po chwili jednak kontynuował gładzenie jej ciała i zagryzła wargę czując jak jego palce delikatnie masują jej pośladki. Słodka Nimue… Wypięła się lekko chcąc poczuć więcej. Zamknęłaby oczy, by cieszyć się tym wrażeniem, ale jakiś cichy głosik kazał jej uparcie wpatrywać się przed siebie. Malfoy obserwował ją z wyraźnym głodem w oczach, po czym mruknął do Snape'a:
– Nie lubisz się dzielić z mężczyznami. A co powiesz na obserwowanie naszych dwóch zabawek razem, podczas gdy my się z nimi zabawiamy?
Rzuciła okiem na kobietę, ale skrzywiła się w myślach. Ona zbyt przypominała Bellatrix Lestrange. Nie, żeby kiedykolwiek chciała dotykać kobiety. Ten jeden raz z Ginny był całkowicie w celach naukowych i obie doszły do wniosku, że nie mają skłonności w tę stronę. Snape tymczasem ścisnął jej biodra i warknął tak jadowitym tonem, że Malfoy lekko się cofnął.
– Lepiej skup się na swojej partnerce. Ciekawe co powiedziałaby twoja kochana Narcyza, gdyby wiedziała, że kiedy jesteście razem w łóżku ty wyobrażasz sobie, że pieprzysz jej siostrzyczkę? Albo porozmawiam sobie z Rudolphusem. Może on zgodzi się na trójkącik?
Nie wiedziała, dlaczego Lucjusz nagle zrobił się biały, jak papier, a drugi Śmierciożerca rży jak koń i klepie blondynkę, która koło niego stała, po tyłku. Joel i Rosier wstali, złapali swoje zabawki za włosy i wyciągnęli je na dwór. Była pewna, że jej nauczyciel to zauważył, więc przez chwilę spojrzała na dziewczynę ubraną w skórzany gorset i w ostatniej chwili powstrzymała się od otwarcia szeroko ust ze zdumienia. Zabawka Śmierciożercy mogłaby być rodzoną siostrą Luny. Wydawała się być zachwycona mocnymi uderzeniami w pośladki. Mocne uderzenie w jej własne sprowadziło ją na ziemię.
– Czy ja ci nie mówiłem, że masz patrzeć prosto przed siebie? – syknął Snape, ciągnąc ją za włosy do pionu. Starała się udawać, że sprawia jej to przyjemność, ale najbardziej ze wszystkiego była wystraszona. Została rzucona brutalnie na podłogę i potraktowana kopniakiem, który – o ile wyglądał na mocny – był całkiem bezbolesny, ale odegrała scenkę bólu. Splunął, ale nie na nią.
– Kurewskie szlamy, nawet nie potrafią wykonywać poleceń!
Malfoy zaśmiał się i zwrócił do niej.
– Współczuję ci tego, co cię dzisiaj czeka. Severus ma… specyficzne wymagania.
W jego wzroku nie było nawet grama współczucia. Ten drugi sięgnął na stół po widelec i zaczął nim mocno jeździć po plecach blondynki, która mruczała jak kot. Hermiona podejrzewała, że dziewczyna dostała silny eliksir miłosny, bo nie zwracała uwagi na stróżki krwi płynące z ran robionych przez widelec. Robiąc to patrzył prosto w jej oczy i uśmiechał się paskudnie.
– I wyobraź sobie, mała dziewczynko, że to jest nic w porównaniu z tym, co nasz Snape robi swoim… kochankom. A ty jesteś znacznie niżej w hierarchii. Nie zdziwię się, jak jutro nie będziesz mogła chodzić. Albo jeśli zostaniemy zaproszeni na pogrzeb, choć Czarny Pan nie byłby z tego zadowolony, więc pewnie przeżyjesz. I to będzie dla ciebie znacznie gorsze.
Mistrz Eliksirów prychnął i kazał jej się podnieść. Od razu do niego przylgnęła i posłała mu spojrzenie pełne uwielbienia. Malfoy zadarł suknię ciemnowłosej kobiecie i teraz bezwstydnie wbijał się w nią, głośno przy tym dysząc. Była w takim stanie, że omal się nie roześmiała histerycznie. Przypomniała sobie, jak kilka dziewczyn w szkole zachwycało się ojcem Dracona mówiąc jaki to on jest zgrabny, śliczny i pewnie dobry w łóżku. Zastanowiła się, czy będzie mogła je rozczarować. Mężczyzna nie dość, że sapał jak lokomotywa, to w dodatku zaczął mieć orgazm, nim Hermiona zdążyła się zastanowić, czy nie lepiej będzie przenieść wzrok na Snape'a. Ciekawe czy jaki ojciec, taki syn… Rookwood przerwał jej myśli złośliwym głosem.
– Może lepiej wyjdźcie sobie na dwór. Twoja zabaweczka widząc naszego Lucjusza jest praktycznie zielona. – Spojrzał na blondyna, który zabawiał się właśnie wtykaniem różnych przedmiotów w pochwę kobiety. W tej chwili próbował zmieścić tam szklankę z tak kruchego szkła, że Hermiona poczuła, że jest jej niedobrze. – Zero finezji, chłopie. Absolutne zero.
– Ale jest zabawa. Podaj mi butelkę z winem. Tę z szerszą szyjką.
Na szczęście nie widziała dalszej „zabawy", bo Snape gwałtownie złapał ją za ramię i poprowadził na dwór, skąd miała idealny widok na „cele". I zrobiło jej się lekko niedobrze. Joel i Rosier wzajemnie drażnili swoje penisy, jednocześnie patrząc na dwie kobiety, które zajęły się sobą – zapewne na ich wyraźne życzenie. Snape zaszedł ją od tyłu i stał tak blisko, że czuła jego ciepło. Dłońmi sięgnął do jej piersi, ale nie dotknął ich, choć dla postronnego obserwatora mogłoby to tak wyglądać.
– I jak się bawisz? – mruknął prosto w jej ucho, czym spowodował u niej dreszcz. – Zimno?
– N-nie… Jest nieco spokojniej, niż sądziłam. Długo jeszcze?
– Przynajmniej ze dwie godziny. Musimy ich cały czas mieć na oku.
Gdyby naprawdę ją dotykał nie czułaby takiego napięcia, jak teraz. Niby blisko, ale daleko. Ruszyła się lekko i gdy otarła się o niego plecami i pupą, nie mogła powstrzymać cichego jęku. Snape zesztywniał i warknął:
– Coś cię boli?
