Rozdział 7 "U Zonka"
Po prostu stałem tam, machając.
Machając...
Z miliona rzeczy, które mogłem zrobić, wybrałem machanie.
Jak kompletny kretyn.
Pocałowałem ją.
A później pomachałem?
Och, Merlinie... Jestem idiotą.
- Fred? - usłyszałem zszokowany głos.
Obróciłem się i stanąłem twarzą w twarz ze... sobą?
- Fred? - powtórzył George. - Co... Znaczy, dlaczego...
Mój bliźniak wyglądał na całkowicie zszokowanego moim zachowaniem, o czym świadczył fakt, że nie potrafił nawet sformułować pytania.
- Nie chcę o tym rozmawiać - powiedziałem, wymijając brata i idąc w stronę barierki oddzielającej peron 9 i 3/4 z mugolskim King's Cross.
- Nie - odparł stanowczo George, zaciskając palce na moim ramieniu. - Jestem chory i zmęczony. Wiesz dlaczego? Bo mam dość tego, jak cholernie jesteś przygnębiony ostatnimi czasy - powiedział. Byłem szczerze wdzięczny, że peron był prawie pusty, ponieważ George mówił dość głośno.
- Teraz - kontynuował - powiedz mi, co do diabła się z tobą dzieje ostatnio?! I czemu do cholery, pocałowałeś Hermionę?! I nawet nie próbuj mi wciskać bzdur. Chcę prawdy, rozumiesz? Jestem twoim bratem, twoim bliźniakiem i chcę, zasługuję na to, by ją znać.
Zerknąłem na niego przelotnie i... och... mówił całkiem poważnie. Nigdy nie widziałem go tak zdeterminowanego, czy coś w tym rodzaju. Nie żartował.
Więc poddałem się. Powiedziałem mu wszystko... A przynajmniej myślę, że wszystko. Poczynając od pierwszego razu, gdy ujrzałem Hermionę w Norze, aż do:
- No i pocałowałem ją - powiedziałem. - Pocałowałem, a ona wyjechała do Hogwartu. Już ci lepiej?
- Cóż... - zaczął. - tak. Chciałem tylko, żebyś mi powiedział. Zrozumiałbym.
- Więc... nie zaczniesz mówić nic w stylu: "Ale Hermiona jest od ciebie młodsza" i tego typu rzeczy?
- Jeśli nie dasz mi powodu do podobnych osądów, to nie - powiedział z uśmiechem. - Sądzę, że będzie wam razem dobrze. Ponoć przeciwieństwa się przyciągają.
- Wiesz - powiedziałem. - Zawsze wyobrażałem sobie ciebie mówiącego podobne słowa.
Bliźniak parsknął śmiechem. Muszę przyznać, byłem wdzięczny, że wspiera moje... zauroczenie? Czy to właściwe słowo? Brzmi tak nudno. No pewnie, tak jakbym nie miał gorszych problemów. Więc... Tak! To zauroczenie!
xxxxx
Ów tydzień był tak długo dobry, jak długo nie otrzymywałem wiadomości z Hogwartu na temat tego co zrobiłem. No, ale w końcu przyszedł. Mam na myśli list. Byłem pewien, że to od Hermiony, ewentualnie od Rona, który zapewne chciał na mnie nawrzeszczeć.
Jednak myliłem się - list był od Harry'ego. Dziwne.
Fred,
To jest okropnie dziwaczne; pisać ten list. Chcę po prostu, żebyś wiedział - próbowałem namówić Hermionę, aby do Ciebie napisała, ale ona jest... Och, naprawdę nie wiem, jaka ona jest. Myślę, że słowem, które najlepiej zwizualizuje jej uczucia jest: "zagubiona". Nie mogę Ci powiedzieć nic więcej, ponieważ Hermiona nie chce o tym rozmawiać.
Próbowałem też namówić Rona, aby wysłał Ci sowę, jednak... jakby to ująć... jest lekko wściekły. Cóż, to Ron, nie powie mi dlaczego, ale jestem pewien, że chodzi o Hermionę. Wiesz, że ona mu się podoba. Możliwe też, że chodzi o coś w stylu: "nigdy nic nie dostaję, bo mam sześciu braci i sławnego przyjaciela". Cokolwiek to jest, Ron jest przygnębiony.
Ginny miała zamiar się odezwać, ale ona również jest na Ciebie zła. Dla odmiany, dlatego, że nie powiedziałeś jej o swoich uczuciach względem Hermiony.
Wiedziałeś, że Wy - Weasleyowie, jesteście strasznie uparci? Cóż, jesteście.
W każdym razie, pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć, jak Hermiona zareagowała, ponieważ lubisz ją... lub jesteś idiotą... lub i jedno, i drugie.
Po "Wielkim Pocałunku" była oszołomiona, oczywiście. Uśmiechnęła się lekko, nim zdążyła się zirytować. Może zirytował ją sam pocałunek, a może fakt, że Ron, Ginny i ja nie dawaliśmy jej z tym spokoju; chyba nigdy się nie dowiem.
Ostatecznie, nie porozmawiała o tym z nikim, oprócz Ginny, a Ginny oczywiście nic mi nie powiedziała, więc nie mogę Ci pomóc. Jedyne co mogę Ci powiedzieć to:
Pierwsza wycieczka do Hogsmeade odbędzie się w drugą sobotę. Spróbuj być wtedy w pracy, a ja spróbuję zaciągnąć Hermionę do Zonka. Wtedy może uda Wam się poukładać swoje sprawy.
Mam nadzieję, że w Norze wszystko w porządku i że zobaczę Cię u Zonka.
Harry
Natychmiast sprawdziłem swój grafik na najbliższe dwie soboty.
Dzięki Bogu! Pracowałem od ósmej do ósmej. Dwanaście godzin... Byłem pełen nadziei, że choć część tego czasu spędzę z Hermioną.
Co zamierzałem jej powiedzieć...? Ni z tego, ni z owego pocałowałem ją i jeśli ona rzeczywiście nic do mnie nie czuje, nasza rozmowa będzie doprawdy niezręczna.
Znając mnie, powiem coś kompletnie niewłaściwego, a Hermiona strzeli mnie w twarz, tak jak Malfoy'a. A wtedy będę cierpiał i będę samotny, i będę małym, żałosnym niczym.
Albo! Może ona również mnie lubi? Jeśli tak, będę mógł być kochany i uroczy i...
Kogo ja oszukuję? Jestem na prostej drodze, aby to wszystko spieprzyć. Zawsze potrafię tylko spieprzyć. Pozwólcie, że udowodnię to krótką historią:
Czwarty rok, zaprosiłem pewną Krukonkę na randkę. Wyśmiała mnie... przy wszystkich ze swojego domu.
Piąty rok, zapytałem młodszą Gryfonkę, czy wybierze się ze mną do Hogsmeade. Zgodziła się. Pamiętam, że przez cały dzień, robiłem z siebie kompletnego idiotę.
Szósty rok, tuż po Balu Bożonarodzeniowym, rozmawiałam (i całowałem się...) z Angeliną. No i oczywiście rzuciłem jakiś kompletnie niewłaściwy komentarz (którego nie śmiem powtórzyć). Angelika zezłościła się i odeszła. Przeprosiłem ją, ale ona nadal nie chciała ze mną rozmawiać.
Biorąc pod uwagę wszystkie te wydarzenia (a także wiele innych, o których Wam nie powiem) nie jestem pewien, czy spotkanie z Hermioną to dobry pomysł. Tym bardziej znając ją i wiedząc jak łatwo wpada w gniew. Stąpam po cieńkim lodzie, naprawdę.
Usłyszałem, że ktoś otwiera drzwi. Do pokoju wszedł George.
- Jakieś wiadomości od Hermiony? - zapytał, siadając na swoim łóżku.
- Nie - odparłem smutno. - Dostałem list od Harry'ego. Tutaj - podałem mu pergamin. George przeczytał tekst, a jego rysy nieco stężały.
- Niedobrze, ale... hej! - powiedział z nowym entuzjazmem. - Harry ani raz nie wspomniał, że jej się nie podobasz. Może jest na ciebie po prostu zła, że czekałeś aż do momentu jej wyjazdu. Teraz nie ma jak się z tobą umówić.
- Tak myślisz? - zapytałem, pełen nadziei. Do tej pory nie rozważałem takiej możliwości.
George wzruszył ramionami.
- Pocieszenie - warknąłem sarkastycznie. Bliźniak posłał mi uśmiech.
- Och, nie rzucaj się - powiedział - Pomyśl, Hermiona albo cię lubi, albo nie. Jeśli lubi, dobrze dla ciebie, jeśli nie... ostatecznie nie musisz jej widywać codziennie.
Spojrzałem na niego.
- Wiesz, miałem nadzieję, że zaoferujesz mi jakąś otuchę. Jedno zdanie, parę słów, cokolwiek. Ale nie. Ty nadal jesteś dupkiem.
- Po prostu jestem sobą - odparł, szeroko uśmiechnięty.
Potrząsnąłem głową z niedowiedzaniem.
- Więc - zacząłem. - Pomożesz mi tego nie spieprzyć, zakładając, że Hermiona mnie lubi... czy pomożesz mi ją przekonać, aby mnie polubiła?
- Nie możesz kogoś przekonać, aby cię polubił, Fred. Ale pomogę ci, oczywiście, że tak. Pierwsza sprawa: nie mów niczego głupiego, jak to masz w zwyczaju.
- Oczywiście. Więc, jak mam to zrobić?
- Nie wiem. Nigdy nie mówiłem niczego głupiego.
- Jeśli zamierzasz być taki wkurzający, zapomnij - powiedziałem ze złością, wstając i wykonując kilka kroków w stronę drzwi.
- Okej, okej... - mruknął. - Będę poważny. Obiecuję.
Usiadłem z powrotem, słuchając wygłaszanego przez George'a regulaminu zalotów.
xxxxx
To był "Ten Dzień".
Dwa tygodnie minęły wraz ze mną, martwiącym się z dnia na dzień coraz bardziej, a także z George'em powtarzającym mi w kółko zasady i regulamin. Lecz kiedy nadszedł "Ten Dzień"... dzień, w którym miałem ujrzeć Hermionę... obudziłem się i przerażająca prawda spadła mi na głowę niczym fortepian.
Nie pamiętałem ani jednej rady, którą George tłukł mi do głowy!
Z wyjątkiem numeru jeden: Nie śmiej się z włosów Hermiony.
Łał, to może mi pomóc.
Zemdleję. Na Merlina! Byłem pewien, że zemdleję. Mój oddech był szybszy i nierówny, poruszałem się chwiejnymi krokami i jąkałem się niemal przy każdym słowie. To chore.
Ale musiałem ją zobaczyć. Po prostu musiałem.
- Dzień dobry! - powiedziałem do mojej koleżanki z pracy, Caitlin.
Każdego ranka była taka pełna życia, że miałem ochotę zwrócić śniadanie.
- Nie wyglądasz dobrze - powiedziała, patrząc na moją twarz, która w tym momencie była popielata. Czułem, że się pocę.
- Uch... To nic. Jestem trochę zdenerwowany.
- Bo?
- Takie tam... romantyczno-związkowe sprawy - mruknąłem głupkowato, co chwila zerkając za siebie.
- Och! - To jedyne co odpowiedziała.
- Mogę dziś pracować przy rejestrze? Czekam na kogoś i...
- Jasne, nie ma sprawy - przerwała. - Ja zrobię spis. Dzisiaj uczniowie Hogwartu wybierają się do Hogsmeade, więc mi to na rękę, że nie będę musiała robić przy rejestrze.
- Dzięki - powiedziałem wdzięcznie.
Dziewczyna uśmiechnęła się, wychodząc na zaplecze.
xxxxx
Marzyłem, aby powiedzieć, że Hermiona weszła do Zonka tanecznym krokiem i wyznała mi miłość... ale nie mogę.
Mogę natomiast opowiedzieć całą historię tamtego dnia w sposób boleśnie powolny.
Pracowałem w nawie numer cztery, czyszcząc wszystko dookoła po tym jak kilku trzeciorocznych idiotów przyszło do sklepu i przewróciło wystawę z Topniejącymi Różdżkami (zabawkowe różdżki, które topnieją pod wypływem dotyku, tworząc nieco obrzydliwy płyn, rozlewający się na dłoniach). Łatwo rozszyfrować, że uwalona nimi była cała podłoga. A przy okazji ja.
Nigdy nie potrafiłem rzucić Zaklęcia Czyszczącego. To znaczy... potrafiłem, ale niedziałające, więc w efekcie musiałem myć podłogę w stary, dobry, mugolski sposób. Klęczałem więc na parkiecie, wywijając szmatą, gdy usłyszałem jej głos.
- Harry! - powiedziała. - Nie chcę tam iść.
- Dlaczego nie? - zapytał Harry.
- Ponieważ... - zamilkła.
Niemal natychmiast znalazłem się w zasięgu jej wzroku. Wtedy odwróciła się z zamiarem opuszczenia sklepu, ale Harry przytrzymał ją mocno i odwrócił w moją stronę.
- Nie wyjdziesz stąd dopóki nie powiesz Fredowi tego co mi - powiedział stanowczo.
Dziewczyna spojrzała na niego, zakłopotana, jednak on jedynie wzruszył ramionami i wyszedł, zostawiając nas samych.
- Hermiona... - powiedziałem w tym samym momencie, gdy ona mruknęła: "Fred".
Znów nastała cisza.
- Podobasz mi się - wypaliłem głupio. Właśnie strzeliłem się w twarz; a przynajmniej mentalnie.
Hermiona zerknęła na mnie współczująco.
- Fred, jesteś naprawdę świetnym chłopakiem i...
Przerwałem jej.
- Podobam ci się: tak czy nie? - zapytałem.
Dziewczyna spuściła wzrok i mruknęła coś niewyraźnie.
- Co? - Moje serce waliło jak oszalałe.
Wtedy popatrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi, brązowymi oczami i powiedziała jedno, krótkie, pełne strachu: "Tak".
Byłem zagubiony.
- Tak, podobam ci się, czy tak, nie podobam ci się? - zapytałem, również ze strachem.
- Tak... - wstrzymała oddech. - Podobasz mi się.
Szczęście, które w tym momencie poczułem było tak wielkie, że aż przytłaczające.
Uśmiechnąłem się szeroko i błyskawicznie znalazłem się tuż przy niej. Wziąłem ją w ramiona i obróciłem się wokół własnej osi, mocno ją przytulając.
Ostatecznie poprosiła bym ją postawił, co od razu zrobiłem. Kiedy na nią spojrzałem, jej usta wykrzywiał uśmiech, a w jej oczach tańczyły wesołe iskierki i... Merlinie, była taka piękna. Po prostu piękna.
Tak piękna, że pocałowałem ją. I jedyne co mogę dodać to, to że... ona również mnie pocałowała.
