Rozdział Szósty – Cechy Malfoy'a
Uśmiech bywa aktem męstwa,
smutek to słabość i
postawa zbyt wygodna.
Być radosnym i dobrym,
kiedy świat jest smutny i zły,
to dopiero odwaga.
Małgorzata Musierowicz
x x x x
Zerkając spod przydługiej grzywki na rozsiadającego się wygodnie Malfoy'a, przezornie odsunął się od niego, na przeciwległy kraniec łóżka i zaplatając ręce na piersi, warknął do niego:
- Czego chcesz?
- Uważasz, że wypada odzywać się w taki sposób do starszego brata? Nie powinieneś okazać nieco więcej szacunku?
Brata…
- Czyli już wiesz? Od kiedy?
- Od dwóch tygodni. Słyszałem ich rozmowę.
Podejrzewał, że przez zwrot „ich", Malfoy określa swoich rodziców. Zaskoczyło go to nieco. Zawsze wydawało mu się, że ten wyraża się o matce i ojcu nieco bardziej formalnie. Zepchnął jednak na razie te myśli na bok, chwilowo bardziej ciekawy tego, po co on właściwie przyszedł:
Czyżby miał ochotę ponabijać się z tego, że okazaliśmy się rodzeństwem? A może powie mi jak wiele satysfakcji sprawi mu uprzykrzanie mi życia przez całe wakacje? Powie na ile sposobów będzie w stanie zrobić mi na złość!
Cholera!
Jak to się mogło stać, że jeden z moich najgorszych wrogów nagle okazał się moim starszym bratem! To przecież brzmi jak fabuła jednej z tych dennych telenoweli które tak uwielbiała oglądać ciotka Petunia!
Jęknął, nagle sobie coś uświadamiając.
- Starszy?
Widząc szeroki uśmiech na jego twarzy, zaklął w duchu. Był pewny, że ten tylko czekał na taką reakcję.
- Tak, Potter, powinieneś wiedzieć, że jesteś tylko moim małym braciszkiem. – Słysząc tak dobrze znany sarkazm w jego głosie, zrezygnowany ukrył twarz w dłoniach, po prostu mając na dzisiaj dość.
Zapada cisza, wreszcie jednak zdecydował się odezwać.
- W jaki sposób?
- Bardzo prosty. W przeciwieństwie do ciebie, mam już szesnaście lat.
Szesnaście? – Zaskoczony z powrotem usiadł prosto.
- To dlaczego jesteśmy na tym samym roku? – Czy zawsze muszę być tak cholernie ciekawski?
Tym razem z twarz Malfoy'a znikł sarkastyczny uśmiech. Zaskoczony patrzył, jak ten ucieka wzrokiem na bok i zaczyna przewracać w palcach rękaw własnej koszuli. W napięciu czekał na jego odpowiedź.
- Gdy miałem osiem lat wykradłem miotłę i wybrałem się polatać. Chciałem udowodnić, że mogę mieć już normalną miotłę... Spadłem, to prawdziwy cud, że się nie zabiłem. W każdym razie kolejne trzy lata spędziłem w łóżku.
- Acha. – Wiedział, że jego odpowiedź, nie jest zbyt inteligentna, ale prawdę mówiąc nie widział co ma innego mu odpowiedzieć. Zaskoczyło go to wyznanie, a także sam fakt, że Malfoy w ogóle się na nie zdobył, zamiast zwyczajnie go zbyć.
Zachowuje się zupełnie inaczej niż w Hogwarcie... Dlaczego? Czy naprawdę zmienił swoje nastawienie do mnie, bo jesteśmy spokrewnieni? Czy to mu wystarcza, by przejść nad wszystkimi naszymi dotychczasowymi utarczkami do porządku dziennego?
- Dlaczego jesteś dla mnie miły? - zdycydował się w końcu zadać to pytanie, mimowolnie ciekaw, co tym razem powie Malfoy.
- Hmmm. Ja nigdy nie byłem dla ciebie niemiły Potter. Ja po prostu dbałem o opinię rodu Malfoy'ów.
Parsknął, słysząc to. I choć odpowiedź jaką uzyskał pozostawiała wiele pytań, zaakceptował ją. W tym momencie miał już dość domysłów jak na jedne dzień. Zresztą w ciągu kilku ostatnich godzin wszystko okazało się całkowicie inne niż mu się dotąd zdawało, mógł więc uwierzyć w zapewnienie siedzącego przed sobą chłopaka.
- Jeszcze trochę i zawrzemy rozejm. – Nie był pewny dlaczego to mówi, może ze względu na to, że coś musiał powiedzieć? Że jak na jeden dzień miał dość tej paskudnej atmosfery, tak charakterystycznej dla pełnej napięcia ciszy?
- Z Potterem? Nie ma mowy! – odparł stanowczo, ale prawdziwość jego słów popsuło ciche parsknięcie.
- Powinieneś częściej się uśmiechać. Wyglądasz wtedy lepiej niż z tym swoim grymasem.
- I zepsuć sobie reputacje? Nigdy! – krzyknął i w tym samym momencie wyciągnął do niego rękę.
Oddając uścisk, poczuł się tak jakby znów byli na pierwszym roku, zastanawiał się, jakby wtedy potoczyły się te lata w Hogwarcie.
Czy Dumbledore nadal robiłby ze mnie bohatera?
W ciągu kilku ostatnich godzin, jego życie tyle razy obróciło się do góry nogami, że prawdę mówiąc był przygotowany na wszystko. Zresztą… czy może być coś gorszego od rozejmu z Malfoy'em?
- Rozejm z Filchem. – Parsknął, nagle wyrwany z rozmyślań zorientowawszy się, że ostatnie zdanie musiał wypowiedzieć na głos.
Czy życie może być dziwniejsze? – zastanawiał się ile razy jeszcze zadać sobie to pytanie. Coś czuł, że lepiej tego nawet nie próbować liczyć.
- Pamiętaj jednak, że rozejm nie oznacza iż wybaczam ci to jak nazywałeś Hermionę i traktowałeś moich przyjaciół.
- Wiem. Ale ja także mam do ciebie wiele zastrzeżeń. Zdajesz sobie sprawę ile razy oberwałem od ciebie jakimś cholernym zaklęciem. Nie wspominam już o tym ostatnim, które zmieniło kolor moich włosów na różowy!
Przygryzł sobie wargę, na wspomnienie tej stuacji i ponownie spojrzał na Malfoy'a. Widząc, że Draco się do niego uśmiecha, odwzajemnił mu się, wiedząc, że po raz pierwszy obaj robią to szczerze.
- Masz zamiar to, wypić, czy rzeczywiście odezwał się w tobie tchórz? – Ironiczne pytanie Malfoy'a i jego lekki ruch głowy sprawiły, że spojrzał na własne dłonie, dopiero teraz uzmysławiając sobie, że wciąż zaciska kurczowo palce na kryształowym flakoniku.
Jęknął mimowolnie słysząc jego chichot. Był pewien, że w tym momencie musi wyglądać głupio i jego mina z pewnością sprawia mu nie lada satysfakcje.
- A ja zawsze sądziłem, że Gryfoni są odważni.
- Zamknij się.
Malfoy tylko się uśmiechnął.
- A tak z drugiej strony, jakim cudem w ogóle trafiłeś do Gryffindoru?
Nim przebrzmiało echo ostatniego pytania w pamięci stanęła mu ceremonia i jego rozmowa z tiarą. Dlaczego wtedy tak bardzo się upierał? Żałował że w tamtym dniu nie miał tej wiedzy, co w tej chwili albo chociaż jej małej części…
- Ziemia do Pottera. – Otrząsnął się widząc rękę machająca mu przed twarzą.
- Przestań.
- Czy zawsze masz takie odloty? A może prorok jednak miał rację i z tobą rzeczywiście jest coś trochę nie tak?
Tym razem sam się roześmiał.
- Pij, pij. Przynajmniej przestaniesz wyglądać jak idiota.
Widząc, że Malfoy kieruje się do wyjścia, skinął mu głową, lecz dopiero gdy zamknęły się za nim drzwi, a kroki zaczęły powoli oddalać, pozwolił sobie na wypowiedzenie jednego słowa.
- Dzięki.
Wiedział, że właśnie tego mu brakowało dzisiaj. Normalnej rozmowy. Chociaż z drugiej strony, żadna rozmowa z Malfoy'em nie może być normalna, no ale może rzeczywiście sam nie jest do końca normalny?
Po raz kolejny spojrzał na eliksir.
Tchórz? Może…
Wyszczerzył zęby i szepcząc „na zdrowie", jednym haustem opróżnił fiolkę.
x x x x
Koniec rozdziału Szóstego
