Za poprawienie rozdziału dziękuję bardzo SimplyIsabelleS.
Dziękuję za komentarz i za wszelkie wsparcie. Miło mi wiedzieć, że to opowiadanie się podoba. Dzięki temu mam jeszcze większą motywację, żeby tłumaczyć dalej.
Miłego rozdziału!
— Smith, mogę cię prosić na słówko?
Harry zatrzymał się i odwrócił w stronę Riddle'a. Minęły dwa tygodnie od spotkania Klubu Ślimaka i usilnie starał się unikać Riddle'a. Żałował, że nie wyszedł z Pokoju Wspólnego chwilę wcześniej.
— Przepraszam, ale jestem zajęty – skłamał Harry.
— Och, tym razem nie mam zamiaru kłopotać cię rozmową. Zamiast tego chciałbym prosić cię o przysługę.
— Przysługę? - zapytał powoli.
— Tak. Słuchaj, mam tutaj list i naprawdę zależy mi, żeby został dostarczony, a sam nie mam na to czasu. Wiesz, obowiązki szkolne i inne. Myślałem, że skoro spędzasz tak dużo czasu poza Pokojem Wspólnym, mógłbyś mi z tym pomóc. Co ty na to?
Harry rozpoznał ton w głosie Riddle'a – używał go zawsze, gdy chciał, żeby ktoś robił coś za niego. Był zdezorientowany tą sytuacją. Dobrze wiedział, że Riddle'owi nie brakuje czasu, a już na pewno nie z powodu szkoły. Na większość dnia zaszywał się gdzieś w towarzystwie swoich przyjaciół i nie sądził, że wtedy odrabiają prace domowe. Wszyscy profesorowie narzekali, że Avery, Lestrange i Nott i inni nigdy nie mają zadań. Jednak Riddle za każdym razem miał wszystko odrobione, mimo że spędzał tyle czasu ze śmierciożercami.
Dlaczego więc Riddle prosił kogoś o przysługę? Dokładniej, dlaczego prosił o nią Harry'ego? Równie dobrze któryś z jego sługusów mógłby go wyręczyć. Pozostał tylko jeden powód. Riddle chciał Harry'ego w coś wrobić. Dlatego przyjrzał się dokładnie Riddle'owi.
— Dlaczego akurat ja mam to zrobić?
— Jak powiedziałem, spędzasz dużo czasu poza Pokojem Wspólnym. Nikt cię też tam nie zatrzymuje.
— Nie mam dzisiaj czasu – stwierdził Harry krótko.
— Dlaczego? - zapytał Riddle, maskując ciekawość.
— Ja... - Wtedy wpadł mu do głowy pomysł. Skoro Riddle chciał go w coś robić, powinien się do tego przygotować. Jeśli teraz odmówi, Riddle wymyśli coś gorszego, jakiś inny sposób, żeby się do niego dostać. Będzie też wiedział, że Harry domyślił się, że to podstęp. Jeśli się zgodzi, Riddle stwierdzi, że Harry nie zorientował się, że za tą prośbą stoi coś więcej.
Używając swoich najlepszych umiejętności aktorskich, starał się wyglądać, jakby nie dostrzegł ukrytego podstępu i chociaż raz rozważał bycie dla niego miłym. Spojrzał na list w rękach Riddle'a i westchnął z irytacją, dając do zrozumienie, że nie maja innego wyjścia, tylko się zgodzić.
— Dobrze, dostarczę twój list...
Riddle uśmiechnął się lekko, gdy Harry wyciągnął rękę po przesyłkę.
— Komu go zanieść?
— Chłopakowi, który nazywa się Rubeus Hagrid. Mieszka w chatce na skraju Zakazanego Lasu.
— Co? - zapytał Harry szybko.
— Taka odległość do dla ciebie problem? - Riddle uniósł brwi, źle odczytując zdziwienie Harry'ego. - Sądziłem, że będziesz chciał uniknąć prefektów i nauczycieli... Czyżbym się mylił?
— Nie, ja tylko... - Harry kompletnie zapomniał, że Hagrid jest w Hogwarcie. Nie mógł uwierzyć, że umknął mu ten szczegół. Dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej? Po tych wszystkich wydarzeniach, spotkaniu Dumbledore'a, Slughorna i innych osób, Harry przeoczył, że gajowy też tu był.
Riddle wciąż czekał na odpowiedź. Jeśli będzie milczał dłużej, Riddle domyśli się, że coś jest nie w porządku.
— To żaden problem.
Riddle skinął powoli głową, wyraźnie zadowolony, że wszystko poszło po jego myśli. Biorąc list, Harry wyszedł z Pokoju Wspólnego. Było około dziewiątej wieczorem, więc większość uczniów, których widział, kierowała się do swoich dormitoriów. Gdy doszedł do opustoszałego przejścia ukrytego między dwoma gobelinami, wyciągnął pelerynę niewidkę. To dzięki niej mógł bez problemu poruszać się po Hogwarcie.
Po założeniu peleryny wszedł jedno piętro wyżej, do Sali Wejściowej. Gdy zbliżał się do wyjścia zastanawiał się, dlaczego Riddle go o to poprosił. Im dłużej nad tym myślał, tym bardziej był pewny, że to nie musi być podstęp czy zawoalowana propozycja przystąpienia do śmierciożerców. Nie było możliwe, że dzięki temu wsparłby jego organizację i Riddle na pewno sam był na tyle bystry, żeby to wywnioskować. Musiał być więc inny powód.
Wtedy zrozumiał, że Riddle go testuje. Chciał sprawdzić, czy potrafi dotrzeć do chatki niezauważony. Musiał być ciekawy, dlaczego nikt jeszcze nie złapał Harry'ego. Od dnia, kiedy Riddle zagroził, że powie o jego nocnych eskapadach, zawsze brał pelerynę niewidkę ze sobą. Wiedział, że dopóki nikt go nie zobaczy albo nie złapie, nie było sposobu, żeby zmusić go do przebywania ze Ślizgonami. A ta niechęć do Ślizgonów musiała jeszcze bardziej podsycić ciekawość Riddle'a.
Harry otworzył jedno skrzydło wspaniałych, dębowych drzwi i wyślizgnął się z zamku, kierując kroki w stronę chatki Hagrida. Widział zapalone światło w znajomych oknach. Był szczęśliwy, że mógł odwiedzić Hagrida.
Przypomniał sobie pierwszy rok, kiedy pomagali gajowemu z małym smokiem Norbertem i zaraz pomyślał o drugim roku, kiedy tak bardzo chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o Komnacie Tajemnic. Był jeszcze trzeci rok, kiedy ukrywali się z Hermioną przed swoimi przeszłymi wcieleniami. Na czwartym i piątym roku Harry zawsze odwiedzał Hagrida, gdy miał poważny problem, a na szóstym w tej oto chatce z małą pomocą szczęśliwego eliksiru uzyskał wspomnienie od Slughorna.
Teraz był w połowie drogi, zarówno długo przed jaki i długo po tym jak odwiedził dom przyjaciela pierwszy raz. Co gorsza, teraz dostarczał Hagridowi list od Toma Riddle'a. Od chłopaka, który prawie zrujnował życie i przyszłość Hagrida...
Harry zatrzymał się. Dziwił się dlaczego dopiero teraz o tym pomyślał. Tak właściwie to dlaczego Riddle wysyła Hagridowi list? Riddle powinien wiedzieć, że kontaktowanie się z chłopakiem, którego wrobił, nie było z jego strony mądre. Może sądził, że skoro Harry nie wie o tym wydarzeniu, będzie mógł mu zaufać... Ale Riddle nie ufał nikomu. Wciąż stał w miejscu, próbując rozgryźć, o co chodzi. Naprawdę chciał zrozumieć tę sytuację.
Jeśli Harry naprawdę potrafił czytać w myślach, może Riddle stwierdził, że on wie o wydarzeniu między nim a Hagridem. Równie dobrze mógł o tym usłyszeć od innych uczniów. Bez wątpienia wciąż krążyły o tym plotki. Tak czy inaczej, Riddle prawdopodobnie spodziewał się, że Harry wie o historii, która łączyła się z Komnatą Tajemnic... To znaczyło, że oczekiwał, że Harry będzie zainteresowany dostarczanym listem.
Teraz naprawdę chciał otworzyć kopertę. I nagle zrozumiał. Dokładnie tego chciał od niego Riddle. Ale jeśli nie przeczyta listu, straci szansę, żeby dowiedzieć się, w co pogrywał młody Voldemort. Harry żałował, że się zgodził. W tej chwili stał się boleśnie świadomy, że chłopak zawsze był o krok przed nim. Od początku był na straconej pozycji, mimo, że wiedział o Riddle'u więcej niż on sam wiedział o sobie.
Ale czego mógł oczekiwać? Voldemort nie był głupi. Nawet w wieku siedemnastu lat. Nawet, gdy mierzył się z kimś z przyszłości. Harry zaczynał się czuć naprawdę paskudnie. Musiał otworzyć ten list, nawet jeśli to było celem Riddle'a. Jeśli oprze się pokusie, straci szansę na dowiedzenie się, o co chodzi. Nie wyciągnie wniosków z tej pomyłki...
To nie mógł być podrobiony list, nie miałoby to sensu. Harry, nie myśląc już o niczym, otworzył pośpiesznie kopertę. Rozpoznał schludne pismo Riddle'a i w świetle różdżki zaczął czytać.
Drogi Hagridzie!
Wiem, że prawdopodobnie jesteś zszokowany i osłupiony, że do Ciebie piszę, ale proszę, nie wyrzucaj od razu tego listu. Przynajmniej dopóki nie przeczytasz, co jest w środku. Piszę do Ciebie z najlepszymi intencjami. Mam nadzieję, że zgodzisz się na propozycje, które Ci przedstawię. Nie proszę o zmianę w naszej relacji, którą to ja niewątpliwie zepsułem. Proszę Cię tylko, żebyś na tyle, na ile pozwoli Ci przeszłość, rozważył te opcje dla dobra przyszłości.
Mówiąc wprost, chciałbym dowiedzieć się więcej o Twoim pochodzeniu. Nie chodzi mi o Twojego ojca, ale o matkę i jej ewidentnie dużą rodzinę. Wiem, że w tej szkole nie ma wielu osób, jeśli w ogóle poza mną i tobą jacyś istnieją, którzy chcieliby dowiedzieć się o Twoich przodkach. Dla mnie jest to interesująca historia, a wiedza dzięki niej zdobyta mogłaby w przyszłości posłużyć dla dobrych celów.
Nie wiem czy jesteś tego świadomy, ale chciałbym poznać wszystkie rodzaje magicznych stworzeń. Dzięki Twojej wiedzy w tym temacie jesteś idealną osobą do rozmowy na ten temat. Nawet mimo twojego młodego wieku oczywistym jest, że nawiązałeś pewną więź z magicznymi stworzeniami. Przypuszczam, że to dzięki pochodzeniu Twojej matki. Dar taki jak Twój nie powinien pozostać niewykorzystany.
Jeśli stanowczo nie chcesz rozmawiać ze mną na ten temat, nie będę Cię więcej niepokoił. Jeśli jednak się zgadzasz, dokonałeś bardzo mądrego wyboru. W tym wypadku jak najszybciej powiadom mnie o tym listownie. Nie proszę o więcej niż kilka faktów. Możemy komunikować się przez sowy, jeśli nie chcesz mnie oglądać.
Przesyłam wyrazy szacunku,
Tom Riddle
Przez dłuższą chwilę, Harry wpatrywał się w pergamin. Gdy tak stał, nie będąc w stanie się poruszyć, prawie nie czuł zimnego wiatru, który dostawał się pod pelerynę niewidkę. Zastanawiał się, co ten list znaczy, roztrząsając go w najmniejszych fragmentach. Stał w jednym miejscu prawie dwie minuty, gdy w końcu doszedł do jednego wniosku. Riddle chciał przejąć władzę nad olbrzymami.
To był tylko początek, ale Harry prawdopodobnie wiedział, co to znaczy. Szybko przeczytał list jeszcze raz, zauważając, że jest bardzo dobrze napisany. Dzięki użyciu odpowiednich warunków, nie ujawnił zbyt wielu informacji o swoich planach względem olbrzymów. Hagrid prawdopodobnie pomyśli, że rodzina jego matki jest zaangażowana w jakieś magiczne badania.
Harry, podobnie jak Riddle, wiedział, że Hagrid jest przyjazną osobą i doszuka się w tym liście tylko pozytywnych motywów. Zastanawiał się, czy gajowy zdaje sobie sprawę, że Riddle jest po prostu zły. Hagrid z łatwością wpadnie w uprzejmą pułapkę Riddle'a, jeśli uwierzy, że starszy chłopak chce mu wynagrodzić przeszłość lub nie boi się potworów, które półolbrzym tak lubi. Hagrid może pomyśleć, że Riddle żałuje tego, co zrobił i chęcią wysłucha, co ma do powiedzenia, ponieważ jego rodzice również nie żyją.
Gdy dostarczy ten list, Riddle z pewnością wykorzysta Hagrida. Będzie udawał, że rozumie problemy gajowego, podobnie jak jego wspomnienie zrobiło to z Ginny. Riddle nie będzie musiał udawać zbyt długo, ponieważ uzyska informacje szybciej, niż mógłby się spodziewać.
Harry przygryzł wargę na myśl, że Hagrid już coś wiedział o olbrzymach. Riddle będzie miał szansę szybko zdobyć władzę... albo nawiązać sojusze z olbrzymami w całym kraju jeszcze zanim ten rok się skończy. Harry nie wiedział zbyt wiele o pierwszej wojnie, ale był świadomy, że magiczne stworzenia odegrały w niej bardzo dużą rolę. Z olbrzymami po swojej stronie, Voldemort będzie o wiele potężniejszy od Ministerstwa. Miał więcej do zaoferowania. Miałby po swojej stronie magiczne stworzenia...
Harry odwrócił się powoli w stronę górującego nad nim zamku. Czuł, jak jego serce bije coraz szybciej gdy wyobraził sobie, że olbrzymy mogły przebywać niedaleko, czekając na szansę zniszczenia szkoły i zabicia wszystkich uczniów. Krew szumiała mu w uszach i zanim się spostrzegł, ruszył w stronę chatki Hagrida. Nie chciał być już dłużej sam wśród tej ciemności.
Wkrótce był już na schodach prowadzących do chatki. Zapukał i usłyszał za drzwiami hałas. Gdy ciężkie kroki Hagrida się zbliżały, przypomniał sobie, że nie powinien teraz używać peleryny niewidki. Szybkim ruchem ściągnął ją z siebie i schował do kieszeni szaty, zanim otworzyły się drzwi, w których ukazał się chłopak z grzywą splątanych włosów.
Hagrid był trochę niższy niż w jego wspomnieniach, ale nadal każdego przewyższał wzrostem. Paciorkowate, ciemne oczy nie były tak wesołe, a bez ogromnej brody zasłaniającej mu pół twarzy wyglądał inaczej, ale Harry wiedział, że to wciąż jest ten sam czarodziej, z którym się zaprzyjaźnił. Podróż w czasie nie mogła tego zmienić.
Harry zdał sobie sprawę, że przygląda się Hagridowi zbyt długo. Prawie poczuł się zawstydzony, ale nie przestraszony, mimo że chłopak przed nim był od niego przynajmniej trzy razy wyższy i siedem razy silniejszy.
— Uhm... przepraszam, że przeszkadzam, Hagr... panie Hagridzie, ale mam dla pana list.
— List?
— Tak. Nie ode mnie, oczywiście. Poproszono mnie, żebym go dostarczył.
Harry wyciągnął kopertę z listem od Riddle'a. Zdołał zakleić kopertę prawie idealnie, zanim poszedł do chatki, więc był pewny, że Hagrid nie zauważy, że została wcześniej otwarta. Po chwili wahania Hagrid wziął ją od Harry'ego.
— Dzięki... Tera znikaj.
Hagrid miał zamiar zamknąć drzwi, gdy Harry przemówił.
— Eee... chciałbym ci powiedzieć, że...
— Że co?
Harry nie miał pojęcia, w jaki sposób powinien to powiedzieć. Postarał się wymyślić coś odpowiedniego w tak krótkim czasie.
— Chciałbym ci powiedzieć, że ja osobiście nie zgadzam się z osobą, która napisała ten list.
— I co z tego?
— Uhm... sądzę, że to nie ma dużego znaczenia... ale powinieneś wiedzieć, że ta osoba lubi grać w różne gierki. Już dzisiaj zostałem przez niego wrobiony... Robi to bez zastanowienia i do końca nie domyślasz się, jak źle się to skończy. Robi to tylko dla siebie, ty nie będziesz miał z tego żadnych korzyści.
— O czym ty gadasz? - zapytał Hagrid, wyglądało an to jednak, że domyślał się, do kogo nawiązuje Harry.
— Po prostu... po prostu nie słuchaj go. Wyjdzie ci to na dobre.
Wpatrywali się w siebie przez chwilę. Harry czuł, że powinien powiedzieć coś jeszcze, ale nie miał już pomysłów. Miał nadzieję, że te słowa nie zdradziły, że wie zbyt wiele, ale dzięki nim Hagrid nie pomoże Riddle'owi. Po chwili Hagrid przełamał ciszę.
— Dobra. Branoc.
— Dobranoc – odpowiedział Harry, szybko schodząc ze schodów, żeby pokazać, że odchodzi.
Ciemność, która zapadła, gdy Hagrid zamknął drzwi, przytłoczyła Harry'ego. Założył pelerynę niewidkę i ruszył w stronę zamku. Światła padające przez duże okna prowadziły go bezpiecznie do Hogwartu. Ale jego myśli zajęte były czym innym.
Riddle musiał liczyć na to, że tym listem rozbudzi ciekawość Harry'ego. Udało mu się to, ale nie w ten sposób, na który liczył. Harry nie płonął z ciekawości, dlaczego Riddle wysłał taką zagadkową wiadomość do dzikiego gajowego z niejasną przeszłością. Zamiast tego zastanawiał się, z jakiego powodu Riddle wysłał ten list właśnie teraz. Wydawało mu się, że to jeszcze za wcześnie...
Wiedział, że Riddle nie sprawdza, czy może mu zaufać. Jeśli Harry zaniósł list Hagridowi, nawet jeśli go wcześniej przeczytał, Riddle powinien powstrzymać się od powiedzenia nauczycielom o jego nocnych spacerach. Plan oczywiście był taki, żeby skontrolować, czy Harry'emu można w pewnym stopniu coś powierzyć, nawet jeśli wcześniej miał pewne podejrzenia co do Toma i zobaczyć, czy dostanie się do chatki Hagrida nie będzie dla niego problemem. Harry przeszedł oba te testy... nie wiedział tylko, czy to dobrze.
Był pewny jednego. To był początek największej wojny czarodziejów, z którą kiedykolwiek przyszło się im zmierzyć. Riddle już na tym etapie planował rządzenie olbrzymami i innymi magicznymi stworzeniami. Harry zdał sobie sprawę, że będzie musiał zrobić coś z Voldemortem, zanim będzie za późno. Jeśli miał zamiar go zrozumieć, będzie musiał dostosować się do gierek Riddle'a i z czasem sam zacząć je prowadzić. Nie było miejsca na błędy... a był tylko jeden sposób, żeby się tego nauczyć.
Nie miał pojęcia, co zrobi, ale wiedział, że musi wykorzystać jedyną szansę jaką miał. Ten pomysł go przerażał. Jeśli chciałby go zrealizować, musiałby zbliżyć się do Riddle'a i czekać cierpliwie na właściwy moment. Dopiero wtedy mógłby zniszczyć pewną część Czarnego Pana. To mogło trwać lata, ale było tego warte.
Został z tym sam. Całkowicie i zupełnie sam...
...dopóki nie spotka starszego Dumbledore'a, tworzącego Zakon Feniksa. Nie pocieszyło go to. W końcu Lupin, Syriusz i jego rodzice też tam będą. I cała reszta czarodziejów, których znał.
Wtedy zdał sobie sprawę z tego, dlaczego czuł się zestresowany. Nawet jeśli uda mu się przeżyć tak długo, będzie musiał powstrzymywać się od ujawniania niektórych informacji, ponieważ może to zmienić przyszłość. Zmiana dnia, w którym pojawił się w latach czterdziestych to jedno, ale zmienienie dnia, w którym Voldemort przybył do Doliny Godryka i zabił jego rodziców, to poważniejsza sprawa.
Jeśli dożyje do tego czasu, będzie musiał pozwolić umrzeć jego rodzicom, po tym jak znali się przez miesiące albo lata dzięki Zakonowi. Potem Syriusz zostanie zesłany do Azkabanu, a Lupin pozostanie ukryty wśród wilkołaków ze strachu przed byciem niesłusznie oskarżonym o różne zbrodnie. Harry nie wiedział, czy będzie w stanie do tego dopuścić.
Ale znaczyło to również, że może będzie w stanie oszczędzić kilka ludzkich istnień lub uratować świat przed zagładą. Z jakiego innego powodu trafiłby tutaj? Gdy dłużej się nad tym zastanowił, to było dość trafne uzasadnienie dla tej kompletnie pokręconej i zagmatwanej sytuacji. Czekała go długa i kłopotliwa droga, trwająca ponad pięćdziesiąt lat, ale nadal będąca lepszym rozwiązaniem niż śmierć. Z tego, co wiedział, ta wojna... mimo że już namieszał, wciąż miał szansę na naprawienie błędów. Mógł umrzeć, ale przynajmniej zrobi coś, żeby pomóc. Czuł się z tym źle, ale to zignorował.
Musi zbliżyć się do Riddle'a i śmierciożerców. Czuł się przez to trochę nieswojo. Zastanawiał się, jak zniesie ich obecność. Jeśli chciał, żeby jego plan się powiódł, nie będzie mógł trzymać Riddle'a na dystans. Nie chciał o tym myśleć, ale na wypadek, gdyby musiał zostać śmierciożercą, powinien być w tym wiarygodny.
W pewien sposób czuł się jak Snape, mimo, że on nie przeszedł przez to, co Harry. Jednak powinien być tak dobry jak Snape, jeśli nawet nie lepszy. Był jedyną osobą, która tak długo oszukiwała Voldemorta. Jak na tę chwilę, nie wiedział jeszcze, co powinno dla niego znaczyć „być jak Snape", ale w tej sytuacji miało to sens. Dzięki temu poczuł się pewniej.
Był już przy wejściu do Pokoju Wspólnego, gdy przestał myśleć o tym nowym i niezwykłym planie. To nie był odpowiedni moment na rozmyślanie o takich rzeczach. Tylko czas pokaże, w jakim kierunku to wszystko się rozwinie. To był początek nowej przygody i tym razem nie pomoże mu szczęśliwy przypadek. Musiał być przygotowany i samotnie zmierzyć się ze wszystkim, co nadejdzie.
