Minerwa od dawna dojrzewała do podjęcia jakichś bardziej zdecydowanych kroków w kierunku odzyskania kontroli nad całym tym kominkowym chaosem. Choć może „odzyskania kontroli" to nie było najwłaściwsze określenie. Nigdy nie miała nad tym kontroli. Pierwszym krokiem było zwołanie w nadzwyczajnym trybie posiedzenia Rady Pedagogicznej.

Nauczyciele, nie spiesząc się specjalnie, zgromadzili się w pokoju nauczycielskim.

– Dyrektor będzie? – spytał Flitwick.

– Mówił, że przyjdzie. Mam nadzieję, bo ma do podpisania stos dokumentów – odparła, wskazując na istotnie pokaźną stertę papierów. Minęła jednak ustalona godzina, a Dumbledore'a wciąż nie było.

Minerwa wstała i chrząknęła, przerywając rozmowy kolegów.

– Poprosiłam was tu, żebyśmy wspólnie opracowali jakąś strategię działania. Mówiąc krótko, musimy się zastanowić, co zrobić z całym tym kominkowym galimatiasem, w który nas wpakował Albus.

Do pokoju nauczycielskiego wpadł Dumbledore.

– Spóźniłem się? Przepraszam, zagadałem się. Te kominki są bardzo wciągające, nie uważacie? – mrugnął porozumiewawczo do grona i dodał beztrosko – Chyba powinienem pójść na kominkowy odwyk – uśmiechnął się przy tym szeroko i pstryknął palcami. Na stole pojawiły się miseczki z cukierkami i herbatniki, a po chwili przed każdym stanęła filiżanka parującej herbaty.

– Właśnie o tym mówimy. To znaczy nie o tobie, a o negatywnym wpływie kominków na uczniów.

– Nie przesadzajmy. Uważam, że to świetne narzędzie, niosące ze sobą wiele dobrodziejstw.

– Obawiam się, że, tak jak zresztą podejrzewaliśmy od początku, uczniowie nie do końca potrafią wykorzystać te, jak je nazwałeś, dobrodziejstwa. Sieć Fiuu, zamiast rozwijać, raczej rozleniwia uczniów. Obserwujemy też pierwsze przypadki Fiuuholizmu i będziemy musieli podjąć drastyczne środki zaradcze. O niepokojących praktykach kominkowych niektórych nauczycieli już nie wspominam – dodała z naciskiem.

Hagrid chrząknął i poruszył się niespokojnie, trącając stół i rozlewając herbatę z połowy filiżanek. Sinistra dała mu kuksańca w bok, a całe grono rzuciło się do wycierania stołu.

Po krótkiej chwili Minerwa mogła kontynuować.

– Poza tym wkrótce musimy złożyć raport z realizacji tego tematu. Jednym z wymogów programu jest wykorzystanie sieci Fiuu na zajęciach. Na zajęciach, a nie zamiast zajęć – dodała, widząc zadowolenie na twarzy Sybilli. Ta oklapła nieco na swoim krześle.

– Miętuska, Sybillo? – podsunął jej miseczkę dyrektor. Wieszczka przytaknęła ochoczo i wzięła cukierek.

– Musimy się zastanowić, w jaki sposób wykorzystać sieć Fiuu, by uatrakcyjnić nasze zajęcia.

Severus założył ręce na piersi i odparł nonszalancko.

– Uatrakcyjnić? Moje zajęcia są wystarczająco atrakcyjne.

– Nie wątpię – wycedziła Minerwa. – Ale chodzi o to, żeby były również atrakcyjne dla uczniów.

Severus wzruszył ramionami.

– Znaczy co? Więcej eksplozji? Do tego nie potrzebuję kominka, wystarczy jeden Longbottom – stwierdził jadowicie.

– Może quidditch kominkowy? – wysunęła propozycję Rolanda Hooch. W życiu nie przyznałaby się przed koleżankami i kolegami, że popołudniami grywa w „Mistrzostwa Świata w Quidditchu", ale była przekonana, że wielu uczniów zachęciłoby to do sportu.

Snape wywrócił oczami. McGonagall przedstawiła pomysł, z którym nosiła się od kilku dni.

– Należy ich nauczyć pożytecznego posługiwania się kominkami.

– To jest takie? – mruknęła z powątpiewaniem bibliotekarka, nastawiona od początku sceptycznie do całej idei, widząc w tym realne zagrożenie dla swojej funkcji. Minerwa ciągnęła niezrażona

– Moglibyśmy wprowadzić nowy przedmiot, gdzie pokazywalibyśmy, jak bezpiecznie korzystać z sieci Fiuu i to korzystać z niej, co istotne, do celów edukacyjnych. Mogłoby się to nazywać na przykład magotechnologia informacyjna.

Sinistra pokiwała głową z aprobatą.

– Jestem za. Nauczyliby się przynajmniej szukać informacji.

– W sieci Fiuu? Rzetelnych informacji? Śmiem wątpić – wtrącił Severus. - Ostatnio, kiedy kazałem im napisać wypracowanie na temat właściwości kamienia księżycowego, dostałem bzdury na temat jakichś księżycowych libacji, zerżniętych słowo w słowo z Wizipedii. Nie wiem, co za kretyni piszą te artykuły.

– Nie libacji, tylko libracji, jeśli już – odparła chłodno Sinistra. - I tak się składa, że ja jestem jednym z tych kretynów.

Snape mruknął coś pod nosem i niezadowolony zajął się wyłupywaniem czekoladowych oczek ciasteczku w kształcie ludzika.

Albus Dumbledore przyklasnął natomiast idei z zapałem.

– Uważam, że takie zajęcia byłyby bardzo pożyteczne. Koniecznie należy zapoznać uczniów także z zagrożeniami związanymi z buszowaniem w sieci Fiuu. Myślę, że Severus to najlepiej przedstawi. – Skinął głową w stronę nauczyciela eliksirów. Severus chrząknął i potwierdził

– Codziennie skanuję wszystkie kominki w Hogwarcie i codziennie wyłapuję mnóstwo tego świństwa. Robaki, wirusy, króliki...

– A, właśnie – wtrąciła Pomona Sprout. - W moim kominku wciąż pojawiają się króliki – oznajmiła z pretensją.

– Mówiłem w przenośni. Królik to zaklęcie, które się replikuje i zapycha sieć.

– Przenośnia nie przenośnia, z mojego kominka wyskakują króliki. Nie wiem, czy to są przenośne króliki. Wyglądają na normalne i futrzaste – upierała się nauczycielka zielarstwa.

– Wirusy? Grozi nam epidemia? – Poppy Pomfrey wychwyciła znajome słowo. – Nikt mnie nie uprzedził, a ja nie mam zapasów eliksirów.

Severusowi, w przenośni i dosłownie, opadły ręce.

– Mówiłem o szkodliwych zaklęciach kominkowych. Instalują się w kominkach i sieją zniszczenie w całej sieci. Część z nich jest raczej niegroźna. Wysyłają na przykład fałszywe komunikaty.

– O, właśnie. Bardzo fałszywe. Mój kominek ostatnio nie wpuścił mnie, bo twierdził, że jestem za gruba. Czy ja wyglądam na grubą? – oburzyła się Sinistra. – Coś z tym trzeba zrobić.

Severus wyglądał na zniecierpliwionego.

– Nie będę się zajmował każdym dowcipem wpuszczonym do kominka przez bliźniaków Weasley. Ja mówię o realnych zagrożeniach. Szpiedzy, akty dywersji...

Minerwa popatrzyła na niego powątpiewająco.

– ... Bomby czasowe... – ciągnął Snape.

Flitwick podniósł ołówek.

– U mnie ostatnio ktoś wrzucił do klasy łajnobombę. Przez kominek właśnie.

Na twarzy Charity Burbage błysnęło zrozumienie.

– Więc te przeraźliwe krzyki w kominku to też sprawka tych... robaków?

– To akurat robak Mandragora – sprecyzował Severus. – Całkiem niegroźny.

– Niegroźny czy nie, skąd to się w ogóle bierze?

– Luki w systemie – stwierdził obojętnie Snape.

– Luki? Znaczy co? Mamy dziurawe kominki? Dopiero co były modernizowane – wyraziła swoje niezadowolenie Sprout.

– Raczej nieszczelne – sprostowała profesor Vector.

– Faktycznie, ciągnie od nich – Trelawney, która siedziała najbliżej kominka w pokoju nauczycielskim, szczelniej opatuliła się szalem i siorbiąc głośno, upiła łyk herbaty.

– Wiedziałam, że ci magicy z Biura Sieci Fiuu odstawią fuszerkę. To było do przewidzenia – stwierdziła z satysfakcją Irma Pince.

– Że niby coś przeoczyłam? – z urazą spytała Sybilla, odstawiając filiżankę.

– A mój kominek ciągle się wiesza – wtrąciła Vector. – I to zawsze, kiedy muszę przeprowadzić jakieś numerologiczne obliczenia. Naprawdę nie ma na to żadnego sposobu?

Severus założył ręce na piersi i odparł z wyższością.

– Nie, dopóki będziemy używać systemu Drzwiczki. Osobiście uważam, że to nie był najlepszy wybór, Minerwo.

Ta wyprostowała się na krześle, poczuwszy się nieco dotknięta.

– To standardowy system, obsługiwany przez wszystkich producentów - zripostowała. - Jeśli masz na myśli ten system, który widziałam u ciebie, to od razu mówię, że to nie jest żadna alternatywa.

– Cóż, faktycznie korzystanie z niego wymaga pewnej inteligencji... – przyznał z drwiącym uśmieszkiem nauczyciel eliksirów.

Minerwa zacisnęła usta, które teraz przypominały kreskę, i oznajmiła stanowczo.

– Nie będziemy zmieniać systemu. Ten jest prosty w obsłudze. Otwierasz Drzwiczki i wchodzisz. Nie mam zamiaru wykrzykiwać dziesiątek niezrozumiałych zaklęć tylko po to, żeby się z kimś skontaktować. Im mniej zaklęć, tym lepiej. Bez urazy, Filiusie – skinęła w stronę Flitwicka.

– Jak chcesz – odparł lekko obrażony Severus. – Ale nie przychodź do mnie, jeśli przywleczesz jakiegoś konia trojańskiego.

– Nie bądź śmieszny, Severusie – żachnęła się Minerwa. – Żaden koń nie zmieści się w moim kominku. Chyba że kucyk.

Snape otworzył usta, ale zaraz zamknął je z powrotem, bo dyrektor zaklaskał, przerywając ich burzliwą wymianę zdań.

– Kochani, nie wpadajmy w panikę. Co nie znaczy, że nie powinniśmy być ostrożni. Nie dalej jak przedwczoraj dwoje uczniów wylądowało niechcący na Nokturnie.

– Nie byłbym pewien, czy tak całkiem niechcący – mruknął Severus.

– Mieli wielkie szczęście, że zupełnie przypadkiem przechodził tamtędy Severus – kontynuował Dumbledore.

– Zupełnie przypadkiem, oczywiście – mruknęła Minerwa.

Filch przytaknął gorliwie, zadowolony, że wreszcie i on ma coś do powiedzenia w kwestii związku kominków z nielegalnym przebywaniem gdziekolwiek.

– A wczoraj złapałem Pottera, jak plątał się koło lochów. Tłumaczył się, że przez kominek zobaczył jakieś światełko pod wodą i chciał sprawdzić, co to jest.

– Akurat, wszyscy wiedzą, że pod wodą jest pokój wspólny Slytherinu – obruszył się Severus. – Pewnie znów coś knuł. Draco Malfoy wspominał mi, że od jakiegoś czasu ktoś go śledzi.

McGonagall poczerwieniała ze złości.

– Pan Malfoy ma najwyraźniej manię prześladowczą. W jego wieku to nienormalne. Chyba że się ma coś na sumieniu.

Snape wycedził jadowicie, patrząc prosto w oczy opiekunki Gryffindoru.

– Wracając do tematu, sądzę, że w ubiegłym roku mieliśmy niezbity dowód, że słabych uczniów łatwo jest zmanipulować. Dzięki kominkom teraz stało się to jeszcze łatwiejsze.

Minerwa zaprotestowała.

– Kominki to nie dziennik, Severusie. No bo jak to sobie wyobrażasz? Że można pojawić się w kominku i powiedzieć „Mam na imię Tom i też mam trzynaście lat?" Przecież każdy zauważy, kto to.

– A eliksir wielosokowy? A zaklęcia zwodzące? – wysyczał Snape pochylając się do przodu.

Aurora wstrząsnęła głową lekko zniecierpliwiona

– Nie przesadzasz trochę, Severusie? Można by pomyśleć, że wszyscy kominkowi złoczyńcy upatrzyli sobie akurat Hogwart.

Snape skrzywił się drwiąco i odparł z przekąsem.

– Jakbyś nie zauważyła, w Hogwarcie mamy niejakiego Harry'ego Pottera. To wystarczający powód, żeby ściągnąć tu wszystkie istniejące i potencjalne plagi.

– I cóż te plagi dotąd zrobiły złego? Zarzuciły Hogwart królikami?

– Nie słuchasz, kobieto. Takiego wirusa czy robaka można zaprogramować, żeby wykonywał określone polecenia.

– Na przykład jakie?

– Wykradać hasła dostępu, podsłuchiwać rozmowy, a nawet rzucać klątwy. Nie wspominając o tym, że taki zainfekowany kominek może stanowić tylne wejście dla intruzów. Zwłaszcza teraz, kiedy mamy do czynienia z realnym zagrożeniem ze strony Blacka...

– Myślisz, że Black mógłby próbować dostać się do Hogwartu kominkiem?

– Każdy średnio zdolny haker-amator to może zrobić. Najgroźniejsi są oczywiście rosyjscy hakerzy...

Remus Lupin pokręcił głową powątpiewająco.

– To chyba nam nie grozi...

– Nie byłbym taki pewny. Ostatnio zablokowałem kilka ataków z ich strony.

– Obawiam się, że to akurat moja wina, Severusie – odezwał się dyrektor skruszonym głosem.

Snape podniósł brew w zdumieniu. Po Dumbledorze spodziewał się wielu rzeczy, ale wśród nich nie było, przynajmniej do tej pory, konszachtów z rosyjską mafią.

– Nawiązałem kontakt ze szkołą magii Durmstrang – wyjaśnił dyrektor. - A dyrektorem tam jest, jak pewnie wiesz, nasz wspólny znajomy, Igor Karkarow.

Severus skrzywił się.

– Ach, tak. Mogłeś mnie uprzedzić.

– Nie zrobiłeś mu chyba krzywdy? – Albus spojrzał na niego znad okularów.

Severus mruknął coś niezrozumiale.

Albus wstał, jakby uznał zebranie za zakończone.

– Dziękuję ci, Severusie, za tak wyczerpujące przedstawienie zagrożeń – skinął mu głową. – Chociaż osobiście myślę, że nie jest tak źle, jak to nakreśliłeś... – Podniósł dłoń, uciszając Snape'a, który chciał coś powiedzieć. – Niemniej sugeruję czujność. I proszę o zgłaszanie Severusowi każdego niepokojącego zachowania kominka.

Odwrócił się i ruszył w stronę dzrwi.

– A co z moją propozycją? – przypomniała się Minerwa.

– A, tak, popieram oczywiście. Jak to nazwałaś?

– Magotechnologia informacyjna.

– Właśnie. Przygotuj, proszę, program takich zajęć. Przedstawimy go Ministerstwu Edukacji do zatwierdzenia, jako program autorski.

Wicedyrektorka zaprotestowała.

– Ale ja mam pełne pensum. Z nadmiarem, jeśli dodać do tego funkcję opiekuna domu i całą papierkową robotę Hogwartu. Może Severus Snape by się tym zajął? Severusie, podobno zawsze chciałeś uczyć obrony przed czarną magią. Sądząc po twoich słowach, mamy tu do czynienia z wyjątkowo czarną magią – stwierdziła złośliwie.

Severus poczerwieniał na wspomnienie o swoim niespełnionym pedagogicznym pragnieniu. Jednak zanim zdążył odparować, odezwał się dyrektor.

– Tak czy inaczej, zanim przyjdzie decyzja z Ministerstwa, minie sporo czasu. Tymczasem moglibyście zorganizować jakieś szkolenie uczniów, na przykład ty i Severus. Co wy na to?

Oboje zaniemówili, co dyrektor skwapliwie potraktował jako zgodę.

– No to mamy to z głowy. – Albus obdarzył wszystkich uśmiechem i wyszedł z sali, nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć. Sterta papierów pozostała nietknięta.