Roderich nie spał długo, właściwie tylko normę 4-godzinną odespał, później jeszcze 2 godziny leżał w zamyśleniu. Czuł, że na nic nie ma ochoty. Czuł się strasznie słabo... Słysząc odgłosy zbierającego się gospodarza podniósł się i usiadł, rozglądając się niemrawo. Zaraz jedna zostało zaświecone światło, a sam Ivan uśmiechał się dzisiaj bardziej.
- Zdrastvuj, towarzyszu, wyspaliście się~? - zapytał, niby z grzeczności, niby szczerze. Podszedł do niego, Rod w międzyczasie skinął głową - Towarzysz teraz wstanie.
Rod zamrugał, zaskoczony rozkazem. Z nieco wystraszoną minką, ale podjął próbę... Ostrożnie postawił jedną nogę, później drugą na podłodze, bojąc się, że znów się wywróci... Jednak podniósł się i nie było to dla niego problemem. Przez chwilę się chwiał, jednak przeszedł się kilka kroków, co pomogło mu ją odzyskać.
- Łał... - wciąż zaskoczony Rod spoglądał na swoje dłonie, by po chwili spojrzeć na Ivana - Dziękuję. To... Pańska zasługa.
Ivan położył dłonie na jego ramionach, uśmiechając się szeroko.
-Nie, towarzyszu... To nasza zasługa. Ale proszę, nie zmarnuj tej szansy.
Rosja był szczęśliwy z tego postępu, nawet przytulił swego gościa, chociaż nadal delikatnie. Dziesięć minut później gospodarz już szykował posiłek, a jego gość akurat „ogarniał się", jak mawiają, po ledwo przespanej nocy. Czystszy i świeższy po prysznicu ostrożnie usiadł do stołu w kolejnej chwili. Spojrzał na blondyna, który usiadł naprzeciwko. Rod wiedział, że nie otrzyma „normalnego posiłku" i zgodnie z przewidywaniem otrzymał podobny posiłek, co dnia poprzedniego. Spekulował, że jego organy w środku jeszcze mogą sie regenerować. Widać Rosja wiedział o tym lepiej...
- Co z Pańskimi obowiązkami, pracą? - zagadnął Rod, podnosząc głowę i na chwilę odstawiając łyżkę w zupie mlecznej.
- A co ma być? - Ivan uśmiechnął się znad kawy, patrząc na gościa z zaciekawieniem.
- Cóż... Spędziliśmy tutaj kilka dni, czyż waść nie powinien pracować... jak wszyscy? - Rod przechylił delikatnie głowę, mrugając oczyma. Ziewnął lekko.
- Nie muszę, towarzyszu. Szef mój wie, co się stało i kazał się towarzyszem zaopiekować~ - zaśmiał się Bragiński, następnie upił nieco czarnego płynu. Rod przyjął tę informację, wracając, by jeść. Potrzebował sił...
A przynajmniej w jego świadomości ten posiłek powinien dać mu siły. Kolejną godzinę spędził z Ivanem, rozwodząc się nad jego siostrami, następny temat, który miał zająć umysł Rodericha. Jednak wtedy też oczy Roda zaczęły się dość mocno kleić, nawet jeśli mówił.
- Przepraszam, Panie Ivan... Ja chyba powinienem się położyć jeszcze... Nie wiem co się dzieje...
Rosjanin uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową.
- A, towarzyszu... Proszę, kiedy już towarzysz wróci do pełni zdrowia, do życia... Będzie mnie towarzysz czasem odwiedzał? - zapytał raz jeszcze blondyn, patrząc na układającego się do snu gościa.
Rod zaś by już jedną nogą w świecie marzeń, zamknął nawet oczy.
- Przyjadę... - szepnął, nim usnął całkowicie.
