Derek nie cierpiał oficjalnych kolacji. Nie chodziło tylko o wpijający mu się w szyję kołnierzyk, ale przede wszystkim sam fakt, że ludzie obserwowali każdy jego ruch. Teraz paradoksalnie, gdy miał Stilesa przy swoim boku część uwagi została przekierowana na jego partnera, ale to wcale nie sprawiło, że czuł się lepiej.
Jego matka zaprosiła całą rodzinę; Petera i Annę, Laurę i Steve'a, a nawet jakiegoś cholernie długo niewidzianego wuja Stefana, który przyjechał z Nowego Yorku. Deaton, Marin i Lydia wraz z szeryfem stanowili jakby stronę Stilesa.
Siedzieli w niewielkim oddaleniu od chłopaka i Derek niemal od razu wiedział, kto jest w temacie. Wyłącznie Alan rzucał zaniepokojone spojrzenia w ich stronę.
Szeryf wydawał się szczęśliwy. Żartował i dogryzał na temat młodych małżeństw, a Stiles unikał bezpośrednich odpowiedzi jak tylko mógł. Tylko Talia i Laura wiedziały, że kwestia więzi wyszła przypadkowo, więc pozostali mogliby wychwycić kłamstwo w głosie chłopaka i nieopatrznie je zinterpretować.
Ta kolacja w końcu miała być też jedną z wielu, które miały udowodnić, że terytorium Hale'ów jest bezpieczne i stabilne.
Derek był zaskoczony, gdy Stiles nie usiadł z nimi, gdy rozpoczęła się kolacja, ale wraz z Anną wyszedł do kuchni, by wrócić po chwili z talerzami. Bez słowa komentarza pomógł żonie Petera przynieść wszystko i jako ostatni zajął swoje miejsce, uśmiechając się kącikami ust w stronę Johna Stilinskiego.
Zjedli we względnym milczeniu i Derek nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ta kolacja jest jakimś podwójnym testem dla nich wszystkich. Jeśli nie zdołają przekonać najbliższej rodziny, ze światem też się raczej nie uda, ale jak do tej pory chyba radzili sobie nie najgorzej.
Stiles zachowywał się jak na omegę przystało i to chyba najbardziej niepokoiło Dereka. Chłopak był zbyt cicho. Siedział zbyt blisko niego, a przede wszystkim wydawał się wycofany, co w niczym nie przypominało jego normalnego zachowania.
Derek wziął głębszy wdech, gdy zdał sobie sprawę, że Peter wydaje się dziwnie ukontentowany nagłą zmianą sposobu bycia, co tylko pogłębiło jego zaniepokojenie. Jeśli jego wujowi coś się podobało, przeważnie już fundament był podejrzany i do Dereka w końcu dotarło, że te wszystkie chwile, gdy Stiles wymykał się na spotkania z Anną, chłopak poświęcał na nauczenie się podstaw zachowania omeg.
I żona Petera i Stilinski poruszali się w ten sam mechaniczny sposób nie wadząc sobie, więc musieli to wszystko wcześniej przygotować. A to znaczyło, że Stiles próbował się też przygotować do swojej roli zwyczajnej omegi, gdy straci swoją magię.
Znowu zrobiło mu się niedobrze jak za każdym, gdy o tym myślał i chłopak chyba to wyczuł, bo spojrzał na niego niepewnie. Podobnie zresztą jak wszyscy przy stole.
- Przepraszam, chyba nie czuję się najlepiej – nie całkiem skłamał.
Ojciec Stilesa uśmiechnął się krzywo i podniósł do góry swój kieliszek. Stiles jako jedyny nie pił wina, więc niepewnie sięgnął do szklanki z sokiem.
- Przyznam szczerze, że traktowałem cię z początku podejrzliwie, ale jestem bardzo zadowolony, że faktycznie postanowiliście się ze Stilesem związać – zaczął Stilinski i Stiles zesztywniał na krześle obok. – Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, byłem przekonany, że jesteś kolejnym bezmózgim dupkiem, któremu będę musiał przypomnieć, że posiadam kule z tojadem…
- Tato – jęknął Stiles, rozbawiając wszystkich wokół, prócz Dereka, który nie mógł nie zerknąć na biodro mężczyzny, gdzie ten przeważnie ukrywał broń.
Szeryf podchwycił jego wzrok i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Jednak kiedy Stiles oznajmił mi, że wasza więź zawiązała się spontanicznie, zrozumiałem, że będziesz…że jesteś dla niego tak wspaniałym partnerem jak Claudia dla mnie – wyjaśnił John Stilinski nagle łamiącym się głosem.
Derek wyczuł nawet bardziej niż zobaczył, jak Stiles wzdryga się obok. Chłopak jednak nie spuścił swojego ojca ani na chwilę z oka i uśmiechnął się smutno, chyba bardziej na wspomnienie matki, niż faktycznych słów szeryfa.
- Czasami żałuję, że nie doczekała tej chwili – dodał mężczyzna i odchrząknął nagle. – Tym bardziej, że Stiles zawsze był bardzo uparty i kiedy przeprowadził się do Rezerwatu oświadczył mi, że wnuków doczekam się po jego lub alfim trupie – zakończył John.
Stiles spuścił głowę i wymruczał coś pod nosem tak cicho, że nawet Derek nie dosłyszał. Wszyscy teraz wgapiali się w nich, jakby oczekiwali jakiejkolwiek reakcji. Laura jako jedna z nielicznych próbowała dać mu jakąś wskazówkę, bo zerkała na niego wyjątkowo specyficznie.
- Dziękuję szeryfie – odparł Derek, w końcu rozumiejąc sygnały siostry.
John Stilinski uśmiechnął się lekko, z czymś ciepłym w oczach.
- Kiedy planujecie ceremonię? – spytał mężczyzna jak gdyby nigdy nic.
Derek spanikowany zerknął na matkę, ale ta akurat uniosła kieliszek wina do góry, ewidentnie kupując sobie czas.
- Kiedy tylko skończę osiemnaście lat – powiedział Stiles z pewnością w głosie.
Derekowi przez myśl po raz pierwszy przeszło jak młody jest chłopak. Nigdy dotąd nie myślał o tym w ten sposób, ale faktycznie Stiles był wciąż nieletni.
Teoretycznie łamali prawo i zaczął zastanawiać się dlaczego na bogów szeryf nie próbował go aresztować albo faktycznie zastrzelić.
- Ma temperament po Claudii – wtrącił ojciec Stilesa. – Co wydaje się dziwne, bo niewiele osób wie o tym, że moja żona była alfą.
- Tato – jęknął Stiles. – Jeśli zaczniesz dzisiaj też…
- Mam prawo rozkleić się, kiedy mi się żywnie podoba – oznajmił mu szeryf. – O czym to ja mówiłem? – spytał retorycznie. – Więc rodzice Claudii umarli bardzo młodo, a ona sama miała tylko brata, który nie był zbyt zadowolony z tego, że ona wybrała na swojego partnera człowieka. Dlatego częściowo przeprowadziliśmy się do Beacon Hills i dlatego zawsze będę popierał wybory mojego syna. Wojny w rodzinie nie są niczym dobrym. Młodzi mają prawo do swoich błędów – westchnął Stilinski. – Macie moje pełne błogosławieństwo, chociaż pewnie w dzisiejszych czasach nie liczy się już tak bardzo…
- Dziękujemy – powiedział szybko Derek nie wiedząc za bardzo jak zareagować.
Stiles siedział obok purpurowy, mrugając powiekami, jakby chciał powstrzymać łzy, które zaczęły mu się zbierać.
- Chcę tylko powiedzieć, że trochę muszę przyznać, że ulżyło mi, że teraz ty będziesz odpowiedzialny za tego łobuza. Totalnie zapracujesz na każdą minutę tego związku – poinformował go John Stilinski całkiem poważnie.
Stiles prychnął odprężając się nieznacznie, ale całkiem nowa fala zawstydzenia wypełniła powietrze. Derek jakoś nie czuł się rozbawiony całą tą sytuacją, a ponieważ szczerość zawsze wydawała mu się najlepszym wyjściem, odchrząknął.
- Nie mam pojęcia o czym pan mówi. Stiles jest jedną z najbardziej odpowiedzialnych osób jakie znam – oznajmił i przy stole zrobiło się naprawdę cicho.
Wcześniej nie było znowuż tak głośno. Spotkania takie jak te, zawsze były lekko sztywne i nie do końca udane. Jego matka zresztą pomimo wszelkich starań, nigdy nie była duszą towarzystwa. Załatwianie interesów, podpisywanie umów i traktatów wychodziło jej lepiej niż zabawianie gości i każdy o tym wiedział. Szeryf na pewno też był tego świadom. Chociaż przelotnie, widywali się w mieście. Mężczyzna był odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnątrz, podczas gdy oni dbali o spokój na granicach.
Stiles gapił się na niego całkiem otwarcie z lekko rozchylonymi ustami, jakby nie do końca wierzył w to co słyszy. I Derek wzruszył ramionami, bo cholera, ale nie zamierzał kłamać. Nie w takiej sytuacji i nie ojcu Stilesa.
- Co ty tam wiesz – powiedział rozbawiony szeryf. – Miłość cię zaślepia. Wrócimy do tej rozmowy, gdy różowe okulary spadną z twoich oczu i zmierzysz się z odwiecznym dylematem; zdemontować wszystkie progi, o które mógłby się potknąć czy zabezpieczyć kanty?
- Czy to znaczy, że już mnie nie kochasz? – zdziwił się sztucznie Stiles. – Skoro twoja wielka rodzicielska miłość już cię nie zaślepia?
Lydia parsknęła rozbawiona i Derek musiał przyznać, że chłopak naprawdę genialnie obracał kota ogonem. Jego ojciec wydawał się urażony do żywego. Ich wspólne rozmowy zapewne stanowiłyby skrypt do niejednego serialu komediowego. Może nawet kiedyś Peter wykorzysta motyw lub dwa w jakiejś swojej książce.
- Przestałem cię kochać w momencie, w którym powiedziałeś moim posterunkowym, że będziesz im robił kawały za każdego pączka, którego zjem na posterunku – skłamał gładko mężczyzna.
Stiles ewidentnie nie miał aż tak rozbudowanych zmysłów, żeby to wychwycić, ale i tak uśmiechnął się krzywo.
- Przynajmniej wiesz czyimi podwładnymi są naprawdę – rzucił chłopak wrednie.
- I oto cały mój syn. Wydaje ci się, że nad nim panujesz, a on tymczasem owija sobie wokół palca wszystkich, którym szefujesz, a potem przejmuje nad nimi władze, zostawiając cię jako figuranta – dodał szeryf, przewracając oczami.
Zapewne miał to być żart, ale Derek z łatwością wyczuł jak jego matka po drugiej stronie stołu sztywnieje.
- Nie uszły memu oku specjalne zdolności Stilesa – powiedziała Talia, uśmiechając się lekko. – Mam jednak nadzieję, że uda mi się dotrwać do emerytury. Derek i tak przejmie po mnie watahę wraz z całym terytorium i silny partner, który zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, która się za tym ciągnie, to wszystko czego mogłabym sobie wymarzyć dla mojego syna – dodała.
- Szefowanie samemu sobie zawsze było szczytem moich marzeń i chyba tak pozostanie – szybko wtrącił Stiles, zabierając się za swój sok.
Szeryf parsknął, jakby nie wierzył żadnemu słowu, co dziwne, bo Stiles mówił tylko prawdę.
- Dlatego Scott włóczy się za tobą jak samotny szczeniak? – spytał John Stilinski retorycznie. – Na litość boską, chłopak jest alfą. Spodziewałem się po nim jakiejś woli walki, ale on robi cokolwiek Stiles mu każe. Zrywamy się ze szkoły? Jasna sprawa, dlaczego nie? Włamujemy się do magazynów z dowodami? Oczywiście, przecież od tego mamy dorobione klucze! - Szeryf podniósł głos. – Dobrze ci radzę synu, niech cię nie zwiodą te miodowe oczka. To kawał sprytnego skurczybyka, który zrobi wszystko, żeby postawić na swoim – ciągnął dalej mężczyzna, tym razem kierując wszystko w stronę Dereka. – Najpierw dostaniesz na obiad niewinnie wyglądającą sałatkę, a gdy kolejny raz otworzysz lodówkę nie będzie tam już steków ani niczego co wygląda jak mięso. Nie odnajdziesz pączków i swoich talonów na ulubioną pizzę – westchnął Stilinski, marszcząc się lekko, gdy zalały go nieprzyjemne wspomnienia.
Derek nie był do końca pewien czy może się zaśmiać. Czy wypadało, bo miał cholerną ochotę. Ta pogadanka wyglądała zapewne jak każda, którą ojcowie strzelają w takich sytuacjach, ale naprawdę miał inne problemy niż zamiłowanie Stilesa do wegetariańskich potraw.
- Nie lubię słodyczy – wtrącił tylko nie wiedząc jak podtrzymać dyskusję. – A Stiles dostanie wszystko czegokolwiek zapragnie – dodał po prostu, bo to nie tak, że zamierzał jakoś chłopaka ograniczać.
Stiles był rozsądny. Wiedział co dostać może, a czego nigdy nie uzyska. Zdawał sobie sprawę z ich sytuacji, ale sam nie był pozbawiony władzy. Nawet po utracie magii pozostałe Iskry będą wciąż uznawać go za przywódcę. Ta odpowiedź ewidentnie nie spodobała się jego matce, ale kobieta tylko uniosła lekko brew, jakby chciała mu pokazać, że jest zaskoczona jego postawą.
- Zauważyłem, że już zaczyna cię wykorzystywać – dodał Stilinski. – Nie powiem, żeby mi się podobał pomysł mojego syna w pierwszej patrolowej straży, chociaż oczywiście jestem dumny, że się zakwalifikował. Wydawało mi się, że to ma jakiś związek z tym co działo się kilka tygodni temu w Rezerwacie… - urwał mężczyzna, ewidentnie czekając aż ktoś podejmie temat.
- Żadnego przesłuchiwania, żadnego łowienia informacji. Jestem nieletni, ale znam swoje prawa, a to oznacza adwokata z urzędu – wtrącił szybko Stiles.
Kolejna z rzeczy, która brzmiała jak żart. Peter jednak zmarszczył brwi, podobnie jak Talia zdając sobie wprawę wraz z nim jak niewiele o działalności Stilesa faktycznie wiedział szeryf. Chłopak trzymał ojca w kompletnych ciemnościach i nie do końca Derek był przekonany czy to rozsądne wyjście. To mogło się udawać, gdy Rezerwat stanowił osobne terytorium, ale obecnie sytuacja uległa zmianie.
- To było tylko przyjacielskie pytanie – żachnął się szeryf nieszczerze. – Kiedy ostatnio rozmawiałem z Alfą Hale, wiedziała tyle samo co ja. Pożar widzieliśmy aż w centrum. Nie możesz mnie winić za to, że się martwię – dodał.
- Rezerwat otworzył swoje granice i polityka całego terytorium jest już wspólna – wtrącił się Deaton. – Mamy nadzieję, że dzięki temu unikniemy podobnie niebezpiecznych sytuacji w przyszłości – dodał mężczyzna dyplomatycznie.
Stiles prychnął lekko rozbawiony.
- Nie zgadzasz się? – zdziwił się Peter.
- Sytuacja nie była aż tak niebezpieczna – stwierdził Stiles. – Opanowana została w ciągu kilku chwil w zasadzie, a ogień nie rozprzestrzenił się na inne budynki. Ta sprawa generalnie powinna być już pogrzebana w naszej pamięci, co staram się zrobić – dodał z naciskiem zerkając sugestywnie na ojca.
Najwyraźniej szeryf nie chciał porzucić tego tematu i Derek zanotował z pamięci by kiedyś spytać Stilesa co faktycznie się wtedy wydarzyło. Do tej pory miał w głowie dziesiątki równych scenariuszy, które jednak czasami zaprzeczały samym sobie. W niektórych z nich Stiles stanowił ofiarę i cel Matta, w innych wyśledził alfę, by obronić inne omegi. Pokaz siły chłopaka sprzed kilkunastu dni wciąż pozostawał świeży w jego pamięci. Wiedział też, że Stiles wciąż prowadził badania nad Iskrą, jakkolwiek by się one nie przedstawiały. Stilinski pracował nieprzerwanie odkąd jego czas się kurczył i Derek naprawdę żałował, że okoliczności były takie a nie inne. Miał tysiąc pytań i bał się je zadać, by Stiles nie uznał go za zbyt inwazyjnego.
Szeryf podniósł do góry obie dłonie w geście poddania.
- Spytam Scotta. Chłopak ma za długi język – dodał jeszcze John Stilinski.
Stiles wzruszył ramionami, jakby wcale go ten wybieg nie dziwił.
- Myślę, że ze Scottem powinieneś przeprowadzić całkiem inną rozmowę – sarknął chłopak i Derek mógł przysiąc, że szeryf poczerwieniał aż na po koniuszki uszu. – To w końcu alfa i jest zafiksowany na punkcie terytorializmu – ciągnął dalej niezrażony Stiles.
Brew chłopaka uniosła się nieznacznie. Szeryf przygryzł wargę i chyba Stiles ten właśnie nerwowy gest odziedziczył po nim.
- Ty nie masz nawet uprawnień do przesłuchiwania – sarknął John Stilinski, starając się zakryć zawstydzenie.
- To tylko przyjacielska rada – bronił się Stiles niewinnie i cholera, ale to było prawie to samo wyrażenie, którego jeszcze kilka chwil temu użył szeryf.
Derek zaśmiał się krótko, nie mogąc się powstrzymać. Przypomniał sobie niemal natychmiast o Scotcie, który wciąż nie miał pojęcia o romansie stulecia. Teraz kiedy tama była wybudowana, szeryfowi zapewne trudniej było znaleźć pretekst, aby spotykać się z Melissą częściej. Derek co prawda słyszał, że mieszkańcy Rezerwatu asymilowali się wraz z resztą terytorium Beacon Hills, ale McCallowie nie przeprowadzili się. Podobnie zresztą jak Chris Argent.
- Chodziliście ze Scottem razem do szkoły? – zdziwił się Derek. – Myślałem, że poznaliście się w Rezerwacie, gdy McCallowie się tam wprowadzili… - zawahał się.
Stiles pokręcił szybko głową.
- Melissa mieszkała dosłownie przez płot, ale... Sytuacja się skomplikowała i musiała się przeprowadzić – wyjaśnił enigmatycznie.
- To raczej żadna tajemnica, że alfa McCall nie był przykładnym ojcem – wtrąciła Talia i Derek zaczynał powoli kojarzyć ten niewielki skandalik.
Ojciec Scotta miał problemy z kontrolowaniem gniewu, więc w ich domu dochodziło do wielu kłótni. Cała trójka była alfami, co tylko dolewało oliwy do ognia.
- Tajemnicą jednak nie jest, że o bardzo czynny udział w jego zniknięciu podejrzewano mojego ojca. Zawieszono go wtedy nawet na kilka miesięcy, gdy przeprowadzano śledztwo – dodał Stiles, robiąc głębszy wdech. – O ile się nie mylę, alfy zostały poproszone o przeczesanie lasów w poszukiwaniu świeżych grobów? – upewnił się i Talia skinęła głową.
Lydia prychnęła ewidentnie rozbawiona.
- Szeryf chyba ze wszystkich ludzi tutaj wie najlepiej jak ukryć ciało… Może już nawet nie ma ciała… Może nigdy nie było… Ług rozpuszcza tak wiele – wyjaśniła im Martin znudzonym tonem.
John Stilinski parsknął rozbawiony do żywego.
- I tak stałem się miejską legendą – westchnął mężczyzna teatralnie. - To jednak nie wyjaśnia dlaczego Scott McCall pytał mnie ostatnio czy wiem jak skutecznie ukryć ciało – dodał, marszcząc brwi.
