Orochimaru uśmiecha się, z łba Mandy obserwując bitwę rozgrywającą się w dole, jak pan i władca, którym tutaj jest w istocie.
Zwycięzcom będzie darowane, a przegrani pójdą na przekąski, eksperymenty, części zapasowe. Mogło się gdzieś w zakamarkach ich mięśni, szkieletu, galarety mózgu ukryć coś interesującego.
Nie… Oczywiście, nie. Dlatego są tam w dole, tacy trochę… gorsi jakby, mniej zaradni, mniej… mniej apetyczni. Całkiem płaskie umysły, przeciętne umiejętności.
- Mamo, proszę, nie mogę! – Krzyk jest potwierdzeniem. Trzeba przetestować nową technikę, tak.
Tylko dlaczego sam wzdryga się? Musi być zmęczony. Zaraz poczuje zadowolenie, że ta słabość, wada nieudanego eksperymentu, została należycie ukarana.
