ROZDZIAŁ 7 „Rei wie"

Następnych tygodni nie chcę wspominać. Były trudne i bolesne. Musiałam pożegnać swe dotychczasowe życie, tak bardzo przeze mnie kochane. Konieczne było nawet rozstanie z moją kotką, Luną. Na szczęście Minako miała Kocurka, Artemisa i obiecała zająć się nią do czasu mojego powrotu. Nie było mi też łatwo wytłumaczyć, dlaczego nie będę druhną na ślubie Mamoru.
Na początku wymyśliliśmy wspólnie, że muszę wyjechać, a ta rola jest dla kogoś, kto przebywa tu, na miejscu. Przeszło dość gładko. Gorzej było z podaniem powodu - dlaczego nie pojawię się na ślubie. Suma suma rum, stanęło na wielkiej kłótni. Nie wiem czy ktoś w to uwierzył, ale póki, co nie mieli mojego adresu, więc siłą rzeczy nie mogli mnie ściągnąć.
Została mi jeszcze jedna kwestia. Nikomu nie powiedziałam, że mój wyjazd nie jest tylko tymczasowy.
Ale na to przez dłuższy czas nie mogłam znaleźć dobrej wymówki. W końcu okazało się, że nie muszę.
Pewnego wieczora siedziałam w hotelowej łazience i patrzyłam przed siebie.
Nie potrafiłam uwierzyć, że gdzieś w inaczej części kraju mój najlepszy przyjaciel właśnie brał ślub.
Uśmiechnęłam się do siebie. Po czym zaczęłam się śmiać tak mocno, aż z oczu popłynęły łzy, to natomiast przeistoczyło się w istny lament.
Podniosłam głowę i spojrzałam na dwa małe testy leżące przede mną.

Oba wskazywały ten sam wynik i mówiły, że moje życie miało się zmienić na zawsze.

4,5 miesiąca później

Usagi pov.
Siedziałam w swoim biurze. Miałam mnóstwo papierkowej roboty. W wkrótce oddawaliśmy naszą naj nowszą dziecinkę. Uśmiechnęłam się do siebie, w końcu to jak byłam jej głównym twórcą.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Spojrzałam na stół. Gdzieś pod tą stertą dokumentów leżała moja komórka. Zaczęłam jej szybko szukać, po chwili znalazłam. Kiedyj ednak zobaczyłam, kto dzwoni, zniknął cały mój entuzjazm. Po dłuższej chwili telefon przestał dzwonić. Przypatrywałam mu się przez chwilę.
Nagle znów zaczął sygnalizować połączenie. Trzymałam go przez chwilę w dłoni, po czym podniosłam klapkę.
- Moshi Moshi – przywitałam się grzecznie.
- Ohayo Usagi-no baka - usłyszałam bardzo poirytowany acz wesoły głos. Skrzywiłam się, unikałam rozmów z Rei. Znała mnie za dobrze.
- Rei-chan, co mogę dla ciebie zrobić?
- No nie wiem? Na przykład ruszyć swój tyłek do domu i wyjaśnić, co ci odbiło, nie wiem, może miałaś jakiś wypadek albo spadłaś ze schodów i się w głowę uderzyłaś? - zapytała ironicznie. Zagryzłam lekko dolną wargę. Wiedziałam, że rozmowa z Rei nie będzie tak łatwa jak z pozostałymi.
- Rei, nie wiem, o co ci chodzi. Mam pewne obligacje… - zaczęłam się tłumaczyć swoją standardową śpiewką.
- Sracje obligacje - przerwała mi. Okey, Rei była temperamentna. - Albo mi wyjaśnisz, czemu zniknęłaś, jakby cię kosmici porwali i ominęłaś ślub i ostrzegam przedstawisz dobre argumenty- wtrąciła, jakby wiedząc, co chce powiedzieć. Jak ona to robiła?-, Albo przysięgam zaciągam cię za te blond kłaki do domu.
- Rei, teraz nie mogę. Mam spotkanie - próbowałam skłamać. Ostatnio stałam się mistrzynią w tym fachu, choć tego nie znosiłam.

- Serio, a z kim? - usłyszałam nagle z drzwi. Zaskoczona spojrzałam w tamtą stronę. Stała tam kapłanka Shinto we własnej osobie, z komórką w ręce i miną 'no, więc'

- Rei? - wyszeptałam przerażona. Nie byłam na, to gotowa. Nie teraz. Nie mogę się stresować.
- No, więc? Jakie są te powody? I oby naprawdę były dobre, bo na pamięć po moim dziadku, zabiorę cię siłą - rzekła krzyżując dłonie.
Przez chwilę siedziałam z rozdziawioną buzią, potem parę razy ją otwierałam i zamykałam, aż w końcu spojrzałam na stół i podjęłam decyzję.
- Jest Rei-chan, tylko jak ci powiem… jak ci powiem, to będziesz zobligowana nosić go w sekrecie, chcesz tego? - spytałam, musiałam mieć pewność, choć i tak wiedziałam, że na nią mogę liczyć. Jednak teraz już nie chodziło tylko o mnie.
Moje słowa skonfundowały ją, jednak kiwnęła głową. Weszła całkowicie do biura i zamknęła za sobą drzwi. - Jestem twoją przyjaciółką - powiedziała jedynie.
Pokiwałam głową i powoli wstałam. Kiedy to uczyniłam oczy Rei zrobiły się okrągłe jak monety, a z ust wydobyło się westchnienie:

- OCH!

Rei stała chwilę w milczeniu, parę razy machała rękę jakby chciała coś pokazać. Domyślam się, że chodziło jej o mój brzuch, mój duży, ciężarny brzuch.
- Ty… - zaczęła, po czym zamilkła. Spojrzała na mnie i przyłożyła dłonie do skroni. Dałam jej chwilkę, by sama ułożyła tą układankę.
- Okey, jesteś w ciąży. Ale samo to nie byłoby argumentem, dla którego opuściłaś Tokyo - dedukowała. Pokręciłam głową. Nie dziwiła mnie jej reakcja. Ja sama czasami miałam wątpliwości.
- Zniknęłaś niedługo przed ślubem - Rei myślała na głos. Spojrzałam na podłogę. Wiedziałam, że jest bliska rozwiązania.
- Oni się pokłócili, Saori nam wtedy powiedziała - prawda zaczęła nadchodzić -Ty powiedziałaś, że nie wiedziałaś. To nie była prawda. Wiedziałaś, on musiał pójść do ciebie. Zawsze jak coś było nie tak, szedł z tym do Ciebie. -komentowała.
Przyznałam jej racje. Nagle Rei stanęła jak wryta, a potem zrobiła coś, co mnie zaskoczyło. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
- Och, Usagi-chan, tak mi przykro - powiedziała w moje włosy.
- Już jest w porządku - zapewniałam ją.
Rei puściła mnie z uścisku. - Chodźmy gdzieś ,musimy o tym pomówić. I nie mów, że masz pracę. - uprzedziła mnie. Zerknęłam tylko na biurko. Miałam pracę, naprawdę. Jednak czułam, że czas przerwać ten łańcuch kłamstw.
-

15 minut później siedziałyśmy w przyjemnej kafejce.

- Ale nadal nie rozumiem, czemu nikomu nie powiedziałaś? Przecież masz jeszcze nas? - wypytywała mnie moja czarnowłosa przyjaciółka.
- Moja mama wie - przyznałam się, czym ją zaskoczyłam. - Co prawda zmieniłam trochę fakty i powiedziałam, że kogoś tu poznałam, jest bajkowy i że jakoś tak wyszło i chcę tu zostać. A o pracy mówiłam poważnie. Naprawdę zaproponowali mi tu stanowisko.
- A Mamoru? Czy on…
Pokręciłam głową. I uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie.
- W dniu ich ślubu się dowiedziałam - wyznałam. Rei zrobiła zaskoczoną minę.
- Co proszę?
- No. Tragiczne, co? Dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka mężczyzny, którego kocham w dniu, w którym on poślubił inną - rzekłam głosem przepełnionym ironią. - Czasami zastanawiam się jak to możliwie? To był tylko jeden raz, to jak szansa, no nie wiem, jeden do tysiąca, miliona? No i akurat w ten cholerny dzień postanowiłam zrobić test. Jakby i tak mało było wtedy emocji -przyznałam.
- To nieprawdopodobne - wyszeptała jedynie.
- To już nie jest ważne. Najważniejsza jest teraz moja dziecina, by była zdrowa. Nic mnie już nie obchodzi. Tylko ona - powiedziałam z pewnością. I tak naprawdę czułam. Moja kruszynka była moim życiem, dla niej to przetrwam.
Rei uśmiechnęła się słysząc me słowa - Wydoroślałaś - przyznała. A ja rozpromieniałam na to.

- Poza tym, wyglądasz pięknie z tą piłeczką z przodu - na to uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Położyłam też dłoń na moim brzuchu.
-Rei, wiem, że Mamoru nigdy nie będzie mój. Jednak to dziecko, ono mi wystarczy .Ono będzie moje, tylko moje. Będę je kochać - jako matka - nad życie, a fakt, że Mamoru jest jego ojcem… to ta część, którą będzie się żywić me serce, spragnione jego miłości - po policzkach popłynęły mi łzy. Szatynka uśmiechnęła się na to.
- Przepraszam, ostatnio często mi się to zdarza. Hormony to straszna rzecz -zażartowałam.
Kapłanka przysunęła się do mnie i położyła dłoń na moim brzuchu. Siedziałyśmy tak chwilkę. Zamknęłam oczy, nie spodziewałam się, jaki ciężar zostanie mi zdjęty z barków, kiedy z kimś o tym pomówię.
- Usagi.
Otworzyłam oczy.
- Bardzo się cieszę twoim szczęściem. I obiecuję zachować to dla siebie. Jednak, co zrobisz potem? - spytała. Przekrzywiłam na to głowę z niezrozumieniem.
- Potem?
- Usagi, chociaż bardzo byś chciała, nie unikniesz konfrontacji z Mamoru-san. Nie zataisz też przed nim faktu, że masz dziecko. A on nie jest głupi. Doda2+2. - wiedziałam, o co próbowała mnie zapytać, spojrzałam jednak w drugą stronę.
- Nie wiem, Rei-chan. Naprawdę nie wiem. Mam zamiar trzymać to w sekrecie przednim jak długo się da, a potem, cóż... zobaczymy. - powiedziałam szczerze, poczym obróciłam głowę w jej stronę - Chyba, że znasz kogoś, kto był w ciąży ze swoim najlepszym ŻONATYM przyjacielem i ma jakąś podpowiedź dla mnie -zażartowałam. Zaśmiała się na to.
- Gomen. Jesteś pierwsza.

Rozmawiałyśmy jeszcze około 30 minut, po czym musiałam wrócić do pracy.
- Wybacz, ale mam dużo papierkowej roboty - przeprosiłam ją otwierając drzwi lokalu.
Uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Nie ma sprawy, wiedz jednak, że ci nie odpuszczę - odrzekła i uniosła jednocześnie wskazujący palec. Po czym ujęła moje dłonie - Ale pamiętaj, jeśli będziesz potrzebowała czegokolwiek i mam na myśli cokolwiek, masz zaraz dzwonić- pouczyła mnie.
- Obiecuję.

By Misko
Edit Kasia