Ariel nigdy nie lubiła zwracać na siebie uwagi. Nie było to zdrowe dla dziecka z nadwagą, otoczonego innymi, rządnymi krwi dziećmi. Wystarczy powiedzieć, że tak już jej zostało. Przełknęła ślinę. Oczy wszystkich shinigami w sali zwrócone były w stronę starca, najwyraźniej przewodniczącemu zebraniu, który spod przymkniętych powiek bacznie się jej przyglądał. Od ostatniego uderzenia laski o podłogę minęło raptem kilka sekund, ale dla dziewczyny minęły lata. Nie przypuszczała, że czas może być aż tak względnym pojęciem. Na razie była w szoku, nie musiała, więc niczego udawać. Jednak, gdy tylko ujawnią swe zamiary wobec niej, będzie musiała zrobić wszystko, byle wyjść żywym z tego pokoju. O ile to możliwe w przeciwnym kierunku, niż nadąsany pod ścianą klaun.

Całe zebranie wydało jej się dziwne, może dlatego, że większość jego uczestników była do siebie bardzo podobna. Nie chodziło jej tylko o pochodzenie z tej samej klasy społecznej. Wszyscy z wyjątkiem Kurotsuchiegi i stojących na straży shinigami, byli arystokratami. Dziwne było to, że większość miała ciemną skórę i oczy w podobnym odcieniu złota i miedzi. Czy to możliwe by…?

- Zebraliśmy się tu wszyscy, aby podjąć decyzje w sprawie obecnej tu kobiety - starzec odezwał się pewnym głosem. - Pojmanej trzy tygodnie temu w Karakurze w Japoni, a będącej od tego czasu pod opieką Kurotsuchiego taichou. Mamy, także zdecydować, czy owa kobieta, spokrewniona jest z byłą kapitan trzeciego oddziału Shihoin Izanami. Kurotsuchi taichou, jeśli możesz…

- To nie będzie konieczne generale Yamamoto - wtrącił mężczyzna, którego miała za senną marę. - Wszyscy zapoznaliśmy się z raportem Sui-Feng san i wstępnymi notatkami kapitana Kurotsuchiego. Chcemy wiedzieć, czy jej stan się ustabilizował i czy można na sto procent stwierdzić, że jest spokrewniona z Izanami sama.

Kiedy mężczyzna zamilkł, Ari przygryzła wargę. Babka Izabela naprawdę miała na imię Izanami i była arystokratką? Więc w grę wchodziła polityka, a ona najwyraźniej była im do czegoś potrzebna. Jeśli dobrze rozegra tą partię, nie tylko pozostanie przy życiu, ale uwolni się od tego szaleńca. Mężczyzna powiedział, że czytali raport kapitan, która pojmała ją w Karakurze, czyli mieli ją za idiotkę, którą wciąż powinna udawać. Nieśmiałych głupców łatwo jest kontrolować i na ogół są nieszkodliwi. To, że była kobietą tylko uwiarygodniało jej przedstawienie. Spuściła oczy na podłogę i zaczęła gnieść rękaw kimona. Będzie musiała podziękować shinigami z wąsami, od którego je dostała. Stanie na środku pokoju, wypełnionego mężczyznami, w skąpej szpitalnej koszuli, jakoś do niej nie przemawiało.

- Obiekt nie wykazuje już nadwrażliwości na reiatsu - tłumaczył Kurotsuchi, przyglądając się jej zachowaniu z zaciekawieniem. - Po usunięciu pieczęci ochronnych jej reiryoku przestało być represjonowane, co umożliwiło normalne funkcjonowanie pomimo wyczuleniu na energię innych.

- Kurotsuchi taichou, mam pytanie - przerwał mu, stojący do tej pory cicho mężczyzna nieprzypominający z wyglądu pozostałych.

- Tak Kuchiki sama?

- To, co chce zrobić dom Shihoin jest oczywiste. Chcą zaburzyć równowagę, której wypracowanie zajęło sto lat…

- Równowagę, w której Kuchiki nie mają sobie równych - uciął grubszy, łysiejący mężczyzna stojący koło jej mary sennej.

- Chcecie wpuścić pod swój dach przybłędę.

- I to mówi przedstawiciel rodziny, której przywódca poślubił pasożyta z Rukongai, a potem uznał kolejnego za siostrę, przez sentymentalną obietnicę? Ariel sama ma w swych żyłach naszą krew.

- Doprawdy? - Kuchiki z powrotem zwrócił się do kapitana dwunastego oddziału. - Czy wszystkie testy to wykazały, Kurotsuchi? Wszystko odbyło się poprawnie? O ile sobie przypominam, to wedle raportu dziewczyna miała wcześniej brązowe oczy, a nie złote? Dziwny zbieg okoliczności?

Kurotsuchi nienawidził arystokracji. Zwłaszcza takiej, która śmiała insynuować mu fałszowanie badań. Wcześniej miał zamiar walczyć na wszystkie możliwe sposoby, by zatrzymać obiekt w laboratorium. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym miał większe wątpliwości. Wykonał już niemal wszystkie pomiary, a danych do analizy wystarczy mu na kilka ładnych miesięcy. Wiedział, że dziewczyna zdała sobie sprawę, jaka jest stawka i zaczęła już grać. Przerażony kurczak chcący dostać się do kurnika. Wystarczyło by ich ostrzegł, że pod ładnymi piórkami skrywa się lis, próbujący ich przechytrzyć. Zapewne się jej to uda, jeśli tylko dostanie szansę. Była od nich inteligentniejsza, choć to akurat nie był wielki wyczyn. Głupcy stawiający się ponad nim, tylko dlatego, że mieli odpowiednią matkę. Większość nie potrafiła bez pomocy trafić palcem do nosa. Czy wypuszczenie tak interesującego okazu, było warte patrzenia jak się wiją?

- Izanami nie chciała być odnaleziona. Ukrywała się i swe eksperymenty ponad sto lat przed Społecznością Dusz. Tego można było się spodziewać po mentorce Urahary. Po usunięciu pieczęci, kolor tęczówki powrócił do swego naturalnego stanu, jaki wszyscy widzą. A jeśli, Kuchiki sama, nie jesteś przekonany, co do rzetelności badań przeprowadzanych przez moją jednostkę, to chętnie pokarze ci wszystko osobiście, lordzie - tylko szaleniec nie wyczułby groźby w słowach Mayuriego.

- Czyli zapewniasz, że w jej żyłach płynie krew Shihoin?

- Tak, ile razy mam powtarzać?

- Kurotsuchi taichou! - jedno warknięcie i nieco reiatsu Yamamoto wystarczyło, by wszystkich uciszyć.

Ariel nie musiała udawać zdenerwowania, kiedy wszystkie oczy zwróciły się ku niej. Poczuła jak robi się jej gorąco, a w głowie zaczyna kręcić. Do energii Kurotsuchiego przyzwyczaiła się, ale moc, którą teraz czuła była na zupełnie innym poziomie. Wiedziała, co się zaraz stanie. Przez ostanie trzy tygodnie tyle razy straciła przytomność, że wystarczyłoby jej do końca życia. Starała się zachować spokój, ale stres oraz nadmiar reiatsu i tak dały o sobie znać. Przed zemdleniem udało jej się tylko przekręcić tak, by nie upaść na twarz.


Kiedy się obudziła, dojście do ładu z własnymi wspomnieniami zajęło jej trochę czasu. Przyczyną dezorientacji było słońce spływające jej na twarz i miękkie łóżko, na którym leżała. Uświadomiwszy sobie, co to może znaczyć poderwała się stanowczo za szybko, wywołując kolejną falę mdłości. Jeśli czuła się tak niedobrze, to przynajmniej wykluczało to sen. Ale na sen na pewno to wyglądało. Zamiast na zimnej podłodze leżała na wielkim futonie z dziesiątkami poduszek i kaszmirowym kocem. To wszystko nie było zaś w szklanym sześcianie, tylko w przestrzennym, eleganckim pokoju, niczym w tokijskim Capitol hotel. Szorstką szpitalną koszulę, zastąpiła jedwabna piżama.

Dziewczyna popadłaby w euforię, gdyby nie nękała jej pewna myśl. Wszystko miało swoją cenę, a ona nie była pewna, czy potrafiła ją zapłacić. Upadła z powrotem w pielesze z głośnym westchnięciem. Jej sytuacja nie wyglądała idealnie, ale na pewno była lepsza od poprzedniej. Będzie zmuszona jakoś sobie poradzić, bowiem stało się jasne, że nie może wrócić do domu. Dla garstki osób, które zauważały jej istnienie, od niemal miesiąca była trupem. Pozostawało jej tylko przyzwyczaić się do nowego życia i przestać rozpamiętywać stare.

Jeszcze raz spróbowała wstać, tym razem powoli. Obeszła dokładnie cały pokój, szukając czegoś podejrzanego. Powąchała nawet wszystkie flakoniki stojące na etażerce. Jedynym niepokojącym znaleziskiem, czy raczej obserwacją, była ilość kwiatowych ornamentów, zarówno na wyposażeniu wnętrza jak i w garderobie, którą znalazła za przesuwanymi panelami. Chciała się ubrać, ale po obejrzeniu najprostszego kimona zdecydowała dać sobie z tym spokój, bez instrukcji obsługi nie była w stanie powiedzieć od czego zacząć. Poprawiła jedynie włosy przed lusterkiem. Ktoś najwyraźniej umył je, gdy spała. Co dziwne, czuła się bardziej nieswojo myśląc o tym, niż gdy myślała o przeprowadzanych na niej wcześniej badaniach. Poczochrała grzywkę próbując zasłonić oczy, których nowy kolor niepokoił ją. Wsadziła słoiczek węgla do malowania oczu, do kieszeni i ruszyła w stronę drzwi.

Idąc poprzez labirynt identycznych korytarzy, cieszyła się, że udało jej się znaleźć coś, czym mogła zaznaczać drogę. Jedno z pozoru niewinne dotknięcie palca, a na ściance shoji zostawał mały, czarny odcisk. Przynajmniej od piętnastu minut błąkała się nie spotykając nikogo żywego. Chociaż „żywy" nie było może najlepszym słowem na określenie kogoś w domenie shinigami. Cały dom był dziwnie pusty i bezosobowy, zupełnie jakby nikt nie mieszkał w nim od wielu lat. Nic w nim nie zdradzało także charakteru jego mieszkańców. Ariel zatrzymała się i oparła czołem o ścianę. Obawiała się, że musi uznać rekonesans za niewypał. Nie dowiedziała się niczego, nie licząc tego, że będą potrzebne jej rolki, jeśli chce swobodnie się tutaj poruszać.

Odsunięcie się panelu shoji, o który akurat się opierała, spowodowało nieunikniony upadek. Spoglądała na nią zastygła w przerażeniu, młoda kobieta w prostym granatowym kimonie.

- Hej - zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, dziewczyna przebudziła się z transu i uciekła. - Hej, wracaj!

Ariel pobiegła za nią ile sił w nogach, próbując nie stracić jej z oczu. Grzeczne prośby, aby się zatrzymała nie dały rezultatu. Ari miała ochotę wpleść w krzyki kilka mocniejszych wyrazów, ale miała wrażenie, że kłóciłoby się to z wizerunkiem zahukanej, nieśmiałej i przygłupiej kobietki, który chciała uzyskać. Goniąc za służką tęskniła za laboratorium. Tam przynajmniej mogła ich wyzywać ile się jej tylko podobało. Biegając po korytarzach pomału zaczynała się orientować w planie, w jakim zostały rozplanowane pokoje. Postanowiła spróbować przeciąć dziewczynie drogę i skręciła we wcześniejsze drzwi, niż ona. Skrót opłacił się. Udało jej się zauważyć jak dziewczyna chowa się do szafy.

- Ariel sama?

Nagły krzyk całkowicie ją zaskoczył. Podskoczyła i niechcący strąciła stojący z boku wazon.

- Ariel sama, nic ci się nie stało? Co tu robisz? Nie powinnaś wychodzić z pokoju w twoim stanie - dziewczyna przyjrzała się stojącym w wejściu mężczyznom. Byli to ci sami, którzy wiedli prym na wcześniejszym spotkaniu. Ten, którego widziała po raz pierwszy u Kurotsuchiego zdjął swój płaszcz i zarzucił go na jej plecy. Ari doszła do siebie i natychmiast skłoniła się im, pokornie spuszczając wzrok.

- Dziękuję milordzie i bardzo przepraszam. Nie chciałam niczego zepsuć, naprawdę. Obudziłam się całkiem sama i chciałam tylko sprawdzić gdzie jestem, ale zaraz po wyjściu z pokoju zgubiłam się, przepraszam.

- Ariel sama, nie musisz przepraszać. Zaskoczyłaś nas, to wszystko - powiedział drugi. Jeśli Ari zastanawiała się kiedyś jak wyglądaliby japońscy Flip i Flap, to właśnie miała odpowiedź. - Nazywam się Masato, a to jest Takumi sama. Jesteśmy przywódcami dwóch sąsiednich gałęzi rodziny Shihoin, jednego z czterech wielkich klanów.

Dziewczyna ukłoniła się jeszcze niżej. Im prędzej dowie się o co dokładnie tu chodzi, tym będzie się mogła lepiej przygotować.

- Masato sama, Takumi sama, to dla mnie zaszczyt. Mam na imię Ariel i… Wiem, że to niegrzeczne, ale czy mogłabym dowiedzieć się o co tutaj chodzi? Jestem skołowana. Moglibyśmy jednak wyjść do ogrodu? Strasznie tu duszno - dodała, przypominając sobie o służce schowanej w szafie.

- To zrozumiałe, ale jesteś pewna, że nie wolałabyś lepiej odpocząć, Ariel sama?

- Takumi sama, twa troska bardzo mi schlebia, ale obawiam się, że nie zaznam spokoju dopóki nie dowiem się, co się dzieje - dziewczyna ledwo powstrzymała się przed ugryzieniem się w język. Od nadmiaru etykiety dostawała nudności.

- Skoro uważasz, że tak będzie najlepiej - ukłonił się jej wskazując drogę. - Kiedy doszły nasz klan słuchy, że najprawdopodobniej kapitan Kurotsuchi przetrzymuje członka naszej rodziny, nie mogliśmy stać bezczynnie. Uruchomiliśmy nasze kontakty w Gotei, by sprowadzić cię bezpiecznie do domu.

- To znaczy, że babcia Izabela, znaczy Izanami, należała do waszej rodziny?

- Do naszej rodziny, Ariel sama. Izanami hime była przedostatnią głową naszej rodziny, ale jeszcze przed swym zniknięciem zrzekła się tytułu na rzecz swej kuzynki - gdyby Ari była psem jej uszy stanęłyby na baczność. Do tej pory dziwiło ją, że ta dwójka, która najwidoczniej zainicjowała całą akcję, zdecydowałaby się na tyle zachodu, gdyby chodziło o zwykłego krewnego. Teraz sytuacja wreszcie zaczynała się klarować.

- Prababcia była prawdziwą księżniczką? - zapytała z niedowierzaniem.

- Tak, najprawdziwszą - Takami położył jej rękę na ramieniu, uśmiechając się szeroko. - A kiedy wszystko przygotujemy ty, moja pani, także otrzymasz ten tytuł.

Bingo, pomyślała.

- Księżniczką, ja? O nie, nic o tym nie wiem! Tylko wygłupiłabym się przed wszystkimi. Myślicie, że mogłabym o tym porozmawiać z inną księżniczką? Może powiedziałaby mi, co mam robić?

Mężczyźni popatrzyli się na siebie niepewnie. Ariel prawie nie zauważyła uniesienia kącików ich ust.

- Obawiam się, Ariel sama, że to niemożliwe. Ostatnia księżniczka Shihoin znikła w tajemniczych okolicznościach przed ponad stu laty.

- Jak to? Coś się jej stało? - zapytała przerażona.

- To smutna historia - zaczął drugi. - Biedaczka, zaślepiona przyjaźnią pomogła mężczyźnie, który okazał się zdrajcą. Potem słuch o niej zaginął.

- I nie wybraliście następnej księżniczki? Nikogo, kto mógłby mi pomóc? - Ariel musiała zakryć dłonią usta, by ukryć uśmiech, którego nie udało jej się zatrzymać, gdy zobaczyła jak błyszczą im oczy.

- Niestety, tytuł ten mogą nosić jedynie potomkinie głównej linii rodziny, ale nie musisz się martwić Ariel sama. Ja…

- Lub ja -przerwał mu Masato. - Chętnie pomożemy ci nieść to brzemię.

- Nie musisz się o nic martwić, pani.


Ariel wracając do swej komnaty nie mogła powstrzymać natłoku myśli, tętniących przez jej głowę. Rozmowa potwierdziła kilka jej przypuszczeń i dodała kilka nowych, niespodziewanych faktów. Wielka rodzina okryła się niesławą przed stu laty, tracąc tym samym ostatniego, pełnoprawnego przywódcę. Od tamtej pory panował nieład, a żadna z frakcji, którym najwyraźniej przewodzili jej dwaj wcześniejsi rozmówcy, nie mogła zgarnąć wszystkiego. Aż tu nagle, pojawiła się okazja. Ktoś, kto wedle prawa mógł przejąć pełną władzę i stać się poręczną marionetką. Dla kogoś, kogo normalnie posłaliby na śmierć, jako potomka zdrajcy, zawiązali sojusz, aby wypracować precedens.

Dziewczyna uśmiechnęła się. Masato i Takami nie wiedzieli, że w grze weźmie udział jeszcze jeden gracz. Tak, w tą grę mogła grać. Polityka to słowa, a na słowach znała się jak mało kto. Los rozdał pierwsze karty, a ona miała wrażenie, że pod koniec rozdania zbierze fulla.

Prowadząca ją służąca skłoniła się i odeszła, gdy doprowadziła ją pod jej komnatę. Ari zadowolona z siebie, pewnie weszła do pokoju.

- Dobrze widzieć cię w dobrym nastroju Ariel sama - dziewczyna zamarła, widząc siedzącą wygodnie przed jej futonem kapitan drugiego oddziału, z miną niczym kot, który właśnie połknął kanarka. - Nie chcę psuć ci humoru, pani, ale musimy poważnie porozmawiać.