Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Winged and Dangerous. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 6: Nie mogę spotykać się z przestępcą
- Co miałaś na myśli mówiąc, że Victoria „stała się"?
Wzięłam głęboki oddech.
- Victoria odkryła, że posiada inny talent. Dołączyła do Volturi i zaprzyjaźniła się praktycznie z wszystkimi. Wiedząc, że nie jest sama, przyszła po mnie. Wygrałam jednak. Volturi dowiedzieli się o całym zajściu i musiałam pójść przedyskutować – tak jak to określili – wszelkie sprawy do załatwienia. Na miejscu porozmawialiśmy na temat sytuacji Victorii, a w końcu zagłosowali za najrozsądniejszą dla nich karą. Życie za życie. Miałam zostać stracona tak szybko, jak to tylko możliwe – usłyszałam odgłosy zdziwienia i uśmiechnęłam się ironicznie, zanim przeszłam do dalszej części mojej przemowy. – Powiedziałam im, że nie jestem gotowa, by umrzeć…
- Zawsze wiedziałem, że jest z ciebie mądrala.
- Emmett – obdarzyłam go znaczącym spojrzeniem „zamknij się", co oczywiście poskutkowało.
- Powiedzieli mi, że nie mam wyboru; a ja na to, że wręcz przeciwnie. Moimi wyborami była śmierć, walka lub ucieczka. Spytali się, co postanowiłam – dodam, że trochę z wahaniem – a ja odpowiedziałam, że jeżeli cokolwiek by wiedzieli, szybko by się domyślili. Wtedy uciekłam. Minęłam wszystkich i od tego momentu ciągle uciekam – rozejrzałam się. Wszyscy Cullenowie byli kompletnie zszokowani. Zostawiłam sobie Edwarda na koniec. Wyglądało na to, że coś rozważa.
- Bello?
- Tak? – miałam złe przeczucie.
– Tak bardzo mi przykro, ale nie mogę się spotykać bądź utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z przestępcą. Nie mam zamiaru zostać zabitym chroniąc cię – spojrzałam na niego zdziwiona i skonsternowana.
- Ryzykowałeś już wcześniej.
- Mówimy teraz jednak o Volturi. To już nie są przelewki. Moja cała rodzina może zginąć w akcie chronienia cię! – mocno mnie to uderzyło. Jego rodzina. Oni również byli moją rodziną, a on nie miał prawa podejmować za nich decyzji; a co najważniejsze – myślałam, że mnie kochał.
- Nie rozumiem tego. Powiedziałeś mi to wszystko zaledwie pięć minut temu, a teraz mówisz, że nie możesz być ze mną, ponieważ popełniłam kilka błędów.
- Kilka poważnych, niebezpiecznych błędów Bello.
- Nie. Cofam to. To nie były błędy, tylko decyzje, które umieściły mnie w niezręcznej sytuacji. Jedynym błędem, który popełniłam, była miłość do ciebie – wstałam i udałam się w stronę drzwi wejściowych póki jeszcze została mi godność.
- Aha i coś jeszcze. Edwardzie? – spojrzał na mnie i wyglądał na zranionego. Dobrze. – Przez to twoje wyznanie prawie zapomniałam dodać, że niedawno spotkałam się z Volturi i dowiedziałam się, że jednak zostałam uniewinniona. Nie jestem więc przestępcą. Żegnaj! – ostatnie zdanie powiedziałam z wigorem, po czym odwróciłam się na pięcie, by odejść.
Niestety nie tylko ja wpadłam na ten pomysł. Reszta rodziny także opuściła dom. Słyszałam, jak woła mnie Alice, ale jej nie słuchałam. Musiałam się stąd wydostać. Przez Edwarda wyszłam na kompletną idiotkę! Wyznał jego niegasnącą miłość do mnie, a następnie odwrócił się tyłem i powiedział, że nie może być ze mną, ponieważ kilkoro ważniejszych w świecie ludzi chce, bym zginęła. Oczywiście ochroniłby mnie przed wampirzym tropicielem i jego psychiczną dziewczyną, ale nie zostałby w pobliżu, kiedy kilka wysoko postawionych, noszących płaszcze wampirów by mnie ścigało. Naprawdę mnie "kochał"!
Od autorki: Hej! Jasper wkracza już w kolejnym rozdziale, ale póki nie skomentujecie będzie trzymany jako zakładnik w moim Doc Manager! :)
Od tłumaczki: W sumie… spodobał mi się pomysł autorki. Jasper jako zakładnik… :P
Zapraszam do czytania! ;)
