Rozdział 7


Minęły już trzy miesiące, styczeń powoli dobiegał końca, a Harry Potter miał coś powyżej roku. Rozwijał się prawidłowo, jak każde zdrowe dziecko pod właściwą opieką. Korzystając z okazji i wiedzy na temat wszelkich dolegliwości chłopca, Madame Pomfrey wyleczyła jego wadę wzroku, tak by w przyszłości Harry nie musiał nosić okularów. Gdyż, jak to ujęła: Szkoda ukrywać tak śliczne oczy za tymi paskudnymi szkłami. Cóż, Potter jak widać ją dobrze zrozumiał i od razu zaczął wykorzystywać swe śliczne oczy, by dostać to czego chce. W zamku praktycznie nie było osoby, która nie ulegała zachciankom chłopca, gdy ten patrzył prosząco. Duże zielone oczy działały czasami nawet i na Severusa Snape'a.

– Harry, proszę zjedz trochę zupy. Później dostaniesz pudding.

– Eeee

– Harry! Proszę, nie patrz się tak na mnie.

– ...

– Och, no dobrze. Tylko nie mów nic Poppy.


Sobotni poranek nie zapowiadał się ciekawie. Harry był dziś w jednym ze swoich marudnych nastrojów. Brzydka pogoda, ząbkowanie, a przez to lekka gorączka, zapowiadały długi i ciężki dzień. Severus podszedł do biurka i spojrzał na kartkę ze szlabanami od McGonagall. W ciągu ostatnich miesięcy przyjęło się, że wszystkie kary od nauczycielki transmutacji przejmował on. Potter miał dzięki temu do dyspozycji takie zabawki, jakie tylko dało się wymyślić, a uczniowie podciągnęli się na niebywały poziom, jeśli chodzi o transmutację nieożywioną. Tegoroczne praktyczne SUMy i OWTMy będą najlepsze z tego przedmiotu od lat. Gdyby Filius dawał szlabany, to uczniowie poprawiliby się również i z zaklęć.

Na szczycie listy znajdował się Draco Malfoy za bójkę z Ronaldem Weasleym. Snape uśmiechnął się pod nosem. Jego chrześniak wspaniale spełni się w roli dzisiejszej niani.

– Harry, czas iść na śniadanie.

Chłopczyk wyciągnął ku niemu ręce.

– Opa!

Mistrz Eliksirów pokręcił z rezygnacją głową i podniósł swego małego podopiecznego.

– Mógłbyś nauczyć się już sam chodzić, robisz się co raz cięższy.

Harry przekrzywił głowę i ściągnął brwi, jakby o czymś myśląc. Następnie przytaknął. Severus uniósł jedną brew i pogłaskał go po główce. Następnie ruszyli do Wielkiej Sali.

Przy stole Slytherinu Draco Malfoy popijał kawę czytając Proroka Codziennego. Jego mina wskazywała na to, że wewnętrznie musiał się już przygotować na to, co zaraz nastąpi.

– Panie Malfoy, oto pana szlaban – powiedział Snape sadzając Pottera koło Draco. Odchodząc w kierunku stołu nauczycielskiego dodał jeszcze: – Jest dziś dosyć marudny.

Dziedzic Malfoy'ów sięgnął po chusteczkę i transmutował ją w pozytywkę w kształcie karuzeli. Była to jedna z lepszych zabawek, która odwracała uwagę chłopca. Pozwalała go nakarmić bez większych awantur i rozrzucania całego jedzenia, znajdującego się w zasięgu małych rączek. Jednak w takie dni, nawet ona nie była w stanie zająć malucha na tyle, by ten zjadł grzecznie więcej, niż kilka łyżeczek owsianki. Severus obserwował jak Draco poddaje się w tej nierównej walce i pozwala Harry'emu zsunąć się na podłogę. Bachor podtrzymując się ławy, na której siedzieli uczniowie, zaczął powoli i niezdarnie iść w kierunku skraju stołu. Jego chrześniak obserwował Harry'ego uważnie, za nim ten dotarł do celu swej wędrówki, zatrzymując się przy pierwszorocznych i wyciągając rękę w kierunku Snape'a. Pierwsze przeciągłe „eee" zwróciło spojrzenia wszystkich uczniów w stronę Ślizgonów.

Draco nic sobie nie robiąc z tak jawnie postawionego żądania, wrócił do jedzenia tostów. Harry podreptał do niego z powrotem, pociągnął za szatę i znów wskazał w stronę profesora eliksirów.

– Eeee

– Tak, tam siedzi profesor Snape. Jeśli chcesz, to idź do niego.

Potter popatrzył się moment na Dracona i ruszył ponownie wzdłuż stołu. Gdy doszedł do końca swego podparcia, nie wiedział co ma dalej zrobić. Widać było, że chciał pójść, ale się bał. Kilka razy puszczał się i wahał, a następnie patrzył w kierunku Malfoy'a. Pewnie, gdyby był pod opieką kogoś z innego domu, to któryś z uczniów by się nad nim zlitował i poprowadził go do stołu prezydialnego, trzymając go za rękę, jednak w Slytherinie nikt nie robił nic bezinteresownie. Severus obserwował rozterki Harry'ego z niejakim rozbawieniem. Nagle dzieciak wyciągnął w jego kierunku rączkę i krzyknął...

– Tata!

W Wielkiej Sali zaległa cisza. Wszyscy wgapiali się w małego Harry'ego czekając na to, co będzie dalej.

Severus w tej chwili czuł się jak spetryfikowany. Z tego stanu wyrwał go kolejny okrzyk.

– Tata!

– Panie Malfoy, proszę przyprowadzić do mnie Harry'ego – polecił.

Draco jakby wybudził się z transu wraz z resztą uczniów i podszedł do Pottera. Chciał chwycić go za rękę i pomóc mu dojść do nauczyciela eliksirów, jednak chłopiec kazał mu się podnieść i zanieść do stołu nauczycielskiego. W Wielkiej Sali zrobiło się gwarno i każdy z dziwną miną i jakby obawą spoglądał na Postrach Hogwartu.

Severus odebrał z rąk chrześniaka chłopca i posadził go sobie na kolanach.

– Jak mnie nazwałeś, Harry?

Duże oczy wpatrywały się w niego z nadzieją i z czymś jeszcze. Sam nie wiedział dokładnie, jak nazwać tę czającą się emocję, która kryła się za zielonymi tęczówkami.

– Tata?

Mistrz Eliksirów uważnie obserwował brzdąca, westchnął w duchu i delikatnie się uśmiechnął.

– Jeśli tego chcesz – pogłaskał delikatnie jego włosy.

Twarz Harry'ego rozjaśnił wielki uśmiech.

Po ich prawej stronie, Minerwa McGonagall trzymała się za serce i oddychała ciężko, Dumbledore prawie promieniował ze szczęścia, parę uczennic zemdlało, a Hermiona Granger otwierała i zamykała usta próbując coś powiedzieć. Severusowi wydawało się, że gdzieś w oddali usłyszał, jak James Potter przewrócił się w grobie. Jednak ten dzień, nie był wcale taki zły.


– Zrobił co?! – krzyknął Black, zrywając się z fotela.

– Uspokój się Syriuszu. Z tego co widziałem, Harry w pełni świadomie nazwał Severusa tatą, a nasz drogi Severus nie miał nic przeciwko temu. Pokuszę się nawet, by stwierdzić, że jest z tego bardziej niż zadowolony – niebieskie oczy Albusa Dumbledore'a błysnęły radośnie znad okularów połówek. – Proszę, zjedz cytrynowego dropsa.

– Ty naprawdę je czymś faszerujesz? – mężczyzna sięgnął do słoika, podanego mu przez dyrektora i opadł na fotel. Albus w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. – Może jeszcze powiesz mi, że Harry od dziś będzie miał na nazwisko Snape?

– Od dziś, na pewno nie – dobiegł ich zgryźliwi głos od strony wejścia. – Jednakże w przyszłości, kto wie? Jeśli będzie tego chciał.

Severus Snape stał w progu gabinetu z założonymi rękami na piersi. Usta wykrzywił w drwiącym uśmiechu, na widok miny ojca chrzestnego Harry'ego.

– Nie zgadzam się – warknął w odpowiedzi Black.

– Nie masz w tej sprawie nic do gadania, kundlu. Straciłeś swoją szansę trzy miesiące temu – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Black jakby się zapowietrzył, więc Mistrz Eliksirów kontynuował. – Gdzie byłeś, gdy chłopiec zachorował, gdy zaczął ząbkować, gdy postawił swój pierwszy krok, gdy śniły mu się koszmary? Odpowiedz! Gdzie? Odwiedzasz go raz na dwa, trzy tygodnie i bawisz przez kilka godzin, to wszystko. To, że cię nie lubię, nie jest tu żadną wymówką. Nigdy ani tobie, ani temu zawszonemu wilkołakowi nie odmawiałem tych spotkań. Nie wyrzucałem was również w ich trakcie, choć Merlin mi świadkiem, ile razy miałem na to ochotę.

Severus przyglądał się jak Syriusz oklapł, usłyszawszy to wszystko. Black praktycznie wykrzykiwał swoje myśli, przelatujące przez jego zapchloną łepetynę. Chciał być ojcem dla Harry'ego, bardzo tego pragnął, ale on, Smarkerus, miał rację. Stracił swoją szansę. A może jednak nie, może przecież zabrać szczeniaka do siebie.

– Gdzie jest Harry? – zapytał, próbując brzmieć tak niewinnie, jak tylko się da.

– Pod baczną opieką pana Malfoy'a. Zapomnij Black, nie zabierzesz mi go.

– Wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić, tą swoją leglimencję – Syriusz prawie warczał. – Pytałem, gdzie jest Harry.

– Przypuszczam, że w pokoju wspólnym Ślizgonów.

– Uważasz, że jest bezpieczny w tym gnieździe węży?

– Chłopcy, chłopcy, spokojnie! – dyrektor wolał interweniować zanim ta wymiana słowna przeszła do rękoczynów albo i do magicznego pojedynku. – Wierzę, że naszemu malcowi nic nie jest i całkiem dobrze się bawi. Syriuszu nie wiem czy wiesz, ale nasz drogi Harry – spojrzał bezpośrednio w oczy animaga – jest jedynym uczniem, że się tak wyrażę, który przebywa w pokojach wspólnych wszystkich czterech domów. Posiada też niezwykłą zdolność do jednania sobie ludzi w swoim otoczeniu. Nikt nie zrobi mu krzywdy – zakończył uspokajająco Albus.

– Nikt by się nie ośmielił – dodał Severus z groźnym błyskiem w oku.

Po tych słowach w gabinecie dyrektora zapadła cisza.


~ II ~


N/A: Ile osób spodziewało się, że tak właśnie się stanie, przyznać się.To po prostu musiało się wydarzyć. W końcu Severus dość dobrze radzi sobie jako ojciec, prawda? Jak myślicie, co teraz zrobi Syriusz?

Harry rozwija się prawidłowo, może niektórzy zauważyli, że nawet trochę szybciej niż przeciętne dzieci w jego wieku. Można mu to wybaczyć, w końcu jego ciało dąży do odzyskania normalności.

Mi za to wybaczcie długość tego rozdziału. Nie chciałam, by był on za bardzo przepakowany. W dużej mierze jest on w pewnym sensie przełomowy, gdyż relacje między głównymi bohaterami będą się od teraz zmieniać. Oczywiście, nie będzie to jakaś wielka zmiana, Snape nie przemieni się nagle z tłustowłosego nietoperza w puchatego króliczka, co to, to nie.

Śledźcie dalej historię małego Harry'ego.