ROZDZIAŁ SIÓDMY
Tajemnice ujawnione
Krążył po dziale historycznym w bibliotece w poszukiwaniu odpowiedzi. Z początku służba Czarnemu Panu wydawała się czymś zupełnie innym. Zwabiony obietnicami wielkości i bogactwa Quirinus Quirrell chętnie zgodził się na współpracę, zwłaszcza że pierwotny plan wydawał się tak prosty. Szybko jednak iluzja zaczęła się rozpadać, wpierw niepowodzenie w Gringocie, a później trudności z dosięgnięciem kamienia w Hogwarcie. Z nadejściem września doszły dodatkowe komplikacje w postaci uczniów i Harry'ego Pottera. I tu właśnie pojawiał się największy problem Quirrella. Ta niezdrowa obsesja jaką jego Pan miał w stosunku do młodego Pottera najbardziej mu przeszkadzała. Dziecko miało tylko jedenaście lat, a wszystkie te myśli były po prostu chore. Nie mógł dłużej znieść marzeń o krzywdzeniu dziecka w tak brutalny sposób, te tortury, które wyobrażał sobie Czarny Pan były straszne. Z każdym dniem, co raz bardziej żałował podjętych decyzji i podczas momentów letargu Czarnego Pana szukał sposobu ucieczki z tej niebezpiecznej sytuacji.
Quirinus nigdy nie powiedział o sobie, że jest głupim człowiekiem, w młodości został przydzielony do Ravenclawu, więc logicznie pierwszym miejscem, do którego się udał szukając pomocy, była skarbnica wiedzy Hogwartu. W starej sekcji z zakurzonymi księgami, nietknięte ręką ucznia, leżały prawdziwe perły, przepełnione rytuałami i zapomnianymi zaklęciami. Głupi uczniowie sądzili, że wszystkie najciekawsze pozycje zostały zamknięte w sekcji zakazanej. Mylili się, tak bardzo się mylili. W rzeczywistości w wydzielonej strefie biblioteki znajdowały się głównie książki, które przy nieumiejętnym obchodzeniu mogły zranić czytającego bądź ich zawartość kłóciła się z obecnymi prądami politycznymi. Teraz musiał tylko znaleźć odpowiednią książkę i znów będzie wolny…
Kochani mamo i tato,
Mam nadzieję, że czujecie się dobrze i niepogoda nie wpłynęła na Wasze zdrowie. Tato, przekaż moje pozdrowienia cioci Marge. Z tego, co pamiętam, to Majcher niedługo ponownie zostanie ojcem.
Nie mogę uwierzyć, że minął już ponad miesiąc odkąd trafiłam do Hogwartu! Ta szkoła jest tak niesamowitym miejscem ze wszystkimi dziwacznymi rzeczami, że nawet po tym czasie nie przestałam nie dowierzać w to, co czasami widzę. Jestem naprawdę szczęśliwa ze Slytherinu. Jeśli miałabym wymienić tylko jeden powód, czemu tak jest, to byłby to brak wskazywania i gapienia się na mnie wśród reszty Ślizgonów. Rozmawiają ze mną a nie o mnie. I z pewnością nie próbują złamać sobie karków, żeby dobrze mi się przyjrzeć.
W Slytherinie jest pełno spadkobierców szlachetnych rodów oraz dzieci polityków. Tu wszyscy uważają się za ludzi o wielkim znaczeniu. Czym jest dla nich jeszcze jedna znakomitość? Dopasowałam się do tego towarzystwa bez większych problemów, właściwie to tak jakbym nigdy nie opuściła swojej starej szkoły podstawowej. Wszystkie te lekcje etykiety i dobrych manier, na które uczęszczałam z tak wielką niechęcią teraz owocują. Nie muszę się martwić, czy przez przypadek kogoś nie obrażę lub popełnię jakiś wielki nietakt. Blaise nadal jest jedyną bliską mi osobą, ale teraz, po ponad miesiącu przebywania w Hogwarcie, podczas nauki w bibliotece zaczęły towarzyszyć nam Daphne Greengrass oraz Pansy Parkinson. Nie mam nic przeciwko towarzystwu koleżanek, póki nie przeszkadzają nam w nauce. Blaise pławi się w zadowoleniu, otoczony samymi pięknymi paniami. Dzięki naszej małej grupce badawczej, cała nasza czwórka może śmiało powiedzieć, że lekcje transmutacji oraz zaklęć nie sprawiają nam większych problemów. Czary, których się nauczyliśmy, były z poziomu podstawowego i dla początkujących, ale już teraz widać, że są one wstępem do rzeczy bardziej zaawansowanych. Ciągle się zastanawiam, kiedy dotrzemy do czegoś bardziej skomplikowanego, chociaż na razie jestem zadowolona z tego, co robimy dotychczas. Profesor McGonagall odkryła u mnie talent do szczegółów, takich jak tworzenie konkretnych tekstur na obiektach transmutowanych i teraz kazała mi się skupić na poprawianiu siły i czasu trwania zaklęć. Nie mogę nazywać się cudownym dzieckiem, dużo ćwiczę, by osiągnąć taki poziom łatwości w rzucaniu czarów. Czytam też podręczniki oraz eseje teoretyczne z wyprzedzeniem.
Dzięki dużej ilości uprzejmości udało mi się przekonać do siebie madam Pince, naszą bibliotekarkę. Jej pomoc jest nieopisana, podsuwa mi co lepsze książki, które doskonale pomagają w uczeniu się magii osobom, które wychowywały się poza magicznym światem. Pansy z początku żartobliwie mi dokuczała z tego powodu, ale powiedziałam jej, żeby przemyślała to pod ślizgońskim kątem, i teraz już się ze mną nie droczy. A nawet jedna z prefektem z szóstego roku pochwaliła mnie za moją przebiegłość. Wskazała na korzyści stojące za ułagodzeniem bibliotekarki, i mojej niewielkiej ilości pracy w to włożonej.
Blaise nadal nie odstępuje mnie na krok. Dzięki temu mój włoski niezwykle się poprawił. Blaise też lepiej posługuje się angielskim. Oboje czerpiemy korzyści z naszej przyjaźni i naprawdę cieszę się, że spotkałam go w pociągu. Draco Malfoy – mój drugi współlokator z pokoju, jeśli zapomnieliście – stał się bardziej napastliwy i grubiański w swoich próbach zwrócenia na siebie mojej uwagi. Jego zachowanie działa mi na nerwy, ale nie mogę tego nigdzie zgłosić, bo nikt by mi nie uwierzył, że gdziekolwiek bym nie poszła, w którą stronę nie odwróciła głowy, to zawsze dostrzegę jego kosmyk platynowych blond włosów. Mam nadzieję, że to mu się niedługo znudzi.
Będę już kończyć. Prefekci wyganiają nas do łóżka i niedługo rozpocznie się cisza nocna.
Z miłością,
Harry.
oOo
Harry przeciągnęła się powoli słuchając odgłosów brzęczących w dormitorium. Po powolnych oddechu Blaise'a i cichym mruczeniu Malfoya poznała, że obaj chłopcy jeszcze śpią. Był sobotni poranek i nie spodziewała się niczego innego. Zwłaszcza, że wczoraj wieczorem wszyscy położyli się spać później niż zwykle. Cały dom Slytherina świętował siedemnaste urodziny prefekta z szóstego roku, które były szczególnie ważne w świecie czarodziejów. Od tego dnia Peregrine Derrick uchodził za osobę dorosłą. Nawet profesor Snape pojawił się w pokoju wspólnym, by życzyć Derrickowi wszystkiego najlepszego, a później rozkazał wszystkim poniżej piątego roku udać się do swoich łóżek. Nic dziwnego, że teraz większość domu jeszcze spała.
Nie musząc się spieszyć, Harry wstała cicho z łóżka, zgarnęła swoje ubrania na ten dzień i udała się do łazienki na długi prysznic. Zwykle nie mogła rozkoszować się przesiadywaniem pod wodą, gdyż chłopcy w każdej chwili mogli wejść, by skorzystać z toalety. I jak jeszcze nie martwiła się, że zobaczy coś, czego nigdy wcześniej nie widziała, dobroć mieszkania razem z Dudleyem, to nie chciała, by któryś z nich zobaczył ją w zawstydzającej sytuacji.
Zamknięcie drzwi do łazienki aktywowało zaklęcia uciszające. Ten, kto je rzucił był naprawdę bardzo inteligentnym człowiekiem. W ten sposób dźwięk prysznica nie budził innych mieszkańców dormitorium, co było bardzo doceniane zwłaszcza w weekendy, gdyż nie każdy był rannym ptaszkiem. Harry położyła swoje ubrania na pufę stojącą przy toaletce i zdjęła z siebie piżamę. Lekko zadrżała, gdy chłodne powietrze otoczyło ją i czym prędzej wskoczyła pod prysznic. Włączyła gorącą wodę i westchnęła lekko, gdy ciepły strumień oblał jej ciało.
Harry nie zwracała zbytnio uwagi na czas, woda i jej głośny śpiew zagłuszyły ciche skrzypnięcie otwieranych drzwi. Nie usłyszała również spłukiwanej toalety ani odkręconego kranu przy zlewie, zobaczyła Draco opierającego się o framugę kabiny prysznicowej, dopiero kiedy z niej wyszła, by sięgnąć po ręcznik. Chłopak uśmiechał się półgębkiem, i Harry widziała jak ten uśmiech spływa z jego twarzy, kiedy dotarło do niego to, co zobaczył. Malfoy zarumienił się i momentalnie odwrócił.
— Przepraszam — powiedział lekko skrzekliwie. — Nie wiele widziałem, i proszę, ubierz się.
Harry owinięta ręcznikiem mocno przyciśniętym do piersi, zerknęła w lustro i zobaczyła, że chłopak ma mocno zaciśnięte oczy. Szybko chwyciła ubrania i narzuciła je na siebie, nie bardzo dbając o zmarszczki na koszuli lub przekrzywione rękawy. Wybiegła z łazienki, praktycznie przewracając ziewającego Blaise'a w drzwiach. Dziewczyna nie zatrzymała się w dormitorium, tylko od razu wybiegła do pokoju wspólnego. Dopiero tam, pod karcącym spojrzeniem starszych uczniów doprowadziła swoje szaty do ładu. Nie czekając na nikogo ruszyła na śniadanie. Siadając przy stole w Wielkiej Sali czuła jak jej serce ściga się w piersi. Była przerażona, chociaż logiczna część jej umysłu mówiła, że przecież ktoś musiał kiedyś odkryć jej sekret. Z każdą upływającą minutą czekała, aż profesor Snape podejdzie do niej i każe się jej zgłosić do jego biura. Blaise opadł koło niej i lekko się uśmiechnął.
— Draco jeszcze nie pobiegł wszystkim powiedzieć.
Kiedy tylko chłopak skończył mówić, na swoje stałe miejsce zasiadł Malfoy i zaczął się wpatrywać w Harry. Jego wzrok aż palił, a dziewczyna miała ochotę ukryć się za czymś lub rzucić w blond chłopaka pucharem, najlepiej pełnym gorącej herbaty.
— W co on gra? — zapytała kierując całą uwagę na przyjaciela.
Zabini wzruszył ramionami i sięgnął po tosty, kładąc jednego również przed nią.
— Kto go tam wie?
I wtedy do Harry dotarło, że Blaise również wiedział. Wciągnęła lekko powietrze i spuściła głowę, a włosy zakryły jej oczy.
— Od kiedy wiesz?
— Od samego początku, matka szkoliła mnie w dostrzeganiu drobnych niuansów odkąd byłem małym dzieckiem. I zanim zapytasz, to nie było moje miejsce, by coś powiedzieć — powiedział cicho po włosku.
Harry nieśmiało na niego zerknęła, a on się do niej uśmiechnął, a następnie mrugnął.
— Niech rozpocznie się gra — szturchnął ją i wskazał od niechcenia widelcem na Malfoya.
— Tak, niech się rozpocznie.
Od tej feralnej soboty Harry zaczęła całkowicie unikać swojego współlokatora, kiedy tylko mogła. Blaise dzielnie ją w tym wspierał, podobnie jak nieświadome całego zajścia koleżanki z grupy badawczej. Draco, trzeba mu było przyznać, był wytrwały w swoich próbach zbliżenia się do niej i porozmawiania na osobności. I właśnie podczas jednego z momentów, kiedy ukrywała się przed Malfoyem, Harry wpadła na płaczącą Hermionę Granger w jednej z nieużywanych klas na czwartym piętrze.
— Wyjdź…
— Ciii… — Harry przyłożyła palec do ust i groźnie spojrzała na drugą dziewczynę. Następnie przycisnęła ucho do drzwi. — Chyba sobie poszedł… — wymamrotała.
— Powiedziałam wyjdź! — Hermiona warknęła.
Harry się do niej odwróciła i oparła ręce na biodrach.
— Jaki jest twój problem, Granger?
— Ja… och! — dziewczyna o bujnych włosach wyrzuciła ręce w górę i tupnęła. — Wy wszyscy jesteście problemem!
Harry zamrugała, nie wiedząc co zrobić lub powiedzieć. Miała tylko nadzieję, że ten wybuch wściekłości nie ściągnie na nią Malfoya. A Granger nie wydawała się skończyć na tym jednym oświadczeniu.
— Panno Granger — zawołała piskliwie — proszę trzymać się wyznaczonej długości esejów. To ważne. Panno Granger, proszę nie umieszczać w swojej pracy wszystkiego, co pani znajdzie w tym temacie, to w bardzo złym guście. — Krukonka zaczerpnęła powietrza. — Panno Granger, musi się pani nauczyć przesiewać informacje i zacząć rozróżniać te wartościowe od tych mniej przydatnych…
— Mają rację — Harry przerwała jej tyradę. — Profesor Snape ignoruje cię na eliksirach właśnie z tych powodów. Recytujesz podręczniki słowo w słowo, a to wygląda jakbyś w ogóle nie myślała. Gdyby któryś z profesorów chciał, by ktoś przeczytał na głos tekst z książki, to by o to poprosił.
Granger mocno zacisnęła oczy, próbując powstrzymać łzy, które chciały spaść z powodu tych ostrych słów. Harry westchnęła i przeczesała dłonią włosy.
— Czemu na każdych zajęciach tak wyrywasz się do odpowiedzi?
Pytanie tak zaskoczyło Hermionę, że aż czknęła.
— A jak inaczej zdobędę składowe za zaangażowanie i aktywność?
Harry zamrugała kilka razy.
— W Hogwarcie uczniowie nie są w ten sposób oceniani — powiedziała zwięźle. — Tak zwana aktywna część oceniana jest poprzez pracę praktyczną, zaś odpowiedzi na zajęciach to podsumowanie pracy teoretycznej, wobec czego nie jest brana pod uwagę. Możesz za to zgarnąć kilka punktów dla swojego domu, ale to wszystko.
— W takim razie nasze oceny końcowe…
— Są nieistotne, możesz mieć najgorsze noty ze wszystkich przedmiotów, a i tak przejdziesz na następny rok. Dopiero zewnętrzny egzamin ministerialny na koniec piątego roku ma jakiekolwiek znaczenie.
— Och… to okropne…
Harry z trudem powstrzymała się od warczenia. Zamiast tego odwróciła się na pięcie i podeszła do drzwi. Wolała już zmierzyć się z Malfoyem. Z ręką na klamce powiedziała kilka słów, które miała nadzieję, że druga dziewczyna weźmie sobie do serca.
— Granger, twoja desperacka potrzeba uznania za najbardziej błyskotliwą osobę w historii, odbywa się kosztem posiadania przyjaciół. Twoje wysiłki czynią cię wyjątkowo nieprzyjemną, już nawet nie będę mówić o twoim nawyku pouczania innych, którym sprawiasz tylko wrażenie, że się wymądrzasz. — Harry zacisnęła mocno dłoń na zimnej gałce. — Za każdym razem, gdy podnosisz rękę, przysięgam, chcę rzucić w ciebie książką — Harry powiedziała cicho. — To jak… tu nawet nie chodzi oto, że znasz odpowiedź. Myślę, że albo chcesz udowodnić, że jest lepsza od wszystkich innych, albo tylko czekasz, aż inni popełnią błąd, by ich wyśmiać. Jesteś chodzącym koszmarem.
Gwałtownym szarpnięciem otworzyła drzwi i wypadła na korytarz pozostawiając Hermionę Granger z szerokimi oczami i lepszym zrozumieniem postrzegania jej przez otoczenie. Chociaż mama upomniałaby ją za użycie tak brutalnych słów, które padły w zakurzonej klasie.
Lord Voldemort obserwował oczami swego sługi interesujące zjawisko, jakim był Harry Potter. Chłopiec wzbudzał w nim poczucie rozbieżności od pierwszej lekcji. Coś było nie tak, a Lord Voldemort nie lubił nie wiedzieć. Potter od pierwszej lekcji lekceważył przedmiot wykładany przez Lorda Voldemorta, jak on śmiał. I co z tego, że ten impertynencki bachor nie wiedział o obecności Lorda Voldemorta. To było niewybaczalne. Żył dziesięć lat jako mniej niż cień, przez to dziecko… A teraz jeszcze nieudolne odrodzenie Malfoya również skupiało się tylko na Potterze, a nie na nim, Lordzie Voldemorcie.
— Pppanie Mmalfoy, proszę uważać — wyjąkał Quirrell, a zgłębi klasy dobiegło prychnięcie prawdopodobnie od Weasley'a.
Jak Lord Voldemort chciał torturować tego dzieciaka zdrajców krwi, ale nie mógł pozwolić sobie na takie zachowanie, gdyż od razu zwróciłby na siebie uwagę tego kochanka mugoli Dumbledore'a.
Bachor Malfoya nawet nie zareagował. Nadal wpatrywał się w chłopca Potterów, jakby ten skrywał jakąś wielką tajemnicę. Lord Voldemort poruszył posiadanym ciałem, by stanąć naprzeciw Ślizgonowi i chwycił chłopca za podbródek, odwracając jego głowę i zmuszając go, aby na niego spojrzał.
— Panie Malfoy, coś panu powiedziałem — syknął zezłoszczony.
Zaskoczone dziecko szerzej otworzyło oczy, pewnie w całym swoim życiu nikt go tak nie potraktował. Lord Voldemort wykorzystał okazję i wśliznął się gładko do umysłu chłopaka. Co prawda ten miał zaczątki tarcz, mających bronić jego pusty umysł przed inwazją, ale były one niczym dla Lorda Voldemorta. Wspomnienia przelatywały szybko nie koncentrując się na niczym szczególnym, aż padły na wydarzenie mające czas jakiś tydzień temu. Incydent w łazience, szok i zaskoczenie, brak zrozumienia, chęć dowiedzenia się prawdy. Lord Voldemort wypuścił Malfoya ze swojej mocy, nie przejmując się tym, że chłopak opadł ciężko na ławkę i zacisnął oczy od bólu wywołanego gwałtownym włamaniem do jego myśli.
Dziewczynka. Dziewczynka. Dziewczynka. Dziewczynka.
Cała klasa wpatrywała się w profesora Quirrella i Malfoya. To było niespodziewane, by nauczyciel tak zareagował na brak uwagi ucznia. Zwykle, gdy ktoś nie zareagował na upomnienie, odejmowane były punkty, a przy upartym lekceważeniu trafiał się szlaban, ale nie coś takiego. Zdawało się, że profesor hipnotyzuje Ślizgona, a kiedy skończył, to Malfoy opadł jak marionetka o obciętych sznurkach. Za to Quirrell nieprzytomnym wzrokiem patrzył na ścianę, jakby ta skrywała najgłębsze tajemnice wszechświata i dopiero teraz raczyła je ujawnić. Nagle mężczyzna odwrócił się gwałtownie i spojrzał na Harry'ego Pottera i kilka razy kiwnął głową. Po napiętej minucie, profesor obrony ocknął się ze swego transu.
— Zajęcia skończone. Przeczytajcie rozdział szósty na następną lekcję. Wyjść!
Lord Voldemort nie poświęcił najmniejszej uwagi poruszonym uczniom, którzy zaczęli zbierać się do wyjścia. Czemu tak potężny czarnoksiężnik jak on wcześniej tego nie zauważył? I jak ta szlama śmiała tak oszukać Lorda Voldemorta!? Gdyby nie była martwa, to by ją torturował za jej zuchwałość. Teraz, gdy Lord Voldemort był świadomy tej drobnej śmieszności, mógł poświęcić całą swoją uwagę zdobyciu kamienia. Harry Potter przestała w ogóle być ważna, a próba zabicia dziewczynki byłaby bezsensowna. Kiedy Lord Voldemort zbierze siły, ponownie ruszy, by przejść przez tę po trzykroć przeklętą pułapkę.
Quirinus Quirrell ocknął się w opustoszałej klasie. Miał ponad czterdzieści minut, by przygotować się do następnej lekcji. Nie spodziewał się, że jego Pan przejmie jego ciało podczas zajęć. Chociaż będąc ze sobą szczery, był w głębi siebie rad, iż Potter przestał być już obsesją czarnoksiężnika. Nie rozumiał czemu tak wiele zmieniły informacje odkryte przez Czarnego Pana, i nie chciał wiedzieć, póki znaczyło to, że nie przyłoży ręki do morderstwa dziecka.
~ II ~
Nota autora: po dość długiej przerwie w publikacji, akcja opowiadania rusza trochę do przodu. Czy teraz ruszy lawina i każdy się dowie o tajemnicy Harry? A może nadal to będzie największy sekret Hogwartu?
Pomyślałam, że powinnam wyjaśnić dość dziwny sposób myślenia Voldemorta. Czarny Pan spędził 10 lat opętując małe ssaki i gady, by nadal pamiętać kim jest, a nie zatracić się w umyśle zwierząt musiał sobie powtarzać na okrągło: jestem Lord Voldemort. Teraz będąc w ciele Quirrella, aby pozostać oddzielonym od swego sługi musi stosować podobną taktykę.
