Drugi rozdział w tym dniu, a ja zamiast się uczyć publikuję to coś.
Przestałem idealizować tą gadzinę właśnie tamtego dnia. Kiedy miałem dyżur na korytarzu. Klasa Lovino i Luizy miała lekcje na korytarzu który pilnowałem.
Przechadzałem się w kółko, uważnie wykonując robotę, której nienawidziłem z całego serca, ale jak każdą pracę i tą traktowałem poważnie. Ale idąc przez całą przerwę w kółko i ich pilnować to najgorsza robota pod słońcem, ale trzeba ją zrobić, a to właśnie ja zrobię ją najlepiej.
Zauważałem każdy ruch, nic nie mogło mi umknąć.
W tym momencie Feliciano wchodził na to piętro, czy on chce mi utrudnić robotę? Mam nadzieję, że nie.
Ale nie podszedł do mnie.
Podszedł do Lovino, wyostrzyłem słuch i usłyszałem prośbę o pożyczenie kanapki i odmowę pełną przekleństw.
Feliciano jęknął w smutku i wykrzywił usta w podkówkę.
Podszedłem do niego i dałem mu swoją, tak aby nikt poza nim i Lovino nie mieli szansy tego zobaczyć.
Uśmiechnął się do mnie tak, że miałem wrażenie, że zaraz będzie chciał mnie pocałować, ale nic takiego się nie wydarzyło.
Odpakował pazłotko uśmiechając się, gdy zobaczył w środku ser zmarkotniał.
-Nie masz innej?
-Ty...
Ugryzłem się w język. Nakrzyczę na niego później, środek korytarza nie jest najlepszym miejscem na traktowanie go w normalny sposób. Tu i teraz jesteśmy nauczycielem i uczniem.
Więc wyszeptałem mu do ucha.
-Spotkamy się na następnej przerwie w dwudziestce, nie zapomnij.
Dwudziestka to opuszczona sala, w której stoją tylko stare, zniszczone ławki i jest swego rodzaju składzikiem, który był zamykany na klucz. Ale ja jako nauczyciel miałem dostęp do wszystkich kluczy, więc nie był to dla mnie problem.
Feliciano przytaknął.
Wtedy podeszła do nas Luiza.
-Ah Feli!-poczułem te słowa jak cios w brzuch. Jak ja powiedziałem do niego pierwszy raz Feli to było jak zaręczyny, a ona normalnie tak na niego gada? Poza czasem mną nazywa go tak tylko jego brat.-Zapomniałeś kanapki? Możesz wziąć moją!
-Ve, Luiza! Nie pozwolę aby taka piękna dziewczyna się głodziła przeze mnie.
-Nie, to nic Feli.
Feliciano zaczął puszczać jej flirciarskie uśmieszki.
Ja nie wierzę.
Lovino zakrył sobie twarz dłonią i wyszeptał.
-Kurna znowu flirtuje.
-Ależ Luiza. Chodzący ideał którym jesteś potrzebuje siły! To wszyscy chłopcy powinni ci się kłaniać i oddawać swoje kanapki.-powiedział chwytając jej rękę i całując delikatnie i nie inwazyjnie.
Chciałem reagować, ale po pierwsze zamurowało mnie, po drugie nie wiedziałem jak, a po trzecie to byłoby dziwne gdyby nauczyciel do tego stopnia czepiał się w sprawy uczniów, a nie zamierzam spalić swojej przykrywki.
Mogłem tylko odchrząknąć, ale tego lowelasa nic nie obudzi.
-Ah Feli! To ty jesteś taki uroczy i boski, jakim cudem nie masz jeszcze dziewczyny?
-Bo nigdy nie spotkałem idealnej, aż do tej chwili.-spojrzał jej w oczy z miną dumy, spełnienia i narcyzmu.
Poczerwieniałem a od środka zżerały mnie złość i niemoc na raz, wtedy w kostke kopnął mnie Lovino.
-Na co czekasz lelaku?! Walcz o niego!
-Ale jak?
-Jakkolwiek, chyba nie pozwolisz mu być z kimś innym?! Niestety to właśnie ty ziemniaczany łbie zostałeś stworzony dla mojego brata, więc teraz o niego walcz. Feli jest wbrew pozorom sprytny, to może być próba debilu!
-Yyyy
Ścisnąłem mocno mój kubek z kawą.
Zaraz.
Mój kubek z kawą.
Zagrałem scenkę potknięcia się i nieszczęśliwego wypadku, którego skutkiem było oblanie tej jędzy.
Traf chciał, że zobaczył to dyrektor.
-Ojejku! Przepraszam!-przekrzyczałem krzyk Luizy.
Podszedł do nas dyrektor.
-Panie Beilschmidt, powinien Pan przestać pić kawę.
-Przepraszam! To wypadek proszę pana!
-Ale ja nic nie podważałem. A poza tym mój garnitur się nie odeprał.
Chyba wpadłem, a na pewno mam na pieńku u dyra.
Gdy dyrektor odszedł Luizy już nie było, pewnie pobiegła do łazienki z płaczem. Dobrze jej tak.
Na następnej przerwie wziąłem klucz do dwudziestki, schowałem go w kieszeni i wybrałem się pod nią. Musiałem sobie poważnie pogadać z Vargasem.
Ale ktoś mnie już uprzedził.
Stał rozmawiając sonie z... Luizą!
Chichotała czerwieniąc się. Jego flirciarska natura doprowadzi mnie do nerwicy. Spokojnie. Przecież on kocha mnie. Z nią tylko flirtuje.
Ale wtedy ona objęła go w pasie i szybko sprzedała niespodziewany pocałunek prosto w usta.
Cały się zagotowałem u zgniotłem swój kubek, ta jędza zapłaci mi za zniszczenie prezentu od Gilberta i poplamienie moich ubrań i dumy. Ale to ten debil Feliciano to zaczął, dał jej nadzieję, a ona go pocałowała.
Postarałem się uspokoić usprawiedliwiając Feliciano i czekając na to aż ją odtrąci.
Ale wtedy odwzajemnił pocałunek i nawet go pogłębił.
Nie wytrzymałem.
Wszedłem pomiędzy nich cały gotując się bardziej niż woda w czajniku.
-Co tu się dzieje?!
-Ahh Ludwig.
I jeszcze nas wyda!
-Idźcie do klasy! Już!
-Ale proszę pana! Co w tym złego, my tylko się kochamy!
Moje brwi pokazały całą moją frustrację kurcząc się.
-Przeczytaj sobie regulamin szkoły.
Tak naprawdę nie byłem pewny cod o regulaminu, ale musiałem coś wymyśleć i tak go nie przeczyta.
Poszła nabuzowana niczym Lovino.
Feliciano też chciał zdezerterować, ale zatrzymałem go mocno zaciskając na jego ramieniu rękę.
Praktycznie wrzuciłem go do klasy. Po czym zamknąłem ją na klucz.
-Co to ma znaczyć Vargas?!
-Luddy! Nie bądź zły!
-Jak mam kurde nie być! Już chciałem ci wybaczać! Ale wtedy zamiast ją odepchnąć ty ją pocałowałeś! Więc nie wciskaj mi kitów, że nie!
-Tak to prawda.-spojrzał w podłogę w taki sposób, że zacząłem czuć się winny, że go skrzywdziłem.
Co?! Ja?! Ja go?! To on mnie skrzywdził! Lovino ma rację! Jest sprytny! Specjalnie chce mnie wciągnąć w poczucie winy! Ale ja nie dam się jego marnym sztuczkom!
-Co jest prawdą?! Że tak bezczelnie mnie zdradzasz?!
-Ale Luddy...
-Nie ma Luddy! Co to miało być?!
Popłakał się.
-Nie rycz! Tylko się tłumacz! Walcz o mnie! Dlaczego tego nie robisz?! Nie podobam ci się już?
-Nie. To nie to. Ja po prostu naprawdę bardzo lubię dziewczyny. Nic nie mogę z tym zrobić. Flirtowanie jest w mojej naturze. Na początku lekko poflirtowałem, nie myślałem, że mnie pocałuje. A odwzajemniłem go żeby nie czuła się odrzucona!
-Ale teraz dałeś jej nadzieję!
-Ale Luddy! Ty mnie nigdy nie całujesz!
-Jak to nigdy? Całowaliśmy się aż dwa razy!
-Jesteśmy razem pół roku!
-Takiemu flirciarzowi jak ja i tak należy się medal za wytrzymanie tak długo. Poza tym tylko raz powiedziałeś mi, że mnie kochasz.
-Ah. Feli. Przecież wiesz, że cię kocham, nie ryzykowałbym tyle, gdyby to nie była prawda. Raz to powiedziałem, a póki tego nie odwołałem, to powinieneś wiedzieć, że to prawda.
Byłem już czerwony niczym pomidor.
Ah, dlaczego słowo pomidor kojarzy mi się z Lovino? I co najgorsze, nie wygląda na to, że to się zmieni w najbliższym czasie.
Feliciano znowu zalał się łzami.
-Dlaczego znowu płaczesz?-spytałem zdenerwowany.
-Powiedziałeś, że jest możliwość, że to odwołasz.
Palnąłem dłonią w czoło.
Zbliżyłem się bliżej do niego, nie jestem w tych sprawach dobry, ale jeśli tego wymaga, mogę się poświęcić. Złączyłem nasze usta, szybko i nieśmiało.
Jak najszybciej oderwałem się od niego czując, że zaraz zetnie się we mnie białko.
-Ah Luddy! Nasz trzeci pocałunek Ve! Ale nie postarałeś się!
-Nie licz na kolejny!
-No jasne, że nie, teraz liczę na coś więcej! A tak btw, to moi rodzice wiedzą o tobie! Znaczy nie wiedzą, że jesteś nauczycielem. I tak jakby nie wiedzą, że jesteś mężczyzną. I nie wiedzą ile masz lat. I chcą żebyś przyszedł na obiad! Będzie świetnie Ludwisiu! Musisz przyjść!
Kiedy myślałem, że już niczym mnie nie zaskoczy wyskakuje z czymś takim. To kurde jest sen.
-Co?, jak wogóle do tego doszło?! Feliciano!
-No bo, krzyczeli n mnie, że jestem no-life'm i jestem antyspołeczny, i nigdy nie miałem dziewczyny, to ja im wykrzyczałem, że właśnie, że kogoś mam.
-Oszalałeś?! Nie pójdę!
-Spokojnie, nie są homofobami! Przerobię cię na nastolatka, to łatwe! Pójdziemy do tego sklepu naprzeciwko szkoły...
-To nie ma prawa wyjść!-przerwałem mu jego planowanie.
Bo to nie ma prawa wyjść! Hehe.
