– Podejdonie! – Titis weszła do sali tronowej, pospiesznie mijając herolda, który ledwo co zdążył ją zapowiedzieć.
Na królewskie podwyższenie z sufitu zaczarowanego, żeby wyglądał jak otwarty[1] spływała majestatycznie smuga światła z bardzo wiarygodnie udającej poranne słońce lampy. Po obu stronach tronu stali Kanon zwany Morskim Smokiem oraz Sorrento, prawa i lewa ręka Juliana Solo.
– Plan odniósł sukces – ogłosiła syrena.[2] – Mamy jednego z Rycerzy Ateny.
– Gdzież on? – spytał władca ustawiając się majestatycznie na tronie (gdyż jeszcze chwilę wcześniej spływał z tronu grając na konsoli w Pokemony).
Widział jedynie Titis oraz podążającego za nią w kilka kroków Kasara.
– Tkwi w lochach, dobrze pilnowany – odrzekła dziewczyna zdejmując hełm i wkładając go pod pachę. Wyglądała wtedy jak różowa motocyklistka. Jak ta z Cartoon Network, która malowała się podczas wyścigów. – Panie, w jaki sposób mamy go zmusić do gadania? Jakież to tortury dla niego przewidziałeś?
– Tortury? – zawahał się Posejdon, jakby został wywołany w szkole do tablicy. –Nie wiem… powiedziałem, że "sobie porozmawiamy", to nie wystarczy pogawędka? Tortury to takie… odrobinę drastyczne, nie uważasz, Titis?
Wojowniczka nie poddawała się.
– A Kasar, najpodstępniejszy i najokrutniejszy z Generałów?
Wskazany uniósł dłonie w górę.
– Przepraszam, może i troszkę podstępny, ale na takich rzeczach się nie znam. Co najwyżej mogę go ugotować tak, żeby nie zrobił się gumiasty…
Morski Smok podniósł głowę znad swojego biurka.
– To może Sorrento zagra mu „Sarabandę"? – miał on długie do pasa granatowe włosy, parę kosmyków opadało mu na oczy w modnej grzywce. Nosił nienagannie uprasowaną białą koszulę do ciemnoniebieskiego garnituru.
Na jego komentarz po drugiej stronie tronu z miejsca poderwał się Sorrento – w podobnym jak Kanon wieku, około 28 lat, z krótkimi puszystymi włosami w kolorze lila, ułożonymi w jedną stronę. on również nosił garnitur, ale czerwony w białe znaczki, do tego takiż krawat.
– Ja z kolei proponuję, żeby go zamknąć w jakiejś jaskini przed przypływem.
Posejdon machnął ręką, żeby uciszyć wszystkich
– Wystarczy. Titis, ty zajmiesz się więźniem – zarządził. – Dzisiaj przetrzymamy go na głodzie, to jutro będzie miększy i wszystko wyśpiewa.
Generałowie grali na tarasie u Izaaka w „pytanie lub wyzwanie". Dian zrobił już kapelusz z trzech źdźbeł trzciny, bez większej trudności, bo odkąd zamieszkał w domku po panu Trytonie nabywał umiejętności zrobienia czegokolwiek z dostępnego pod ręką badziewia. Następnie Izaak przyznał się do wciągnięcia w dzieciństwie Jody do zakładu o kupowanie lodów cały rok, jeśli powie: „mistrz jest gupi" sto razy, a mistrz nie usłyszy, tuż obok pokoju mistrza. Kriazor dotknął językiem łokcia. Przyszła kolej na Sillę.
– Dobra, dawajcie pytanie – powiedział, rozsiadając się na swoim wiklinowym fotelu. Pytania przecież były łatwiejsze.
– Dam głowę, że nie wiesz – Izaak uśmiechnął się podstępnie, składając dłonie pod brodą. Wyczekał moment pełnej napięcia ciszy, zanim padło – Czego rycerzem jest Kriazor?
– Cóż za pytanie…!? – obruszył się Kriazor, ale Izaak go uciszył szybkim gestem.
– Niech zgadnie.
Silla walczył, żeby nie ugiąć się pod urażonym spojrzeniem Kriazora – i przegrał.
– Eee… oszczepu?
– ...czakramów? – strzelił Dian.
Izaak stawiał na jakiś kompletnie frajerski gatunek ryby, albo meduzę bałtycką. Kriazor się zarumienił.
– Dobra, może nie posiadam łusek jakiegoś epickiego stwora, który by zazdrość budził, ale mym patronem jest wspaniały mityczny wojownik, którego technika…
– Pies tam drapał! Grunt, że zawalił pytanie! – Izaak wytknął Sillę palcem. – Na ziemię, pompować!
Wszyscy odliczali na głos karne pompki Silli, przy czym Dian zastanawiał się nad opinią Kriazora, jakoby ich rosyjski kolega był tak dobrym człowiekiem. Kraken być może ma zupełnie inne standardy? Musiał jednak przyznać, że to było zabawne.
Śmiechy ustały, kiedy Generałowie zobaczyli nadchodzącego ku nim Sorrento. Wizyta któregoś z przybocznych Posejdona zwykle oznaczała robotę.
– Silla i Kriazor, wyruszycie z poselstwem do Ateny – ogłosił po czym poględził o szczegółach.
Sorrento nosił łuski Harpii, które zdobiły piórkowate skrzydła, a te naprawdę dawały zdolność latania, w przeciwieństwie do ozdobnych skrzydeł w pozostałych morskich zbrojach. Jego bronią był flet poprzeczny, na którym wygrywał hipnotyzujące melodie. Miał na dworze specjalną funkcję: był ambasadorem Podmorskiego Królestwa Za granicą. Inaczej mówiąc, przeważnie mądrzył się tu, a czasem wyjeżdżał robić to w Grecji, Hadesie czy Asgardzie.
Kiedy Sorrento mówił, zdaniem Diana gestykulował przesadnie. I Miał dziwaczny sposób ubioru: zawsze ostrze kolory i obcisłe spodnie.
Gra się już skończyła, kiedy wyznaczeni Generałowie musieli wyruszyć na misję, jednak Dian zagadnął jeszcze Izaaka, sam się sobie dziwiąc, skąd miał na to śmiałość:
– Ten gość, Sorrento, jest taki trochę tego – chłopak pokazywał coś niejasno w powietrzu. Sam w sumie nie wiedział, co chce pokazać. – Jest w twoim typie?
Izaak wziął w płuca powietrze i odchylił głowę, jakby zaciągał się niewidocznym papierosem. Zastanowił się, jak to ująć. Trudno było z niego wyciągnąć jakąkolwiek spontaniczną odpowiedź, na szybko.
– Gdzie tam, mały – zaczął w końcu. – Jakbym go przerzucił przez stół to by tego nie przeżył.
Dian odkaszlnął.
– Eee… wiesz, co? Nie wiem czy to źle czy dobrze, że tak rzadko się odzywasz.
– No. Krowa która dużo muczy mało mleka daje.
Dian zafascynował się tym powiedzeniem i próbował następnie zmienić pod jego modłę całe swoje życie. Przynajmniej na 40 minut, po których całkiem o nim zapomniał. W międzyczasie razem ustalili, że Kriazor będzie od dzisiaj rycerzem Gupika.
[1] technologia wykupiona od samego Dumbledore'a!
[2] Titis była syreną. wiele osób nawet o tym nie wiedziało, bo kiedy wychodziła poza wodę, jej ogon zmieniał się w nogi. Dlatego też zawsze kąpała się w wannie, bo z ogonem nie mogła odwiesić na miejsce słuchawki prysznica, co niebywale ją wkurzało.
